"La Strada" jest jednym z najważniejszych i najbardziej wzruszających filmów w historii kina. Opowiada historię prostej kobiety, która zostaje sprzedana przez jej rodzinę brutalnemu siłaczowi do podróżującego cyrku. "La Strada" jest dziełem na wskroś poetyckim, ekspresyjną parabolą o dwóch wędrujących w kierunku zbawienia duszach. To właśnie na potrzeby tego filmu krytyka ukuła nowy termin - 'realizm magiczny'. Jeden z najwybitniejszych filmów Felliniego nagrodzony w 1956 r. Oscarem dla najlepszego filmu zagranicznego.
Metaforycznie skonstruowany film, który pod płaszczykiem banalnej - jak się wydaje - historii, opowiada o ludzkim losie w sposób naprawdę emocjonalny. Autentycznie mnie poruszył, szczególnie moment "narodzin człowieka". Mam nadzieje, że po obejrzeniu będziecie wiedzieć o co mi chodzi.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 17:20, w całości zmieniany 4 razy
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-12-16, 17:39
Ten film ciągle działa! Prawdziwa magia kina, właściwie, wszystko coby powiedzieć na temat tego prawdziwego dzieła jest truizmem. Od lat jest wielbiony przez kinomanów.
Ja ostatnio, zajmuje się ogladaniem raczej kina współczesnego, do starych filmów sięgam rzadko, kiedyś ich się trochę naoglądałam, może mniej świadomie, niż obecnie, bardziej dla czystej rozrywki, ale jednak...
Po "La stradzie" ( a jeszcze wcześniej "Krzyku" Antonioniego) stwierdziłam, że warto jednak częściej poobcować z wielkim włoskim kinem - człowiek czuje się po nim jak po odświeżającym prysznicu w męczący dzień.
Wspaniałe trio aktorskie - żona reżysera G. Masina - wprost stworzona do roli dobrej Gelsominy, A. Quinn - jako grubiański zły siłacz Zampano - rewelacyjny, a i Amerykanin - Richard Basehart - jako szalony, upojony niczym narkotykiem wolnością linoskoczek- równie wspaniały. Myślę, że jeśli ktoś zobaczy tę trójkę, przemierzającą włoskie trakty w poszukiwaniu pracy polegającej na zabawianiu zmęczonych trudami życia prostych ludzi, nigdy jej nie zapomni. /W dodatku muzyka N. Roty./
Oprócz bezpośredniego obrazu losów dwóch skłóconych mężczyzn i uwikłanej między nimi kobiety, samotnej, nie doznającej oparcia psychicznego w żadnym z nich, choć każdy na swój sposób porusza jej serce, widzimy także metaforyczną odwieczną walkę człowieka z dobrem i złem, a między nimi - marzenie o szaleństwie wolności (uosobione przez linoskoczka), które najczęściej jest przez człowieka tłamszone (Zampano), by mógł jako tako egzystować, albo niedopuszczane w ogóle do świadomości, z powodu strachu, przed ową wolnością (nie ma to jak ustabilizowany tryb życia i pewna kromka chleba co dzień) - Gelsomina.
Co tu więcej gadać - można sobie poczytać wiele mądrych opracowań, stary, dobry, piękny film i nieśmiertelny.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach