Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-27, 16:24 Sunshine
Sunshine / W stronę słońca
reż. Danny Boyle (USA, UK 2007)
Jest rok 2057, Słońce wygasa, a ludzkość staje w obliczu wymarcia. Ostatnią nadzieją Ziemi jest Icarus II - statek kosmiczny z ośmioosobową załogą pod dowództwem kapitana Kanady. Jego zadanie polega na dostarczeniu na Słońce ładunku jądrowego, który pobudziłby gasnącą aktywność gwiazdy. W trakcie podróży, poza zasięgiem radiowego kontaktu z Ziemią, załoga odbiera sygnał od Icarusa I, który zaginął w takiej samej misji przed siedmioma laty. W wyniku tragicznego splotu okoliczności misja zostaje zagrożona, a załoga musi walczyć nie tylko o swoje życie, ale i o przyszłość nas wszystkich...
W sumie nie wiem czemu ludzie się czepiają tego filmu, jak dla mnie całkiem przyzwoicie sklecone kino S/F, absolutnie się nie wynudziłem. Umiarkowanie polecam.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 11:13, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-27, 23:06
Nie podobało mi się. Jakieś takie prze-heroizowane kino o ratowaniu świata. Owszem ciekawy motyw podróży ku słońcu, ale nie samym motywem film zarabia sobie na ocenę. "Sunshine" niestety nie wybił się ponad przeciętną.
Dołączyła: 19 Lis 2008 Posty: 79 Skąd: The Universe
Wysłany: 2008-11-28, 15:33
Eva napisał/a:
"Sunshine" niestety nie wybił się ponad przeciętną
Ponad przecietna sie nie wybija, ale biorac pod uwage, ze tylko kilka filmow sf mozna uznac za swietne, a cala mase za beznadziejne, ten film nie jest najgorszy.
Eva napisał/a:
prze-heroizowane kino o ratowaniu świata
Jak bardzo wiele amerykanskich filmow (sf i nie tylko). Etos bohatera (Amerykanina) ratujacego cala ludzkosc, to motyw tak powszechny w kinie amerykanskim, ze siadajac do filmu rodem z USA, wcale mnie to nie odrzuca, bo jestem psychocznie przygotowana
Wiek: 31 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4333 Skąd: Z fali
Wysłany: 2008-12-03, 01:04
BM napisał/a:
W sumie nie wiem czemu ludzie się czepiają tego filmu, jak dla mnie całkiem przyzwoicie sklecone kino S/F, absolutnie się nie wynudziłem. Umiarkowanie polecam.
Tez nie rozumiem. Ludzie patrzą na ten film jak na Armageddon ze słońcem zamiast meteoru, a to zupełnie inne kino. Scenarzysta określił go jako hołd dla psychologicznego science fiction, film o ateizmie i spotkaniu Boga.
Ja osobiście po seansie byłem wkurzony na scenarzystę, że z ciekawego filmu o kosmicznej misji, postanowił uczynić jakiś bełkotliwy horror.
Przez pierwszą godzinę byłem zauroczony tym filmem - piękne zdjęcia, niezły klimat odosobnienia, wplątanie w dialog tematu nadrzędności decyzji jednostki wyspecjalizowanej nad demokratyczną większością głosów (nie przypominam sobie takiego motywu w innych SF). I potem pojawił się motyw Pinbakera...
Ogólnie to takie połączenie "Odysei kosmicznej" z "Ukrytym Wymiarem", które na dobre filmowi nie wyszło. Wobec całości - odczucia mieszane. :/
Koszmarne otwarcie rodem z podręcznika początkującego artysty reżysera. Absolutnie zbędny epilog.
Ciekawa fabuła, ciężki klimat - to na plus.
Z dodatków wynika, że autor nastawił się na maksimum realizmu i wszystko było by pięknie, gdyby nie absurdalny pomysł
Spoiler:
przeniknięcia szaleńca na pokład Ikara II. Podczas ewakuacji z Ikara I, tuż po tym jak resztki załogi wpadają (dosłownie) do śluzy, cały statek aż wyje ogłaszając wszem i wobec "człowiek w śluzie" ... jakim cudem intruz "przeniknął" na pokład niezauważony ? To się kupy nie trzyma tym bardziej, że komputer pokładowy może go bez problemu zlokalizować.
Przyznaję, że panorama Słońca w kontraście z czernią kosmosu to coś co warto zobaczyć, a ogród tlenowy prezentuje się wspaniale. Także załoga zachowuje się logicznie, nie miota się i zachowuje karność rodem z misji kosmicznych NASA.
Momentami zbyt chaotyczny i drastyczny montaż - idzie się pogubić w tym, gdzie właściwie znajdują się bohaterowie i jak się tam do licha znaleźli
Spoiler:
chodzi mi szczególnie o moment awaryjnego odłączenia ładunku od Ikara II.
Zakończenie - bardzo psychodeliczne. Może nawet za bardzo.
Film autora "Trainspotting" i "Płytkiego grobu" ...
"Trainspotting" to jeden z filmów mojego życia (dodatkowo moje pierwsze DVD, które czekało 3 lata na zakup odtwarzacza XD). "Płytki grób" to zaś klasa sama w sobie.
"Sunshine" to nie ta liga - spodziewałam się czegoś dużo lepszego.
... w każdym bądź razie podczas seansu zapowiadanej "bliskości Boga" nie poczułam ;P.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ktoś, gdzieś, niedawno powiedział mi, jaki to ten film nie jest super. Wprawdzie w głowie od razu zabiło mi na alaram "jakim cudem ja wcześniej o nim nie słyszałem?", ale i tak postanowiłem go wczoraj obejrzeć.
Cóż, w praniu "Sunshine" okazało się być jak kocioł z cygańskim bigosem, gdzie ktoś wrzucił heroiczne tło "Armageddonu" i doprawił kliszami z większości znanych s-f z dreszczykiem (głównie "Event Horizon"). Tylko chyba zapomnieli sprawić, żeby to się jakoś minimalnie kleiło. Pomijając już ogólną miałkość i bezsens pseudonaukowych podwalin pod fabułę, to sam scenariusz pełen jest sprzeczności i co chwilę sięga do innej bajki. Z jednej strony załoga mająca być supergrupą od której zależy los całej Ziemi okazuje się być zbieraniną niezdarnych i niezrównoważonych gimgówien o wyjątkowo wątłej psychice, z drugiej w dramatycznych chwilach nagle okazują się być bohaterami gotowymi do największych poświęceń i chłodno kalkulującymi kroki niezbędne dla powodzenia misji. Wtf? Wypadło to równie przekonywująco co przemówienia polityków przed wyborami. Najlepsze przychodzi oczywiście na koniec, gdy silący się do tej pory na dramatyczne s-f film wprowadza ni z gruszki ni z dupy wątek o Bogu i będącym jego aniołem śmierci naśladowcy nemezis z "Event Horizon"...
... a pózniej happy end prosto z Holywood.
Przyznaję, byłem w lekkim szoku. Pół biedy, że film ma w sumie parę plusów - niezła muzyka, fajne zdjęcia i montaż no i podobała mi się scena, gdy przy wejściu na dryfujący okręt pierwszej misji pojawiają się przebłyski zdjęć zmarłej załogi.
Nie przesadzajmy - nie jest aż tak źle. Po pewnym czasie zaczęłam darzyć ten film nawet sympatią - pomimo jednej nielogicznej zagrywki o której wspominałam wcześniej - warto obejrzeć.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3663 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-28, 18:01
Zgadzam się z Nuz i osobiście bym tego filmu również tak zupełnie nie skreślał, jak robi to TajskaKurtyzana. Co prawda już tak dobrze go nie pamiętam, ale z tego co pamiętam, to
Spoiler:
wybiegał on może zbyt bardzo w przyszłość i stąd ta głupota w postaci ożywienia słońca ładunkiem atomowym.
Bombka Capy nie służy do restartu Słoneczka, ale do neutralizacji jakiegoś kwantowego fenomenu (pola?), który Słońce "pożera". Tego wyjaśnienia w filmie niestety nie ma, bo wypadło. Może i lepiej, zawiłości mechaniki kwantowej są troszkę trudne do pojęcia, dla mnie na pewno.
Jakbym się miał tego filmu poczepiać, to znalazłbym coś lepszego - kto, na litość Cthulhu, wymyślił nazwę "Icarus" dla tych statków? Kulturowy analfabeta?
Ale nie będę się czepiał, bo "Sunshine" po prostu uwielbiam.
TajskaKurtyzana napisał/a:
Z jednej strony załoga mająca być supergrupą od której zależy los całej Ziemi okazuje się być zbieraniną niezdarnych i niezrównoważonych gimgówien o wyjątkowo wątłej psychice, z drugiej w dramatycznych chwilach nagle okazują się być bohaterami gotowymi do największych poświęceń i chłodno kalkulującymi kroki niezbędne dla powodzenia misji.
Dałeś właśnie ładny opis rozciągłości natury ludzkiej. Tak jest, to są ludzie, a nie heroiczne typki z "Armageddonu". Ludzie tak już mają, że raz się mazgają, a potem biorą w garść i robią co trzeba.
Inna rzecz, że "Sunshine" to taki właśnie "AntyArmageddon". Film jest melancholijny i raczej smutny, choć końcówka teoretycznie powinna jakoś podnosić na duchu. Dobry podkład pod rozważania o ogromie Wszechświata i maleńkości tego, co zwie się ludzką cywilizacją. Na coś takiego trzeba mieć dzień, więc rozumiem, że oczekiwania niektórych odbiorców w tym temacie mogły zostać zawiedzione.
Gdyby jeszcze nie ten absurd z intruzem :P - szczególnie w kontekście ścisłego trzymania się realizmu - taka nielogiczność.
Ale , ale - na ledowym 42'' TV ujęcia słonca wyglądaja tak, że w fotel wciska O_O
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach