Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-10, 18:38 Mr. Nobody
Mr. Nobody
reż. Jaco Van Dormael (Belg, Fra, Kan, Niem 2009)
Nemo Nobody wiedzie zwyczajne życie u boku swojej żony, Elise i trójki dzieci, aż do dnia kiedy budzi się jako stary mężczyzna w roku 2092. Jako 120-latek jest najstarszym człowiekiem na świecie i jednocześnie ostatnim śmiertelnikiem pośród ludzi, którzy stali się nieśmiertelni na skutek medycznego postępu. Co więcej nikt z obecnie żyjących nie interesuje się Nemo, ani nie zawraca sobie nim głowy. Aby wrócić do czasów obecnych, Mr. Nobody, musi odnaleźć odpowiedzi na następujące pytania - Czy jego życie mu odpowiadało? Czy kochał właściwie swoją żonę i dzieci? Teraz jego celem staje się znalezienie prawidłowych odpowiedzi. [opis filmweb]
Kolejny film, którego stosunkowo wysokich ocen na większości serwisów filmowych zwyczajnie nie rozumiem. No bo czym tu się w zasadzie zachwycać? Filozoficznymi dywagacjami na temat wielowymiarowości czasu i skutków tzw. efektu motyla? A może z lekka postmodernistycznym spojrzeniem na fabułę? Doprawdy sam nie wiem. Dla mnie to wszystko już gdzieś było, a momentami film był - co tu dużo gadać - zwyczajnie nudny. Niewykluczone jednak, że wielu z was ów tytuł przypadnie do gustu, dlatego też (nieco wbrew sobie) zdecydowałem się poświęcić mu niniejszy temat. Jak dla mnie zupełna średnizna i nic więcej. Dla ciekawych.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Za dużo grzybów do tego barszczu naćpali. Czego tu nie ma? metafizyka, efekt motyla, wszechświaty rozgałęziające się w pod wpływem kluczowych decyzji, synchronizacja alternatywnych rzeczywistości, cofanie czasu, cofanie decyzji, hipnoza, surrealizm, science fiction, zaświaty (chociaż w sumie bardziej "przedświaty" - zobaczycie, zrozumiecie), (melo)dramat, metafizyka, sny... Jest jeszcze kluczowa scena filmu skopiowana niemal na żywca z Przypadku Kieślowskiego, tyle ze w wersji kiczowato przesadzonej, łącznie z adekwatnymi do sytuacji napisami na okolicznych budynkach... Fabularnie to taki Efekt Motyla w wersji "artystycznej", czyli przegląd wybranych wariantów przyszłości w zależności od podjęcia pewnych kluczowych decyzji. Przekaz również ten sam (cokolwiek wybierzesz, masz przerąbane ty lub twoi bliscy), za to scenariusz pokręcony do granic możliwości, mieszający warianty rzeczywistości i łącząc je ze sobą przy pomocy różnych montażowych tricków. A do tego jeszcze tona scenariuszowego i dialogowego pseudo - artystycznego bełkotu; wyobraźcie sobie taką akcję - facet traci kluczową informację, ponieważ na kartkę spada kropla wody z deszczu wywołanego przez, uwaga, BRAZYLIJSKIEGO BEZROBOTNEGO GOTUJĄCEGO JAJKA MIESIĄC WCZEŚNIEJ. A takich patentów jest od grona.
Moja rada: trzymajcie się ludziska z dala od tego filmu.
Ciekawym niestety byłem i obejrzałem. To co powiedział Jarod za dużo, za gęsto, za szalenie. A
Jarod napisał/a:
kropla wody z deszczu wywołanego przez, uwaga, BRAZYLIJSKIEGO BEZROBOTNEGO GOTUJĄCEGO JAJKA MIESIĄC WCZEŚNIEJ
rozłożyła mnie na łopatki.
Jedynym interesującym wnioskiem z tego filmu jest to, że każda decyzja wpływa na nasze życie. Decydujmy mądrze więc i do filmu się nie pchajmy zbytnio.
W tygodniu w którym mieli emitować ostatni odcinek Lostów w czołówce Simpsonów Bart pisał na tablicy zdanie:
"Nie będę rozpowiadał, że na koniec Lostów wszystko okaże się snem psa".
Pasuje i tutaj. 5/10
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Podzielam zdanie poprzedników. Pierwszym niewybaczalnym błędem tego filmu jest to, że JEST ZA DŁUGI!! 140 min? No błagam, za co?!
Drugim niewybaczalnym błędem jest zagmatwanie fabuły tak, że zrozumienie wymieszanej ,Incepcji" z ,,Efektem motyla" i ,,Vanilla Sky" to byłaby kaszka z mleczkiem.
Czekałam na jakiś płynący z opowieści morał. I tak, wypłynął...niczym nenufar na spokojnej tafli jeziora i była to maksyma ,,WYBORY KIERUJĄ NASZYM ŻYCIEM". Taaa daaam! Momentami zalatywało mi pomysłami rodem z ,Titanica' i ,Pamiętnika'.
I do tego to całe zamieszenie, że czas, że się cofa, że się zwalnia, że odwraca, a że przy oknie, a że przodem, a że bokiem, a że nie wiadomo dlaczego.
Acha i coś jeszcze, twórca ma u mnie minus, za wsadzenie opowieści o aniołach i o tym jak uciszają dzieci przed wysłaniem ich na ziemię. Tą historyjkę znałam jeszcze na bardzo długo przed filmem. Więc lipa Jaco...
Ale po co ja się tak wysilam na posta, jak możliwe, że wcale nie istnieję, ani to forum, ani Ty, ani my, ani wy, ani oni, ani... ∞
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach