Wiek: 20 Dołączył: 09 Maj 2010 Posty: 11 Skąd: Gniezno
Wysłany: 2010-05-22, 20:27 Książę Persji: Piaski Czasu
Książę Persji: Piaski Czasu
Prince of Persia: The Sands of Time
reż. Mike Newell (USA 2010)
VI wiek, Persja. Główny bohater - młody książę, w czasie jednej z wojennych wypraw natrafia na ostrze posiadające potężne magiczne możliwości i tajemniczą klepsydrę kryjącą w sobie Piaski Czasu, które mogą zamieniać ludzi w piaskowe potwory. [opis dystrybutora kino]
Pomiędzy grami komputerowymi a filmami niewątpliwie istnieje most. O ile da się po nim przejść, wszystko zależy od momentu w jakim przyjdzie na to ochota, ponieważ mówiąc o moście, trzeba dodać, że jest zwodzony. Na dodatek rzeka nad którą przebiega musi być najruchliwszą na świecie, ponieważ wspomniane przejście jest nieustannie w ruchu, przez co wszystkie motywy z gry nigdy nie przebiegną na stronę filmu i odwrotnie. Oczywiście są tacy, którzy postanowili się przekonać jak to jest być terrorystą i próbowali ów most wysadzić (niech cię szlag, Uwe Bollu!), jednak konstrukcja trzyma się świetnie i dziękuję Bogu za to, że jej architekt postanowił zrobić z niej właśnie most zwodzony, zamiast mostu łukowego.
Jakkolwiek ten most wygląda, bohater nowego filmu Mike’a Newella z pewnością nie przeszedłby po nim od tak. Zapewne z rozpędem wbiegłby na balustradę, zaparł się nogą o ścianę i odbił się w stronę stalowej liny, na której obróciłby się i wylądował na górnej ramie, po której zręcznie by przebiegł, kończąc ten widowiskowy przemarsz efektownym skokiem do wody. Oto Dastan, książę Persji.
Wybór reżysera adaptacji gry komputerowej pod tym samym tytułem co film, może nieco dziwić – jego nazwisko jest kojarzone raczej z kinem obyczajowym niż wielomilionowymi produkcjami wypchanymi efektami specjalnymi. O dziwo, ten kontrast sprawdza się znakomicie – dostajemy w efekcie pięknie zrobiony film, któremu nie brakuje logiki i pewnej dozy ambicji, na której niedobór choruje współczesne kino. Efekty specjalne owszem są, jednak nie sprawiają wrażenia przytłaczających – pojawiają się, ponieważ muszą tam być, a nie w celu zapchania braków scenariusza. Ile więc elementów z gry zdążyło przebiec po naszym moście nim nadpłynął kolejny statek?
Trzeba przyznać, że scenarzyści odwalili kawał dobrej roboty. Pomimo tego, że historia w filmie drastycznie odbiega od pierwowzoru, obraz serwuje nam do niego liczne nawiązania i smaczki. Zwłaszcza te ostatnie zasługują na uwagę – zbroja księcia jest żywcem przeniesiona z „Warrior Within”, podobnie jak sam sztylet czasu; jedna z pojawiających się broni to „łańcuch” którym posługiwał się Mroczny Książę z trzeciej odsłony trylogii Piasków Czasu; a w jednej ze scen obserwujemy nawiązania do zakończenia znanego z „Prince of Persia 2008”. Ten ukłon jest bardzo miły w odbiorze; dzięki niemu zapalony fan elektronicznej rozrywki odnajdzie się w zupełnie nowej historii o jego ulubionym bohaterze. A ten, trzeba przyznać, został dobrany perfekcyjnie: wcielający się w niego Jake Długie-I-Trudne-Nazwisko (znany również jako Jake Gyllenhaal) nadaje się do tej roli jak nikt inny, a przy tym jego nazwisko na plakacie uspokaja i wzmaga zainteresowanie obrazem Newella (oczywiście zaraz po tym jak uporamy się z myślami w stylu „jak też, do cholery, czyta się Gyllenhaal?!”). Ten znany między innymi z „Donniego Darko” aktor to klasa sama w sobie, która stawia innym wysoko zawieszoną poprzeczkę. Pomimo tego, reszta aktorów radzi sobie równie dobrze: zadziorność księżniczki Taminy (Gemma Arterton) jest wypisana na jej twarzy, a mimika Alfreda Molina zasługuje na osobny felieton. Drugoplanowa rola Gísli Örn Garðarsson również zasługuje na uznanie – aktor świetnie wczuł się w rolę i ujął specyfikę odgrywanej przez siebie postaci. O dziwo, Ben Kingsley sprawia pewien zawód – jego potencjał nie został w pełni wykorzystany, przez co rola czarnego charakteru nie jest tak wyrazista jak mogłaby by być.
Montaż nie jest w żaden sposób nowatorski – jest po prostu poprawny i spełnia swoją rolę – spowolnienia i przyśpieszenia tempa akcji wprowadzają więcej dynamiki w sceny walk, jednak niektóre z nich są zbyt „poszatkowane”, co sprawia wrażenie odrobinę zbyt szybko postępującego chaosu. Niestety film dość wolno się rozwija i istnieją nikłe szanse na to, iż widz wciągnie się w przygody Dastana od pierwszych minut. Nie należy się tym jednak zrażać – gdy przebrnie się przez karkołomny wstęp, można się rozkoszować najlepszym wydaniem kina przygodowego i najlepszej adaptacji gry komputerowej u boku „Silent Hilla”. Dialogi są całkiem nieźle wyważone, choć w kilku momentach czuje się nadmierny patetyzm, który można jednak wytłumaczyć stylizowaniem mowy na przedstawione czasy. Na szczególną uwagę zasługują docinki jakimi rzucają do siebie książę i księżniczka – choć nie są tak zabawne jak te z gry, to jednak zachowują przekonującą przekorę. Poza wspomnianymi fragmentami, humor w filmie nieco kuleje – nie przeszkadza to specjalnie w odbiorze, jednak pozostawia pewien niedosyt. Końcowe sceny wbijają w fotel i dopiero wtedy doświadczamy w pełni tej części obrazu, która jest najgrubiej podszyta techniką komputerową. Finałowa scena z Klepsydrą jest najzwyczajniej w świecie piękna (kto grał w grę, z pewnością się nie zawiedzie, a może nawet będzie zaskoczony).
Nie należy zdradzać zakończenia filmu, jednak dla fana gry może być ono nieco rozczarowujące – po prostu nie wywołuje takich emocji jak pierwowzór (pisze to człowiek, który niemal w tamtym momencie płakał). Na koniec należałoby zaznaczyć, że całość jest o wiele lepsza niż można było się spodziewać – to solidne, świetnie zrealizowane kino przygodowe, podkreślone dobrą muzyką i widocznym rozmachem. Przenoszenie gier na srebrny ekran zazwyczaj kończy się profanacją, lecz jeśli założymy, iż wyjątek potwierdza regułę, to niech jasne będzie, że tym wyjątkiem jest właśnie „Prince of Persia”. Statek, który przepływał pod mostem adaptacji przypłynął niespodziewanie na czas, dzięki czemu wszystko jest dobrze wyważone i wystarczająco przekonujące, by chcieć zobaczyć film po raz drugi. Subiektywnie dodam tylko, że za największą wadę filmu uważam fakt, że wyświetlono przed nim tylko jeden trailer.
_________________ The rest is not real, but that is a lie.
Beneath me I see the falling sky.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-05-22, 20:58, w całości zmieniany 2 razy
Moje zdanie może się tu słabo liczyć, bo nie grałem w "Sands of Time". Oceniam zatem "Księcia Persji" jako wysokobudżetowy film przygodowy i niestety jestem porządnie rozczarowany.
Lubię Gyllenhaala i Gemmę Arterton, ale w ich postaciach czegoś mi zabrakło - nie umiem tego lepiej opisać, dla mnie chemia między Dastanem a Taminą praktycznie nie istnieje. Co oni tam do siebie mówili przez prawie dwie godziny? Nie pamiętam, bo scenarzyści nie postarali się choćby o kawałek fajnego dialogu. Najlepsze teksty wygłasza szejk - libertarianin, niestety jest go troszkę mało, a sam Alfred Molina przecież całego filmu nie zrobi.
Szkoda troszkę zmarnowanej szansy, bo film chwilami jest naprawdę śliczny - efekty działania sztyletu, wszystkie te kobry i strzały w slo-mo, przepiękne krajobrazy, no i końcówka, rzeczywiście fajna.
Jeszcze taki dość niespodziewany plus: przed premierą jakiegokolwiek widowiska nie mogę się powstrzymać i oglądam trailery, foty i inne materiały dystrybutora, spojlując sobie tak projekcję. Trailery do "Księcia Persji", choć pokazywały wiele scen, to nieszczególnie dawały pojecie o fabule, np. wprowadzając w błąd co do osoby czarnego charakteru. To się chwali. Szkoda, że właściwie nie było wiele do ukrycia.
Film beznadziejny, sceny walki efektowne ale to za mało, już w grze był lepiej rozbudowany wątek fabularny. Że tak powiem: film pokroju wszystkich "dzieł" Uwe Bolla
Gyllenhaal ma już to do siebie, że wiecznie wygląda na gapowatego chłopca - takim go pamiętam z Donniego i takim chyba przyjdzie mu być na wieki (nawet w Tajemnicy nie zagrał na inną nutę). Jego Dastan nie ma za grosz charyzmy, a i łobuzerskiego wdzięku jak na lekarstwo.
Klimat jakiś tam jest - dobre oświetlenie + muzyczka, które momentami przywodziłam mi na myśl skrzyżowanie Mumii z Lawrence'm z Arabii.
Sceny batalistyczne bardzo biedniutkie, sceny "kaskaderskie" Dastana także - w sumie zżynano raczej równo z Assassin's creed jeśli chodzi o sposobny przedstawienia wszystkich tych wygibasów; ba! - momentami czułam się jak podczas oglądania jednego z trailerów do AC - tyle że w wersji dla ubogich...
O ile sobie przypominam to bardziej emocjonowałam się dawkowanymi skąpo umiejętnościami Cyrila Raffaelli w Die Hard 4.0 niż wszystkimi wyczynami Dastana ganiającego po dachach :P
Jeśli już jesteśmy przy Asasynach - wizyta w ich twierdzy to jeden z przyjemniejszych dla oka momentów.
Bruckheimerowski przeciętny produkcyjniak nr 647473623. Gemma śliczna, Molina momentami zabawny, poza tym całość bez pomysłu, bez stylu, bez polotu. W sumie oczko wyżej od Clashu, ale i tak porażka. Spieprzyli moją ukochaną grę, ech...
4/10
Wiek: 25 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2093 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-28, 22:57
Żeby wszystko było jasne - grałam kiedyś w "Prince of Persia", ale to było z 15 lat temu na żółto-czarnym ekranie Windowsa 3.11. Między tamtym, a "Piaskami czasu" jest - zdaje się - ogromna różnica, więc można w zasadzie założyć, że nie miałam styczności z grą. Film jest dla mnie filmem, nic więcej.
A jako film zapracował sobie u mnie na mniej więcej 6/10. Bo ładny, bo naprawdę przyzwoite zdjęcia, muzyka i efekty komputerowe. Bo niezłe sceny akcji i kaskaderskie. Bo ładna, zadziorna Tamina, świetny aktorsko (jak zwykle) Ben Kingsley, intrygujący ten Islandczyk - asasyn (zupełnie nie pasuje urodą do piasków perskiej pustyni, ale to tym lepiej). Słabymi stronami filmu są za to dla mnie - niestety - fabuła (niezbyt skomplikowana, ani wymagająca) i główny bohater. Muszę się zgodzić z Nuz, Jake Gyllenhaal ma w sobie jakiś tam gapiowaty urok, ale oparty głównie na wyzwalaniu w kobietach matczynych uczuć i rozczulenia. Na mężnego księcia to on nijak się nie nadaje. Już ten jego brat, Tus, wyglądał lepiej.
Do obejrzenia w leniwe niedzielne popołudnie w sam raz, raczej bez potrzeby powtarzania seansu.
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: Piła
Wysłany: 2010-08-31, 18:23
Z grą miałem styczność znikomą, a dokładniej rzecz biorąc właśnie z "Piaskami czasu" bo po przejściu paru etapów najnormalniej w świecie zrezygnowałem z kontynuowania.
Jeśli chodzi o film to uważam, że jest to średnia produkcja. Nie wymaga raczej szczególnego polecania innym bo właściwie poza przyzwoitą stroną wizualną ten film przygodowy jest jak masa innych. Jeżeli właśnie naszła cię ochota na kino przygodowe z domieszką fantasy to jak znalazł z pomocą przyjdzie "Książę Persji" - lekki, przyjemny dla ucha i oka (Gemma Arterton ).
Wzorcowo zrealizowana przygodówka w której przyczepić się absolutnie nie mam czego. Oglądałem do tej pory trzy razy, z każdym seansem film robił lepsze wrażenie niż poprzednio (i dlatego po dwukrotnym obejrzeniu sprzedałem DVD i kupiłem go na Blu-Ray), zdecydowanie lepszy od sequeli Piratów z Karaibów, a także drugiego i czwartego Indiany Jonesa. Aż szkoda że marny wynik finansowy raczej przekresla wszelkie szanse na kontynuację. Zaraz za Niezniszczalnymi najbardziej udany seans kinowy w zeszłym roku.
9/10
Cytat:
jest jak masa innych
Podaj tytuły tej masy, bo nic o niej nie wiem, a bardzo chętnie bym masę tak dobrych filmów jak Książę obejrzał.
PS. grałem tylko w pierwszą grę o tym tytule i rzeczy takie jak zgodnośc/niezgodnośc filmu z grami mnie kompletnie nie interesują.
Ten film jest po prostu "fajny". Niezła fabuła, dobrze zagrany, cieszy oko i scenami akcji i główną panią bohater (w przypadku kobiet chyba "panem" ). Z tego co pamiętam to na tle reszty Hollywoodzkich superprodukcji PoP może też pochwalić się całkiem niezłymi dialogami. Film nie stara się niczego udawać, jest po prostu lekką i przyjemną rozrywką z happy endem. Jak dla mnie jeden z najlepszych komercyjno-hollywoodzko-rozrywkowych filmów ostatnich lat
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Po prostu byłem ostatnio na nowym filmie z Cage'em
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Wiek: 30 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4081 Skąd: Z fali
Wysłany: 2011-03-28, 04:45
Nie jest kompletnie tragiczne jak na kino czysto rozrywkowe, ale brak czegokolwiek, co by uczyniło ten film w jakiś sposób interesującym. Chyba to lepsze niż Króle Skorpiony, ale nie wiem, bo tamtych nigdy nie obejrzałem, a tego nie pamiętam, aż tak dobrze
_________________ 36. Many have arisen, being wise. They have said "Seek out the glittering Image in the place ever golden, and unite yourselves with It."
37. Many have arisen, being foolish. They have said, "Stoop down unto the darkly splendid world, and be wedded to that Blind Creature of the Slime."
38. I who am beyond Wisdom and Folly, arise and say unto you: achieve both weddings! Unite yourselves with both!
41. But since one is naturally attracted to the Angel, another to the Demon, let the first strengthen the lower link, the last attach more firmly to the higher.- Aleister Crowley, Liber Tzaddi
"Conscious faith is freedom. Emotional faith is slavery. Mechanical faith is foolishness."G.I.Gurdjieff
"Gdy rządzi się prosto i spokojnie, ludzie stają się prostoduszni i lojalni. Gdy rządzi się przez nakazy i zakazy, ludzie stają się sprytni i podstępni."
" Im więcej zakazów i nakazów tym ludziom żyje się marniej."
"Im więcej praw i zasad się ustanawia, tym więcej będzie złodziei i rozbojów"
-Księga Dao i De
Jak użytkownik Gieferg, także uważam, że za każdym razem kiedy oglądam ten film wydaje się coraz lepszy. Co do Jake Gyllenhaal'a, nie uważam, że jest ciapowaty w każdym filmie, bynajmniej gdyby taki był nie był by doceniony chodź by przez Duncana Jonesa, który rośnie na gwiazdę wśród reżyserów (mowa o "Kodzie Nieśmiertelności"). Dla mnie świetny film przygodowy, których ostatnio niewiele (jeżeli chodzi o takie klimaty). Fajnie, że historia miłosna nie była głównym punktem tego filmu, a wręcz każdy wątek miał swój sens i nie był przesadzony. Wszystkiego było po trochu. Jak dla mnie 8/10, bo jednak nie jest to Indiana Jones:)
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1609 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-08-11, 22:33
John Bigboote napisał/a:
Szkoda troszkę zmarnowanej szansy, bo film chwilami jest naprawdę śliczny...
Otóz to, i to jest jaki mi się wydaje jego największa wada, która skłoniła mnie do wyłączenia ekranu po około 1/2 godziny. Źle mi się robiło od tego przerostu ślicznej, widokówkowej wprost, formy nad treścią.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach