Barry Lyndon
reż. Stanley Kubrick (Wielka Brytania, 1975)
Barry Lyndon (Ryan O'Neal) był irlandzkim młodzieńcem bez perspektyw, który wkradł się w szeregi osiemnastowiecznej angielskiej arystokracji. Jak mu się to udało? Po prostu - robił, co w jego mocy: był bawidamkiem, zawadiaką, włóczęgą, żołnierzem w wojnie siedmioletniej, rozpustnikiem, szpiegiem i szulerem karcianym. Bohater klasycznej powieści Williama Makepeace'a Thackeraya, którą przeniósł na ekran Stanley Kubrick, nie cofnął się przed niczym, byle osiągnąć upragniony cel. Kubrick czerpał natchnienie z malarstwa epoki, w której toczy się akcja filmu, a kostiumy i dekoracje wzorowano na zachowanych szkicach z tamtych czasów. Dzięki specjalnym obiektywom zdjęcia we wnętrzach i plenerach kręcono przy naturalnym oświetleniu. [filmweb.pl]
Stanley Kubrick jest jednym z tych reżyserów, którzy u mnie w domu mają prywatny ołtarzyk. Barry'ego Lyndona z jego filmów cenię najbardziej. Film ten jest zarówno cudownie wystylizowaną ucztą wizualną w każdym kadrze, wciągającą przygodówką (w pierwszej części), jak i całkiem wnikliwym, niepozbawionym ironii spojrzeniem na realia epoki. Niektórych odrzuca dość wolny styl narracji, ale ja lubię się w nim "rozpłynąć" i kontemplować kolejne obrazy zmontowane z klasyczną muzyką (kawałek Schuberta - absolutnie rewelacyjny). Film, którym można się delektować niczym dobrym winem - a ludzi, którzy oglądają go w kiepskiej jakości divx-ach skazałbym na rozstrzelanie bez sądu :-)
Rewelacyjna pozycja, nadrabiać, jeżeli ktoś nie zna!
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-08-29, 18:13, w całości zmieniany 1 raz
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-29, 18:49
Cytat:
Rewelacyjna pozycja, nadrabiać, jeżeli ktoś nie zna!
Tak jest! Już sie robi! ! A czy oglądanie wersji nagranej z TV nie grozi mi wyrokiem? A tak na poważnie, od kilku lat nosze sie z zamiarem zobaczenia tego filmu, i jakoś nie śmiem, może z obawy, że juz wiele cudów nie pozostanie mi do oglądania, a może z powodu, że czekanie na cud jest słodsze od jego spełnienia? a niech tam! trochę niedzielnej filozofii nie zaszkodzi.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-09-10, 17:26
Zobaczyłam. Rzeczywiście, rozumiem doskonale twoje groźby w kierunku tych, którzy brukają go oglądaniem w słabej jakości. Moje nagranie nie było doskonałe ( z Ale Kino!), i naprawdę żałowałam, bo było na co patrzeć. No i posluchać. Przepiękne zgranie obrazu z muzyką. I cóż tu mozna więcej napisać, świetny obraz epoki, z wyszystkimi jej przyległosciami - tłem historycznym, szkicem społeczeństwa, przenikania się jego warstw, mechanizmów jaki tym rządziły, dbałość o kostiumy, wnętrza, cudownie sfilmowane pejzażę, o których tajnikach filmowania już wspominałeś. No i bardzo dobra opowieść, także psychologiczna. Chwilami miałam przebłyski skojarzeń z "O. Lucky Man" - podobna wędrówka prostaczka przez życie.
Owszem, wolny styl narracji jest, ale tu pasuje jak ulał i zupełnie nie przeszkadza, służy kontemplacji życia, jakie nam się przewija przed oczyma.
Tak, to bardzo dobry film, ale nie na każdą chwilę. Trzeba sobie dać czas na celebrację, jak słusznie to podkreślasz.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
No i Ryan O'Neal piękny i aktywny wtedy jeszcze... Następnym w jego karierze, po tym filmie był przecudowny ,,Nickelodeon" Bogdanovicha (który polecam!)...
Na ,,Barry'ego Lyndona" trafiłam przypadkiem na ,,Ale kino!" albo ,,Zone Europa" i jakoś tak obejrzałam do końca. Nie żałowałam. Naprawdę kawał dobrego, epokowego obrazu! I Kubricka. To kolejny powód by obejrzeć
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach