Wczoraj byłam na projekcji 3D Avatar'a
Miejscowo denerwowały mnie te okulary, szczególnie w scenach, kiedy ekran był ciemny (wtedy prawie nic nie było widać)
Jak już ktoś wspomniał - niestety trzeba było patrzeć akurat w ten punkt, który reżyser sobie obrał, bo reszta była mocno zamazana - no, ale to są uroki 3D.
Nie widziałam tam żadnego przełomu technologicznego, z podobnymi efektami spotkałam się chociażby w filmie Epoka Lodowcowa 3, który również był 3D.
Jeśli chodzi o samą fabułę, to dałam się oczarować. Najszczególniej utknęły mi w pamięci sceny, kiedy Jake uświadomił sobie, że już się obudził (po pierwszym wejściu w ciało Avatara), jest człowiekiem i znów nie ma siły w nogach.
Zdziwiłam się też, kiedy Jake wybrał miłość, a nie obchodziło go to, że nie dostanie zdrowych nóg jako człowiek.
Zaintrygowały mnie tunele w uszach Neyitri
Jest jedna rzecz, która mi przeszkadzała - napisy.
Bez nich, nie poradziłabym sobie z angielskim, ale ogólne skupianie się na nich, a nie na filmie prowadziło do 'katastrofy', gdyż a)bolały mnie oczy b) nie korzystałam z technologii, za którą zapłaciłam.
A, zauważył ktoś może, że i w Avatarze i w Titanicu główny bohater ma na imię Jake? :D
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2095 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-12, 14:04
sephrenia napisał/a:
ja tam w Avatarze Babci Wierzby nie widziałam
A Drzewo Dusz to co?
Zresztą, who cares? Jak słusznie zauważył Surfer - Disney też plagiatował, więc nieważne, czy Cameron splagiatował Disney'a, czy nie, a nawet jeśli tak, to mu się należało.
no ale Drzewo Dusz nie mówiło, a w animowanej wersji Babcia Wierzba ma nawet twarz
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2095 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-12, 14:33
sephrenia napisał/a:
no ale Drzewo Dusz nie mówiło, a w animowanej wersji Babcia Wierzba ma nawet twarz
No faktycznie, jak tak spojrzeć, to niewiele jest podobieństw. Indianie w końcu byli brązowi, a Na'vi są niebiescy. Najeźdźcy u Disneya szukali złota, a u Camerona - jakieś cudownego, super cennego minerału czy źródła energii. Zupełnie co innego w obu filmach.
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Wiek: 30 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4088 Skąd: Z fali
Wysłany: 2010-01-18, 20:41
Zawsze wydawało mi się, że w przeciwieństwie do Oskarów w Złotych Globach większe znaczenie ma artystyczny wymiar dzieła. Swoją drogą to teraz zamiast remakeów czy reimagining mogą wciskać ten sam praktycznie film pod innym tytułem. Zaraz, przecież robią to od lat...
_________________ 36. Many have arisen, being wise. They have said "Seek out the glittering Image in the place ever golden, and unite yourselves with It."
37. Many have arisen, being foolish. They have said, "Stoop down unto the darkly splendid world, and be wedded to that Blind Creature of the Slime."
38. I who am beyond Wisdom and Folly, arise and say unto you: achieve both weddings! Unite yourselves with both!
41. But since one is naturally attracted to the Angel, another to the Demon, let the first strengthen the lower link, the last attach more firmly to the higher.- Aleister Crowley, Liber Tzaddi
"Conscious faith is freedom. Emotional faith is slavery. Mechanical faith is foolishness."G.I.Gurdjieff
"Gdy rządzi się prosto i spokojnie, ludzie stają się prostoduszni i lojalni. Gdy rządzi się przez nakazy i zakazy, ludzie stają się sprytni i podstępni."
" Im więcej zakazów i nakazów tym ludziom żyje się marniej."
"Im więcej praw i zasad się ustanawia, tym więcej będzie złodziei i rozbojów"
-Księga Dao i De
Wiek: 30 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4088 Skąd: Z fali
Wysłany: 2010-01-19, 01:54
Śmiech to będzie ja dostanie za scenariusz
Za reżyserię czy w kategorii głównej obawiam się jednak, że na pewno jedną zgarnie. Tym bardziej, że zdaje się w tym roku będzie on wybierany z liczby bodaj 10. Podejrzewam więc, że jest to jedyny film który zgromadzi różne głosy od różnych fachowców, a reszta głosów znaczących bardziej osób będzie jak strzał ze śrutówki w pozostałych kandydatów.
_________________ 36. Many have arisen, being wise. They have said "Seek out the glittering Image in the place ever golden, and unite yourselves with It."
37. Many have arisen, being foolish. They have said, "Stoop down unto the darkly splendid world, and be wedded to that Blind Creature of the Slime."
38. I who am beyond Wisdom and Folly, arise and say unto you: achieve both weddings! Unite yourselves with both!
41. But since one is naturally attracted to the Angel, another to the Demon, let the first strengthen the lower link, the last attach more firmly to the higher.- Aleister Crowley, Liber Tzaddi
"Conscious faith is freedom. Emotional faith is slavery. Mechanical faith is foolishness."G.I.Gurdjieff
"Gdy rządzi się prosto i spokojnie, ludzie stają się prostoduszni i lojalni. Gdy rządzi się przez nakazy i zakazy, ludzie stają się sprytni i podstępni."
" Im więcej zakazów i nakazów tym ludziom żyje się marniej."
"Im więcej praw i zasad się ustanawia, tym więcej będzie złodziei i rozbojów"
-Księga Dao i De
Tez jak wszyscy tu obecni byłam na Avatarze. Moje odczucie???? Generalnie jestem zawiedziona. Zbyt dużo chyba oczekiwałam od tego filmu, po obejrzeniu zapowiedzi. ALe... trzeba przyznać Cameronowi, odwalił kawał dobrej roboty z całą fauną i florą na Pandorze. Każdy z moich znajomych się nią zachwycał. Kolory przedstawione dają efekt niesamowity.... Efekciory dały radę. Historia też fajna. Tak na marginesie czytałam, gdzieś w necie, że zarzucono Avatarowi, brak przesłania i emocji... Nie wiem co za d.... to pisał, ale najwyraźniej nie oglądał uważnie filmu. Aktorzy... pomyślmy.... nie lubię i nigdy nie polubię i uważam że zawsze gra te same rolę(twarda kobieta) Michelle Rodriguez. Powinni zatrudnić inną. Natomiast Sigourney Weaver to rarytas na ekranie, jej gra jest nietuzinkowa. Jak jej gry nie lubić, zgodzą się ze mną fani Obcego Sam Worthington aktor ma szanse na karierę, ale nie wiem czy się szybko nie przeje.
Wrzuciłabym moją recenzję ale za długa, a linkować do innego portalu (nawet nie związanego bezpośrednio z filmem) - chyba nie wypada :P?
Powiem tak - przyjemny film.
Nowościami technicznym się nie podniecam, bo szybko stają się codziennością i normą. Połączenie klasycznej capture motion z udoskonaloną 3D + sprytne rozwiązanie problemu jaki zawsze spece od F/X mieli z odwzorowaniem mimiki twarzy postaci generowanych komputerowo - rewelacyjne i przełomowe.
Aktorsko - o dziwo - świetnie.
Fabuła - wiadomo, nadto się człowiek nie spoci.
Ścieżka dźwiękowa - moim zdaniem lepsza niż w przypadku Władcy (poza "Gollum's song" - która bije na głowę "I see you")
Dlaczego jednak Złoty Glob nie powędrował do Tarantino (najlepszy film) - nie wiem, nie pytajcie .
Ruda85 - mówisz że jesteś zawiedziona a z Twojej wypowiedzi wynika tylko tyle że Rodriguez Ci się nie podobała. A wg mnie efekty wcale tak nie powalają. Ja osobiście od tego filmu nie oczekiwałem niczego oprócz efektów. I naprawdę jestem zawiedziony. Dla mnie to było 2,5h zapewniania się że zaraz nastąpi w końcu ten moment w którym mi szczęka opadnie i zobaczę coś czego jeszcze mi się zobaczyć w kinie nie udało. No i nie zobaczyłem. Może Avatar 2
Przeklejone z mego bloga :
"Przykro to mówić, ale tak hajpowany przez wszystkich "Avatar" okazał się moim prywatnym rozczarowaniem roku. Jarają się wszyscy : dziennikarze, filmowcy, trolle z filmwebu, krytycy, babcie, ciocie i teściowe.
No dobra, Cameron robił to arcydzieło aż 10 lat. Dopracowywał wygląd postaci i lokalizacji i w napięciu oczekiwał aż wreszcie ktoś wymyśli tak zaawansowany technologicznie sprzęt, który potrafiłby mu wykreować świat ufoludów, który zrodził się w jego głowie.
I w końcu stało sie. Twórca "Terminatora" wydał na siat swoje najnowsze dziecko, a tłumy pobiegły do kina. Recenzje są tak entuzjastyczne, że trochę mi smutno bo jestem chyba jedyną osobą na świecie, której ten film się nie podobał. Trudno, co robić. Może więc powiem dlaczego mi się "Avatar" niezbyt podoba.
Zacznijmy od tego, że "Avatar" nie ma fabuły. Są jakieś sceny, które niby łączą się w jakiś tam cią przyczynowo-skutkowy, ale tak naprawdę to chyba bardziej rozbudowaną fabułę miał "Titanic". Zero sensownego wprowadzenia(nie wiemy nic o żadnym z bohaterów), a cała załoga żołnierzy to(poza Samem Worthingtonem)to postacie dość drewniane. Np. zły generał to postać bardziej kreskówkowa niż kot Filemon.
Kolejną dość poważną wadą tego filmu jest jego długość. Cameron jak zwykle przeholował i zrobił nam powtórkę z "Titanica", który trwał 194 minuty i o 190 za dużo. Tym razem nie jest tak źle, ale wytrzymać 162 minuty na filmie, którego fabułą możnaby wypełnić jakieś 90 minut, to nie lada wyczyn.
Teraz przechodzimy do rzeczy najważniejszej. Mianowicie - 3D, efektów i spraw technicznych. Okulary mnie uwierały i spadały z nosa, poza tym głupio w nich wyglądałem.
Okej, niektóre efekty były naprawdę fajne, ale moim zdaniem za mało było takich naprawdę zapierających dech w piersiach. Niby to 3D było cały czas, ale trochę za rzadko się to odczuwało. Za to często odczuwałem poirytowanie spowodowane lataniem napisów - raz z lewej, raz z prawej. Przez takie głupoty nie mogłem się skupić na filmie. Jeżeli chodzi o tak wychwalany przez wszystkich świat kosmitów, to dla mnie wyglądał jak zaprojektowany przez przedszkolaka. Wszystko było takie "kololowe" i ładne, że aż mdliło. W dodatku to całe gadanie z drzewami i innymi roślinkami.
Przy całym tym moim jechaniu po "Avatarze", trzeba powiedzieć, że nie jest to film zły. Taka produkcja w sam raz do TVNu, by cała rodzina miała co obejrzeć. Można też to puszczać w święta zamiast "Kevina samego w domu".
Wiek: 39 Dołączył: 13 Paź 2009 Posty: 25 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-29, 19:46
Strummer... jak się idzie do kina na bajkę dla 7-mio latków, to nie należy oczekiwać filmu z klimatem i fabułą Obcego. To Cameron ma zakaz robienia bajek?
strummer napisał/a:
Okulary mnie uwierały i spadały z nosa, poza tym głupio w nich wyglądałem.
Okej, niektóre efekty były naprawdę fajne, ale moim zdaniem za mało było takich naprawdę zapierających dech w piersiach. Niby to 3D było cały czas, ale trochę za rzadko się to odczuwało. Za to często odczuwałem poirytowanie spowodowane lataniem napisów - raz z lewej, raz z prawej.
A to rzeczwyiście była wina Camerona... źle wyglądałem w okularach i były niewygodne... no i te nieszczęsne napisy... no chyba specjalnie się na mnie tak Cameron uwziął...
Za to często odczuwałem poirytowanie spowodowane lataniem napisów - raz z lewej, raz z prawej.
Pretensje do siebie samego Sposób wyświetlania napisów jest inny w każdym z kin - w multi nic nie latało.
Co do reszty - każdy sam decyduje czy mu się podoba czy nie póki nikt nie usiłuje robić za wyrocznię - lotto mi to .
Moja recenzja byłaby za długa dlatego dodaję tylko rozdzialik o technice i podsumowanie (proszę o wyrozumiałość - recenzja była sponsorowana przez wirusa grypy pospolitej i Glaxo Smith Polska XD)
REWOLUCJA W KINIE
Weta Digital i Workshop znowu atakują. Przyjemnie popatrzeć na rozwój tego niegdyś zagubionego na przedmieściach Wellington, małego studia. Chrzest bojowy, który przeszli podczas realizacji trzech części „Władcy pierścieni” dał im jak widać solidne podstawy i katapultował do ścisłej czołówki zespołów zajmujących się tworzeniem efektów specjalnych na potrzeby kina i reklamy. Postęp jaki dokonał się w tej wysoko wyspecjalizowanej branży, w tak krótkim czasie, jest zadziwiający. Trudno stwierdzić, kto i w jakim stopniu przyczyniła się do tak gwałtownego skoku technologicznego, ale jedno jest pewne – pieniądz daje środki i motywację a jak wiadomo, w przypadku „Avatara” - problemem nie był.
Do tej pory kręcenie ujęć 3D było nie tylko czasochłonne i drogie, ale też trudne. Typowa kamera miała wielkość beczki o sporej wadze, dlatego operowanie nią nastręczało sporych trudności. Natomiast powszechnie stosowana technika capture motion – wykorzystywana w podczas produkcji filmów i gier komputerowych, była daleko niedoskonała. Odwzorowaniu ulegały jedynie ruchy ciała aktora, a i to – jedynie w zarysie. Oznaczało to wiele godzin żmudnego „ubierania” wirtualnej postaci w tkanki, osobnego przygotowywania jej mimiki i wygładzanie całej sekwencji w celu nadania jej odpowiedniej płynności. Prawdopodobnie na planie „Powrotu króla” po raz pierwszy zastosowano przeniesienie na żywo obrazu, który dzięki znacznikom niezbędnym w technice captue motion, widzi komputer – wprost na ekran. Były to tylko poruszające się płynnie punkty, bez tła i dodatkowych efektów – ale pozwalały zorientować się reżyserowi, czy osiągnięte zostało to, co zamierzał, jako że kręcenie „dokrętek” w takim przypadku jest praktycznie niemożliwe, ze względu na ograniczony czas przeznaczony na postprodukcję filmów.
Cameronowi nie tylko udało się zminiaturyzować kamerę do zdjęć trójwymiarowych, do wielkości typowej dla kamer tradycyjnych, co znacznie poprawiło mobilność sprzętu (możliwość kręcenia z reki); ale i udoskonalić sposób oddawania cyfrowego obrazu „na żywo”. W danej chwili widział całą scenę – postacie, ich ruch, interakcję z otoczeniem (oczywiście w uproszczonej formie) – mógł więc dokonywać poprawek natychmiast podczas kręcenia sceny, bez konieczności oczekiwania na rezultaty pracy grafików komputerowych. Z mimiką poradził sobie w sposób stosunkowo łatwy – aktorzy wkładali opaski stanowiące oparcie dla miniaturowych kamer rejestrujących każdy ruch mięśni, oczu, brwi, grymasy ust. Ich twarze podzielono na sektory za pomocą kolorowych znaczników, co z kolei umożliwiło jak najdokładniejsze przeniesienie poszczególnych grymasów na avatary. Każdy kto widział film musi przyznać, że udało się to w całej rozciągłości.
Cameron poszedł też w zupełnie innym kierunku, niż większość reżyserów twierdzących, że aktor wkrótce nie będzie im potrzebny do zagrania roli – ciągle jeszcze to człowiek i jego zdolności decydują o tym, czy w daną postać uwierzymy czy nie. Szczególnie jeśli ma ona 3 metry wzrostu, jest niebieska i ma ogon...
PODSUMOWANIE
Po seansie nie zaklaskałam w dłonie i nie zaśpiewałam Alleluja!. „Avatar” nie był ani najważniejszym dla mnie filmem, ani najlepszym jaki widziałam. Nie doznałam oświecenia, żadnej jasności z nieba, głosów, ni podobnych objawień . Na nowinki techniczne jestem otwarta, ale nie popadam w euforię widząc wygenerowany komputerowo wybuch wulkanu, czy walący się na bohatera wielopiętrowy budynek. Może dlatego, że mniej więcej wiem, co za tym stoi i nie jest to dla mnie tak „magiczne”, jak dla osób, które niekoniecznie interesują się tą stroną branży filmowej. Nowinki mają to do siebie, że szybko stają się codziennością, a młodsi widzowie przechodzą nad nimi do porządku dziennego – trudno ich czymkolwiek zadziwić, trudno przyciągnąć ich uwagę.
W prostym rozrachunku pozostaje tylko jedno – albo film chwyta za serce,zmysły i zapada w pamięć - co sprawia, że wracamy do niego wielokrotnie i to po latach, a kolejne rzesze młodych kinomanów nie uciekają w popłochu na widok samej tylko czołówki - albo stanowi sezonową rozrywkę i dowód zbiorowej histerii, którą szybko zastąpi kolejna.
Biorąc pod uwagę to, że znam osoby, które widziały „Avatara” w różnych kombinacjach (2D, 3D – raz to kino, raz inne...); to, że film budzi tak ogromne emocje - zarówno na plus, jak i na minus, oraz to, że ...sama chcę go jeszcze raz zobaczyć i nie mogą jakoś wyrzucić go z głowy - nieśmiało zaprorokuję - ten film nie odejdzie i nie zaginie w pomrokach dziejów kinematografii. On zajmie swoje miejsce obok innych obrazów stymulujących zbiorowo wyobraźnię. A my pewnie będziemy nim raczyć swoje dzieci i wnuki, bawiąc się doskonale razem z nimi - oglądając go w pełnym 3D na ekranach naszych własnych telewizorów.
Trochę lamowato.
Fabuła mogłaby być zdecydowanie ciekawsza, gdyby nie wycięto z filmu wielu scen , które pojawią siew reżyserskiej wersji na DVD i Blue Rey.
A to rzeczwyiście była wina Camerona... źle wyglądałem w okularach i były niewygodne... no i te nieszczęsne napisy... no chyba specjalnie się na mnie tak Cameron uwziął...
Wiek 37 lat = wiek utraty poczucia humoru? W sumie się teraz zmartwiłem.
Chyba zeedytuję tą reckę i podopisuję w odpowiednich miejscach drukowanymi, wytłuszczonymi literami : ŻART.
A może dodam po prostu w nawiasach : LOL, ROFTL, OMG.
Wiek 37 lat = wiek utraty poczucia humoru? W sumie się teraz zmartwiłem.
Chyba zeedytuję tą reckę i podopisuję w odpowiednich miejscach drukowanymi, wytłuszczonymi literami : ŻART.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach