Po takim zakończeniu mam nadzieję, że to już koniec tego serialu.
Za ten sezon 7,5/10 ogląda się dobrze, ale nie ma porównania z poprzednią serią, punktuje dopiero końcowych kilka odcinków.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Ja jestem w trakcie oglądania, połowa pierwszego sezonu i jak na razie bardzo mi się podoba serial. Tworzy fajny klimat gangsterski, można się przenieść w czasy prohibicji:)
Chyba to nie będzie koniec bo niby filmweb zapowiada sezon 3 na wrzesień 2012.
Wiek: 31 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4334 Skąd: Z fali
Wysłany: 2011-12-13, 23:55
Zakończenie sezonu dobre. Ale sezon przynudzał rzeczywiście bardziej niż pierwszy, którego fanem jakoś szczególnie tez nie byłem. Ciekawe jednak jakie roszady, jeśli chodzi o bohaterów wyjdą w sezonie trzecim. Kto się jeszcze pojawi, a kto nie.
_________________ 36. Many have arisen, being wise. They have said "Seek out the glittering Image in the place ever golden, and unite yourselves with It."
37. Many have arisen, being foolish. They have said, "Stoop down unto the darkly splendid world, and be wedded to that Blind Creature of the Slime."
38. I who am beyond Wisdom and Folly, arise and say unto you: achieve both weddings! Unite yourselves with both!
41. But since one is naturally attracted to the Angel, another to the Demon, let the first strengthen the lower link, the last attach more firmly to the higher.- Aleister Crowley, Liber Tzaddi
"Conscious faith is freedom. Emotional faith is slavery. Mechanical faith is foolishness."G.I.Gurdjieff
"Gdy rządzi się prosto i spokojnie, ludzie stają się prostoduszni i lojalni. Gdy rządzi się przez nakazy i zakazy, ludzie stają się sprytni i podstępni."
" Im więcej zakazów i nakazów tym ludziom żyje się marniej."
"Im więcej praw i zasad się ustanawia, tym więcej będzie złodziei i rozbojów"
-Księga Dao i De
Ano dobry fanał, z chyba najmocniejszą sceną, jaka kiedykolwiek pojawiła się w tym serialu (chociaż zepsuto ją IMO przez łopatologiczną retrospekcję). Trochę rozbawiło mnie również to, że po raz kolejny chwila triumfu Nucky'ego została przedstawiona w formie godfatherowego montażu równoległego. Naprawdę aż taki brak kreatywności u twórców - nie dość że zrzynają, to dwa razy to samo? Dobrze chociaż, że thewire'owy montaż pod adekwatną piosenkę na końcu finału tym razie odpuścili.
Zabawna też
Spoiler:
sprawa z brakiem znajomości kobiecej psychiki u głównego bohatera - to nawet ja wiem, że kiedy kobieta przytakuje, robi TAKĄ minę i mówi TAKIM głosem jak podczas sceny w sypialni, to lepiej i bezpieczniej jest spieprzać bardzo, bardzo daleko - póki jeszcze można
Świetna seria, odrobinkę nawet lepsza od poprzedniej, trochę mi jednak 11 odcinek popsuł zabawę. Wolę jednak proste gangsterzenie, wielką i brudną politykę, a nie takie drążenie w zwichrowanych psychikach postaci
Spoiler:
z których jedna już jest martwa, a druga dopiero będzie. Z drugiej strony, jak już polubiłem Angelę (a wkurzała mnie w pierwszej serii), to musieli ją ubić. Jamesa jakoś mi nie szkoda - jak się nie słucha dobrych rad Meyera Lansky`ego ("Po prostu go spłać"), to się tak wychodzi. James chciał być kozak, no i przekozaczył.
Na szczęście mocne punkty pierwszej serii (Chicago Boys i Nucky) nie zawiodły, nowe postacie (Manny, Irlandczyk i pani prokurator) mocarne. I choć
Spoiler:
Nucky właściwie pozbył się już konkurencji, bo co mama Jamesa i Harrow sami zrobią
to nadal chce mi się serial śledzić, choćby po to, by zobaczyć, co się stanie z takim jednym klechą. Ciekawe, ile odcinków przetrwa.
Rothstein i tak najlepsiejszy.Obok Doyla moja ulubiona postać w serialu jak na razie.
A, po namyśle i opadnięciu emocji stwierdzam, że wiadoma scena w finale to mega kicz był. Już chyba bardziej banalnie zaaranżować tego nie mogli.
No ale panowie nie plujcie tak na nieboszczka. Mimo wszystko było on całkiem ważną postacią. Mi będzie go cholernie brakowało. Nie żebym żywił do chłopaka jakąś specjalną sympatię, ale był niezłym kontrastem dla Nucky'ego. Nie zmienia to faktu, że gdyby inaczej zakończyli ten wątek to wiarygodność serialu poszła by się jebać.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Rothstein i tak najlepsiejszy.Obok Doyla moja ulubiona postać w serialu jak na razie.
Świetni są. Rothstein za pomyślunek i ciętą ripostę. Doyle to mała gnida, ale i tak go lubię, choćby dlatego, że wszyscy nim pomiatają. Jak on niby ma nie być małą gnidą?
Jarod napisał/a:
A, po namyśle i opadnięciu emocji stwierdzam, że wiadoma scena w finale to mega kicz był.
W sensie że burza i deszcz? Mi jakoś pasowało, najpierw spiekota, potem burza, zwyczajna rzecz przecież.
I na chwilę przestałem pluć i nawet trochę współczułem, że Stracone Pokolenie, pierwsza wielka wojna itd, a potem sobie przypomniałem
Spoiler:
że w swoim krótkim a intensywnym życiu Jimmy miał dwóch możnych protektorów i z którymś zawsze udawało mu się dobrze żyć. Mógł skończyć studia ale nie, musiał obić gębę wykładowcy i pójść do wojska. Ja rozumiem, że nie miał w tym momencie specjalnego pomysłu na życie, ale nie lepiej było, np. skończyć studia? Dobrze, że go Nucky odstrzelił, bo mnie Jimmy wkurzał.
Ja kolesia lubię, gdyż jakąś taką... klasę w sobie ma. Nucky, to jak słusznie zauważył orange, "karaluch", Torrio to zwykły boss oprychów bez cech wyróżniających, a Rothstein jest elegancki, ma gadane, i dobrze kombinuje.
John Bigboote napisał/a:
Doyle to mała gnida, ale i tak go lubię, choćby dlatego, że wszyscy nim pomiatają
Mnie niesamowicie bawią ciągłe zmiany frontów z jego strony. Podręcznikowy przykład "chorągiewki na wietrze".
John Bigboote napisał/a:
W sensie że burza i deszcz? Mi jakoś pasowało, najpierw spiekota, potem burza, zwyczajna rzecz przecież.
Nie deszcz tylko oberwanie chmury rodem z Road to Perdition (kolejna "inspiracja, khe), a na dobicie łopatologiczne retro i cool tekst. Ale może ja się czepiam po prostu
A co do osobnika ze spoilera:
Spoiler:
też nie do końca tak było jak mówisz. Do wojska chłopak poszedł, bo bał się perspektywy życia z toksyczną mamuśką, tak mi się wydaje że liczył, iż w wojsku w najgorszym wypadku zdechnie, w najlepszym - nauczy się trochę samodzielności i obycia między ludźmi. Zauważ, że cała jego egzystencja w AC to nieustanna próba unikania kontroli a to ze strony mamuśki, a to ze strony protektorów. Od mamuśki po trosze odgradzała go własna rodzina, od protektorów - wizerunek bezwzględnego twardziela który z uporem pielęgnował.Kiedy w końcówce sezonu stracił kontrolę z obu stron, zdecydował się na samobójstwo właściwie - nie potrafię w inny sposób wytłumaczyć braku nieodłącznego noża podczas wiadomej sceny. Dorze pomyślana tragiczna postać IMO - tyko szkoda, że te retrosy z okresu studiów przesunęli na 11 odcinek, przez co ciągłość fabuły nieco się zaburzyła. W sumie jedyną rzeczą, jaką mam do zarzucenia Jimmy'emu jest zostawienie dzieciaka w rękach mamuśki.
Rothstein jest elegancki, ma gadane, i dobrze kombinuje.
Szkoda tylko, że najpewniej marnie skończy. Ale to chyba jeszcze nie w kolejnym sezonie?
Jarod napisał/a:
Mnie niesamowicie bawią ciągłe zmiany frontów z jego strony. Podręcznikowy przykład "chorągiewki na wietrze".
Zwykle takich osobników nie trawię, ale ten facet właściwie nie ma innego wyjścia - skoro nikt go nie lubi, to on nie ma powodów, by być lojalnym. Z drugiej strony, wszyscy potencjalni wspólnicy wiedzą, że Doyle jest chorągiewką na wietrze i pewnie właśnie dlatego nim pomiatają. Ale co tam, i tak go lubię. Choćby za śmiech.
Jarod napisał/a:
Nie deszcz tylko oberwanie chmury rodem z Road to Perdition (kolejna "inspiracja, khe)
Może. Film po mnie spłynął, pamiętam tylko jakąś strzelaninę w deszczu i że wcześniej Jud Law robił zdjęcia trupom. W "Boardwalk..." przynajmniej jest o wiele więcej "mięsa".
Jarod napisał/a:
A co do osobnika ze spoilera:
Bardzo dobrze tą postać nakreśliłeś, tylko mnie wkurzają
Spoiler:
bohaterowie, którzy mają jakieś porządne perspektywy na przyszłość i marnują je z powodu głupich impulsów. Albo zostawiają dzieci w nieodpowiedzialnych rękach. To ostatnie przekonuje mnie, że Jimmy był jednak nieźle skoncentrowany na sobie i prywatnych dramatach. Nie znalazł dobrego sposobu na ich przezwyciężenie, i skończył, jak skończył.
Może bym inaczej myślał, gdyby kluczowych w sumie retrospekcji nie upchano w jednym odcinku. Scenarzyści mogliby to jakoś sensowniej rozłożyć. Ale i tak od tej strony BA prezentuje się świetnie.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
No nic nie poradzę, że po kilku latach od obejrzenia zostało mi z niego tylko tyle. Owszem, świetne zdjęcia i inscenizacja poszczególnych scen, wizualnie majstersztyk. Ale co z tego. Żeby tylko Mendes nie przyjął podobnego podejścia przy nowym Bondzie, ale myślę, że tam go odpowiednio przypilnują.
Jakby sezon skrócili do 8 odcinków i wywalili te wszystkie smętne sceny, a w szególności te z Panią Schroeder w roli głównej, to mógłby to być serial na miarę TOP10. A tak... szkoda zmarnowanego potencjału.
Obniżam ocenę dla serialu do 7/10.
_________________ wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, ponieważ to dawka czyni truciznę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach