Przenicowany świat / The Inhabited Island
Обитаемый Остров
reż. Fiodor Bondarczuk (Rosja 2008)
Podczas podróży kosmicznej w 2157r. Maksym odkrywa nową planetę i musi na niej lądować awaryjnie. Po krótkim czasie znajduje nową cywilizacje, która łączy w swoim bycie średniowieczne okrucieństwo z zaawansowanymi technicznie przyrządami i uzbrojeniem. Serce młodego odkrywcy zaczyna bić dla miejscowej dziewczyny i przy okazji znajduje przyjaciela w jej bracie. Razem postanawiają obalić panujący na planecie totalitarny system rządów.
Jest to bezpośrednia kontynuacja części pierwszej. Maksym i Gaj wyruszają na ziemie mutantów, by tam znaleźć sojuszników. Ci jednak okazują się zbyt słabi i przyjaciele postanawiają wyruszyć do wyspiarskiego królestwa. Zostają jednak złapani przez patrol i ponownie wcieleni do wojska. Los jednak uśmiecha się do nich i dzięki pomocy jednego z władców wracają do stolicy. Tam Maksym dostaje szansę, by raz na zawsze skończyć z władcami i ogłupiającymi wieżami. Tylko czy to aby dobry pomysł? A może ich kraj zewsząd otoczony wrogami przetrwał tylko dzięki nim? I kim tak naprawdę są tajemniczy ojcowie?
Znalazłem wreszcie chwilę aby, wraz z towarzyszką-kinomanką, obejrzeć obie części "Przenicowanego Świata". Zaznaczyć muszę, że książki Strugackich, na której podstawie nakręcono te filmy, nie czytałem, więc nie mogę się odnieść do ich zgodności z pierwowzorem. Jednak już po pół godzinie seansu można odnieść wrażenie, że to właśnie książka, i to dość obszerna, była podstawą tego obrazu. Obfitość różnych wątków, czasem zupełnie zbędnych dla głownej osi fabularnej, jest w pierwszej części przytłaczająca. Rosjanie zdecydowanie muszą sie nauczyć prowadzenia akcji w ekranizacjach, a także tego, że należy niektóre wątki poświącić, aby inne móc przedstawić głębiej. Niestety, odbija się to na odbiorze filmu, główny bohater i jego motywacje są bardzo słabo zarysowane, nie starcza czasu na lepsze przedstawienie postaci, cierpi także na tym obraz społeczeństwa zindoktrynowanego i trzymanego pod żelaznym obcasem przez totalitarnego molocha. Zdecydowanie więcej poświęca się tu czasu na pokazanie wojska i te sceny mogą niektórym przywołać obrazy z "Żołnierzy Kosmosu", podobne uniformy, podobny totalitarno-propagandowy żargon i stylistyka. Wracając do głównego bohatera, jest on niesamowicie irytujący, ot, wiecznie uśmiechnięty chłopaczek o cherubinkowej urodzie, samo patrzenie na wiecznie jednaki wyraz twarzy potrafi zirytować. Na szczęście sytuację osładza Julija Snigir, której zdecydowanie zbyt mało na ekranie, a także brat granej przez nią bohaterki, fanatyczny żołnierz reżimu z modnym irokezem i groźnym błyskiem w oku. Do tego dochodzą postaci Wędrowca i Prokuratora, które moim zdaniem zostały zagrane pierwszorzędnie. Od strony technicznej jest to na pewno światowy poziom, być może nie mogłby stawać w szranki z największymi produkcjami z USA, ale widać ogromny wysiłek i pieniądze, rzecz jasna, włożone w efekty specjalne, dekoracje i kostiumy. Ponure metropolie, ruiny, dziwne krajobrazy, opuszczone łodzie podwodne, statki kosmiczne - wszystko robi doskonałe wrażenie. Sceny walki natomiast, cóż, jeśli ktoś gustuje w filmach z Hong Kongu, to znajdzie i tu coś dla siebie. Film, pomimo nielicznych niedostatków, zdecydowanie należy polecić każdemu, kto ma ochotę na nieco głębszy film SF o totalitaryzmie, nakręcony w kraju, którego mieszkańcy ciężko go doświadczyli na własnej skórze.
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-12-16, 11:37, w całości zmieniany 5 razy
na podstawie braci Strugackich. Bardzo dobra rzecz i polecam. Szkoda tylko, że nie do obejrzenia w kinie !!! może to w DKF-ach chodzi ??? kto ma do tego prawa?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach