Oparty na bestsellerowej książce Jamesa Bradleya i Rona Powersa film ”Sztandar chwały” opisuje jedną z najkrwawszych potyczek II Wojny Światowej - bitwę o wyspę Iwo Jimę w lutym 1945 roku, której kulminacyjnym punktem było postawienie flagi amerykańskiej przez sześciu żołnierzy na górze Suribachi. Fotografia upamiętniająca to zdarzenie stała się najsłynniejszym zdjęciem wojennym i symbolem zwycięstwa dla narodu znużonego już wojną oraz ich współbraci z kompanii. Film śledzi losy tych sześciu bohaterskich żołnierzy z fotografii. Niektórzy z nich zginęli na froncie, a ci co przeżyli, nie mieli ochoty odgrywać symbolicznej roli i nie uważali się za bohaterów - chcieli jedynie pozostać na froncie ze swymi towarzyszami broni, którzy walczyli i umierali bez fanfar chwały. Ojciec Bradleya, John ”Doc” Bradley, był jednym z żołnierzy, których sfotografowano przy zatykaniu flagi, jednak James poznał rzeczywistą skalę doświadczeń ojca dopiero po jego śmierci w 1994 roku. [opis dystrybutora dvd]
Historia wojenna, która wydarzyła się naprawdę opowiedziana w mistrzowski sposób przez Clinta Eastwooda. Podobało mi się rozbicie jedności akcji czasu, miejsca i akcji. Reżyser prowadzi nas "za rączkę" pokazując losy żołnierzy, na przemian przeplatając sceny bitwy na Iwo Jimie z wydarzeniami rozgrywającymi się już w USA. Polskie tłumaczenie tytułu jest błędne, a i opis dystrybutora jest mylący, powinno być "Sztandary naszych ojców", bowiem w rzeczywistości
Spoiler:
te flagi były dwie, a żołnierze ze słynnego zdjęcia tylko pozowali fotografowi, któremu zniszczyła się klisza z poprzednią fotografią, dokumentującą faktyczne zajęcie wzgórza i zatknięcie flagi. W ogóle samo to zdarzenie miało miejsce na początku bitwy, która ciągnęła się potem jeszcze ponad 30 dni i była bardzo krwawa. Większość żołnierzy od "obu sztandarów" zginęła.
Film porusza także ważną kwestię cynizmu polityków i wysokiej rangi wojskowych, podkreślających na każdym kroku ważką potrzebę propagandowej agitacji celem skłonienia obywateli do dobrowolnych datków na wojsko. W końcu Clint pokazuje problem radzenia sobie z niezasłużoną sławą, omawia różne postawy, jakie reprezentują żołnierze. Chyba najbardziej tragiczną postacią był tutaj żołnierz pochodzenia indiańskiego. Film rzecz jasna polecam, sceny batalistyczne choć są tu mniej ważne, są bardzo realistyczne i godne uwagi.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-03-26, 00:09, w całości zmieniany 1 raz
A to nie było tak, że przypłynął na wyspę jakiś polityk i stwierdził, że musi mieć tą flagę, a wtedy (nie pamiętam nazwiska, w każdym razie Robert Patrick, pułkownik Ryan z The Unit;) ) stwierdził, że flaga należy do pułku (batalionu?) i trzeba ją "podmienić" na inną, a zdjęcie wyszło niejako przypadkiem? Aha, pozowane przypięcie flagi to było w '45 na Reichstagu
Film świetny, właściwie od początku do końca. I w sumie bez happy endu.
Swoją drogą w tym samym czasie Eastwood zrobił też Listy z Iwo Jimy, pokazujące tym razem bitwę od strony Japońców. Nie oglądałem.
Polecam — mnie się bardzo podobał, może nawet bardziej od Sztandarów Chwały.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach