Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5233 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-30, 08:35 The Hurt Locker
The Hurt Locker
reż. Kathryn Bigelow (USA 2008)
Akcja filmu dzieje się w Iraku i opowiada o dokonaniach elitarnej jednostki saperów. Zmuszeni do niebezpiecznej gry w kotka myszkę w zamęcie wojny, łączą swoje siły, gdyż w miejscu, w którym sie znajdują każdy człowiek może się okazać potencjalnym wrogiem, a każdy obiekt - śmiertelną bombą. [opis filmweb]
Całkiem niezły dramat wojenny o działaniach grupki saperów w Iraku. Byłem zaskoczony bo spodziewałem się totalnej szmiry, a tu miłe zaskoczenie. Nie jest to oczywiście jakieś głębokie czy epokowe dzieło ale naprawdę dobrze mi się go oglądało. Ciekawie pokazano wojnę na Bliskim Wschodzie i chociaż film dzieje się głównie wokół grupki trzech żołnierzy to nie jest to zabieg nieudany. Na pewno jeden z lepszych filmów wojennych jakie widziałem w tym roku. Polecam.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5233 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-30, 13:16
I jeszcze jedno. Porównania tego filmu do "Body of Lies" są zupełnie nietrafione (a takie opinie widzę w sieci coraz częściej). Body of Lies to po pierwsze nie jest żadne kino wojenne tylko klasyczny film szpiegowski. W Hurt Locker natomiast mamy jak najbardziej "frontową", wojenną fabułę. Współczesny front jak wiadomo troszkę jednak różni się od tego z Wietnamu czy II wojny światowej dlatego zamiast zagonu czołgów czy nieba pełnego helikopterów widzimy jednostkowe wycieczki humvim po wrogim mieście czy neutralizację islamskich zamachowców - samobójców. Film widzimy z perspektywy jednostki saperskiej (więc też jest to nieco specyficzne spojrzenie). Ogólnie całkiem solidna propozycja na męski, wieczorny seans.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5233 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-06, 22:34
Myślę, że można już spokojnie powiedzieć, że był to najlepszy film wojenny 2009 roku. Co prawda jako data produkcji widnieje 2008 ale poza festiwalami nikt go wówczas nie widział. Ogólnie z promocją i dystrybucją jest tu coś nie teges. Gdyby nie globalna sieć to pies z kulawą nogą by o tym nie usłyszał. Jednocześnie film zebrał już sporo ochów, achów i nagród. Można by z tego uszyć prawdziwy kasowy hicior ale jak widać odpowiedni producent chyba się nie zjawił. Dziwne.
Chuja tam przeciętny, gdyby przynajmniej połowa filmów z USA tak wyglądała, to po świecie nie chodziłoby tyle ciot, niewiedzących co ze sobą zrobić. A plakat rzeczywiście fajny, ale po seansie.
Bardzo dobry. Myślę że porównania z "Helikopterem w ogniu" trochę nie trafione, bo i sytuacja inna i brak na dobrą sprawę motywu przewodniego w "The Hurt Locker". Tutaj mamy ciąg nie powiązanych ze sobą misji, zarejestrowanych z reporterską precyzją. Momentami faktycznie czułem się jakbym oglądał reportaż. Czy to najlepszy film wojenny zeszłego roku to nie wiem, ale na pewno warto obejrzeć. Na końcu w epizodzie pojawia się Kate z Lost, i łaska boska że nie pokazali jej bardziej, do garów łajzo, już jeden serial zepsułaś, wystarczy.
_________________ "Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
Bardzo dobra, sugestywna rola Jeremy'ego Renner'a -wszyscy inni wypadają przy nim blado.
Klimatem najbardziej zbliżony do "Walca z Baszirem" (oczywiście poza zakończeniem); obydwa - uniwersalne filmy o oderwaniu od rzeczywistości. Mało to takich wojaków "wskocz - wyskocz z wojny" mamy?
Niemało.
Oscarowy? - niekoniecznie... ale trzeba Bigelow przyznać - wszechstronnna jest kobita.
ciekawy kawałek na koniec
ps. epizodzik Ice truck killera z Dextera - jaki kontrast. Miły i przystojny facet, ale wygląda tak, jakby zaraz miał rozłupać komuś czaszkę za pomocą popielniczki
Szczerze mówiąc, chyba zupełnie nie rozumiem geniuszu "sceny z płatkami". Że co niby to ma znaczyć
Spoiler:
jest to taka zakamuflowana krytyka zachodniej cywilizacji, w której realny wybór polega na decyzji Pepsi czy Coca - Cola, Corn Flakes lub Potato Chips i w takim razie wolę, aby nawet ktoś wybrał za mnie, a ja w tym czasie sobie wolę postrzelać do Arabów czy innych Niemców (wszak takie rozrywki również oferuje nasza cywilizacja chociażby w wersji gry komputerowej) bo w tym są emocje. No i pytanie: o co walczyłem?
Dla mnie to jest dobry film, ale raczej wojenny akcyjniak trochę nieudolnie pretendujący (właśnie tą sceną) do bycia czymś więcej. Bo realia Bliskiego Wschodu wplecione już jak najbardziej ok. Ale ja może czegoś w tej scenie nie zrozumiałam.
Cytat:
ps. epizodzik Ice truck killera z Dextera - jaki kontrast. Miły i przystojny facet, ale wygląda tak, jakby zaraz miał rozłupać komuś czaszkę za pomocą popielniczki
Myślałam, że zechcesz jednak rozwinąć twierdzenie o geniuszu sceny z płatkami, co może rozjaśniłoby sprawę. Traktować tą scenę oddzielnie, jako genialną autonomicznie czy może w połączeniu z poprzednią sceną powrotu żołnierza do domu, gdzie czeka żona (dziecko? - już nie pamiętam). Czy w przypadku drugiego podejścia oznaczałoby to, że Katryn Bigelow jednak nie do końca jest mężczyzną?
I prawdopodobnie masz rację, porównania z Trinity Killerem być może nawet nie chcę rozumieć.
porównania z Trinity Killerem być może nawet nie chcę rozumieć
jakie porównanie O_o ? przecież piszę wyraźnie, że aktor grający go to przystojny i sympatyczny facet, który jednakoż sprawia "określone" wrażenie za każdym razem gdy go widzę. Przecież to ten sam aktor
Scena z płatkami to klasyka "wojennych kontrastów" - tłumaczyć jej nie trzeba.
Ahaaa, trzeba było tak od razu. Najpierw oglądałam film, a później serial i może dlatego mi umknęlo.
Cytat:
Scena z płatkami to klasyka "wojennych kontrastów" - tłumaczyć jej nie trzeba.
Wojennych kontrastów? Nie chodziło więc o to, co napisałam powyżej. Nie rozumiem w jakim sensie. Napisz proszę, jeśi nie tu, to może na PW. Chociaż w formie sugestii. Nie chce mi się całego filmu powtarzać (byłby to już trzeci raz), bo i tak pewnie nie załapię. Ja to widzę jako taką scenę ciapniętą do filmu ach i ech.
Szczerze mówiąc, chyba zupełnie nie rozumiem geniuszu "sceny z płatkami".
To może ja spróbuję:
Spoiler:
bohater po powrocie z wojny, miejsca w którym musiał dokonywać błyskawicznych wyborów decydujących o jego życiu staje wobec konieczności wyboru rodzaju płatków śniadaniowych. W porównaniu z decyzją, czy gasić zaminowane auto w ogniu czy spierniczać, decyzja o rodzaju płatków jest po prostu trywialna i właściwie niemożliwa do dokonania. Nie towarzyszy jej skok adrenaliny, pudełko jest całkowicie bezpieczne (nie trzeba go rozminować) i co gorsza, tak naprawdę nie różni się od innych pudełek. Wybór rodzaju płatków śniadaniowych jest po prostu nieistotny - wszystkie są z grubsza te same, więc nie ma ryzyka złego wyboru. Co to może znaczyć dla faceta uzależnionego od podejmowania ryzyka?
Chociaż w takich sytuacjach facet zwykle macha pierwsze z brzegu i się nie przejmuje.
Spoiler:
Bohatera pewnie dobiło, że mógłby do końca życia podejmować takie pseudoryzyka i dlatego szybciutko wraca na wojnę.
Ekhm, to ja nie napisałam już z grubsza tego samego?
Spoiler:
jest to taka zakamuflowana krytyka zachodniej cywilizacji, w której realny wybór polega na decyzji Pepsi czy Coca - Cola, Corn Flakes lub Potato Chips i w takim razie wolę, aby nawet ktoś wybrał za mnie, a ja w tym czasie sobie wolę postrzelać do Arabów czy innych Niemców (wszak takie rozrywki również oferuje nasza cywilizacja chociażby w wersji gry komputerowej) bo w tym są emocje. No i pytanie: o co walczyłem?
Kwestia sporna oczywiście czy paczka Corn Flakesów może być zaminowana czy nie.
Ekhm, to ja nie napisałam już z grubsza tego samego?
Nie całkiem, bo widzisz, cały myk jest w tym, że
Spoiler:
niemożność wyboru rodzaju płatków śniadaniowych jest właśnie tragedią bohatera. Jako przejaw cywilizacji supermarket jest tu pokazany jako spokojne, ale i nieciekawe miejsce. W ogóle nie zauważyłem tu jakiegoś przekazu antykonsumpcyjnego (może leciutką szyderę, też się czasem zastanawiam, kto to wszystko kupuje). Większość z nas spędza życie w takich właśnie spokojnych i nudnych miejscach. Problem bohatera jest taki, że on juz tak nie może. On się pochlasta, jeśli będzie musiał dłużej zostać w domu. Oczywiście nie ma bata, na wojence prędzej czy później trafi na sprytniejszego od siebie bombiarza i wyleci w powietrze.
Aha, Renner (znowu zapomniałem nazwiska postaci) nie zadaje sobie pytania "o co walczę?". Chyba nawet nie widzi związku miedzy swoim zaangażowaniem w wojnę a spokojnym życiem w USA, na zasadzie "by mógł spać ktoś, to nie śpi ktoś". Dla niego to nie jest kwestia obrony wartości w które wierzy czy Ojczyzny przed bronią masowego rażenia Saddama.
E, nie nie chodzi mi o jakiś wielki antykonsumpcjonizm. Zwykłe pytanie po co to wszystko nie musi równać się zmasowanej krytyce kultury. Może wskazywać po prostu na zwykłą wątpliwość, czy podjęte środki są usprawiedliwione przez zamierzony cel i czy dzieje się tak, jak powinno.
Z drugiej strony, wedle interpretacji, którą przedstawiasz nie mogę wprost pojąć tego, co z tej sceny ma wynikać bardziej sensownego, jaka nauka praktyczna możliwa do zastosowania, w życiu... Jak to? Decyzja o rodzaju płatków, niemożliwa? Wybór może jest w takiej sytuacji niemożliwy, ale decyzja już jak najbardziej tak. Dla faceta uzależnionego od podejmowania ryzyka taka sytuacja oznacza chyba tyle co nic: bierzesz Corny, zalewasz mlekiem i wpierdalasz. Jeśli płatki różne to w grę wchodzi szereg czynników począwszy od upodobań, na zasobności portfela kończąc. Dla kobiety zresztą dylemat wygląda podobnie podobnie, tylko wcześniej sprawdzi na etykiecie ile kalorii.
Sofokles byłby ze mnie dumny.
John Bigboote napisał/a:
Aha, Renner (znowu zapomniałem nazwiska postaci) nie zadaje sobie pytania "o co walczę?". Chyba nawet nie widzi związku miedzy swoim zaangażowaniem w wojnę a spokojnym życiem w USA, na zasadzie "by mógł spać ktoś, to nie śpi ktoś". Dla niego to nie jest kwestia obrony wartości w które wierzy czy Ojczyzny przed bronią masowego rażenia Saddama.
Kompletnie się z tym nie zgadzam. Film widziałam już jakiś czas temu, ale co w takim razie znaczyły te osoby, jak arabski chłopiec czy obłożony ładunkami cywil, co znaczyły te nocne eskapady Rennera? Po prostu w nim buzowało i sobie biegał po Bagdadzie? Sadzę, że widział w tym co robi sens, ale nie na zasadzie "obrony przed najeźdźcą", tylko raczej "udziału w tworzeniu nowego porządku", co pociąga koszty. Klamka i tak już zapadła. Zresztą być może ja już nie bardzo pamiętam o co tam chodziło. Nie jest to film, który przeorał by mi jestestwo.
Z drugiej strony, wedle interpretacji, którą przedstawiasz nie mogę wprost pojąć tego, co z tej sceny ma wynikać bardziej sensownego, jaka nauka praktyczna możliwa do zastosowania, w życiu...
Ja w filmach w ogóle nie szukam praktycznych nauk możliwych do zastosowania w życiu. Z "Hurt Locker" od biedy można wyciągnąć taką: nie jedź na wojnę. W sumie trywialne, prawda?
SPA napisał/a:
Wybór może jest w takiej sytuacji niemożliwy, ale decyzja już jak najbardziej tak. Dla faceta uzależnionego od podejmowania ryzyka taka sytuacja oznacza chyba tyle co nic: bierzesz Corny, zalewasz mlekiem i wpierdalasz.
Właśnie tak, tyle co nic. William James wolałby podejmować jakieś bardziej liczące się decyzje. Zamiast bombek na choinkę, rozbrajanie bombek.
SPA napisał/a:
Jeśli płatki różne to w grę wchodzi szereg czynników począwszy od upodobań, na zasobności portfela kończąc.
James mógł w ogóle nie mieć preferencji co do ulubionych płatków. Ja też nie mam, więc tu go rozumiem.
SPA napisał/a:
Sadzę, że widział w tym co robi sens, ale nie na zasadzie "obrony przed najeźdźcą", tylko raczej "udziału w tworzeniu nowego porządku", co pociąga koszty.
Ja go raczej widzę jako profesjonalistę przy pracy, który dał się bez reszty pochłonąć robocie. Nie liczy się tu charakter wojny, ważne, że wojna, więc i miny do rozbrojenia. Facet w bombowej klatce to kolejne zadanie do wykonania, co więcej
Spoiler:
nieudane
i z jednej strony, godzi to w profesjonalizm Jamesa, z drugiej zapowiada coraz bardziej ryzykowne zadania. James oczywiście zdaje się współczuć temu facetowi, nawiązuje też przyjaźń z chłopakiem, którego wyraźnie lubi. Nie jest przecież kompletnie wyprany z uczuć. W każdym razie nie odczułem, by James był dumny z siebie jako krzewiciela nowego porządku albo się za takiego uważał. Robi swoje i jest nawet trochę zdziwiony, kiedy dostaje pochwały i uznanie od pułkownika Reeda.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3149 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-09, 22:01
John Bigboote napisał/a:
Właśnie tak, tyle co nic. William James wolałby podejmować jakieś bardziej liczące się decyzje. Zamiast bombek na choinkę, rozbrajanie bombek.
Przepraszam, ze się wtrącę, ale nie widzę nic złego w wybieraniu bombek na choinkę. Rozumiem, że na przykład możliwość dokonywania tylko nieistotnych wyborów może być frustrująca, może wpędzać w depresję, czarną rozpacz i może dlatego źle, że Renner w ogóle trafił na wojnę, ale sekwencja kilku ostatnich scen filmu mnie również wcale nie wydaje się genialna. Głównie psuje ją scena ostatnia, w której Renner wychodzi z samolotu. Szkoda, że nie pamiętam dokładnie całej tej rozmowy, jaką Renner prowadzi z kolegą w samochodzie (na początku fragmentu), ale wydaje mi się, że świadczy o ich dużym zaangażowaniu w sprawę, również dostrzeganiu we własnym działaniu pewnej bezcelowości (dziecioki ciskające kamieniami), a nie tylko świadczy o tym, że pasjonują się podejmowaniem wyborów i skokiem adrenaliny. Bazujac tylko na powyższym fragmencie, można zadać pytanie nie tylko o to czy Renner był dobrym obywatelem i mężem, ale jakim był ojcem. I tu chrzani wszystko ostatnia scena, która narzuca interpretację, że to jednak adrenalina pociąga go najbardziej. Moim zdaniem duże spłaszczenie i próba uczynienia z filmu "z ambicjami" zwykłego akcyjniaka.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach