Hiroszima, moja miłość / Hiroshima mon amour
reż. Alain Resnais (Francja, Japonia 1959)
Do Hiroshimy na zdjęcia filmowe przyjeżdża francuska aktorka. Tuż przed powrotem spotyka starszego o dwa lata japońskiego architekta. Nawiązują romans, podczas którego wspominają drugą wojnę. Dla niego największym przeżycie była bomba atomowa, która zabiła jego rodziców, gdy on był na wojnie. Ona podczas wojny zakochała się w młodym Niemcu, zabitym w przeddzień pokoju.
Zaczyna się niebywale - komentarze zza kadru i ujęcia na miasto dotknięte tragedią, muzeum bomby atomowej i wycinki z dokumentalnych filmów. Wydawało mi się, gdy to oglądałem (a oglądałem to kilkanaście miesięcy temu), że tak będzie do końca, ale film staje się romansem. To słowo odstrasza prawda? Jest to jednak romans jedyny w swoim rodzaju. Nie czuję się na tyle kompetentny by cokolwiek więcej napisać o tym filmie. Ja po seansie i I i II zbierałem się długo. Arcydzieło.
Arcyznawco - oto typ filmu, który jest o wiele bardziej dla mnie wartościowy niż milion kronik bohaterstwa żołnierzy walczących w słusznej sprawie (ten filmik z Melem, który lubisz - też mi się podoba, jest naprawdę dobry, ale zestawienie go z Hiroszimą... nie da się, inny typ, sztuka a rzemiosło).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach