Hotel Ruanda / Hotel Rwanda
reż. Terry George (RPA, USA, Wielka Brytania, Włochy 2004)
"Niezwykle poruszający film o afrykańskim odpowiedniku Oskara Schindlera [tu akurat nie zgodziłabym się z autorem opisu], który ocalił przed rzezią ponad tysiąc osób. Obraz ten jest oparty na faktach i opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce podczas konfliktu w Ruandzie, jednego z najbardziej krwawych w historii Afryki. W ciągu 100 dni w Ruandzie zostało zabitych prawie milion osób. Ekstremiści z plemienia Hutu mordowali przedstawicieli Tutsi z zimną krwią, nie bacząc na to, czy są to ich sąsiedzi czy nawet członkowie rodziny.
Paul Rusesabagina (Don Cheadle) jest dyrektorem belgijskiego hotelu Mille Colline w Ruandzie. Jego żona, która z wykształcenia jest pielęgniarką, ale obecnie zajmuje się wychowywaniem dziecka, pochodzi z plemienia Tutsi, a on sam z Hutu. Paul jest niezwykle szanowany w swoim środowisku. Jeśli ludzie potrzebują pomocy, przychodzą właśnie do niego. Gdy wybucha konflikt, Paul chce za wszelką cenę ochronić swoją rodzinę przed śmiercią. W obliczu masowych zabójstw Paul decyduje się na odważny krok - swój hotel zamienia na obóz uchodźców. Udziela schronienia ponad 1200 osobom, z niezwykłą determinacją broniąc ich przed bojówkami Hutu." [opis Wojtas filmweb]
Historia lubi się powtarzać - nie ważne, czy jej pionki to Tutsi/Hutu, Serbowie/Chorwaci, czy Polacy/bojówki UPA. W krótkim czasie w zapomnienie idą jakiekolwiek więzi międzyludzkie (rodzinne czy sąsiedzkie), współczucie, przyzwoitość, wpajane większości od dziecka poczucie sprawiedliwości.
Czego potrzeba by zaćmić umysł i wydobyć na powierzchnię zwierzę drzemiące w każdym z nas - i to do tego stopnia, by zabijać, torturować i niszczyć ludzi, którzy mgnienie oka temu byli nam bliscy i znajomi - którzy nam ufali ?
Historia jednego człowieka, bez zbytniego politykowania i epatowania makabrą na każdym kroku - co akurat wyszło filmowi na plus.
Mocny film o wydarzeniach jak z koszmarnego snu + genialne aktorstwo.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-03-02, 18:28, w całości zmieniany 7 razy
Oglądałam to już dość dawno temu, więc nie pamiętam już tak dokładnie. Ale wiem,że film był świetny. Poruszający i ukazujący przerażającą obojętność ludzi którzy wiedzieli o tej masakrze , a nie zrobili nic
_________________ "I believe in pink. I believe that laughing is the best calorie burner. I believe in kissing, kissing a lot. I believe in being strong when everything seems to be going wrong. I believe that happy girls are the prettiest girls. I believe that tomorrow is another day, and I believe in miracles"
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-01, 14:39
Byłem na tym w kinie nawet. Niestety nie podzielam waszego zachwytu. Powiedziałbym nawet, że jest to jeden z tych obrazów, które mają dosyć zawyżoną ocenę na większości serwisów filmowych.
Wojna domowa w Ruandzie to była jedna z większych rzeźni w najnowszej historii. Film faktycznie jest momentami poruszający ale sorry, klimat owej rzeźni i makabry jest dla mnie pokazany w zdecydowanie zbyt słaby sposób. Nie chodzi o to aby epatować przesadnie okrucieństwem ale temat pt. wojna w Ruandzie (czyli Hutu kontra Tutsi) zasługiwał na naprawdę hardkorowe potraktowanie. Tym bardziej, że owa wojna jest 3 największym ludobójstwem XX wieku.
Tymczasem większą rzeź widzimy niejednokrotnie w filmach obrazujących życie w brazylijskich favelach. Trochę się nim rozczarowałem. To także bardziej dramat niż film wojenny moim zdaniem.
Widziałem film dokumentalny na temat tej wojny, który wywarł na mnie większe wrażenie. Jedną z kluczowych ról w tej rzezi odegrał pewien radiowiec, który prowadził dosyć inspirującą audycję. Do dziś nie zapomnę głosu, który w porannej audycji pytał ilu karaluchów (czyli Tutsi) dziś już zabiłeś? Doszło do tego, że mąż mordował żonę, kuzyn kuzyna, sąsiad sąsiada, wpadano z maczetami do kościołów, itd. Kompletna rzeź i apokalipsa. W filmie "Hotel Ruanda" nie pokazano tego w ten sposób. Gdzieś tam jakieś zagrożenie wisi w powietrzu, świat patrzy na to obojętnie, niby ok ale jak dla mnie wyszła z tego bardziej jakaś ckliwa historia o ocaleniu 1200 osób. To bardziej historia tego hotelarza niż owej wojny.
Tematykę wojny w Ruandzie (czy jak kto woli Rwandzie) podejmuje też film "Shooting Dogs", o którym może też warto by założyć temat.
_________________ tell me what you don't like about yourself
To także bardziej dramat niż film wojenny moim zdaniem.
To prawda - granica jest dość płynna.
BM napisał/a:
To bardziej historia tego hotelarza niż owej wojny.
Tak jest w istocie.
Co do samej wojny polecam "Strategię antylop" Hatzfeld'a. Za każdym razem kiedy dochodzi do podobnej eskalacji, można w głowę zachodzić i zastanawiać się jak to się stało, ale żyć obok siebie po fakcie ? A ci ludzie są w dalszym ciągu swoimi sąsiadami. Wrócili do swoich domów i co - wszystko ma byc po staremu ? To jest dopiero masakra.
Co do reszty - kwestia gustu - chyba nie to było założeniem reżysera. Nie przeszkadza mi takie, a nie inne ujęcie tematu - i tak wiadomo co się wtedy działo. Bardziej syntetyczny obraz pozwala skupić się na przedstawionych wydarzeniach; a nastrój grozy i osaczenia w filmie daje czasem większego kopa, niż widok ćwiartowanych kobiet i dzieci, czy walajacych sie ciał
Spoiler:
Sceny na szosie do słabych bym nie zaliczyła. Panika głównego bohatera udzielała się po prostu organicznie.
Dla przykładu - nie wiem czy bym zniosła realistyczny film bazujący na masakrach wołyńskich o_O
Świat jest popier....
Klimat ma ten film po prostu genialny. Główna rola męska - dalej twierdzę, że wybitna.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-03-01, 16:52, w całości zmieniany 1 raz
Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 1026 Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2010-03-01, 21:52
BM napisał/a:
Wojna domowa w Ruandzie to była jedna z większych rzeźni w najnowszej historii. Film faktycznie jest momentami poruszający ale sorry, klimat owej rzeźni i makabry jest dla mnie pokazany w zdecydowanie zbyt słaby sposób.
Zdecydowanie. W porównaniu z takim 'Killing Fields', 'Rangoon' czy świetnym 'Salvador' temat został potraktowany dość łagodnie. Co prawda nie mogę powiedzieć żeby mnie te wydarzenia poruszały, ale na pewno są w jakiś sposób fascynujące.
BM napisał/a:
Byłem na tym w kinie nawet. Niestety nie podzielam waszego zachwytu. Powiedziałbym nawet, że jest to jeden z tych obrazów, które mają dosyć zawyżoną ocenę na większości serwisów filmowych.
W rzeczy samej. Dobrze zrobiony dramat mejd in holiłód i nic poza tym.
Cytat:
You're black. You're not even a nigger. You're an African.
Najlpeszy motyw w filmie
_________________ "Then that Cobain pussy had to come around and ruin it all."
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-03-02, 00:01, w całości zmieniany 2 razy
Wygładzony i "ugrzeczniony". W sam raz na prelekcję w szkole. Jest, no cóż, smutny. Ale nie bije to twarzy jak powinien (może już okrzepłam po prostu).
Użyłabym zwrotu "dla młodszych widzów", ale chyba nie do końca pasuje
Wygładzony i "ugrzeczniony". W sam raz na prelekcję w szkole.
Hehehe na geografii w liceum gość nam puścił jak mu się skończyły programy Cejrowskiego
Od jakiegoś czasu łazi mi po głowie powrót do tego filmu, bo szczerze mówiąc poza kolorem błękitnym i czarnym to niewiele pamiętam.
Użyłabym zwrotu "dla młodszych widzów", ale chyba nie do końca pasuje
Oczywiście że nie - w końcu dzielenie widzów pod wzgledem wiekowym to absurd.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wstrząsający obraz Terry'ego Georga, który na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci. Tzw. True Story, co dodaje jej skrzydeł i porywa na wyżyny ludzkich uczuć. Dzicz tych ,dobrych uzbrojonych' i tych ,złych uzbrojonych' bije z ekranu, a szaleństwom nie ma końca. Dobrze ujęty wątek mediów w wirze wojny, chociaż mogliby go bardziej rozwinąć. ,Dramat' - myśli człowiek, oglądając film w domowych pieleszach, popijając herbatę. I ten wstyd przy kolejnym kęsie pizzy. A wstydzić się jest za co. Za tych co pociągają sznurkami.
I mamy postać Paula Rusesabagina, który bohaterskimi czynami dowodzi, że nie ma podziałów - ani rasowych, ani klasowych. I nie mam za złe, że autor dodał szczyptę patosu i buduje jakiś ,,pomnik" bo uważam, że skoro taki człowiek istniał to warto mu taki pomnik postawić. Lubię filmy, gdzie widnieją ważne wartości - honor, miłość i dobroduszność. Może i są one patetyczne, ale gdyby nie były - wątpię by były tak znaczące i wyjątkowe.
Jestem bardzo na TAK dla tego obrazu i polecam, film ogląda się bardzo dobrze, sprawnie, a i łezkę można uronić ( ale bez przesady ,,morza łez" jak przy ,Titancu' to nie powinno być).
POLECAM!
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-03-18, 08:40, w całości zmieniany 1 raz
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-03-18, 16:12
Widziane dawno. Może komuś brakuje tu prawdziwego oblicza tej rzezi, ale być może twórcom bardziej chodziło na skupieniu się na temacie ocalenia pewnych wartości, wyłonieniu choćby małej wysepki dobroci, w tym morzu okrucieństwa, które jest nam wszystkim znane przecież z innych źródeł. Jeśli ktoś by chciał uzupełnić sobie ten obraz filmowy i choćby po części zroumieć co działo się na tamtych terenach, polecam książkę Wojciecha Tochmana "Dzisiaj narysujemy śmierć". Kilka fragmentów ksiązki zamieścił swojego czasu Duży Format na swoich łamach, o tu:
http://wyborcza.pl/1,7548..._Wojciecha.html
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3669 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-03-18, 16:21
A ja polecam "Heban" Kapuścińskiego, po części również o tamtych wydarzeniach. Film widziałem dawno i z tego, co pamiętam był całkiem dobry. Bardziej mi się w każdym razie podobał niż inny film o wydarzeniach w Ruandzie, "Shooting Dogs".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach