Istota / Splice
reż. Vincenzo Natali (USA, Francja, Kanada 2009)
Dwoje ambitnych naukowców, Elsa (Sarah Polley) i Clive (Adrien Brody), zajmuje się badaniami genetycznymi. Ich zawód wymaga częstych zmagań z pytaniami natury zarówno etycznej, jak i prawnej. Jednak nie czując się ograniczeni tymi wątpliwościami, bohaterowie podejmują zabawę w bogów i łączą DNA różnych stworzeń, w tym także ludzi. Jednak dopiero gdy ich eksperymenty kończą się sukcesem, pojawiają się poważne problemy, gdzie stawką jest życie. [za filmweb.pl]
Ojejku, ale głupie. Przyzwyczaiłem już się, że nauka w filmach z Hollywood pokazywana jest schematycznie, ale w "Splice" twórcy już przeginają na maxa. Oto państwo biochemicy, poganiani dedlajnem mieszają sobie kilkanaście genów a potem się dziwią, co im wyszło. Mimo subtelnych podpowiedzi (wcześniejsze badania) nie są też w stanie przewidzieć, co się może stać. Stworzoną istotkę zabierają z laboratorium i próbują wychowywać. Powiem tak, nie powierzyłbym Elsie i Clive`owi nawet chomika a co dopiero rozwijającego się organizmu wykazującego ślady inteligencji. Ostatecznie zasługują na to, co ich spotyka, trudno się więc jakoś przejąć ich losami.
Trochę plusów się znalazło:
- Sarah Polley jako Elsa. Serio, wyobrażam sobie, ze Elsa byłą zawsze przemądrzałą prymuską, upartą jak osioł na zasadzie "robimy to po mojemu albo róbcie se sami".
- Dren, tytułowa Istota, jest fajnie zaprojektowana i ma też ciekawy cykl życiowy. Prowadzi to do kilku zaskoczeń, będących też dość mocną stroną filmu. Ocena wyższa, niż 5/10 byłaby przesadą.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-08-06, 21:00, w całości zmieniany 2 razy
To jest zły film xD Sam ten główny potworek może i fajnie został zrobiony, poruszał się tak naturalnie, miał nieprzewidywalne odruchy i nie kuł w oczy sztucznymi efektami. Ale reszta była przeraźliwie nudna.
Już gdzieś w miarę wcześnie wiadomo było co się wydarzy, bo skoro
Spoiler:
te świnki morskie o wyglądzie mózgów zmieniły płeć i dostały szału to i nasz potworek prędzej czy później zmieni, bo tak to o czym miałby być ten film?
Druga sprawa to scena, na której chyba każdy się śmiał, czyli mr. Brody i jego niewyżycie seksualne xD Mina głównej bohaterki jak otwiera drzwi szopy - bezcenne.
Ja chyba obniżę ocenę, 5/10 dla tego seksistowskiego gniota to stanowczo za wiele.
Iscariote napisał/a:
Już gdzieś w miarę wcześnie wiadomo było co się wydarzy
A nasi bystrzy naukowcy z okładki "Wired" jakoś na to nie wpadli. Mimo podpowiedzi będącej pod samym nosem. Ja myślę, że Clive i Elsa ukradli komuś patent na robienie "istotek". Prawdziwego wynalazcę głęboko zakopali, a to, co się dzieje w filmie to kara za ich nieetyczne postępowanie. Odpowiednie sceny wyleciały z filmu, ale znajdą się na Final Cut, oczywiście, jak już Natali uświadomi sobie rozmiar popełnionego barachła
Trochę niewykorzystany potencjał, bo zapowiadało się całkiem nieźle. Oglądałam go z pewnym dystansem, ale początkowo nawet mnie zainteresował. Zgodzę się, że postać Dren naprawdę fajnie zrobiona i to chyba jedyny plus tego filmu, bo ani Brody ani Polley jakoś mnie w tej produkcji nie porwali.
Im dalej oglądałam tym było co raz gorzej.
Spoiler:
scena zbliżenia Dren z Clive'em po prostu... głupia, jeśli mogę to tak określić. Od tego momentu ten film to naprawdę równia pochyła. Jakieś gwałty i inne głupoty.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach