Nie mam siły, chęci ani czasu przygotować jakiś konkretny artykuł, więc wybaczcie mi, ale temat poprowadzę w nieco inny sposób.
Mam nadzieję, że orientujecie się czym jest ten nurt w kinematografii. Do czego zmierzam: wypisujcie filmy, które widzieliście i choć trochę je opisujcie. Nie powtarzajcie już wymienionych.
Sokół maltański (1941) - na podstawie książki, genialna rola Humphreya Bogarta. Intryga wokół poszukiwania tytułowego sokoła o niezwykłej wartości, każdy każdego okłamuje. Jeden z lepszych przedstawicieli gatunku.
Wielki sen (1946) - na podstawie książki, również z Bogartem. Intryga tak zakręcona, że chyba nikt tak naprawdę nie wie o co chodzi. Z jednej strony to zaleta z drugiej wada, bo panuje niemały chaos, ale klimat dzięki temu jest niekiepski. Stary bogacz jest szantażowany i wynajmuje detektywa, by ten zbadał sprawę.
Bulwar Zachodzącego Słońca (1950) - nie jestem przekonany czy to film noir, ale tak się mówi. Ciężki dramat o upadku wielkiej gwiazdy filmowej, która popada w szaleństwo. Atmosfera faktycznie noir, trochę mało tu "crime", a dużo "drama". Niemniej jest to film arcyważny w historii kinematografii, prawdziwe arcydzieło.
Zabójstwo (1956) - dokładnie zaplanowany skok na kasę - Kubrick rozkręcający się jako reżyser, pierwszy film, którego się nie wstydził. Naprawdę porządny kryminał.
Chinatown (1974) - hołd dla klasycznych filmów noir od Polańskiego. Wyszło cudownie i dla wielu jest to najlepszy film tego typu. Nicholson świetnie zagrał, a scenariusz naprawdę na poziomie.
Podwójne ubezpieczenie (1944) - kolejny kultowy film noir, którego nie znać po prostu nie wypada.
Out of the past (1947) - podręcznikowy film noir, trochę mniej fajny od ww., ale też na wysokim poziomie. Mitchum jakoś mi nie przypadł do gustu w tej roli.
OD KUROSAWY:
Zbłąkany pies - policjant gubi spluwę i rusza na jej poszukiwania, potem ktoś z tej spluwy zabija człowieka i mamy naprawdę cudowny film.
Pijany anioł - tak trochę na siłę, raczej film o trudach egzystencji w czasie choroby i dumie, ale ma pewne cechy noir.
Niebo i piekło - też na siłę, ale jest zbrodnia i śledztwo. Jeden z lepszych kryminałów jakie widziałem. Podzielony na dwie części.
SPECJALNE WYRÓŻNIENIE:
Dotyk zła (1958) - uwielbiam ten film. Brud, który wykreował Welles w tym świecie jest przytłaczający, a I ujęcie trwające kilka minut to coś, czego nigdzie indziej odnaleźć nie sposób - tak skomplikowane i cudowne, że dla niego samego warto sięgnąć po film. Scenariusz, reżyseria i aktorstwo nie do pobicia. Dosyć mało znany w Polsce film, a jest to prawdziwa perełka.
Trzeci człowiek (1949) - uwielbiam jeszcze bardziej niż ww. Te powykrzywiane ujęcia i rola Wellesa sprawiają, że jest to mój ulubiony film obok Dobry, zły i brzydki.
Nie oglądałem
Asfaltowa dżungla
Kobieta w oknie
Laura, Żegnaj
laleczk
Gilda
Listonosz zawsze dzwoni dwa razy
High Sierra
Tajemnica jeziora
Dama z Szanghaju
i parę by się jeszcze głośniejszych znalazło.
Mam wątpliwości, czy można ten film zaliczyć do noir (na pewno nie jest to jednoznaczne), ale warto go w każdym razie obejrzeć Aniołowie o brudnych twarzach. Też gra tam m. in. Bogart.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie jest to oczywiście klasyczne kino noir. To raczej coś co niektórzy filmoznawcy nazywają tech-noir (tudzież neo-noir z mocnymi elementami sci-fi). Większość wymogów gatunku jednak spełnia. Uprzedzam, że jest to film realizowany w latach 90-tych (a zatem poza ramami czasowymi gatunku omawianego w temacie), zatem jeśli ktoś szuka tylko klasyki z lat 40 i 50tych to raczej nie jest to propozycja dla niego.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Intensywnie rozwijam swoje zainteresowanie filmami-noir, także na dniach możecie spodziewać się dłuższego wpisu.
Póki co coś o Damie z Szanghaju, żeby post nie był czystą zapowiedzią:
Nie jest to Podwójne ubezpieczenie czy Sokół maltański, ale całkiem niezły filmik noir, chociaż nie do końca noir. Trochę nierówna reżyseria, ale intryga zacna i dużo gagów, a do tego Welles szalejący (jak zwykle) na ekranie. Przesłuchiwanie samego siebie w sądzie na plus. No i postać, którą grał Orson to niezły gagatek. Polecam z całych sił, a scena kończąca w gabinecie luster - palce lizać.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3672 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-26, 20:57
Ja dorzucę "Stracony weekend". Nie jest to klasyczny noir z detektywami, gangsterami, złodziejaszkami itp. Jest za to o facecie z poważnym problemem alkoholowym. Film jest po prostu świetny. Wciąga od pierwszych minut i tak jest do samego końca. Co najmniej tak samo dobry jak "Pętla" Hasa. Jak ktoś jeszcze nie widział, gorąco polecam
Dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie lubię kina noir. Gdy byłem dzieciakiem, to się tym podniecałem i dlatego miałem spory sentyment do tego gatunku (?), ale ostatnio odświeżyłem sporo "kultowych" produkcji i szczerze przyznam, że się mocno rozczarowałem. Jak dla mnie to jednak mocno się już zestarzało, na obecną chwilę czego innego oczekuję oglądając film.
Co nie oznacza zarazem, że parę udanych filmów się trafiło
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach