Wysłany: 2008-12-19, 17:27 Mary Shelley's Frankenstein
Frankenstein
reż. Kenneth Branagh (UK, USA, Japonia 1994)
Jest rok 1794. Załoga żeglującego u wybrzeży Arktyki statku bierze na swój pokład tajemniczego rozbitka. Ocalony, który nazywa się Wiktor Frenkenstein, opowiada marynarzom całe swe życie. Jest to historia niezwykła i mrożąca krew w żyłach. Opowieśę o naukowcu, który powołał do życia dziką bestię...
Genialny Robert De Niro, oklaski dla Heleny Bonham Carter i Kennetha Branagh'a (w tym za reżyserię).
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 14:00, w całości zmieniany 2 razy
Mary Shelley byłaby dumna z tej ekranizacji, a szczególnie z samego potwora, który tak realnie wyglądał. Przyznaję, że De Niro nie jest moim ulubionym aktorem (ale go cenię), ale wg mnie to on trzyma cały ten film i dzięki niemu jest tak rewelacyjny.
Jest to klasyczny, a do tego widowiskowy film grozy i u mnie wpisuje się w kanon tradycyjnych 'straszaków' takich jak Mary Reilly czy Dracula Coppoli. Oby nowy The Wolfman był równie dobry
Kiedyś go widziałem i bardzo mi się podobał, a teraz właśnie odświeżyłem, choć zabierałem się do tego z pewną obawą, żeby nie zniszczyć sobie miłych wspomnień. Lęk ten okazał się być nieuzasadnionym — film jest bardzo dobry. Nie mam zamiaru porównywać go z jakimiś przedwojennymi nekrokultami, których albo nie widziałem, albo widziałem bardzo dawno i niezbyt pamiętam. "Frankenstein" z 1994 roku to obraz godny polecenia wszystkim fanom klimatycznego kina grozy, choć jest tu i sporo makabrycznych elementów. Ogląda się to świetnie, zrobiony jest bardzo przyzwoicie, a na dodatek nie jest to obraz pozbawiony treści. Oczywistym pytaniem nasuwającym się natychmiast będzie — czy istnieją granice naukowego poznania oraz do jakiego stopnia naukowcy mogą manipulować ludzkim życiem i śmiercią? Dzisiaj, gdy zewsząd bombardowani jesteśmy tematami takimi jak aborcja, eutanazja, in vitro, klonowanie etc. jest to pytanie nadal jak najbardziej aktualne. Na uwagę zasługuje również ukazanie "dualistycznej" natury Monstrum (tu rewelacyjna kreacja Roberta De Niro), którego z całą pewnością nie można uznać za jednoznacznie negatywną postać, podobnie jak i tytułowego doktora, który działał ze szlachetnych pobudek, a spowodował przecież całą tą tragedię. Słowo "tragedia" najlepiej opisuje historię przedstawioną w filmie. Obaj protagoniści mają rację, ale też obaj nie są nieskazitelni, wreszcie ponoszą klęskę na lodowym pustkowiu Bieguna Północnego. Polecam.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-11-23, 17:31
Również dobrze wrażenie pamiętam, też mam zamiar go odkurzyć i uważam, że powinnam przeczytać książkę (nawet już wypożyczyłam) - pewne rzeczy wypada znać.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2011-05-05, 15:36
Strasznie fajny obraz z ponadczasową historią. Na pewno jak już zaznaczyliście na uwagę zasługują kreacje aktorskie (De Niro, Branagh, Carter). Ponadto świetne są też kostiumy, scenografie, zdjęcia. Meritum sprawy czyli sam film to naprawdę bardzo dobra refleksyjna i głęboka opowieść. Po seansie ciężko chyba jednoznacznie określić kto był potworem. Przewrotna sprawa, że "Frankenstein" kojarzy się nam z potworem (w tej roli De Niro), a przecież Victor (Branagh) nie nadał mu ostatecznie żadnego imienia. Bardzo ciekawa relacja monstrum - stwórca, a do tego kilka wielkich dialogów. Polecam każdemu kto jeszcze nie widział.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3663 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-05-05, 18:28
Też miałem okazję ostatnio powtórzyć. I co można napisać... Bardzo dobra ekranizacja książki o wymowie ponadczasowej. Świetne role (zwłaszcza De Niro) dobre wnętrza i plenery oraz stroje. Na początku się trochę ciągnie, ale od narodzin monstrum już ładnie leci i się dużo dzieje.
Widziałam wiele lat temu - wrażenia jak najbardziej pozytywne. Genialny klimat grozy (szczególnie na początku).
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Może i książka ma ponadczasowe przesłanie, ale czytać to jej za bardzo się nie da. Taki tam romantyczny, pretensjonalny gniot dla masochistów. Krytyka ostra, bo dawno nie czytałem (nigdy?) tak sztucznej książki. Może w dniach premiery i wiele lat później robiła szał, ale teraz to już niestety tylko ciekawostka.
Film, film, film... całkiem wierna adaptacja, na pewno wierniejsza od mistrzowskiego obrazu Jamesa Whale'a i kontynuacji - Narzeczona Frankensteina. Co więcej? Podobało mi się, ale nie przesadzałby z ekscytacją. Nadal pozycja Frankiego z 1931 niezagrożona.
Nekrokulty? Szkoda że tak inteligentny człowiek nie potrafi docenić tego, co dało podstawy pod to, czym się teraz fascynuje. A już w ogóle nie rozumiem tego stwierdzenia odnośnie Frankensteina z 1931, filmu, który bardzo dobrze przetrwał próbę czasu. Denerwuje mnie nutka pogardy w twoim podejściu, ale bezsennych nocy przez to nie zaznam, więc jak dla mnie nadal możesz pojeżdżać Dreyera s-kę. To ty więcej tracisz niż oni.
Może i książka ma ponadczasowe przesłanie, ale czytać to jej za bardzo się nie da. Taki tam romantyczny, pretensjonalny gniot dla masochistów. Krytyka ostra, bo dawno nie czytałem (nigdy?) tak sztucznej książki.
Podobnie jak Drakula w swym literackim oryginale
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Stokera jeszcze nie zmęczyłem, ale jeżeli to jest tak pretensjonalne jak Frankenstein to chyba nie mam ochoty. Z kolei filmy o Draculi - Nosferatu stary i wersja Herzoga dla mnie to majstersztyki, Dracula Browninga z Lugosim - mieszane uczucia, przecudne sceny zmiksowane z mdłymi, ale generalnie na plus - wersja Coppoli rewelacyjna.
Było coś o wilkołaku - stary jest naprawdę dobry, zalatuje klimacikiem Frankensteina.
Jak już mowa o starych horrorkach - wypada wspomnieć o mistrzowskim Niewidzialnym człowieku. NIC się nie zestarzał.
Dalej Mumia - to akurat mi się średnio podobało.
Nie chcę pisać o ekspresjonistycznych arcydziełach, bo to trochę inny klimat, jeszcze "czysty", bez domieszki Hollywoodu.
Wspomnę jeszcze o Wózku widmo - ZBIERAŁEM się po tym filmie dobre kilka godzin.
Nekrokulty? Szkoda że tak inteligentny człowiek nie potrafi docenić tego, co dało podstawy pod to, czym się teraz fascynuje. A już w ogóle nie rozumiem tego stwierdzenia odnośnie Frankensteina z 1931, filmu, który bardzo dobrze przetrwał próbę czasu. Denerwuje mnie nutka pogardy w twoim podejściu, ale bezsennych nocy przez to nie zaznam, więc jak dla mnie nadal możesz pojeżdżać Dreyera s-kę. To ty więcej tracisz niż oni.
Chyba znowu do mnie pijesz - wszak to ja użyłem wywołanego przez ciebie na początku sformułowania. Jeśli jeszcze mógłbyś być tak miły i wskazać, w którym miejscu mojej wypowiedzi krytycznie wypowiedziałem się na temat Frankensteina z 1931 r., to byłbym bardzo wdzięczny i pozostawałbym twym uniżonym sługą. Rzecz jasna, wskazać tego jednak nie możesz - z tej oto prostej przyczyny, że nigdzie tego nie napisałem, zaznaczając jedynie, że nie mam zamiaru porównywać wersji z 1994 z jej poprzednikiem. Wydaje mi się, że ów obraz z 1931 r. widziałem, a przynajmniej urywki, bo jedna scena kołacze mi się w głowie. Niewykluczone zresztą, że go sobie jeszcze kiedyś obejrzę. Co do hołdowania starym filmom - cóż, nie da się ukryć, że bez nich pewno nie byłoby tych, którymi się "fascynuję"; atoli nie zmienia to faktu, że wiele z nich - w moim przynajmniej odczuciu - nie przetrwało próby czasu*. Nie mam zatem zamiaru tracić czasu na jakieś starocie, żeby się pozachwycać, jak kamera tam pracuje i jaki to kamień milowy w historii kina. Nie jestem studentem filmoznawstwa czy innego elitarnego kierunku.
* podobnie jest z literaturą. Czy ktoś na poważnie czyta dzisiaj książki takiego na przykład lorda Dunsany? Przypuszczam, że wątpię. A przecież to prekursor literatury fantasy.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach