Braterstwo wilków / Le Pacte des loups
reż. Christophe Gans (Francja 2001)
Braterstwo wilków opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce za panowania króla Ludwika XV. W odciętej od świata wiosce w południowo-środkowej Francji szalała Bestia z Gevaudan, monstrualna istota, której przypisuje się śmierć ponad stu ludzi, głównie kobiet i dzieci. Gdy region ogarnęła panika, król wysłał do Gevaudan dwóch ze swych najbardziej zaufanych ludzi rozkazując im wytropić i zabić Bestię...
Jest rok 1766. Genialny młody naukowiec Gregoire de Fronsac przybywa do Gevaudan, by naszkicowac portret budzącej grozę Bestii. Towarzyszy mu Mani, Indianin z plemienia Irokezów, którego Fronsac poznał w czasie, gdy służył w Ameryce. Na miejscu Fronsac przekonuje się, że królewskim żołnierzom nie udało się wytropić Bestii, która ukrywa się na gęsto zalesionych wzgórzach otaczających Gevaudan.
Fronsac i Mani pozyskują do współpracy pełnego entuzjazmu młodego szlachcica, markiza Thomasa d'Apchera, który wydaje ucztę na ich cześć. Podczas uczty Fronsac poznaje piękną Marianne de Morangias, córkę miejscowego arystokraty, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Gdy na drodze ich szczęściu staje zazdrosny brat Marianne, Jean-Francois de Morangias, Fronsac znajduje pocieszenie w ramionach pięknej i tajemniczej kurtyzany o imieniu Sylvia.
Po kolejnym ataku Bestii Ludwik XV wysyła do Gevaudan jednego z dowódców swych wojsk, Beauterne'a. Po kilku dniach Beauterne ogłasza, że pochwycił i zabił Bestię. Gdy prosi Fronsaca, by ją wypchał, ten zdaje sobie sprawę, że Beauterne zabił nie osławioną Bestię, a zwykłego wilka. Zmuszony jest jednak zatrzymać prawdę w tajemnicy, bo król boi się, że sprawa Bestii z Gevaudan może podważyć jego autorytet. Wszyscy wracają do Paryża, gdzie Ludwik XV osobiście ogląda wypchane monstrum...
Jeden z najbardziej widowiskowych filmów francuskich ostatniej dekady... dobra, olać to. Film ten nie jest jakąś tam nowością, ale na przykładzie Monicy Bellucci, dobitnie pokazuje prawdę, że im kobieta dojrzalsza, tym jest bardziej seksowna.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-02-07, 14:53, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-12-27, 11:31
No proszę Cię, dla mnie to jakby ktoś wymieszał europejskie kino kostiumowe z amerykańskim kinem kopanym, gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie wańkowa kapusta.
Film nie byłby nudny, nawet bez widowiskowych scen walki - uważam, że na uwagę zasługują przede wszystkim zdjęcia - świetne, nadają wszystkiemu piękny, baśniowy klimat. Chociaz i tak film nie umywa sie do "Vidoq'a", który ukazał się mniej więcej w tym samym czasie.
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-13, 10:49
Katiuszka87 napisał/a:
Film nie byłby nudny, nawet bez widowiskowych scen walki - uważam, że na uwagę zasługują przede wszystkim zdjęcia - świetne, nadają wszystkiemu piękny, baśniowy klimat. Chociaz i tak film nie umywa sie do "Vidoq'a", który ukazał się mniej więcej w tym samym czasie.
No i właśnie do takiej europejsko-kostiumowo-lekko baśniowej konwencji no w żaden sposób nie pasuje mi Dacascos ze swoją orientalno-indiańską urodą i sztukami walki.
Ale jak można traktować taką historię z jakaś tam bestią tak na serio? Indianiec-kung-fu-miszcz pasował tam jak ulał.. finałowa scena trochę drętwa, no ale ten blondaś i Cassel to żadne ninje, więc wybaczam
Taki dziwny był ten film. Pamiętam, że bardzo się na to nakręciłem, a ostatecznie czegoś mi tam zabrakło. Ten Indianiec to rzeczywiście niezbyt pasuje, ale za panią Monicę Bellucci to oczywiście ogromny plus .
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Marudzicie - dobry film z fajnym klimatem. Ciekawa choreografia walk i niezła obsada.
Vincent Cassel i Jérémie Renier (świetny aktor).
Bellucci przepiękna.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wiek: 29 Dołączyła: 27 Sie 2010 Posty: 18 Skąd: UK - OK
Wysłany: 2010-08-28, 02:58
Cenię za oddanie realiów XVIII-wiecznej Francji, co z oryginalnymi wątkami w scenariuszu (braterstwo walczące z monarchią czy po prostu królem) daje niezły efekt końcowy. Nastrojowy film z pomysłem. Cóż, mi się podobał . Bestia z Gévaudan wymiata.
Groch z kapustą. Francuzi tak chcieli zrobić "swoją superprodukcję jak w Hollywood", że wrzucili tam wszystko co się dało. Dramat, film historyczny, karate, horror, kryminał, thriller... Chyba tylko musicalu zabrakło. Scenariusz to chamska zrzynka z Conan - Doyle'a, realizacja to znowu podróba Hollywoodu (łącznie z wrzucanymi od czapy slo-mo czy jazdami kamery a'la Sam Raimi), aktorstwo poprawne, chociaż główny bohater jest irytująco wymuskany i zniewieściały. Jakimś cudem udało się jednak reżyserowi wykreować jakiś tam klimat i zainteresować mnie fabułą, więc tak do końca po tym filmie jeździć nie zamierzam. W sumie można obejrzeć.
Widziałem go kilka razy, ale X czasu temu. Pamiętam, że taki w stylu Con Air (wszystko naraz), ale dobrze się oglądało, ciekawy klimat.
Postarali się tym razem, zamiast jeść żaby
Monica Belucci
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Jedna rzecz w tym filmie drażni mnie do tego stopnia, że psuje mi odbiór całości - przesadzone efekty dźwiękowe. Nie wiem czy zwróciliście uwagę - krok w błocie brzmi jak szarża husarii, a prawy sierpowy jak start myśliwca...
Seansowi "po latach" oparł się tylko Jérémie Renier i włoska kurtyzana...
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach