Przepraszam, ze się wtrącę, ale nie widzę nic złego w wybieraniu bombek na choinkę.
Ja też nie, ale dla Jamesa to nie jest życie.
jazu napisał/a:
Szkoda, że nie pamiętam dokładnie całej tej rozmowy, jaką Renner prowadzi z kolegą w samochodzie (na początku fragmentu), ale wydaje mi się, że świadczy o ich dużym zaangażowaniu w sprawę, również dostrzeganiu we własnym działaniu pewnej bezcelowości (dziecioki ciskające kamieniami)
Sanborn zdaje sobie wtedy sprawę jak blisko był śmierci i zaczyna pękać. Uświadamia sobie, że chętnie zacząłby pędzić jakieś normalne życie z dala od wojny. Dostrzegł faktycznie bezcelowość tego, co robi. Po Jamesie cała sytuacja oczywiście spływa.
Sanbornowi się to w głowie nie mieści.
jazu napisał/a:
a nie tylko świadczy o tym, że pasjonują się podejmowaniem wyborów i skokiem adrenaliny.
James - owszem. Sanborn - nie. Chyba już wcześniej stronił od nadmiernego ryzyka.
jazu napisał/a:
azujac tylko na powyższym fragmencie, można zadać pytanie nie tylko o to czy Renner był dobrym obywatelem i mężem, ale jakim był ojcem.
Ja myślę, że James będzie fatalnym ojcem, bo nieobecnym. A w dalszej perspektywie martwym. Monolog do synka może być jedyną szczerą "rozmową" którą przeprowadzi w swej ojcowskiej karierze.
jazu napisał/a:
I tu chrzani wszystko ostatnia scena, która narzuca interpretację, że to jednak adrenalina pociąga go najbardziej.
Dlaczego? Lepiej aby wierzył w prymat Gwiaździstego Sztandaru? Choć z punktu widzenia armii James jest bezcenny. W pewnym sensie, jako dobrowolne mięso armatnie jest całkiem dobrym obywatelem. W świecie "Żołnierzy Kosmosu" zostałby Bohaterem Federacji
A jak myślisz, czy mimo wszystko uda mu się zapewnić swemu synowi spokojne życie, w pokoju?
Pobyt Jamesa na wojnie nie przekłada się na bezpieczeństwo jego syna od złych Irakijczyków z bronią masowego rażenia. Nie zapewni, nawet gdy syn dostanie po zaginionym w akcji tacie wojskową emeryturę. Przecież i tak najlepiej, żeby James siedział w domu i pilnował, jak mu się dzieciak chowa.
jazu napisał/a:
Chyba rozumiesz, że pisałem to niezupełnie poważnie, co?
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-09-18, 12:52
Moje nastawienie do tego filmu ewoluuje. Przy ogolnej akceptacji od samego początku, że jest to nieźle nakręcony fabularyzowany reportaż z życia i pracy sapera, ale niezgody na prowojenną propagandę, jaka mnie biła po oczach, z czasem dochodzę do wniosku, że owszem, propaganada propagandą, można się jej tu dopatrzec, ale tak naprawdę, jest to film, dzięki ktoremu możemy zrozumieć, dlaczego facetów ciągnie na wojnę, niektórzy po prostu tak mają, niektórym wojny domowe (w sensie rodzinne) nie wystarczają, wolą mocniejsze wrażenia.
A poza tym, jakby nie było, przy całych okropnościach wojny, jej pole jest dla niektórych miejscem pracy które lubią, gdzie się spełniają, a nie ma to jak pracować z pasją.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Podniosłam ocenę o jedno oczko. Jakoś nie potrafię tego filmu wyrzucić z pamięci. Z perspektywy czasu coraz bardziej zaczynam doceniać pewne smaczki i ogólną atmosferę towarzyszącą przygodom saperów spod gwieździstego sztandaru.
Zacny film i więcej niż zacna rola Jeremy'ego Rennera.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Dobry.
Co wywołuje sarkastyczny uśmiech na mojej twarzy, to wspomnienie o sierżancie Williamie Jamesie ( zauważyliście, że najwięksi twardziele mają bardzo proste imiona i nazwiska. Aż dziw bierze, że scenarzysta nie dał mu na imię John/Johnny) :-)
Cóż... No tak, mamy twardziela, który ma cały zasób swoich ulubionych powiedzonek, docinek i innych ,twardzielskich' zagrywek. Nie cofnie się przed niczym, ma w dupie rozkazy i jest indywidualistą... Schemat - trochę oczywisty ( nie pomaga też fakt, że gdzieś tam w odległej ojczystej krainie ma rodzinę) . Jeremy Renner wzorowo spisuje się w tej roli i jest super wiarygodny. Jednak, ja nie kupuję do końca postaci -> to może zasługa scenarzysty.
Podobały mi się zdjęcia i większość wątków. Nie jest to moralitet przesycony wzniosłymi, patriotycznymi wyznaniami...i ludzie z wieży kontrolnej w NASA nie rzucają papierami do góry, ani nie klaszczą I naprawdę wszystko byłoby ok, gdyby nie jedno ,,ale"... No coś mi w tym bohaterze nie do końca pasuje.
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
zapuść sondę nieco głębiej... macanie powierzchni nieczęsto przynosi satysfakcję
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
macanie powierzchni nieczęsto przynosi satysfakcję
Raczej z reguły nie ,,macam powierzchni". Ważne są dla mnie motywy działania bohaterów i jakby skutki tego działania. Widocznie to co dla mnie najistotniejsze, nie znalazło się w polu mojej głęboko zapuszczonej sondy.
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Mieszane uczucia wzbudził we mnie ten tytuł. Wykonanie przypomina co prawda Generation Kill, ale niestety, scenariusz pozostawia wiele do życzenia. Odnoszę wrażenie, że gdyby wywalić napinki, dłużyzny i sekwencje mocno nieprawdopodobne, to byłby to zdecydowanie lepszy film. A jeśli już chcieli wysilić się na traktat o "duszy wojownika to można było zrobić to dużo lepiej, niż poprzez ukazanie przypadków bucowatego komboja. A tak to jest, jak jest, czyli przeciętnie. Jak Kaśkę z Losta zobaczyłem to aż mi ciśnienie skoczyło, na całe szczęście "grała" króciutko. Jakiegoś rzekomego prowojennego przesłania nie stwierdzono.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach