Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-04, 19:12 The Book of Eli
The Book of Eli / Księga ocalenia
reż. Albert Hughes, Allen Hughes (USA 2010)
Rok 2044. Postapokaliptyczny krajobraz zniszczonej Ameryki przemierza Eli (Denzel Washington) – samotnik i wolny strzelec. Mężczyzna jest w posiadaniu tajemniczej księgi, w której znajduje się „klucz” i wiedza niezbędna do ocalenia ludzkości. Podczas podróży bohater trafia do małego miasteczka zarządzanego przez burmistrza – tyrana Carnegie (Gary Oldman). Despota, chcąc przejąć totalną władzę nad ludźmi za wszelką cenę próbuje wejść w posiadanie księgi. Na drodze Eliego staje również niezwykle seksowna dziewczyna o imieniu Solara (Mila Kunis znana z roli w „Max Payne”). Rozpoczyna się dramatyczna walka o ocalenie ludzkości. [opis dystrybutora]
Spodziewałem się kompletnego gniota, a tu niespodzianka - całkiem zjadliwe sci-fi wyszło. Nic przełomowego ani powalającego na kolana ale w gatunkowym morzu nijakości i tandety z pewnością wyróżnia się na plus. Może jest to film w takim trochę naiwnym madmaxowym stylu ale to i dobrze, bo w swojej kategorii naprawdę daje radę. Główny bohater to samotny, post-apokaliptyczny wędrowiec, który od 30 lat przemierza pustkowia by osiągnąć wyznaczony mu przez Boga cel. Lata życia w skrajnie nieprzyjaznym świecie pozwoliły mu zaadaptować się do panujących w nim warunków niemal perfekcyjnie. Możemy powiedzieć, że jest on swoistym ostatnim sprawiedliwym oraz chodzącą maszyną do zabijania w jednym. W filmie mamy też solidny czarny charakter, grany przez nieocenionego Garego Oldmana. Aktor ten jak wiadomo we wszelkiej maści psychopatów i szaleńców wciela się zawsze znakomicie więc i tym razem doskonale wywiązuje się z powierzonej mu roli. Jest też kilka miłych akcentów w obsadzie ról drugoplanowych. Niezbyt szczęśliwie wyszło natomiast obsadzenia niejakiej Mili Kunis w roli Solary. Aktoreczka ta bardziej by mi pasowała do tzw. transformesowych produkcji. Tutaj znacznie chętniej bym widział kogoś pokroju Natalie Portman czy Milli Jovovich. A tak - dostaliśmy ładną buźkę, której poziom aktorski nijak nie koresponduje z Oldmanem czy Washingtonem. No ale to w zasadzie drobiazg. Fabuła też mogłaby być przeprowadzona lepiej. Twórcom zabrakło konsekwencji aby zbudować jakiś solidniejszy kult. Widać, że zrobiono tu film trochę dla szerszej widowni, a nie dla fana gatunku jak np. w przypadku "The Road". Można odnieść wrażenie, że "The Book of Eli" bardziej dryfuje w stronę "Wodnego Świata" - czyli historii o dużym potencjale i niemałym klimacie ale także z poczuciem lekkiego niedosytu i niepotrzebnego spłycenia tematu. Reasumując - jest to niezły (taki trochę baśniowy) post-apokaliptyczny western z mocnym, biblijnym przesłaniem. Naprawdę może się spodobać i z pewnością nie należy mieszać go z błotem. 7/10. Polecam.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Niezbyt szczęśliwie wyszło natomiast obsadzenia niejakiej Mili Kunis w roli Solary. Aktoreczka ta bardziej by mi pasowała do tzw. transformesowych produkcji. Tutaj znacznie chętniej bym widział kogoś pokroju Natalie Portman czy Milli Jovovich. A tak - dostaliśmy ładną buźkę, której poziom aktorski nijak nie koresponduje z Oldmanem czy Washingtonem.
Też uważam, że zabieg z tą panią był mocno chybiony. Ta rola aż się prosiła, żeby bardziej ją wyeksponować, zwłaszcza, że
Spoiler:
na końcu została kimś w rodzaju spadkobierczyni Eliasza
, co wypadło bardzo mizernie, patrząc na to jak została zagrana.
BM napisał/a:
Jest też kilka miłych akcentów w obsadzie ról drugoplanowych.
Drugi plan wymiata, cały film jest poza tym bardzo dobrze dopracowany technicznie, duża dbałość o szczegóły, solidne pokazanie świata post-apokalipsy, wszystko to razem porządnie buduje klimat.
BM napisał/a:
W filmie mamy też solidny czarny charakter, grany przez nieocenionego Garego Oldmana. Aktor ten jak wiadomo we wszelkiej maści psychopatów i szaleńców wciela się zawsze znakomicie więc i tym razem doskonale wywiązuje się z powierzonej mu roli.
Kapitalna postać, do tego nie do końca możemy mu chyba przypiąć etykietę "złego".
Spoiler:
Mimo wszystkich jego patologicznych zagrywek, jak dla mnie to po prostu obraz człowieka ukształtowanego przez czasy w jakich przyszło mu żyć, do tego dźwigającego na sobie bagaż pamięci, był jednym z nielicznych którzy wiedzieli "jak było" przed wojną, podobnie jak Eli. Facet na swój sposób usiłował zapanować nad chaosem, dążył do władzy, co prawda dyktatorskiej, jednak w tym świecie i środowisku w jakim się znajdował (bandyci, handlarze, czy ludzie słabi szukający schronienia w "jego" enklawie) była to jedyna forma rządów na jaką mógł sobie pozwolić.
Eli też nie był wcale kryształowy (scena z napadem gangu gdy siedział ukryty na moście), miał misję, jakkolwiek dobrą, która była dla niego wszystkim, bez względu na koszty, poświęcił po części własną moralność by zrealizować swój cel.
Scena końcowa, kiedy Oldman otrzymuje w końcu księgę napisaną alfabetem dla niewidomych była bezbłędna.
_________________ "Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-06, 00:04
A mi się bardzo podobał. To jest właśnie ten typ kina science-fiction, które wchodzi mi najlepiej. Klimatyczne, filozoficzne, z przesłaniem.
Świetne dwie główne role (Washington i Oldman to duet na bardzo wysokim poziomie) i przynajmniej cztery warte uwagi role drugoplanowe (Solara i jej matka, mechanik i Redridge). Do tego genialne zdjęcia - świetnie pokazane postapokaliptyczne krajobrazy i bezbłędnie dopasowana klimatem i stylem muzyka.
Sama fabuła z początku wydawała mi się trochę sztampowa i przewidywalna, ale muszę przyznać - rozwiązanie akcji rozwaliło mnie na łopatki.
Na tyle, na ile ogólnie nie jestem fanką kina s-f i przeważnie produkcje tego typu mnie raczej nużą, ten tytuł obejrzałam z prawdziwą przyjemnością i satysfakcją. Myślę, że warto po niego sięgnąć nie przypinając mu żadnych etykietek, z otwartą głową i nastawieniem na kawałek porządnego kina.
Spoiler:
Mi nawet Solara nie działała jakoś strasznie na nerwy, zwróćcie uwagę, że ona z założenia nie miała być ani super inteligentna, ani w żadnym względzie wybitna. Ot, po prostu młoda dziewczyna z baru, której ktoś nagle pokazał horyzonty szersze niż cokolwiek, co wcześniej dostrzegała. Jej trochę drętwe aktorstwo nawet nieźle wpasowywało mi się w obraz postaci przez nią granej.
Natomiast co do Oldmana - nie zgodzę się, żeby to był czarny charakter. On też w zasadzie chciał dobrze, tylko miał spaczoną wizję tego, co jest dobre i jak powinien wyglądać świat. Lata życia w nowej rzeczywistości ukształtowały na nowo jego światopogląd i moralność. Nie był dla mnie czarnym charakterem, raczej postacią tragiczną i wzbudzającą współczucie, tak rozpaczliwie poszukującą ładu i równowagi.
Wiek: 29 Dołączył: 15 Mar 2010 Posty: 90 Skąd: Hell
Wysłany: 2010-06-06, 13:45
Father Tucker napisał/a:
Niektóre miejsca bardzo podobne do fallout 3, ale film bardzo średnio, bardziej a w tego typu klimacie podobał mi się the road
Podobne klimaty, ale The Road jak dla mnie bardzo ponury, tu widać jakąś iskierkę nadziei coś co można osiągnąć i film do tego prowadzi. Może i film ma ogólnie prostą i naiwną fabułę ale mnie bardzo wciągnął osobiście polecam.
Natomiast co do Oldmana - nie zgodzę się, żeby to był czarny charakter. On też w zasadzie chciał dobrze, tylko miał spaczoną wizję tego, co jest dobre i jak powinien wyglądać świat. Lata życia w nowej rzeczywistości ukształtowały na nowo jego światopogląd i moralność. Nie był dla mnie czarnym charakterem, raczej postacią tragiczną i wzbudzającą współczucie, tak rozpaczliwie poszukującą ładu i równowagi.
O Hitlerze, Leninie czy Stalinie można by powiedzieć dokładnie to samo. Chcieli dobrze, mieli ciężkie dzieciństwo, świat wokół był taki niesprawiedliwy i okrutny, I wojna światowa przeorała psychikę całym narodom. Trzeba było porządek zrobić!
Spoiler:
Bl@die napisał/a:
The Road jak dla mnie bardzo ponury, tu widać jakąś iskierkę nadziei coś co można osiągnąć i film do tego prowadzi.
W The Road też mamy na koniec iskierkę nadziei — rodzina 2+2+pies przygarnia chłopca. Wymowa nie jest dla mnie pesymistyczna.
Jak dla mnie, to film jest bardzo przeciętny. Wykonanie bardzo dobre — jak już napisano — zdjęcia, muzyka i w ogóle świat przedstawiony. Rzeczywiście to bardzo przypomina Mad Max czy Fallout (głównie trzecią część tej gry). Motyw ze zbieraniem wiedzy z dawnego świata i odrodzeniem poprzez chrześcijaństwo jest zaczerpnięty ze znakomitej książki W. Millera Kantyk dla Leibowitza. Co do aktorstwa, to nie wiem, co takiego genialnego było w roli Oldmana, poza tym, że kolejny raz grał zgorzkniały szwarccharakter, skopiowana rola z Draculi Coppoli. Nudne się już to robi powoli. Washington gdyby się nieco mniej napinał to też by nic złego się nie stało. Niestety, fabularnie jest to bardzo miałkie kino akcji, w kółko te same motywy, znane z wielu innych filmów.
Spoiler:
Zupełnie niepotrzebne są nierealistyczne sceny, w których Eli rozpierdala iluś gości za jednym zamachem (to z kolei zaczerpnięte z filmów Kurosawy, z takiej chociażby Straży przybocznej) czy ta strzelanina w miasteczku. Końcówka, zgodzę się, była zaskakująca, ale również głupia bardzo i naiwna. Gość się nauczył Biblii na pamięć, a tak w ogóle to był niewidomy i to dlatego przy pomocy maczety zasiekł kilkunastu ludzi i poradził sobie samotnie w świecie po zagładzie nuklearnej. Tak, wiem, miał dobry węch i słuch, ale to i tak nadal baaaaardzo naciągane.
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-21, 22:00
Arcyznawca napisał/a:
Niestety, fabularnie jest to bardzo miałkie kino akcji, w kółko te same motywy, znane z wielu innych filmów.
Jeśli by to rozpatrywać z perspektywy kina akcji to może faktycznie - miałkie i oklepane. W końcu w ilu już filmach superbohater rozwala parunastu przeciwników kilkoma kopnięciami?
Tylko, że ja akurat oglądałam "The Book of Eli" jako kino drogi raczej, aniżeli akcji. Akcja była gdzieś na dalszym planie.
W końcu w ilu już filmach superbohater rozwala parunastu przeciwników kilkoma kopnięciami?
W wielu?
Spoiler:
sam motyw niewidomego wojownika też jest stary
Eva napisał/a:
Tylko, że ja akurat oglądałam "The Book of Eli" jako kino drogi raczej, aniżeli akcji. Akcja była gdzieś na dalszym planie.
A dla mnie odwrotnie: motyw drogi został zepchnięty brutalnie na drugi plan przez wymachiwanie maczetą i napinanie. Perfekcyjny film drogi to rzecz jasna The Road i bardzo szkoda, że twórcy nie poszli w taką stronę.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Jak dla mnie film bardzo przeciętny, odliczałam minuty do końca. Nie mogę powiedzieć, że jest zły, ale mi nie przypadł do gustu. Scenografia fajna, Denzel i Oldman też świetnie, ale ta aktoreczka w ogóle nie pasowała do klimatu niestety
Ścieżka dźwiękowa trochę mroczna bardzo mi się podobała
Trochę raziły mnie pewne niedociągnięcia: Gdzie Eli chował ten swój łuk? Skąd mieli paliwo? Amunicje do pistoletów, skoro minęło 30 lat od rozbłysku? Pewnie się czepiam, prawda?
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
W pełni popieram. Owszem, szczegóły dopracowane, ciekawy klimat, post-apokaliptyczny świat wymiata, ale czekałęm na coś więcej. Poprę także fakt, że Mili Kunis nie za bardzo pasuje do tej roli (sorry ludzie, ale cały czas przypomina mi się film Extract, w którym grała). Dziewczyna może i ładna na ekranie, ale nie widzę jej za dobrze w tym filmie. "Wieje" przeciętniactwem od niej.
Nie podobały mi się sceny walk, nie lubię takiego efekciarstwa. Za to sceny "handlowe" rozdały, jako ex-fan rpg oglądałem je z przyjemnością. Aż przypomniał mi się pewien komixx - "witam! pohandlujmy! Pokaż mi swoje towary" - w sklepie spożywczym
Film w moim odczuciu na plus, ale można było z niego wyciągnąć o wiele więcej, bo trochę potencjału zostało zmarnowane niestety.
Spodziewałem się wiele po tym filmie, gdyż poprzez From Hell bracia Hughes udowodnili, że potrafią łączyć stylizację z dojrzałą fabułą. W The Book... pozostała tylko stylizacja, przejawiająca się poprzez vizual, sceny walk (szerokie kadry czy strzelaniny kręcone na fejkowych pojedynczych ujęciach) czy też cool - motywy w rodzaju choćby ostatniego ujęcia. Jasne kilka patentów fajnych, cameo mechanika nawet mnie rozbawiło, ale ogólnie film jest dla mnie wielkim rozczarowaniem.
Hmmm ogólnie dobrze mi się oglądało, ale koniec końców film mi sie nie podobał. Film ma ładne zdjęcia i fajnie przedstawiony świat po zagładzie (bardzo lubie fallout'owskie klimaty)ale fabuła jakoś nie podeszła, a nie które postacie strasznie sztuczne imo.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-11-24, 22:21
Cytat:
ale murzyn z biblią pod pachą jako ratunek dla świata jest ponad moje siły. 5,5/10.
Znowu? Znowu Murzyn ratuje świat? przecież to już całkiem niedawno było, w "Jestem legendą", co prawda bez biblii, ale chyba z jakimś lekarstwem w ręce, już nie pamiętam. Ach, ci zabawni, poprawni politycznie Amerykanie.
Muszę wreszcie tę "Księgę ocalenia" zobaczyć i porównać, który Murzyn lepszy.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Fajna muzyka i zajebiste zdjęcia, ale murzyn z biblią pod pachą jako ratunek dla świata jest ponad moje siły. 5,5/10.
Rozdał coś jest faktycznie na rzeczy. Gdyby nie przynależność rasowa protagonisty, motyw biblijny i naiwny plot twist pod koniec, mógłby to być niezły film, co jednak oznacza, że należałoby całkowicie przebudować scenariusz. Np. zrobić po prostu ekranizację Fallouta
DA napisał/a:
w "Jestem legendą", co prawda bez biblii, ale chyba z jakimś lekarstwem w ręce, już nie pamiętam. Ach, ci zabawni, poprawni politycznie Amerykanie.
to było tym bardziej głupie, że książkowy pierwowzór był zupełnie o czym innym. I był imho dużo, dużo lepszy. Wciąż czekam na dobrą ekranizację
ale murzyn z biblią pod pachą jako ratunek dla świata jest ponad moje siły.
Tam kit z tym, że pod pachą. To jeszcze bym przeżył. To co potem robi z biblią przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Ogólnie to nawet da się to oglądać jeśli wyłączy się 3/4 mózgu. Denzel z maczetą robi swoje, człowiek od kamery też całkiem dobre ujęcia poczynił, a i soundtrack niezły. Niestety ilość scenariuszowych głupot po prostu zwala z nóg. Chociaż może to co ja w tym filmie uważam za głupoty to po prostu niedopowiedzenia scenariusza. Raczej na minus. Wolę bardziej realistyczne filmy. Albo totalnie nastawione na bezsens i akcje. Nic pomiędzy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach