Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-01-05, 16:15 In Time
In Time / Wyścig z czasem
reż. Andrew Niccol (USA 2011)
Świat w niedalekiej przyszłości: aby uniknąć przeludnienia, wprowadzono reglamentację czasu do przeżycia, który stał się najcenniejszym dobrem, powszechnie akceptowaną walutą wymienialną. Bogaci, których stać, by go kupować, mogą żyć wiecznie, biedni muszą wykazać się inwencją, by go zdobyć. [opis dystrybutora]
Najnowsze sci-fi reżysera pamiętnego filmu "Gattaca" i scenarzysty "Truman Show" prezentuje się moim zdaniem lepiej niż niektórzy o nim piszą. Fakt, drażni ta wszędobylska sterylność (można by rzez telewizyjność czy raczej nieprawdziwość) obrazu ale całość i tak moim zdaniem wypada znacznie bardziej na plus niż na minus.
In Time opiera się przede wszystkim na intrygującym scenariuszu. Czas jako waluta, społeczeństwo klasowe, w którym jedni mają nieśmiertelność, a inni żyją z minuty na minutę... I tutaj faktycznie zabrakło odrobiny naturalizmu w pokazaniu slumsów przyszłości. Nie ma np. mowy o tym, że poczujemy smród i ból tego życia (a szkoda bo to znacząco podniosło by wartość filmu). Po prostu robi się z tego takie "z kamerą wśród szarych ludzi" (przypadkowo są oni też przeważnie piękni i dobrzy). Wszystko nakreślone jest bardziej na komiksowo niż na serio (apogeum owej komiksowości jest przedstawienie postaci strażników czasu oraz tzw. minutników, którzy są tak emo und matrix, że nie sposób ich brać zupełnie na serio). No ale nic to - da się to przełknąć i wczuć w fabułę bez problemu. Nawet był taki moment, że wczułem się w smutny los naszego zasuwającego w glanach i czarnym płaszczu szeryfa, który niczym strażnik prohibicji z lat 20tych był gotów bez pamięci uczepić się każdego kto łamie prawo, nie dbając przy tym ani o jego status społeczny, ani o swoje własne położenie. Dla niego po prostu nie było ludzi ponad prawem. Liczył się tylko czas.
Justin Timberlake również nie drażni mnie jako aktor (częsty zarzut wobec filmu). Mam tak już od czasów znakomitego "Alpha Dog" więc nie cierpiałem za każdym razem gdy pojawiał się na ekranie. Jest natomiast jedna postać, która kompletnie działała mi na nerwy - bogata córka tatusia, niejaka Sylvia Weis (w tej roli ponętna Amanda Seyfried). Odnoszę nieodparte wrażanie, że jej obcasy miały więcej głębi od niej samej bo nie da się tego powiedzieć ani o jej oczach, ani o zachowaniu, ani tym bardziej o charakterze. Ja wiem, tak prawdopodobnie miało być. W końcu całe życie była chowana pod kloszem, rozpuszczana przez obrzydliwie bogatych rodziców i chroniona przed całym światem... no ale bez przesady. Jeżeli minutnicy i strażnicy czasu byli troszkę emo, to ona była emo w zupełności. Zawsze jak pojawiała się na ekranie miałem odruch "idź stąd / zabij się".
Film z pewnością zapamiętam. Raczej do niego nie wrócę. Czy polecam? Czy ja wiem... myślę, że niektórym może się spodobać. Ocena (raczej naciągane): 7/10 - mimo wielu wad coś w nim jest.
edit (jakiś czas po seansie): obniżam jednak ocenę do 6/10
_________________ tell me what you don't like about yourself
Film fajny, ale niczego mi nie urwał, właściwie im więcej o nim myślę, tym więcej znajduję w nim wkurzających motywów. Na przykład bohaterowie nie tylko nie mają żadnego planu (co się jeszcze da wytłumaczyć), ale mają też więcej szczęścia, niż rozumu. Jak tylko potrzeba im
Spoiler:
czegoś ciężkiego do wyważenia ściany, to zaraz znajduje się nie wiadomo skąd opancerzona ciężarówka.
Wkurza mnie takie ułatwianie bohaterom życia. Nie mówiąc już o tym, że te przyszłościowe banki czasu są podejrzanie łatwe do obrobienia. Czemu Fortis nie spróbował włamu, zamiast dręczyć współmieszkańców?
Podobały mi się parabondowskie motywy, niektóre pomysły i Amanda Seyfried. Tak, nadal widać, że ma wyłupiaste oczy, ale fajnie jest w tym filmie zrobiona, obnosi śliczne kiecki i fryzury, ma też więcej charyzmy, niż Timberlake, który jest zdumiewająco bezjajeczny. On się chyba nie nadaje na główne role, powinien zawsze grać epizody albo charakterystyczne role drugoplanowe.
Mniej więcej podpisuje się pod tym co napisaliście tylko, że mi akurat główni bohaterowie nie przeszkadzali, ale za to za nich oboje wkurwiał Cillian Murphy. Okropnie zrobiona postać. Cały czas też brakowało mi brudu tych slumsów, o czym wspomniał już BM. Zdaje się że "Raport Mniejszości" był filmem gdzie te najgorsze dzielnice były fajnie pokazane. Największym plusem tego filmu jest zajebisty pomysł rodem z Dicka. Za świetny pomysł wyjściowy (i późniejsze zmarnowanie go) 6/10
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach