Wysłany: 2009-05-03, 10:50 Od zmierzchu do świtu (trylogia)
Od zmierzchu do świtu / From Dusk Till Dawn
reż. Robert Rodriguez (USA 1996)
Bracia mordercy - Seth i Richard Gecko po krwawej eskapadzie po Stanach uciekają policji do Meksyku. Po drodze napotykają się na byłego pastora wraz z dziećmi i biorą ich jako zakładników. Wspólnie udaje im się przekroczyć granicę. Zmierzają do nocnego klubu Titty Twister (czynnego "od zmierzchu do świtu"), by tam poczekać na przyjaciela Setha - Carlosa. Niestety (ta, hehe - przyp. mój) klub okazuje się siedzibą wampirów, z którymi to zmierzyć musi się grupka bohaterów.
Od zmierzchu do świtu 2 / From Dusk Till Dawn 2: Texas Blood Money
reż. Scott Spiegel (USA 1999)
Luther i jego ludzie planują napad na bank w Meksyku. Przybywając do nadgranicznego miasteczka, nie wiedzą, że znaleźli się w miejscu opanowanym przez żądne krwi istoty. Każdy obcy staje tu przed okrutnym wyborem: albo zginie albo zostanie jednym z nich. Luther i jego ludzie znają wampiry tylko z legend, teraz stają w obliczu ich mrocznej potęgi.
W małym miasteczku zapada zmierzch, dla grupy straceńców może to być ostatnia noc życia. Jedno jest jednak pewne: nie poddadzą się bez walki.
Od zmierzchu do świtu 3: Córka kata / From Dusk Till Dawn 3: The Hangman's Daughter
reż. P.J. Pesce (USA 2000)
Niebezpieczny bandyta Madrid ucieka z rąk kata porywając jego piękną córkę Esmeraldę. Podczas ucieczki przez dzikie ostępy Meksyku Madrid trafia z dziewczyna do położonego na odludziu baru. Wkrótce w ślad za nimi dociera tu pogoń zorganizowana przez zdesperowanego ojca Esmeraldy. Tymczasem zapada zmrok i goście baru zaczynają orientować się, że trafili do kryjówki krwiożerczych istot. Bandyta i jego kat będą musieli zjednoczyć siły by przetrwać długą i krwawą noc...
W zamierzchłych czasach dzieciństwa, które już schylały się ku upadkowi, kuzyn opowiedział mi o horrorze jaki niedawno oglądał. Historia dwóch gości, którzy znaleźli się w barze pełnego wampirów podobała mi się na tyle, że film już był dla mnie kultowy, zanim go obejrzałem hehe A gdy przyszedł ten dzień - wybuchowa mieszanina horroru i westernowego klimatu polanego tequilą była czymś więcej niż oczekiwałem. Kolejne sequele chłonąłem z niemalejącym podziwem. Potem była kolej na zagłębienie się bardziej w gatunek Weird West ...i znudzenie się nim.
W jedynce oprócz reżysera mamy George'a Clooney'a, Quentina Tarantino, Harveya Keitela czy Salme Hayek. W dwójce za reżyserię wziął się nie kto inny jak współscenarzysta wielkiego Evil Dead 2. Także jedną z ról dostał Bruce Campbell, a Robert Patrick był kapitalny w roli poczciwego bandyty. W trójce mało znana obsada (no może oprócz Rebecci Gayheart), ale za scenariusz odpowiedzialny był sam Robert Rodriguez wraz z kuzynem Alvarem. Na koniec napiszę jeszcze, że jako jedyny we wszystkich trzech "Od zmierzchu do świtu" pojawił się brzydki kuzyn Rodrigeza Danny Trejo, a producentem był oczywiście Quentin Tarantino.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-08-07, 09:41, w całości zmieniany 2 razy
Jedynka do czasu stania się tym "pseudo horrorem" to całkiem niezła sensacja w tarantinowskim stylu, później mam wrażenie że cała reszta jest doklejona na siłę, i kuleje mimo dobrych aktorów i kilku komicznych sytuacji.
_________________ "Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
Tylko, jak wszystkie filmy Tarantina, ten podobnie czerpie z istniejących już schematów filmów klasy B (tu akurat z "Zmierzch: Wampiry w odwrocie" chociażby) i wyciska z nich, to co najbardziej komercyjne. Więc sensacja to może była, dla widzów kina głównego obiegu.
A cała trylogia, że tak głupio to nazwę, trzyma równy poziom. Wg mnie mistrzowsko udało się powtórzyć ten niezwykły klimat z jedynki, bez wtórności i powielania pomysłów, co często się zdarza w sequelach.
Więc sensacja to może była, dla widzów kina głównego obiegu.
Napisałem: sensacja w tarantinowskim stylu, nie wiem co można tu jeszcze dodać. Obejrzyj Pulp Fiction, będziesz wiedział o co chodzi.
Arbuz napisał/a:
bez wtórności i powielania pomysłów, co często się zdarza w sequelach.
Najwidoczniej oglądałem jakieś inne części "Od zmierzchu do świtu" bo takiego powielania i odcinania kuponów od pierwszej części to dawno nie widziałem, cóż bywa...
Ja wiem, ze konwencja kiczu, itd. ale na dłuższą metę męczą mnie takie rzeczy.
Aske Dead Dog napisał/a:
Jedynka do czasu stania się tym "pseudo horrorem" to całkiem niezła sensacja w tarantinowskim stylu, później mam wrażenie że cała reszta jest doklejona na siłę, i kuleje mimo dobrych aktorów i kilku komicznych sytuacji
I właściwie nie mam już co napisać.
Dwóch pozostałych części nie widziałem.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Obejrzyj Pulp Fiction, będziesz wiedział o co chodzi.
To teraz, tym bardziej nie wiem o co tobie chodzi. "Od zmierzchu do świtu" to zamierzona konwencja a'la spaghetti western w sztywnych ramach kiczu i humoru. Pulp Fiction poszedł znacznie dalej. Nie ten poziom, nie ta bajka.
Cytat:
Najwidoczniej oglądałem jakieś inne części "Od zmierzchu do świtu" bo takiego powielania i odcinania kuponów od pierwszej części to dawno nie widziałem, cóż bywa...
Najwidocznej. Albo nie, podaj przykłady. Że wampiry atakują kogoś zamkniętego w budynku? To uważam za konieczność, by zachować klimat, inaczej sprowadzałoby się to do takich udziwnionych dróg, którymi poszedł George Romero. Tutaj mamy inną scenerię, inną historię i całkowicie innych bohaterów. Daje nam to zupełnie nowy film, którego z jedynką łączy prawie tylko tytuł. A, że nawiązuje fabularnie do pierwowzoru, to wynika po pierwsze, z wspomnianych sztywnych ram, po drugie przymusem zachowania klimatu, no i po trzecie, co jest chyba jasne - w końcu jest to sequel!
A, że pomysł skopiowany? To jak już pisałem, Rodrigez też wcale nic nowego nie wymysłił. Poddenerwowałem się i sam już nie wiem czy nie namieszałem, więc napiszę tak:
Obejrzyj "Gdzie jest Nemo?", będziesz wiedział o co chodzi.
Obejrzyj "Gdzie jest Nemo?", będziesz wiedział o co chodzi.
Moja córka oglądała, pozwolę Ci z nią porozmawiać.
Arbuz napisał/a:
"Od zmierzchu do świtu" to zamierzona konwencja a'la spaghetti western w sztywnych ramach kiczu i humoru.
W którym miejscu, wytłumacz, bo ja tam nie widziałem ani odrobiny tego gatunku, zarówno w pierwszej jak i pozostałych częściach. Po raz kolejny mam Ci napisać czym jest dla mnie jedynka? To staje się nudne
Arbuz napisał/a:
Daje nam to zupełnie nowy film, którego z jedynką łączy prawie tylko tytuł.
Spokojnie można to podpiąć pod każdy sequel, triquel i inny quel, napiszesz to samo o Piłach II - V? Bo myślę że całkiem nieźle pasuje. A że jest to kolejna kopia pierwszej części... cóż.
_________________ "Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
Dokładnie. Dobra historia (mówię o motywie przewodnim, a nie o konkretnych wątkach, który zbyt dobrze nie znam), z której za pomocą kilku ton papieru toaletowego polanego syropem kukurydzianym możnaby wycisnąć świetny film.
A w temacie:
Pierwsza część, to jeden z moich ulubionych filmów. Z drugiej części zapadła mi w pamięć tylko scena, kiedy bohaterowie przemykają przez wentylację w postaci nietoperzy - ogólnie kicha. "Córka kata" też jakoś niespecjalnie zapadła mi w pamięć.
Widziałem tylko jedynkę. Co prawda bardzo dawno temu to było, ale jakoś nie mam ochoty do tego wracać. Głupi film, nie podobał mi się zupełnie. Nie przykuł mojej uwagi na tyle, bym sięgnął po kontynuacje.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie będę się kłócił z nieobecnym, ale Arbuz racji zdecydowanie nie ma.
Pierwsza część "Od Zmierzchu..." to jeden z tych filmów, które spowodowały moją miłość do kina, a cała reszta to strasznie nieśmieszne powielanie schematu. W 3 części chwilami miałem wrażenie, że mam do czynienia z niedorozwiniętym remake'iem przeniesionym w westernowe realia.
Najgorsze w tych sequelach jest chyba to, że wcale nie są śmieszne. Poza tym 1 część to był film zrobiony w ten sposób specjalnie, parodia, zabawa gatunkiem, a 2 i 3 są filmami, które oryginalny "Od Zmierzchu..." parodiuje. Oceny układają się jakoś tak:
From Dusk Till Dawn - 10/10
From Dusk Till Dawn 2 - 5/10
From Dusk Till Dawn 3 - 2/10
Więc wyciągając średnią całości należy się jakieś 6.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Jedynka do czasu stania się tym "pseudo horrorem" to całkiem niezła sensacja w tarantinowskim stylu, później mam wrażenie że cała reszta jest doklejona na siłę, i kuleje mimo dobrych aktorów i kilku komicznych sytuacji.
Dokładnie. Lepiej bym tego nie ujął. Motywy z wampirami to jeden wielki kicz, ale jakże radosny. Właśnie dla tego lubię ten film. Od razu widać, że nie będzie ambitnie i to mi się podoba bo nie ma owijania w bawełnę. A tak na marginesie, jak pierwszy raz oglądałem, to nie wiedziałem, że to horror więc niezłe było moje jak
Spoiler:
kolesiowi z rozporka wyskoczył gnat, z nogi o krzesła i strzelby zrobili krzyż, czy koleś zabijał pokraki młotem pneumatycznym z kołkiem zamiast grotu. Masakra, ale nieźle się uśmiałem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach