Opinie o filmie są jak widać bardzo skrajne, od masowej egzaltacji nad nowym "dziełem mistrza postmoderny" do ocen bardzo negatywnych. Te ostatnie są najczęściej podyktowane swobodnym podejściem do wydarzeń historycznych (choć są wyjątki, jak np. Aske w tym temacie). Ja nie jestem fanem Tarantino (tu trochę więcej na ten temat: http://www.forum-filmowe..../587.htm#23544) i niczego wielkiego się nie spodziewałem, zresztą bardzo długo zabierałem się do obejrzenia tego filmu. Przede wszystkim nie ma co spinać pośladów i rzucać się o rzekome "zakłamywanie historii", z drugiej strony nie rozumiem zachwytów, że jako pierwszy podszedł na luzie do tematu. A "Parszywa dwunastka" czy "Złoto dla zuchwałych"? To też były właściwie komedie z dużym przymrużeniem oka traktujące temat II wojny. Z kolei alternatywną wizję jej zakończenia ukazał Filip Kutas w swej książce "Człowiek z Wysokiego Zamku" czy film "Vaterland". Już choćby to pokazuje, że filmu Tarantino nie da się sklasyfikować jako obraz wojenny czy historyczny, są tu bowiem także elementy komedii oraz nawet SF (historia alternatywna). No i tu powoli docieramy do sedna. Jednym się taki miszmasz podoba, innym trochę mniej. Większość ludzi uwielbia takie bezrefleksyjny filmy o niczym, ja akurat nie bardzo. Bo o to, że film jest absolutnie o niczym, to chyba nie ma co się spierać? Komuś się to podoba? Bawi go, że ktoś się "bawi w kino"? Chce za to płacić, oglądać? OK - nie mam z tym problemu, ale niestety doszło do tego, że gdy ktoś ośmiela się krytycznie wypowiedzieć na temat filmografii Tarantino, natychmiast zostaje besztany i mieszany z błotem przez jego coraz to liczniejszych wyznawców.
Wszystkie filmy QT, które widziałem, są bardzo do siebie podobne. Charakterystyczna praca kamery (dziedzictwo Sergio Leone), bardzo duża rola muzyki, dużo przemocy, gagów, obowiązkowo też jakaś scena albo dwie z jedzeniem/piciem i opowiadaniem dowcipów/wygłaszaniem banałów (gadki o muzyce lat 70. we Wściekłych Psach, o komiksach w Kill Billu, w Pulp Fiction to nawet mi się nie chce wyliczać). Nudne to się robi. Niby taki "geniusz i samouk", a poza raz wypracowane przez siebie ramy nie potrafi się wyłamać?
Sam film jest za długi i wynudziłem się bardzo. Jak już pisałem, jest o niczym, więc nie ma tu żadnego przesłania, nie ma czego się doszukiwać i nad czym myśleć po seansie. Zapewne większość jego admiratorów niebawem zapomni, o czym to tam było. Aktorstwo nijakie albo mierne. Brad Pitt z jedną miną przez cały film, Hitler koszmarny, Waltz jako Landa - no dobra, jego postać to wyrachowany skurwysyn, ale jego gra mnie nie przekonała. Zwłaszcza, że takich pedałkowatych nazistowskich funkcjonariuszy służb specjalnych to można sobie pooglądać i na naszym podwórku, chociażby w skądinąd dennym serialu "Czas honoru".
Z tymi kijami baseballowymi, skalpowaniem, wycinaniem swastyk - ktoś się chyba za dużo Karola Maya naczytał. Żyd-Niedźwiedź? WTF? Ale i tak było tego dużo mniej, niż w trailerach.
Tak naprawdę to bardzo podobała mi się tylko scena strzelaniny w piwnicy - chaos, rozpierdol, wszyscy giną, nie wiadomo co się dzieje. "Ale to już było", chociażby we "Wściekłych psach", a i Ridley Scott w "American Gangster" urządził taką jatkę.
Nie polecam.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
"Nie łowca, a detektyw" - pan Landa by cię pouczył.
Nie czuję kultu Tarantino, wybieram filmy z jego dorobku kierując się intuicją i jak do tej pory, nie wyszłam na tym najgorzej - "Wściekłe psy", "Pulp Fiction" - no, powiedzmy, "Jackie Brown" i teraz "Bękarty".
"Bękarty wojny", czyli tu Amerykanie, znowu są - jak zwykle - ok. I to jest bardzo zabawne.
Tarantino, jak zwykle jest małym chłopcem, który bawi się w kino, a w kinie wszystko mozna, bo kino jest na niby. Tak więc mamy Niemców zabiających zgodnie z dżentelmeńskimi regułami - z gospodarzem, ktorego odwiedza sie w domu, by go zabić, nalezy najpierw grzecznie porozmawiać, przyjąć z jego rąk poczęstunek; kobietę żydówkę, ktorą chce się zabić, należy przedtem poczęstować papierosem. Co za przewrtoność. Tarantino wymyśla sobie także swoją wersję końca wojny, spełnia marzenie tych, którzy ze szczerego serca życzyli udanego zamachu na Hitlera i jego ekipę, a że robią to Amerykanie, i tylko oni wychodzą zwycięscy, co z tego, każdy naród może sobie wymyśleć swoją wersję. itd.
Jednym slowem, niezłe jaja z apokalipsy XX wieku. Ale dlaczegóż by nie? czasem trzeba dystansu. Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrego humoru po filmie wojennym.
Postać Landy - jedna z najlepszych. Pitt jako amerykański bucowaty chłopiec z kijem baseballowym - świetny, choć tę jego minę z wydętą dolna wargą poznaliśmy już wcześniej - u Coenów w "Tajne przez poufne". Dziewczyny - Niemka i Francuzka - kapitalne. Co tu dużo gadać, bawiłam się dobrze.
Dziewczyny - Niemka i Francuska - kapitalne. Co tu dużo gadać, bawiłam się dobrze
Bridget Von Hammersmark: "I know this is a silly question before I ask it, but can you American's speak any other language then English?"
Landa: "As Stanley said to Livingstone: Lieutenant Aldo Raine, I presume?"
Doberman-ka napisał/a:
Ale dlaczegóż by nie? Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrego humoru po filmie wojennym.
Jedyne co mnie wkurzyło to tekst w trailerze, że niby jeśli ktoś tego filmu nie widział - nie wie co to wojna. Jest chyba kilka osób, które nie zgodziłoby się z taką tezą :P
Na szczęście, dla Tarantino także, nie oglądam trailerów. Są głupie, często zdradzają najlpesze sceny z filmu, i jak widać - nieuczciwe. Oj, jakby takie coś uslyszała, to bym też sie wkurzyła i kto wie czy bym popatrzyła na Bękartów.
Jasne, że ten film najlepiej oglądać znając mnóstwo innych, bardziej prawdziwych, o wojnie, można wtedy nabrać dystansu i odpocząć w tym temacie nieco.
Moim skromnym zdaniem, Tarantino robi w tym filmie coś bardzo fajnego. On tak naprawdę wręcz szydzi z amerykańskich chłopców, nabija się, celowo przerysowuje, vide kapitalna scena z "Aliwederczi", za to uszlachetnia niemieckiego żołnierza. Ten naprawdę świetny film to swego rodzaju bardzo inteligentna prowokacja.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-10-27, 21:23
O, Dobermanka, jaki ładny nick, a jeszcze ładniejszy avatar.
Ja bym nie powiedziała, że szydzi, raczej bawi się ich wizerunkiem, dzielnych amerykańskich prostych kowbojów, tym razem w mundurach, którym tym razem, zamiast Indian, przyszło wybijać Niemców Europie.
To raczej z niemieckiego żołnierza szydzi, z jakąż elegancją i szarmem potrafi on zabijać, a już tym bardziej stara się być uprzejmy (ta słynna niemiecka kindersztuba!), gdy przyjdzie mu zabić piekną kobietę.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach