Człowiek z księżyca / Man on the Moon
reż. Milos Forman (Japonia, Niemcy, USA, Wielka Brytania 1999)
Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Komik Andy Kaufman rozpoczyna opowieść o swoim życiu. W dzieciństwie marzył o występach w telewizji. Do połowy lat 70. gościł na scenach niewielkich klubów w Los Angeles zabawiając publiczność m.in. naśladowaniem Elvisa Presleya. Właśnie numer z Presleyem okazał się tym, w którym po raz pierwszy całkowicie zaakceptowała Andy'ego publiczność...
Biografia nietuzinkowego człowieka o niecodziennym poczuciu humoru. Jeśli się zastanowić, to Kaufmana w równym stopniu śmieszyły rzeczy śmieszne i tragiczne – jego poczucie humoru było w istocie wszechogarniające i totalne. ;] Charakteryzował go kompletny brak powagi w odniesieniu do wszystkiego: bliskich, znajomych, współpracowników, publiki, wykonywanego zawodu, nawet samego siebie nie potrafił traktować poważnie. Ciągle zmieniał maski i jeśli już pokazał jakiś żart sceniczny, to zazwyczaj zaraz po nim następowała kontra odkręcająca jego znaczenie, zbijająca do parteru; szybowanie z komedii w tragedię i z powrotem. W równym stopniu zabawiał publiczność, co bawił się jej kosztem. Sprawiał wrażenie osoby całkowicie oderwanej od spraw doczesnych, takiej która znalazła sobie miejsce, które pozwalało osiągnąć dystans do wszystkiego. Jeśli do kogoś pasuje określenie „człowiek z księżyca”, to właśnie do Andy’ego Kaufmana z tego filmu.
Mało jest scenariuszy tak bogatych w treści i które by tak płynnie przechodziły nad sensem opowiadania: od problemu swobody twórczej i funkcjonowania mediów, przez kwestie socjologiczne - ról społecznych i związanych z nimi oczekiwań, aż po zagadnienia ostateczne - rzec by można - metafizyczne (nie bez powodu wszak pojawiają się wątki religii New Age ;])… Jest to biografia bardzo bogata w treści, wielowarstwowa i nieograniczająca sie jedynie do przedstawienia historii życia człowieka - płyną z niej wnioski bardziej ogólne i uniwersalne.
Rewelacyjna rola Jima Carreya, który świetnie odnalazł się w roli ekscentrycznego komika, ale też niezgorsze te drugoplanowe – Danny’ego DeVito i Paula Giamatti. Wbrew temu, co można sobie pomyśleć widząc chociażby Jimma Carreya, film nie jest typową komedią. Bardziej nawet jest dramatem, niż komedią, choć uśmiać też się można i to całkiem poważnie.
Wszystko to dowodzi, że nawet tych mniej uznanych filmów Milosa Formana nie należy ignorować. Pełnia szczęścia. Polecam!
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-06-03, 21:18, w całości zmieniany 2 razy
Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 1026 Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2009-06-03, 20:54
Świetny film z kapitalną rolą Carrey'a. Komedia to to w sumie nie jest, choć eklekltyzm gatunkowy jest jedną z wielkich zalet tego filmu. Pośmiać się można, ale nie jest to ten durnowaty rodzaj śmiechu, który zwykł wywoływać w swoich filmach Carrey. Z plotem opowiedziana historia, którą oogląda się jednym tchem. I piosenka REM jest zajebista
_________________ "Then that Cobain pussy had to come around and ruin it all."
Zawsze ceniłem sobie Carreya. Może grał w wielu badziewiach, ale zawsze radził sobie nawet z najgłupszymi rolami. Wydaje mi się, że nikt inny (z dobrze znanych aktorów) nie pasowałby do roli człowieka tak zdystansowanego do rzeczywistości. Pomyślałem sobie w sumie o Robinie Williamsie, ale to znowu zupełnie inny rodzaj poczucia humoru.
Prześwietny film, humor Kaufmana i jego alter ego Tony'ego Cliftona to bylo mistrzostwo. Łamanie barier, obrażanie i totalne manipulowanie publicznością, facet byl geniuszem w swoim fachu. Nie każdemu to pasuje, ale w moje poczucie humoru trafił idealnie.
Carrey znowu udowodnil że jest dobrym aktorem, zresztą wydaje mi się ze minęły już czasy kiedy kojarzony był tylko z głupkowatymi (acz dla mnie śmiesznymi) filmami. Bardzo polecam!
_________________ stoję ponad tym wszystkim z aroganckim uśmiechem na twarzy!
Wiek: 29 Dołączył: 15 Mar 2010 Posty: 90 Skąd: Hell
Wysłany: 2010-05-09, 15:50
Cały film jest zrealizowany w genialny sposób, zresztą rola Jima była unikatowa, nie potrafię tylko zrozumieć dlaczego ale dlaczego nie dostał jeszcze oskara!!! Przecież miał świetne role Truman Show, Zakochany bez Pamięci czy Majestic. Osobiście dla mnie jego najlepsza rola to Trumana Burbenka.
Jeden z moich ulubionych filmów! Co tu kryć, Carrey dał popis świetnego aktorstwa i sprawdził się na polu dramatycznym ( co udowodnił nie raz w produkcjach pokroju ,,Truman Show" albo ,,Zakochany bez pamięci"). W ,,Man on the moon", podoba mi się wszystko. Całe te pokazanie rozwoju kariery, jego współpraca z Shapiro...
Ja w ogóle, jestem zwolenniczką Formana, zatem ciężko mi być obiektywną
Polecam.
i to cudne intro :
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach