Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-25, 15:22 Diuna
Diuna / Dune
reż. David Lynch (USA 1984)
Zrealizowana w ciągu trzech lat (cały rok trwały zdjęcia w Meksyku) "Diuna", choć spotkała się z krytycznymi uwagami krytyków, przez wielbicieli gatunku przyjęta została z wielkim szacunkiem dla reżysera. Mroczna natura Lyncha w połączeniu z naukową wyobraźnią Herberta stworzyła niepowtarzalny nastrój, podsycany malarskimi dekoracjami i kostiumami. Na sukces pracował też ogromny budżet. Przy produkcji filmu zatrudniono 1700 ludzi (200 z nich na potrzeby filmu przez trzy miesiące ręcznie oczyszczało trzy mile kwadratowe pustyni) i wybudowano 80 planów w 16 studiach. Choć reżyserska wersja filmu trwała... 27 godzin (do dziś można ją znaleźć w Internecie), do kin trafił film ponad dwugodzinny. Kiedy jednak telewizja amerykańska pokazała film w wydłużonej, ponad trzygodzinnej wersji, ze znaczącymi zmianami fabularnymi, oburzony Lynch kazał usunąć swoje nazwisko z czołówki. Zamiast niego z napisów końcowych dowiedzieć się można, że telewizyjną "Diunę" wyreżyserował niejaki Alan Smithee. "Diuna" jest także filmem, w którym zadebiutował Kyle MacLachlan, jeden z najbardziej rozpoznawanych aktorów Lyncha, pamiętny agent Cooper z "Miasteczka Twin Peaks" i Jeffrey z "Blue Velvet"
Cóż mogę powiedzieć - moim zdaniem ta książka zasługuje na znaaacznie lepszą ekranizację ale póki co nikt lepszej nie nakręcił. Nie zmienia to jednak faktu, że film Lyncha był dla mnie naprawdę sporym rozczarowaniem i raczej odradzam niż polecam. Wiem, że obraz ten ma całkiem niemałą grupę fanów ale to jakoś zupełnie nie zmienia mojego punktu widzenia.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 11:05, w całości zmieniany 4 razy
Dołączyła: 19 Lis 2008 Posty: 79 Skąd: The Universe
Wysłany: 2008-11-25, 16:59
Rany... ten film byl zwyczajnie smieszny... Kultowa ksiazka, a film zwyczajnie marny. Chwilami nie wiedzialam, czy aktorzy rzeczywiscie sie tak wczuli, czy moze robia sobie jaja...
Ja z kolei uważam, że jest to całkiem udana.. adaptacja. Diunę bardzo trudno jest przełożyć na język filmowy i skrócić tak aby zawrzeć wszystkie ważne wątki. To praktycznie mission immposible i uważam, że Lynch zrobił całkiem dobry film sf.
Główną zaletą tego filmu jest obsada i nie wyobrażam sobie nikogo innego na miejscu Paula nikogo innego prócz Kylea McLachana
Przychylam się do ostatniej wypowiedzi. Oglądałem to kiedyś parokrotnie i potem byłem naprawdę zdziwiony, że film zebrał aż tak marne recenzje.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
O samej historii powstawania tego filmu można się nieźle rozpisać, więc żeby tego nie robić, odsyłam tutaj. Dość powiedzieć, że „Diuna” w reżyserii Alejandro Jodorowskiego z Salwadorem Dali w roli Imperatora Schaddama IV okupuje czołówki zestawień Najbardziej zajebistych filmów, które nigdy nie powstały.
Adaptację klasycznej powieści Franka Herberta z 1965 roku powierzono ostatecznie Davidowi Lynchowi. Reżyser szczerze do dziś filmu nienawidzi. Niby nic dziwnego, „Diuna” jest długa, niezbyt zrozumiała, mimo licznych wstawek wyjaśniających reguły świata (Wszechświata) przyszłości i w dodatku zrobiła kasową klapę. Coś jednak sprawia, że mimo najgorzej zrzuconego infodumpu w historii kina, groteskowej powagi i rozgrywania wszystkich wydarzeń patetycznie i na wysokim C uważam ją za jeden z najlepszych filmów SF jakie widziałem.
Po zaangażowanych wcześniej artystach ostało się w filmie wiele świetnych projektów scenograficznych. Muzyka zwala z fotela. Podobnie niektóre sceny, jak ekspedycja rodu Atrydów na Arrakis – też chcę takie statki! „Diuna” ma po prostu oprawę godną prawdziwego eposu. W tej wizji nie ma nic na jaja, są za to spiski, zdrady, skrytobójstwa i na końcu człowiek, który postanawia zapanować nie tylko nad własnym przeznaczeniem, ale i wytyczyć drogę, którą będzie już podążał cały znany Wszechświat. Nie lubię zwykle filmów, które same siebie traktują zbyt poważnie, ale „Diunę” kupuję w całości, ze wszystkimi jej niedostatkami.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-09-13, 22:28, w całości zmieniany 2 razy
Ehh mam ten film od ponad pól roku i jakoś nie moge się zmusić do obejrzenia
Wydaję mi się, że w porówaniu z kultowa książką to będzie porażka. Serie Herberta przeczytałam swego czasu dwukrotnie i nie wyobrażam sobie jak tak wielowątkową i rozbudowaną książkę można przełożyć na film. Cóż, ale widzę że wychwalacie także w niedługim czasie nadrobie zaległości
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3657 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-14, 16:08
Jestem w tej komfortowej sytuacji, że nie czytałem książki.
Bardzo lubię ten film i prawdopodobnie mam do niego sentyment. Nie jest pozbawiony wad: jest niejasny, patetyczny (efekt ten dodatkowo potęgują myśli bohaterów puszczane z offu) i w pewnym momencie fabuła staje się po prostu szarpana, nieciągła i sprawia takie wrażenie, jakby chciano powiedzieć za dużo w zbyt krótkim czasie (gdzieś od momentu wybuchu rewolucji). Nie potrafię jednak oceniać go surowo: Giger wywiązał się z zadania znakomicie jak zawsze, muzyka jest doskonała i film, chociaż być może jako całość trochę rozczarowujący, ma zajebisty klimat. Wprowadza też parę ciekawych kwestii, nad którymi można podumać.
Tak go lubię, że załatwiłem sobie nawet wersję directorską, której Lynch nie lubi do tego stopnia, że kazał usunąć swoje nazwisko z czołówki i w roli reżysera figuruje jakiś fikcyjny facet. Póki co, czeka na półeczce na obejrzenie.
Wersji reżyserskiej chyba nie znam, ale film wg mnie b. udany. Mocno uprościli książkę i zrobili z niej zamkniętą historię, bardziej w stylu klasycznego fantasy niż oryginalnej wersji - za nowe zakończenie wielu fanów pewnie by Lynchowi ucięło jaja
Ale jako że nie jestem wyznawcą Herbertowskiej sagi, to mi to nie przeszkadza.
John Bigboote napisał/a:
Dość powiedzieć, że „Diuna” w reżyserii Alejandro Jodorowskiego z Salwadorem Dali w roli Imperatora Schaddama IV okupuje czołówki zestawień Najbardziej zajebistych filmów, które nigdy nie powstały.
Film co prawda nie powstał, ale Jodorowsky porwał Jeana Girauda (czyli Moebiusa), który miał do tego projektu zrobić dekoracje i kostiumy, do swojego komiksowego projektu "Incal" - który jest prawdziwym arcydziełem komiksowego sci-fi (i komiksu w ogóle), wg mnie jest lepszy niż ten film mógłby być, także nie ma tego złego itp.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Moim zdaniem bardzo dobry. Nie wiem jak to wygląda w odniesieniu do książki. W filmie zastosowano rodzaj efektów specjalnych sprawiający, że film do dziś (z małymi wyjątkami) prezentuje się wprost epicko.
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2011-07-18, 19:16
Cytat:
Choć reżyserska wersja filmu trwała... 27 godzin (do dziś można ją znaleźć w Internecie), do kin trafił film ponad dwugodzinny.
Właściwie to zdanie jest kwintesencją moich wrażeń po obejrzanym filmie. Obraz Lyncha jest zdecydowanie za krótki przez co ogrom zdarzeń czy postaci pozostaje mniej lub bardziej niezrozumiałych. Gdyby tak reżyser zabrał się do pracy z zamysłem stworzenia serialu mogło powstać dzieło absolutnie kultowe i nietykalne. Nie zrobił tego i mamy film, o którym ciężko powiedzieć kultowy czy dobry. Jest to obraz momentami (jak już wspomnieliście) za bardzo patetyczny przez co mocno kiczowaty. Nie powiem, że film mi się nie podobał bo jednak jest to kawał ciekawej pracy (wizji) ale spory niedosyt pozostaje, a drzemiący potencjał projektu chyba zmiażdżył całą pracę Davida Lyncha i spółki.
PS
Poza tym aktorstwo (co niektórych) pozostawia wiele do życzenia.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3657 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-07-18, 19:35
Mad_X napisał/a:
Cytat:
Choć reżyserska wersja filmu trwała... 27 godzin (do dziś można ją znaleźć w Internecie), do kin trafił film ponad dwugodzinny.
Toż to zdaje się nieprawdziwa informacja. Wersja reżyserska jest o jakąś godzinę dłuższa, podpisana innym nazwiskiem niż Lynch, bo on sie do tej wersji nie przyznaje. Zresztą on w ogóle jest niezadowolony z tego filmu, niezależnie od wersji. Tą reżyserską mam gdzieś na płytce. Jest o ok. godzinę dłuższa.
Problemem tej najbardziej znanej wersji (piszę o tym wyżej) jest to, że jak rozpoczynają sie te sceny epickie, film staje się strasznie poszatkowany. Mimo to, ja bardzo lubię ten film i lubię do niego wracać. Bardzo klimatyczna rzecz. Czuć pomysły Lyncha i wkład Gigera.
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2011-07-18, 23:10
jazu napisał/a:
Toż to zdaje się nieprawdziwa informacja.
Na to wychodzi. Wziąłem ją, a właściwie wnioskowałem na podstawie opisu z pierwszego postu. Na pewno za jakiś czas wezmę się za wersję reżyserską (tą około trzy godzinną).
Ktoś to oglądał? Warto podejść? Sądząc po nagrodach (EMMY - najlepsze zdjęcia oraz najlepsze efekty specjalne 2001) przyznanych temu trzy odcinkowemu serialowi może cieszyć oko.
Serial to ot, taka poprawna, telewizyjna produkcja na niedzielne popołudnie. Jeśli Ci się bardzo, ale to bardzo nudzi, możesz ewentualnie rzucić okiem. Ale już lepiej książkę przeczytać.
Jedna uwaga: wzmiankowana wyżej wersja dłuższa Diuny Lyncha nie jest wersją REŻYSERSKĄ, a PRODUCENCKĄ. Lynch widząc co ci debile od montażu zrobili wypiął się na tą wersję - i słusznie. Z tym że, niestety, jest to obecnie jedyne dostępne źódło dodatkowych scen...
Kurde, mógłby się Lynch dbrazić i wersję reżyserską (najlepiej w formie serialu właśnie) trzasnąć. Każde pieniądze bym zapłacił...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach