Do niewielkiego japońskiego miasteczka, sterroryzowanego przez dwie zwalczające się bandy, przybywa były samuraj Sanjuro. Po jednej ze zwaśnionych stron stoi handlarz jedwabiem Tazaemon, po drugiej fabrykant Tokuemon. W tym konflikcie Sanjuro widzi dla siebie szansę na szybkie wzbogacenie się. Proponuje usługi obu bandom, choć w rzeczywistości wcale nie zamierza walczyć. Prowadzi wyrafinowaną grę: podburza przeciwko sobie wrogie gangi i spokojnie czeka.
To jeden z moich ulubionych filmów. Jidaigeki z elementami kina zachodniego (wyraźne nawiązania do westernów). Rzecz dzieje się po 1868 roku, a więc po upadku szogunatu. Głównym bohaterem jest ronin - samuraj bez pana, jak to często u Kurosawy, który próbuje się odnaleźć w świecie, w którym "idzie nowe". Znakomita fabuła, z początku rozwija się dość sennie, potem robi się coraz bardziej dramatycznie, by znaleźć ujście w bardzo dynamicznym finale
Spoiler:
gigantyczne wrażenie robi na mnie scena walki, gdy Sanjuro rozprawia się z 10 przeciwnikami w niecałe 10 sekund. To właśnie jest walka, a nie jak we współczesnym kinie, ciągnące się minutami dla większego dramatyzmu pojedynki. Wydaje się, że Sapkowski w opowiadaniu "Mniejsze zło", opisując starcie wiedźmina z sześcioma bandziorami, nawiązał właśnie do tej sceny z "Yojimbo". Różnica taka, że tu bohater uskakuje przed kulą z rewolweru, a tam Geralt odbił bełt wystrzelony z kuszy
. No i wielki Toshiro Mifune, także Tatsuya Nakadai robi wrażenie, zwłaszcza gdy ciągle cyni swoim rewolwerem.
Warto wspomnieć, że film został skopiowany przez Sergio Leone ("Za garść dolarów" - skądinąd też bardzo dobre), któremu Kurosawa wytoczył proces o plagiat - i wygrał. Powstał też amerykański remake "Ostatni sprawiedliwy" z Brucem Willisem, którego akcja rozgrywa się w USA w okresie prohibicji.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-03-10, 01:12, w całości zmieniany 3 razy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach