Dołączyła: 19 Lis 2008 Posty: 79 Skąd: The Universe
Wysłany: 2008-11-24, 23:45 12 Małp
12 Małp / Twelve Monkeys
reż. Terry Gilliam (USA 1995)
Nieznany wirus niszczy ludzkość, tylko 1% populacji uchodzi z życiem. Jest rok 2035, ludzie żyją pod ziemią. Więzień James Cole Zostaje 'na ochotnika' wysłany w przeszłość do roku 1996 aby zebrać informacje na temat pochodzenia wirusa. Jednak w wyniku pomyłki James trafia do roku 1990, gdzie natychmiast aresztuje go policja.
Lubię ten film. Nie przepadam ani za Bradem, ani za Willisem, ale w tym filmie pasują i grają nawet nieźle. No i ciekawy, oryginalny, zakręcony scenariusz
Ostatnio zmieniony przez Eva 2011-08-10, 20:33, w całości zmieniany 5 razy
zdaje się że moje top3, a na pewno stała pozycja w nim :D Klimat beznadziejności, schizofrenii, zaskakujące motywy z każdej strony (czarnuch w psychiatryku, alfons, I wś), Pitt rozdający karty... Szukam wydania na Blu-Ray :>
_________________ Potwierdzam, iż u nas w Bergen-Belsen nie było nigdy komór gazowych.
Mocny film. Zakłóca go jedynie wiadomy od przynajmniej połowy filmu los bohatera, by potem tylko się w nim upewniać. Generalnie jednak film jest mocny, dobry, momentami zaskakujący. Sama końcówka
Spoiler:
w samolocie
robi wrażenie. Do tych co nie widzieli a chcą to zrobić: następny spoiler to MEGA spoiler, nie psujcie sobie filmu.
Spoiler:
Daje również do myślenia na temat motywów działania przewodniczącej "komisji", którą widzimy w samolocie. Czy wprowadziła komisję w zły trop 12 małp, czy też to zwykły wypadek? Ale jeśli miałaby złe zamiary od samego początku, po co wysyłała James'a do przeszłości, skoro i tak nie udało mu się powstrzymać wirusa? A może to zwykła przestroga dla tych, którzy o apokalipsy z różnych powodów marzą, by nie musieli sobie kiedyś pluć w brodę?
Wiek: 30 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4081 Skąd: Z fali
Wysłany: 2008-12-24, 03:49
Film który uwielbiam i przynajmniej raz w roku oglądam.
tockar napisał/a:
Zakłóca go jedynie wiadomy od przynajmniej połowy filmu los bohatera, by potem tylko się w nim upewniać.
Jak dla mnie to wcale go nie zakłóca. Zresztą wydarzenia na koniec są w pewien sposób zaskakujące.
tockar napisał/a:
Spoiler:
Daje również do myślenia na temat motywów działania przewodniczącej "komisji", którą widzimy w samolocie. Czy wprowadziła komisję w zły trop 12 małp, czy też to zwykły wypadek? Ale jeśli miałaby złe zamiary od samego początku, po co wysyłała James'a do przeszłości, skoro i tak nie udało mu się powstrzymać wirusa? A może to zwykła przestroga dla tych, którzy o apokalipsy z różnych powodów marzą, by nie musieli sobie kiedyś pluć w brodę
Spoiler:
Jak ja to rozumiem, nie zależało władzy w przyszłości na powstrzymaniu plagi, ale na zdobyciu wirusa. Dla szczepionki czy czego tam. Gdyby powstrzymali plagę, to owej przyszłości by nie było.
Wiek: 24 Dołączyła: 03 Sty 2010 Posty: 57 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-24, 21:03
Podobało mi się przede wszystkim to jak zagrał Pitt oraz obecność Morse'a w obsadzie Film dobry, ale Willisa jakoś nigdy i nigdzie nie jestem w stanie przełknąć.
Bardzo dobry film, chociaż kłamałbym gdybym stwierdził, że w pełni mnie do siebie przekonał. Za każdym razem gdy go oglądam mam wrażenie, że czegoś w nim brakuje, ale nie potrafię nigdy dojść czego dokładnie.
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
Świetny film, wiele razy go już widziałem. Zakręcony, można się momentami pogubić, o co chodzi. No i ta końcówka - bezcenna. Pitt to w ogóle niezły aktor i grywał w wielu dobrych filmach, Willis też daje radę.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Smucą mnie takie filmy, ostatnio Wyspa skazańców. Ja zawsze mam nadzieję, że jednak nie jest tak, jakby wszystko sugerowało. Polubiłem DiCaprio, polubiłem Willisa, a tu scenarzysta robi z nich... to tak żartem, bo oba filmy bardzo udane.
Co tu dużo mówić klasyka! Długo pozostał w mojej pamięci. W dodtaku oglądałem go w najlepszym nastroju na taki film czyt. po nie przespanej z lekkim bólem głowy i suszeniem w gardle oraz ogarnięty beznadziejnością przemijającego dnia. Pewnie gdyby nie to może bym go trosze łagodniej ocenił ale to jest moje 10/10.
Dobry film, w ogóle Gilliam rzadko wypuszcza rzeczy poniżej pewnego wysokiego progu. Tradycyjnie, jak to u tego reżysera, dużo syfu, pokręcony scenariusz łączący wątki teoretycznie do siebie nieprzystające oraz świetne, bardzo "nie pod publiczkę" aktorstwo. I nikt nie wspomniał o genialnej muzie.
Najlepszość od Gilliama, który na szczęście tym razem nie huka z armaty aż lecą wióry. Niby klimaty o podróżach w czasie, czyli sci-fi, ale tym razem jeśli z naciskiem na sci, to w rozumieniu nauk humanistycznych, bo chodzi o subiektywnie odczuwany przez głównego bohatera determinizm. Stąd też to nawiązanie do Hitchcocka do "Vertigo". Oba filmy na wariackich papierach. Też dyszka.
A ja właśnie za obojgiem bardzo przepadam ( i żeby nie było, doceniam nie tylko ich aparycję )
Cóż, 12 małp, to jeden z filmów, który trzeba obejrzeć od początku do końca, trzeba chcieć go obejrzeć do końca i dać się porwać - nie zniechęcać się ciągłymi jakimiś zmianami i scenami ,,nie wiadomo skąd", nie męczyć się chaosem w który nas ładuje Terry i dzielnie znosić widok Brada z tym dziwnym szkłem kontaktowym w oku
Świetny film! Kilka razy już go obejrzałam i na pewno na tym nie skończę. Se se se
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-09, 21:39
Dopiero uzupełniam braki jeśli chodzi o filmografię Gilliam'a i dotarłam do "12 małp". Wow, czy ten facet zawsze musi robić filmy w których ktoś z pierwszego planu jest ćpunem albo świrem? Strasznie pokręcona akcja, nagłe zwroty akcji, szczególnie na początku łatwo się pogubić w tym, w którym roku aktualnie znajduje się Cole. Potem wszystko się trochę wyjaśnia i zaczyna się układać, aż do - niestety - trochę przewidywalnej końcówki. Ale historia niezła, jak na Gilliama przystało - porywa widza w jakiś dziwny tunel, przez który trochę bez kontroli lecimy przez kolejne sceny, czasy, odsłony. Do tego ostro pojechana postać Joeffrey'a (Brad Pitt) - ja wiem, że Pitt jest świetnym aktorem, ale żeby takie kreacje tworzył już w 1995? To mnie pozytywnie zaskoczyło. Willis za to niestety tylko poprawny, on dla mnie zawsze gra trochę sztywno.
Za całość ode mnie mocne 7/10 (i nie więcej, bo wiele filmów porwało i wciągnęło mnie bardziej).
Jak można nie lubić Willisa
Widziałem go dwa razy i chyba sobie za niedługo jeszcze raz obejrzę. Trochę mi to przypomina książki Philipa Dicka, tylko trochę zbanalizowane (to nie jest zarzut).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach