Pierwsza wojna libańska, początek czerwca 1982 roku. Czterech młodych czołgistów, wspartych niewielką grupą żołnierzy piechoty, zostaje wysłanych na swoją pierwszą walkę. Łatwa na pozór misja sprawdzenia obcego terenu przeradza się jednak w horror, okazuje się śmiertelną pułapką, a czwórka izraelskich żołnierzy jest zdana wyłącznie na siebie... Liban to film wyjątkowy. Nikt wcześniej nie pokazał bowiem wojny w taki sposób, w jaki uczynił to Maoz. Świat zewnętrzny możemy oglądać tylko z perspektywy uwięzionych w czołgu żołnierzy, obserwując go przez wizjer lufy, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie klaustrofobii. [opis dystrybutora]
Bardzo wiele się po tym filmie spodziewałem. Od czasu gdy dostał Złotego Lwa w Wenecji chciałem go w końcu dorwać i obejrzeć. I co? I w sumie nic. Z dużej chmury średni deszcz. Czterech zapłakanych Żydów jeździ czołgiem uświadamiając sobie, że wojna to nie zabawa. Niewątpliwą zaletą tego obrazu jest perspektywa. Ultra-klaustrofobiczny klimat i całość teatru działań obserwowana tylko z czołgu (praktycznie nie ma tu innych ujęć). Jeżeli jednak spodziewacie się czegoś w stylu "The Beast of War" albo "Das Boot" to muszę was rozczarować, to nie ta bajka. Jeżeli natomiast kręcą was koszerne, egzystencjalne dramaty w wojennych dekoracjach, to powinno się wam się podobać. W dodatku całość podlana naprawdę niezłym aktorstwem, świetnymi zdjęciami i kilkoma symbolicznymi scenami, które zapadają w pamięć. W sumie coś w tym jest, tylko jeszcze do końca nie wiem co. W każdym bądź razie film wierci nieco dziurę w brzuchu i zostawia jakiś tam ślad na dłużej. Na kolana z pewnością jednak nie powala. Ode mnie 8/10 za oryginalność, zdjęcia i klaustrofobiczny klimat. Może nieco na wyrost ale co tam. Obejrzyjcie sami i podzielcie się swoimi wrażeniami. Jestem bardzo ciekawy waszej oceny. To raptem 90 minut więc męczyć się nie powinniście. Wiem też, że są osoby, które się zachwycają "Libanem" bez reszty. Ja raczej do nich nie należę.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-07-24, 21:25, w całości zmieniany 1 raz
Obejrzałem niechętnie, bo po przeczytaniu recenzji myślałem, że to propagandowy produkcyjniak. Ale nie - pomysł wsadzenia ludzi do czołgu i wysłanie ich na brutalną wojnę, którą widzą tylko z perspektywy celownika działa, to dość przewrotny pomysł, zwłaszacza po wystrzale do wózka zaprzężonego do osiołka ... polecam. 8/10
I taki właśnie jest, tylko że bardzo przyzwoicie zrealizowany. Nie chce mi się teraz dyskutować nad faktami przedstawionymi w filmie, więc ograniczę się do tego, że targetem dla tego filmu byli chyba czytelnicy Guardiana. Ale jeśli to pominąć - nie było tak źle. Wielki plus za to, że widz wiedział o sytuacji na zewnątrz tyle co załoga, a raczej tyle co celowniczy. Ode mnie 5.
Oglądałem to z rok temu i prawie nic nie pamiętam. Ot jechali czołgiem. Ani mnie nie zaszokował ani nie poruszył. Nie polecam.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach