Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5212 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-18, 00:37 Dante 01
Dante 01
reż. Marc Caro (Francja 2008)
Do umiejscowionego na statku kosmicznym więzienia - laboratorium psychiatrycznego trafia nowy, dziwnie zachowujący się więzień. Wkrótce okazuje się, że jego przybycie zwiastuje wiele niesamowitych i przełomowych wydarzeń...
Mocne francuskie kino SF, ciężka rzecz, coś na pograniczu Pi, Odysei i Cube, filozoficzno - klaustrofobiczny klimat. Dla fanów gatunku rzecz warta zauważenia. Polecam.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 10:15, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-27, 23:04
Dla mnie jeden z tych filmów s-f, które robią wrażenie atmosferą i treścią, a nie efektami specjalnymi. Bardziej dramat, czy też może kino psychologiczne, niż sensacja/s-f. Poza tym zawsze gdzieś z boku ma się tą świadomość, że jest to produkcja francuska, co nadaja jej dodatkowego smaczku.
Czekam na ten film już z dwa lata... i przegapiłem premiere jak widze :/.
Mam nadzieje że ten film zarobi na siebie a Caro dostanie pieniądze na następne rzeczy.Dam w tej intencji na msze w Licheniu.
Dla mnie Caro to zawsze była ''ta lepsza'' częśc spółki - bo bardziej neurotyczna i komiksowa (w europejskim znaczeniu)
jutro ssam.
edit:Widze że producenci pocieli czas trwania:/ a ocena na filmwebie nie jest zachęcająca.
To raczej smutne niż śmieszne że tacy ludzie nie mają pieniędzy na film...Dziś w relacji z Camerimage Alan Parker powiedział że chciałby cos zrobic przed śmiercią ale nikt mu pieniędzy na to nie chce dac:/.
Dla mnie ten film okazał się trochę drogą przez mękę a trochę takim intrygującym kuriozum, bo do seansu nie byłam w stanie uwierzyć, że do filmu uznanego autora, jawnie aspirującego do kina ambitnego da się wepchnąć tyle nonsensów. Bardzo mi nie przypadł do gustu- fatalny, pełen luk scenariusz (przez jakis czas zwalałam wiele na etap produkcyjny, ale nie da się tym wszystkiego usprawiedliwić), po najmniejszej linii oporu nakreślone postacie, mało pomysłowa a drażniąca "żywa praca kamery", no i totalne przeestetyzowanie... jak z założenia oprawa ma byc śliczna, niepokojąca i artystyczna to zazwyczaj wychodzi pretensjonalny kicz i tak też stalo się tutaj. Samo umiejscowienie akcji w odciętym od świata zewnetrznego środowisku i zaaranżowanie sytuacji w której bohaterownie funkcjonuja w grupach i indywidualnie jako mocne opozycje jest starą, ograną sztuczką, w której z zalożenia tkwi ogromny potencjał. Tutaj pozostaje on nietknięty.
Jednym slowem, uważam "Dante 01" za przaśnie przystrojony banał.
Naprtawdę, nie spodziewalam się po Caro aż tak złego filmu.
edycja: Przepraszam, że odswieżam stary temat, na szczęście nie był zarchiwizowany a ja mam ogromna potrzebe porozmawiania z kimś, kto ten film obejrzał.. w sumie stąd jestem na forum . Pozdrawiam.
_________________ ... the island where love is free ...
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5212 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-05-19, 06:04
E tam, przesadzasz. Łatwo przykleić mu łatkę gatunkowego potworka ale myślę, że ma on w sobie jednak potencjał, który przy odrobinie dobrej woli da się wydobyć na powierzchnie. Z tym filmem jest trochę jak ze słynnymi japońskimi chrupkami owiniętymi w wodorosty. Na początku nie możesz na nie patrzeć (o jedzeniu nie wspominając), a potem przepłacasz ciężkie pieniądze żeby je dorwać na jakimś orientalnym stoisku i ze smakiem wcinać do piwa.
Innymi słowy - jeżeli masz na to siłę i ochotę, to spróbuj się przebić przez przaśność i banał, zrobić sobie kolejny seans w środku nocy, taki klimatyczny, z otwartą głową, bez szukania dziury w całym. Może okaże się, że coś spod tej pozornej skorupy banału do Ciebie trafi. Ja chyba to coś zauważyłem i do mnie ten film w znacznym stopniu przemówił. Nie powiem, że czuję się olśniony ale mieszanie go z błotem to jednak gruba przesada, a nawet pójście na pewną łatwiznę. Zabawa z biblijnym mitem też jest tu czymś dosyć ciekawym. Powoduje ona, że film nabiera nieco mistycznego klimatu. Można go nawet odbierać w jakiś tam para-Dänikenowski sposób. Bo oto walczący ze smokiem Św. Jerzy zyskuje zupełnie nową formę. Zresztą sama interpretacja imion postaci i ich doboru na tej karnej kolonii też daje fajną łamigłówkę. Widać, że autor puszcza do nas oko i zostawia pole do tego by sobie nieco pokombinować i podążyć.
Kino sci-fi rządzi się swoimi prawami. Jeżeli za wartość samą w sobie przyjmiemy pewien klaustrofobiczny klimat kosmicznego czyśćca, to myślę, że został on tu osiągnięty. Kolejną sprawą wartą uwagi jest plastyczność poszczególnych ujęć. Niektóre z nich naprawdę solidnie zapadają w pamięć i w znacznej mierze rekompensuje to nieodciągnięcia na innych polach.
Dla mnie ten film to taka autorska baśń w klimatach hard sci-fi. Podróż do świata fantazji reżysera, który wchodzi w pewną przestrzeń bez odp. zestawu gadżetów ale za to z ogromną odwagą i zaangażowaniem. Gdzieś tam sączy tą swoją wizję i muszę powiedzieć z całym przekonaniem, że ja w nurt tej wizji zanurzyłem się niemal zupełnie.
Wybacz, jeśli mój ton jest za ostry, ale naprawdę uważam, że to jest bardzo kiepsko pomyślany film. Nie usiadłam do niego z zamiarem „szukania dziury w całym”, wręcz odwrotnie, szykowałam się na dwie godziny porządnego kina, bo dobrze wspominam i „Miasto zaginionych dzieci” i „Delicatessen”. Zamknęłam się w pokoju, zasunęłam zasłony, włączyłam odtwarzacz i poddałam się pięknemu głosowi narratorki. Po kilku scenach doszłam do wniosku, ze raczej nie będzie tak dobrze, jak się spodziewałam a później było tylko gorzej.
Nie oceniam tego filmu jako „potworka” w ramach gatunku s-f , to byłoby duże nieporozumienie, wydaje mi się, że bardziej przynależy do kategorii dramatu psychologicznego, tyle, że opowiedzianego w realiach s-f.
I jeśli chodzi o oprawę wizualną;, muzyczną, o klimat, wizję świata przedstawionego to nie mogę się spierać, mimo tego, że jak pisałam wcześniej, są według mnie niskiej klasy. Wrażliwość na ich urok to sprawa bardzo indywidualna i, jak mówią- jeden woli bułki, drugi piekarza córki, na to się nic nie poradzi . Dla mnie jest pretensjonalnie, dla Ciebie baśniowo.
Rzecz, na którą się zgodzić nie mogę to wspomniane przez Ciebie bogactwo i głębia symboliczna. W żaden sposób jej tu nie dostrzegam, a próbę „podintelektualizowania” treści za pomocą technik, jak te z Dante 01 uważam za tani chwyt. Rozwiniecie chrześcijańskiego mitu o świętym Jerzym może rzeczywiście przyjmuje nową formę, ale ani nie stawia nowych pytań, ani nie poszukuje nowych odpowiedzi. Opowiada mit ale nawet nie sili się na jego analizę. Mając w ręku tak powszechnie znaną w kulturze europejskiej opowieść można sobie pozwolić na spory rozmach interpretacyjny a nie tylko na „fajną” wizualizację, bo ona po prostu nic nie wnosi oprócz wspomnianej przez Ciebie formy no i poczucia, ze oto widzi się coś bardziej znaczącego. A sprawy z imionami bohaterów nie nazwałabym łamigłówką za żadne skarby, bo ta zakłada konieczność rozwiązania problemu i odkrywanie odpowiedzi, a w filmie wszystko podane jest na tacy- postacie ukryte za nazwami są czytelne dla przeciętnego dziesięciolatka. Poza tym, że funkcjonują razem w garnku wiedzy powszechnej, nie istnieją wspólnie w żadnych systemach i dlatego będę twierdzić, że to autorzy poszli na łatwiznę, zapożyczając sobie co słynniejsze imiona które akurat wydały im się przydatne i tworząc tak naprawdę nic nieznaczący kolaż.
Podobne odczucia mam co do tego, jak ograno kartę czyśćca, pokuty, wybawienia, mesjanizmu, moralności... dla mnie film jest pełen wykalkulowanego patosu a nie ma w nim ani mądrości ani poszukiwania prawdy.
I niestety, już pod względem samej akcji.. luki w scenariuszu biją po oczach.
A, i nie mam nic przeciwko kiczowi, jak długo nie jest właśnie pretensjonalny .
_________________ ... the island where love is free ...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach