Forbidden Planet / Zakazana Planeta
reż. Fred M. Wilcox (USA 1956)
Pierwsza tzw. superprodukcja wysokobudżetowa z gatunku S-F wyprodukowana w wytwórni MGM. Na odległą planetę Altair zostaje wysłana z Ziemi ekspedycja, która ma wyjaśnić brak jakichkolwiek sygnałów życia oraz odnaleźć zaginiony statek Belerofont wraz z załogą .Po przybyciu na planetę załoga ze ustala że wszyscy członkowie załogi nie żyją - z wyjątkiem dwojga ludzi - doktora Morbiusa i jego córki. Przez lata doktor stworzył sobie na tej planecie prywatny raj którego strzegł wysoce zaawansowany technologicznie robot Robby. Doktor oznajmia komandorowi że nie chce być ratowany ani zabierany na ziemię. Odkrył on, że na tej planecie dawniej żyła wysoko rozwinięta rasa Krel. Wykorzystał on jej pozostałości po ich technologii aby podwoić możliwości swojego umysłu i posiadł możliwość stworzenia nowego świata według własnych wyobrażeń. Ciekawa wizja plastyczna i dopracowane efekty specjalne to dodatkowe walory tego filmu. Warto zobaczyć...
Co tu dużo mówić, klasyka kosmicznego science fiction, debiut Leslie Nielsena na dużym ekranie, a przede wszystkim świetne jak na swoje czasy efekty specjalne. Ponadto dość nowatorska była także muzyka - elektroniczna, ryjąca beret. Do tego wszystkiego ciekawa fabuła, do której w nowszych filmach można doszukać się sporo odniesień. Jak ktoś jeszcze nie widział to warto nadrobić.
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-03-26, 19:16, w całości zmieniany 3 razy
Świetny film! widziałam kilka razy. Nie wiedzieć czemu zawsze kojarzył mi się z ucieczką Logana. Teraz może wywoływać uśmiech politowania ale przypuszczam że w latach pięćdziesiątych musiał robić wrażenie. Lubię tego typu filmy, tylko przed seansem trzeba wyłączyć racjonalne myślenie, nie zwracać uwagi na jakość efektów i cieszyć się tym co się widzi (coś jak Lexx )
Obejrzałem to właśnie. Kilka srogich motywów (robot, IQ BOOSTER ) i klimat lat 50-tych "Poważne" przesłanie niestety nie przetrwało próby czasu, ale i tak ogląda się bardzo przyjemnie, pod warunkiem że przymkniemy oko na efekty i wątek miłosny.
K. napisał/a:
Ponadto dość nowatorska była także muzyka - elektroniczna, ryjąca beret.
Mocno wnerwiająca raczej, chyba że lubisz piski i buczenie + zabawy potencjometrami. Ja nie lubię, wolał bym jakąś patetyczną ścieżkę orkiestrową, moim zdaniem "muzyka" to najsłabsza strona tego filmu.
Jeden z filmów mojego dzieciństwa.
Żeby było śmieszniej, nasza telewizja emitowała go pod tytułem "Potwór z ID". Wiele mówiący tytuł, nie zdradzający, brońcie bogi, ani odrobiny z puenty.
Do tej pory bardzo miło go wspominam. Świetna postać robota - swoją drogą, jako element tła pojawił się później w kilku innych filmach fantastycznych. Chociażby w jednej z części "Gremlinów".
Wiek: 24 Dołączyła: 03 Sty 2010 Posty: 57 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-13, 18:52
Film oglądałam niedawno więc po nagich broniach ciężko mi było ulec urokowi Nielsena. Film rewolucyjny jak na swoje czasy i trzeba przyznać że dobrze się go ogląda nawet dziś.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach