The Illusionist / Iluzjonista
reż. Neil Burger (USA, Czechy; 2006)
"Eisenheim (Edward Norton), człowiek znikąd wystawia w Wiedniu zdumiewające magiczne spektakle. Swoją pracą przykuwa uwagę pretendenta do tronu – Księcia Leopolda. Pewien, że iluzjonista jest jedynie mistrzem konfabulacji i oszustem, Książę zjawia się na jednym z przedstawień mężczyzny celem zdemaskowania jego występu. By osiągnąć cel wysyła na scenę swoją narzeczoną Sophie (Jessica Biel: "Siódme niebo", "Elizabethtown"). Rozpoczyna się wielka potyczka pomiędzy iluzją a rzeczywistością. Czy talent magika wystarczy by przekroczyć granicę między życiem i śmiercią?" [opis dystrybutora dvd]
Ten film (na spółkę z Dziewczyną z perłą) to złoty strzał w moje poczucie estetyki. Tyle na temat. Długo, długo po tym pojawia się fabuła - niezgorsza - a w niej sprytnie zakręcona intryga z kilkoma (bądźmy sprawiedliwi) absurdami po drodze. Do tego aktorsko film przedstawia się wcale zacnie.
Iluzjonistę często porównuje się z Prestiżem - nie wiedzieć czemu. Siłą Prestiżu jest akcja i suspens, który przybiera na sile, aż do finału; siłą Iluzjonisty - paraliżujące piękno płynące falami z ekranu i napięcie bazujące głównie na piętrzących się scena za sceną emocjach. Choć przyznam - jest w Prestiżu scena z wynalazkiem Tesli która zapiera dech w piersiach i mile oku się prezentuje.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-07-29, 09:01, w całości zmieniany 2 razy
Nic szczególnego nie zaciekawiło mnie w tym filmie. Oglądając odliczałam minuty do końca.
Mówisz o poczuciu estetyki, faktycznie film ładnie wygląda ale nic poza tym. W ogóle ten wątek miłosny jakoś specjalnie nie był porywający. Taka osadzona w XIX wieku kostiumowa opowieść o miłości. Nawet Edward Norton nie ratuję tego filmu
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
No pewnie Jakby każdy miał taki sam gust świat byłby nudny
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Kurde, mieć taką obsadę, taki temat umieszczony w takiej czasoprzestrzeni, takiego zdjęciowca, takiego kompozytora - i zrobić z tego tak bardzo kiczowatego, naciąganego twistera - o trzeba prawdziwy antytalent mieć. Jedynie Norton i Giamatti dają radę.
Przychylam się do opinii Sephrenii i Jaroda. Iluzjonista, w sposób oczywisty zestawiany z Prestiżem (oba filmy wyszły w 2006 roku, oba traktują o magikach), bardzo mnie zawiódł i rozczarował. XIX wiek, Wiedeń itd., kostiumy — OK, lubię, ale to nie wystarczy. Nolan działał mi na nerwy, znacznie lepiej wypadli odtwórcy ról inspektora oraz kronprinza (mniejsza już o to, że cesarz Franciszek Józef von Habsburg-Lothringen nie miał syna imieniem Leopold). Fabularnie się po prostu nie broni. Oczywiście plot twist, rozwiązanie akcji jest tak miałkie i do bólu hamerykańskie, że aż dupa boli. Prestiż niszczy Iluzjonistę w trzy sekundy. Dla ciekawych, nie polecam.
wyjdzie na to, że jestem jedyną na świecie osobą która ten film lubi...
Nie jedyną Skoro na filmwebie ten film ma ocena 8,1 to nie tylko Tobie się podoba
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
wyjdzie na to, że jestem jedyną na świecie osobą która ten film lubi...
Nie jedyną Skoro na filmwebie ten film ma ocena 8,1 to nie tylko Tobie się podoba
Nic dziwnego — wszak "Iluzjonista" jest bardzo mainstreamowy. Wyraźnie zarysowano, kto jest zły, a kto dobry, jest wątek miłosny, na dodatek wszystko podlane sosem antymonarchistycznym, jak to kiedyś było ciężko, bo bariery stanowe stały na drodze prawdziwej miłości. Nie to co teraz, kiedy już jest prawdziwa wolność, czyli Unia Europejska i społeczna gospodarka rynkowa. Typowy kostiumowy wyciskacz łez, na dodatek
Spoiler:
mamy oczywiście klasyczny happy end: zło zostaje ukarane, miłość zwycięża, magik-artysta niemal obalił monarchię, ale jest tak zajebisty, że ma to w dupie, bo zdobył swoją ukochaną.
Naprawdę, ten film nie dorasta "Prestiżowi" do pięt.
nie mam nic do wątku romantycznego. nie podobały mi się takie elementy, jak przewidywalność fabuły (ktoś uwierzył, że Biel...? No właśnie), masakrycznie kiczowate retrospekcje czy ogólny brak sznytu. Widać, że robił ten film wyrobnik; przy konkretnym reżyserze z własnym stylem i pomysłami Iluzjonista mógł być filmem wybitnym. A, Philip Glass chyba tylko w Notatkach o Skandalu podobnie nijaką OSTową fuszerkę odwalił.
"Prestiż" zdecydowanie na plus wypada.
Ale "Iluzjonista" to jednak bardziej melodramatyczne klimaty.
Strona wizualna bardzo mi podeszła, też sekwencje występów iluzjonisty zapadały w pamięć. Momentami było to na granicy żalu - np. retrospekcje, ale uważam, że zgrabnie twórcy balansowali i nie ponieśli porażki.
Aspekt społeczno-polityczny tragiczny (demokracja ), no ale do tego już zdążyliśmy przywyknąć...
Artystyczne kino familijne ze sporą dawką suspensu.
_________________ "For all the works of cultured man
Must fare and fade and fall."
Również stoję bardziej za Prestiżem, niż za Iluzjonistą. Moim zdaniem Norton wypadł nieprzekonująco, a jeśli chodzi o estetykę-cóż, kiedy myślę o tym filmie, pojawia mi się przed oczami bladożółty ekran-chyba był tam momentami taki zabieg starzenia? No i nie oszukujmy się, Biel jest śliczna, ale aktorką raczej nie jest. Najbardziej z całego filmu zainterosował mnie naszyjnik. Może baba ze mnie wyłazi.
Niestety, dla mnie "Wojna domowa" to okrutnie sztuczny film, czekałam ciągle aż Jess wyskoczy z ciuchów i zaciągnie całą drużynę futbolową do swojego łóżka (Żyć szybko, umierać młodo). Zupełnie podpasowała mi do klimatu filmu. A że poza tym widziałam ją właśnie w powyższym,Teksańskiej masakrze, Drużynie A i Next niesmak pozostaje
Oglądałem to całkiem niedawno i... walę to, już więcej nie daję szansy nowym filmom opierając się na tym, że są popularne.
Może i ma to jakiś urok, ale nie kupuję tego. Romantyczna historyjka bez polotu i z przegiętą intrygą niemożliwą do zaplanowania.
Film jest zrealizowany jak najbardziej na poziomie, ale co z tego, skoro każdy film z jakimś tam budżetem z hameryki jest zrealizowany na poziomie? Dla mnie liczy się wyłącznie scenariusz i szczypta magii, której Iluzjonista, wbrew tematyce, nie ma ani krzty.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach