Czerwony Baron / Der Rote Baron
reż. Nikolai Müllerschön (RFN, UK 2008)
Historia legendarnego pilota I Wojny Światowej w konwencji kina przygody.
Końcówka wojny. Manfred von Richthofen, znany po obu stronach frontu jako Czerwony Baron, to as niemieckiego lotnictwa i symbol oczekiwanej przez Niemców wiktorii. Jego imię wzbudza u przeciwników grozę i respekt, ale i on ma godnego siebie rywala - Roya Browna, pilota kanadyjskiej floty powietrznej. Rekonstrukcja jednego z najsłynniejszych podniebnych pojedynków. [opis dystrybutora]
Kiedyś bardzo interesowałem się lotnictwem i pilotami z I wojny, także z wielkim zainteresowaniem sięgnąłem po tę pozycję. Niestety spotkało mnie rozczarowanie. Jest to bowiem raczej melancholijne i tragiczne romansidło, niż film wojenny. Scen walk samolotów są naprawdę wspaniałe, problem w tym, że nie ma ich zbyt wiele w filmie, bo tylko kilka, a na dodatek trwają po kilkadziesiąt sekund. To zdecydowanie za mało. Więcej jest tu takich elementów, które już były choćby w "Na zachodzie bez zmian" - śmierć kolegów, szpitale, przepustki do domu itd. To się już powoli nudne robi, zresztą film w ogóle trochę się dłuży. Trochę za mocno wyeksponowano wątek romansu między von Richthofenem, a pielęgniarką. I w ogóle film jest zbytnio poprawny politycznie, główny bohater to słodziutki aż do obrzygania misiaczek, który robi buńczuczne wykłady o bezsensie wojny w kwaterze głównej frontu zachodniego (dowodem na co miał być fakt, że on lubi palić francuskie papierosy, więc Niemcy nie są najlepsze). Ja przeglądałem dzienniki Richthofena i tam chyba nie było takich smutów. Wolałbym jednak bardziej brudną, brutalną i mniej ugrzecznioną biografię jednego z największych pilotów I wojny. Na plus trzeba odnotować jednak ukazanie rycerskiego etosu, jakim kierowali się piloci, pełnego kurtuazji i uszanowania wobec przeciwnika. Poza tym, nie pokazano tu niestety najważniejszego, mianowicie
Spoiler:
jego śmierci. Baron wylatuje samolotem, a potem pokazana jest jego mogiła. Może spowodowane jest to tym, że do niedawna nie było do końca wiadomo, jak as lotnictwa zginął. Tymczasem ostatnio ustalono, że poległ w dość przypadkowy sposób, trafiony z ziemi przez australijskiego żołnierza piechoty.
Warto poza tym wspomnieć, że as lotnictwa urodził się w Borku - obecnie jedno z osiedli Wrocławia, a potem mieszkał w pobliskiej Świdnicy. Jacyś pasjonaci postawili mu tam nawet w 2007 tablicę pamiątkową
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-03-26, 00:13, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach