Mucha / The Fly
reż. David Cronenberg (Kanada, USA, Wielka Brytania, 1986)
Seth Brundley projektant systemów komputerowych, poznaje na spotkaniu prasowym Veronicę Quaife, dziennikarkę czasopisma "Particle Magazine". Zaprasza ją do laboratorium prezentując tam dwa sterowane komputerem "telepody", umożliwiające przenoszenie nieożywionych przedmiotów. Dziennikarka informuje swego wydawcę Stathisa Boransa o tych rewelacjach, chcąc opublikować materiał w czasopiśmie. Brundle przekonuje ją, aby wstrzymała się z tym do momentu ukończenia badań. Veronica śledzi niepowodzenia Setha z przenoszeniem małpy i nawiązuje romans z naukowcem. Eksprzyjaciel, a obecnie szef Borans próbuje nakłonić Veronicę do powrotu, szantażuje ją możliwością opublikowania pod własnym nazwiskiem zgromadzonych prze nią materiałów. Veronica opuszcza Setha, by stawić czoło swemu wydawcy. Zazdrosny o kochankę Brundle w upojeniu alkoholowym dokonuje teleportacji samego siebie.
Wiele rzeczy kino widziało, ale efekt w/w eksperymentu, swą malowniczą brzydotą wybitnie wyróżniana się na tzw. "tle":
W sumie cała fabuła to dodatek do artystycznej wizji reżysera, a ta jest wysoce psychodelią podszyta.
W roli szalonego naukowca, będący u szczytu popularności Jeff Goldblum (stylowy fryz), przy wcale wdzięcznym wsparciu przepięknej Geeny Davis.
Ten film i po latach ogląda się świetnie. Widać to co obrzydliwe wolniej się starzeje
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-11-04, 07:51, w całości zmieniany 1 raz
"Mucha" jest zajebista, ale to nie dziwne. Cronenberg po prostu nie robi słabych filmów (a na pewno nie trafiłem na taki, no, poza jednym, ale to był jego pierwszy pierwszy, więc się uczył dopiero). Przy pierwszym oglądaniu zaskoczyło mnie, że to w sumie kameralny dramat na trzy osoby + wynalazek. Sequel ma dłuższą (choć bez przesady) listę obsadową i jest pod praktycznie każdym względem okropny. Nie zakwalifikował się nawet jako "guilty pleasure", nie tykać choćby 15 - metrowym kijem.
W sumie cała fabuła to dodatek do artystycznej wizji reżysera
tu wypada zaznaczyć, że film Cronenberga to remake obrazu z 1958 roku, którego nie widziałem, więc nie wiem, na ile jest wierny, a zarazem na ile cytowane stwierdzenie jest zgodne z prawdą. Nie zmienia to faktu, że film rządzi. Mimo, że powstał dość dawno temu, wciąż jest przerażający, obrzydliwy i absurdalnie groteskowy. Cronenberg mistrzowsko stopniuje napięcie, a końcówka to już jazda bez trzymanki. Sequelu nie widziałem i nie chcę widzieć.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2010-11-12, 14:55
"Mucha" pomimo lat broni się nadal, w końcu to klasyka. Przemiana bohatera, jego metamorfoza fizyczna i psychiczna pokazana została w sposób, który dzisiaj rzec by można "nawet straszy" ale kiedyś to było coś naprawdę wielkiego (nawet Oscar za charakteryzację wpadł) . Konkretny film Cronenberga i ciekawa rola Goldbluma.
Bardzo dobry film, przyczepiłbym się jedynie do finału sceny w barze i "snu". Nie lubię kiczowatego epatowania przemocą a'la lata 80; w końcówce filmu co prawda jak najbardziej to pasuje, wymienionych przeze mnie przypadkach - moim zdaniem średnio, tym niemniej świetny film, trochę dramat psychologiczny, trochę horror. Polecam.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach