Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-01, 19:16 Australia
Australia
reż. Baz Luhrmann (USA, Australia 2008)
Oczekiwany z ogromnym zainteresowaniem, najnowszy film Baza Luhrmanna, twórcy "Moulin Rouge" i a "Romea i Julii". Zrealizowana z wielkim rozmachem opowieść o miłości, której tłem jest Australia u progu II wojny światowej. Angielska arystokratka (Nicole Kidman) dziedziczy wspaniałą farmę i z pomocą doświadczonego hodowcy bydła (Hugh Jackman) walczy o jej utrzymanie. [opis dystrybutora]
Malowniczy, wielowątkowy, długi. Tak w trzech słowach można podsumować ów tytuł. Jest taki moment w filmie, w którym człowiek myśli, że to już koniec, gdy nagle okazuje się, że jesteśmy w połowie seansu. "Australia" trwa prawie 3 godziny i mogłaby starczyć na co najmniej dwie poważne projekcje, nie jest to zatem film dla niecierpliwych czy nielubiących filmowych dłużyzn. Zabiera się nas tutaj w ciekawą i malowniczą podróż (rzecz dzieje się w latach 30tych, XX wieku) do kraju, który przez niektórych określany jest jako "najbardziej dziwaczne miejsce na ziemi". Podobał mi się wątek aborygeński (naprawdę bardzo oryginalny i ciekawie pokazujący tą wymierającą kulturę). Do tego mamy tu western, romans, wojnę, zapierające dech w piersiach australijskie pejzaże i kolonialny klimat. No i niezmiennie przepiękna Nicole Kidman oczywiście. Ostrożnie polecam. Troszkę mi się dłużyło momentami ale i tak chyba warto.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-01, 22:45
Jeden z pierwszych tytułów na mojej osobistej liście "must see", więc pewnie niedługo się wypowiem. Mam nadzieję, że faktycznie wciągnie mnie w jakąś malowniczą bajkę, a nie będzie się po prostu niemiłosiernie dłużył...
obejrzałam i zgadzam się z BM nie wszystkie wątki mi się podobały, np ta stylizacja na western to kompletnie nie moje klimaty. Ale końcówka przeokropnie mi się podobała w ogóle mam mieszane uczucia co do tego filmu (był już taki moment że miałam wyłączyć w trakcie ale na szczęście przetrwałam i było warto - seans na plus
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Absolutny misz-masz. Ni to komedia, ni romans, ni dramat...
BM napisał/a:
Podobał mi się wątek aborygeński (naprawdę bardzo oryginalny i ciekawie pokazujący tą wymierającą kulturę)
do tego nawiązuje do specyficznej czarnej karty w historii Australii - a do niedawna - tematu tabu.
Długaśny, ale malowniczy; z bardzo dobrym, trzymającym w napięciu zakończeniem. Kidman dla odmiany w przyzwoitej roli; Jackman nie byłby sobą gdyby nie zatańczył
Piękne zdjęcia i wpadająca w ucho muzyka - idealny film na familijny wypad do kina. Ogólnie to bardziej zjadliwe niż się spodziewałam.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 1026 Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2011-01-09, 15:24
jazu napisał/a:
Nuz napisał/a:
Absolutny misz-masz. Ni to komedia, ni romans, ni dramat...
Taki Indiana dżons, tylko zamiast Harrisona Forda - Kidman
W sumie to taki do bólu amerykański, wysokobudżetowy, familijny hamburger z pięknymi pejzażami, znanymi aktorami i happy endem. Jak ktoś nie jest na takie kino wybitnie uczulony to można z przyjemnością obejrzeć. Ja nie jestem - 6/10.
_________________ "Then that Cobain pussy had to come around and ruin it all."
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-09, 20:48
Mnie odrzuciło po pierwszych scenach, zbyt piękni ludzie, zbyt malowniczo, a poza tym - nie przepadam za Kidman w produkcjach obliczonych na masowego widza. Może kiedys jeszcze spróbuję, nie mówię, że nie, gdy zmęczą mnie filmy skandynawskie i irańskie, wtedy kto wie, znajdę sobie odskocznię, by szybko do nich wrócić.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Gdyby wszystkie melodramaty były jak "Australia", to bym częściej je oglądał. Rzecz jest może ciut przydługa i nie może się skończyć, ale jak najbardziej daje radę. Kidman i Jackman fajnie się wadzą, bydło pędzi przez interior aż miło, potem wlatują Japońce, no dzieje się. W dodatku pierwsza część jest cudnie ironiczna i świadomie przerysowana. Lubię takie.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-09, 21:54
Brzmi zachęcająco. Poza tym, sam reżyser jest gwarantem jakimś filmu - Baz Luhrman, w końcu - niejeden film sie spod jego ręki widziało i chwaliło, niektóre nawet bardzo (Romeo i Julia czy Priscilla, królowa pustyni - w nich nie grała Kidman, może dlatego.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 1026 Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2011-01-09, 21:59
DA napisał/a:
poza tym, nie radzę, mogę usnąć: drink + słodka Kidman i Jakcman i żaden ze mnie pożytek będzie.
Chodziło mi raczej o to, że taki film to niezłe tło do konwersacji niekoniecznie związanych z oglądanym filmem, ale mniejsza z tym W sumie kiedyś był taki film z Kidman i Tomem Konusem tzn Cruisem "Far And Away" i też była to opowiastka w podobnym stylu, choć może nieco mnie cukierkowa.
_________________ "Then that Cobain pussy had to come around and ruin it all."
Doniu, Ale Luhrman nie ma nic wspólnego z Priscillą... Ma za to wiele z genialnym Moulin Rouge. A Australia to IMO badziewie raczej - ot, taki film zbudowany z zapożyczeń, który jak dla mnie nie daje rady jako autonomiczna całość. John, mogę Ci polecić od cholery lepszych melodramatów od tego czegoś
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-09, 22:28
Cytat:
Doniu, Ale Luhrman nie ma nic wspólnego z Priscillą...
Tak myślałam, ale nie chciało mi się już sprawdzać. Lubię czasami pogadać tak jakbym nie była przed kompem, w internecie, tylko przy stoliku z kawą w jakimś fajnym lokalu. Jest późno, pamięć nie działa tak jak trzeba, jesli chodzi o nazwiska. Lubie sie czasem pomylić, i lubię gdy ktoś mnie ładnie, bez zbędnych "bredzisz", poprawi, znaczy, że czyta i że mu sie chce.
O Moulin Rouge" pamiętałam, ale nie wspomniałam, bo nie darzę tego filmu sympatią.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
A Australia to IMO badziewie raczej - ot, taki film zbudowany z zapożyczeń, który jak dla mnie nie daje rady jako autonomiczna całość.
Tak, tylko te zapożyczenia Luhrmann bierze i (przynajmniej w pierwszej części filmu) podkręca tak, że zamiast mnie drażnić wywołują banana na gębie. Do tego film się wyraźnie rozpada na dwie części, ale to nic, bo jak ktoś pięknie napisał, "Australia" to chyba jedyny film, który zawiera już w sobie własny sequel.
Jarod napisał/a:
John, mogę Ci polecić od cholery lepszych melodramatów od tego czegoś
Bi maj gest. Tylko żeby coś się działo w przerywnikach miedzy całowaniem a robieniem smutnych min
MR jest genialne, ale jest to film z gatunku "kochasz lub nienawidzisz". Zresztą Romeo i Julia i Roztańczony Buntownik również - jak się zastanowić, Australia jest najbardziej "letnim", konwencjonalnym filmem Luhrmana. Facet w innych swoich produkcjach podniósł kicz niemal do rangi sztuki, szalał z montażem, pomysłami inscenizacyjnymi, a tutaj mamy wyrobniczy hollywoodzki blockbuster. Aczkolwiek muszę przyznać, że film swoje momenty miał - zabiła mnie np. ta scena:
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3657 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-01-10, 00:15
TOXIC napisał/a:
W sumie to taki do bólu amerykański, wysokobudżetowy, familijny hamburger z pięknymi pejzażami, znanymi aktorami i happy endem.
Jarod napisał/a:
ot, taki film zbudowany z zapożyczeń, który jak dla mnie nie daje rady jako autonomiczna całość.
Jarod napisał/a:
wyrobniczy hollywoodzki blockbuster.
Trudno się z takimi określeniami nie zgodzić. Kwestia tolerancji widza - ile znieść potrafi. Ja dawałem radę tak gdzieś do połowy, później jest tak jak ujął to John - film się strasznie dłuży i nie może się skończyć. Średniak po prostu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach