Big Lebowski
reż. Joel Coen, Ethan Coen (USA, UK 1998)
Bohaterem jest były hipis, abnegat żyjący w ubogiej dzielnicy Los Angeles. Pewnego dnia zostaje napadnięty przez zbirów, którzy demolują mieszkanie i żądają zwrotu pożyczki. Ofiara napadu dowiaduje się, że zaszła pomyłka. Dłużnikiem jest miejscowy milioner, noszący to samo nazwisko. [opis za filmweb.pl]
Średnio zachęcający opis, długo się zabierałem do obejrzenia słysząc różne, skrajne opinie o tym filmie. Nie zawiodłem się, przyznaję wprost jedna z najlepszych amerykańskich komedii jakie widziałem w życiu. Nie boję się przyznać że to dla mnie chyba najlepsza rola Bridgesa, to jak wykreował The Dude'a zasługuje moim zdaniem nie na jednego ale na dwa oskary. Masa genialnych motywów komediowych i doskonała gra aktorska sprawiają że jest to film do którego warto wrócić nie raz, i myślę że nie jest to tylko opinia miłośników kina braci Cohen do których i ja się zaliczam.
Siadać i oglądać kto jeszcze nie zna
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-04-01, 17:54, w całości zmieniany 6 razy
No genialna sprawa, Lebowski jest dla mnie jak Budda.Co ciekawe fabuła jest oparta na klasyku czarnego kryminału ''wielki sen'' . http://wielki.sen.filmweb.pl/
Też warto zobaczyc...
Ogólnie to film powinien poleciec do ''Marionette'' bo to tak naprawdę postmodernizm wysokich lotów,pełna kontrola nad kiczem i konwencjami... Już teraz się w szkołach wykłada o Cohenach.Idealny film do analizy.
Bracia Coen to geniusze kina, a ten film jest równie doskonały jak inne ich filmy. Dawno tego nie oglądałem i trzeba będzie odświeżyć sobie, bo już się noszę z tym zamiarem od jakiegoś czasu.
Wiek: 27 Dołączył: 29 Lis 2008 Posty: 24 Skąd: Poznan
Wysłany: 2008-12-01, 14:21
I just want muy rug back. Film jest kultowy(jak ja nie lubie tego slowa). Fabułą rozwija sie w Big Lebowski bardzo klasycznie jednak nadal pozostaje swieża. Nie ma gigantycznych zwrotow akcji. Jest to jeden z filmow ktory w calosci jest swietny ale tez kazda scena z osobna jest przyjemna:)
Najlepszy film Cohenów, ale z taką obsadą nie można było go spieprzyć.
Kiedyś wymieniałem jako jeden z moich ulubionych, dziś nie pamiętam o co mi wtedy chodziło.
Wiek: 30 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4064 Skąd: Z fali
Wysłany: 2008-12-02, 22:22
Aske Dead Dog napisał/a:
To byli nihiliści
Dwa cytaty:
-Nihilists! Fuck me. I mean, say what you like about the tenets of National Socialism, Dude, at least it's an ethos.
Donny: Are these the Nazis, Walter?
Walter Sobchak: No, Donny, these men are nihilists, there's nothing to be afraid of.
A film to kult. Za każdym razem w filmie odnajduję coś nowego i zawsze bawię się przednio podczas jego projekcji. Świetne The Dude i sobchak to chyba jedne z najlepszych postaci filmowych.
Arbuz napisał/a:
Najlepszy film Cohenów, ale z taką obsadą nie można było go spieprzyć.
Nie wiem czy Barton Fink nie jest lepszy. Ale to chyba moje 2 ulubione filmy braci Coen.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5212 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-06, 17:05
Andromeda napisał/a:
To jeden z moich ulubionych filmow - wbiles mi noz w serce tym tekstem
Ja też go bardzo polubiłem. Nie wyklucza to jednak jego durnowatości i kiczowatości, która to urasta tu wręcz do rangi sztuki. Nie da się jednak ukryć, że momentami obiektywnie rzecz biorąc ten film jest po prostu głupkowaty (już abstrahując od jego filozoficzno - nihilistycznego wydźwięku).
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-22, 23:50
Hasłem przewodnim tego filmu mogłoby by "Staaary, ale ty jesteś wyluzowaaany!" (z pewnego dowcipu). Od Dude'a można się uczyć dobrego, należycie zdystansowanego podejścia do świata i własnego życia, natomiast Walter Sobchak to postać wręcz genialna, polski żyd z traumą powietnamską, świetna kreacja.
Nie boję się przyznać że to dla mnie chyba najlepsza rola Bridgesa, to jak wykreował The Dude'a zasługuje moim zdaniem nie na jednego ale na dwa oskary.
Nie pamiętam kto już to mówił, czy bracia Coen, czy sam Bridges - że gdyby nie był aktorem byłby pewnie jak Dude Lebowski. Bardzo leżała mu ta rola hehe.
A poza tym, myślę, że mocno niesprawiedliwie został ten film przez krytykę potraktowany. Podobnie zresztą jak "Hudsucker Proxy".
BM napisał/a:
Znacie więcej tego typu durnowatych filmików?
Coenowie są jednak trochę niepodrabialni we współczesnym kinie i trudno będzie znaleźć coś na miarę "BL". Może po prostu inne ich tytuły: "Hudsucker Proxy", "Okrucieństwo nie do przyjęcia" (które moim zdaniem bardzo niesłusznie się tak źle ocenia - to naprawdę błyskotliwe pastwienie się nad konwencją komedii romantycznej), "Ladykillers" (nawiązujący do filmów z gat. "o pierdziochach")
Poza tym:
"Astropia" - znacznie gorszy, mocno płytki, ale momentami odnosiłem wrażenie jakbym oglądał postaci wyciągnięte z filmów braci;
"Napoleon Dynamite" - kwintesencja głupoty;
"Wybory" Alexandra Payne'a - może nie to samo, ale jest to naprawdę mocny film (jak i cału Payne zresztą;
"Ed Wood" - też ma kilka takich smaczków ("Pull the strink!!! Pull the strink!!!!" dla przykładu);
Kusturicę wypróbuj jeśli jeszcze nie wypróbowywałeś
Oprócz tego, że film jest jakimś tam eksperymentem na chandlerowskiej konwencji, jawi mi się przede wszystkim jako bardzo na luzie zrealizowana satyra na amerykańskie społeczeństwo owładnięte luzem pozornym i poprawnością polityczną.
W kontekście powyższego, ten tekst był zajebisty:
- Pani jest Bunny?
- Za 1000 $ obciągnę ci druta!
- Wspaniała kobieta. Taka spontaniczna.
Albo, nie wiem czy pamietacie jak przyszedł ten koleś do Kolesia i jak ładnie poprosił o zapłatę czynszu. Znowu - jak to u braci - diabeł tkwi w szczegółach.
Prawdziwa kopalnia świetnych,, przekomicznych tekstów, absolutnie znakomitych scen (scena z Turturro w kręgielni, mmm). Dla mnie film kultowy, obejrzany niezliczoną ilość razy.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Śmieszny film i nawet mi się podobał, choć to w zasadzie postmodernizm, za którym niezbyt przepadam. Nihiliści świetni, podobnie jak Sobchak. Obawiam się niestety, że wielu jakichś aluzji i cytatów to nawet nie wyłapałem
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3145 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-15, 16:23
Wszystko już w zasadzie napisano. Gatunkowo wysmakowany, fajny i zabawny przekrój przez liberalne nawyki społeczeństwa amerykańskiego. Chciałbym jednak zaproponować trochę inne spojrzenie na ten film. Bo jeśli się tak zastanowić, to czy nie można by wysunąć wniosku, że Dude Lebowski wynajęty w charakterze prywatnego detektywa przez Jeffreya Lebowskiego odbywa swoją własną, conradowską (niemal) podróż do jądra ciemności? Scena rozgrywająca się w beach community wydaje się być przecież jawnym nawiązaniem do "Czau Apokalipsy" Stone'a. W takim ujęciu, ten feel good movie, nie jest już może aż tak zabawny, jak by się chciało żeby był albo jest "nie tylko zabawny".
Aha, z ról bardziej drugoplanowych najbardziej niszczy Phillip Seymour Hoffmann , a jakoś się jego postać nieczęsto wymienia wśród najciekawszych kreacji w filmie. Tylko ciągle Dude - Sobchak - Jesus.
No i to "podwójne" czy nawet "potrójne" zakończenie: jedno w domu Jeffreya, drugie z nihilistami, a trzecie, ostatnie, na urwisku u wybrzeży Kalifornii...
Szkoda, że tak słabo doceniony przez krytykę, bo to wcale nie głupia komedyjka, tylko pełne intertekstualnych odniesień lekkie, zwiewne dziełko, tak dobrze wpisujące się we współczesne dyskusje o wszystkim.
Ode mnie zdecydowane 10/10
_________________ I believe in nothing and I will cut off your Johnson.
Próżnia spada w przepaść
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach