Ciekawy przypadek Benjamina Buttona
The Curious Case of Benjamin Button
reż.: David Fincher (USA 2008)
"Urodziłem się w okolicznościach niezwykłych." - i tak też zaczyna się "Benjamin Button", adaptacja klasycznej noweli F. Scotta Fitzgeralda z lat dwudziestych XX wieku o człowieku, który przychodzi na świat jako osiemdziesięciolatek i stopniowo młodnieje. O człowieku, który – podobnie jak my wszyscy – nie potrafi zatrzymać upływu czasu. Jego osobistą historię, osadzoną w Nowym Orleanie, śledzimy od końca I Wojny Światowej w 1918 roku aż po XXI wiek, przeżywając jego los równie niezwykły, jak bywa los każdego człowieka. Wyreżyserowany przez Davida Finchera, z Bradem Pittem, Cate Blanchett, Tildą Swinton, Taraji P. Henson, Jasonem Flemyngiem, Eliasem Koteasem i Julią Ormond w rolach głównych, film "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" jest w istocie opowieścią podróżnika w czasie, o ludziach i o miejscach, które napotyka, o odnalezionych i utraconych miłościach, o radości życia i smutku śmierci, a także o tym, czego czas nie zmienia. [opis dystrybutora]
Jeden z głównych kandydatów do Oskarów 2009. Ma swoje plusy i minusy (plusów trochę więcej). Z jednej strony jest to urokliwa, melodramatyczna opowieść o człowieku, którego życie toczy się niejako w drugą stronę, pełna drobnych smaczków i niuansów (koliber, zegary, etc.), podparta w dodatku świetnym aktorstwem (Pitt jakby nie było pokazał klasę, inni podobnie). Z drugiej strony jednak można mieć tutaj za złe długość filmu (2h 40min daje się jednak odczuć) i "szablonowość" życia głównego bohatera (bo poza tym, że młodnieje, jego życie wygląda całkiem normalnie), tudzież ogólną nagonkę przedoskarową, która już się zaczyna wokół tego tytułu.
Ja sama jeszcze chyba zaczekam zanim wyrobię sobie o nim jakąś konkretną opinię.
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-04-01, 18:49, w całości zmieniany 8 razy
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-25, 13:29
Przyzwoity film z dobrą historią. Mimo, że ogólnie mi się podobał to uczciwie przyznam, że delikatnie się zawiodłem (ale też moje oczekiwania były bardzo wygórowane). Trzeba zaznaczyć, że w ostatnim zalewie tandety i nijakości jest to wyróżniająca się pozycja (ale na tak bardzo rozbudzony apetyt to trochę mało). Widać spore analogie do takich filmów jak np. "Forest Gump" czy "Edward Nożycoręki" (na upartego i "Tytanic" by się do tej wyliczanki załapał - w sumie to też taka wielkoamerykańska epopeja trochę), ogólnie cały obraz jest trochę taki baśniowy. Z drugiej strony film jest bardzo długi (niespełna 3h) i nie tak znowu dynamiczny jak można by oczekiwać.
Reasumując - zdecydowanie można obejrzeć ale ten wysyp nominacji do Oscara to moim zdaniem pewna przesada. Mimo to polecam. Ciekawa rola Pita (kolejny raz potwierdził, że jest wyjątkowo utalentowanym aktorem).
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-25, 14:08
Thabel napisał/a:
Nie trawię melodramatycznych opowiastek o wielkiej miłości.
Nie jest to najszczęśliwsze zaszufladkowanie tego filmu. Polecam obejrzeć i wyrobić sobie własną opinię (szczególnie jak lubisz Pita bo zagrał tu znakomicie). Na zachętę powiem, że w tym jak pewnie podejrzewasz "ckliwym melodramaciku" są sceny w burdelu, na łajbie i jest też sporo zabawnych, humorystycznych wstawek. Słowem - wszystkiego po trochu, a nawet szczypta zdrowej, irlandzkiej patologii.
Bardzo ladne i przyjemne kino. Posiada taki fajny, basniowy klimat. O dziwo wcale sie tak nie dluzy jak moznaby sie spodziewac. Fincher potrafi robic dobre filmy i tyle.
_________________ "Nie słucham tylko łomotu, a dobre brzmienie zawsze docenię."
Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 1026 Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2009-01-28, 19:58
Pan Zdzisław napisał/a:
Bardzo ladne i przyjemne kino. Posiada taki fajny, basniowy klimat. O dziwo wcale sie tak nie dluzy jak moznaby sie spodziewac. Fincher potrafi robic dobre filmy i tyle.
...i w sumie wcale nie jest tak ckliwy jak sie spodziewałem. Naprawdę dobrze zrobiony i zagrany (ale to nie Pitt jest tu gwiazdą) film. Oczywiście w gruncie rzeczy nie jest to nic wymagającego, ale ogląda sie znakomicie. Mocne 7/10. Myślę, że to sprawiedliwa ocena.
Wczoraj byłam w kinie. I powiem ze jest zadowolona film bardzo dobry pomimo pierwszej godziny bo niestety troszke sie wynudzilam <wstydnis> Do tej pory nie przepadałam za Bradem Pittem ale po tym filmie zmieniłam zdanie =) Nie powiem ze nie jest przystojny szczegolnie jak jedzie tym motorkiem albo na zaglach ^^
Jedne z momentów ktore mi sie podobały to kiedy staruszek mówi "mówiłem juz ze 7 razy dostałem piorunem" <lol> i te scenki pokazane ^^
Motyw kolibra probowałam sie zastanowic na czym polega ale wiecie co jakos nie moglam wymyslec dokladnie o co chodzi "nieskonczonosc"?
Gdy Benjamin opowiada "gdyby ciezarowka nie zajechala drogi, gdyby kobieta nie zapomniała parasolki..." no ten moment mnie zachwycił jego rozwazania =)
Cala historia jest urocza i wzruszajaca...widziałam ze nie tylko ja sie rozpłakałam
Hm "ludzka dusza" ale odchodzaca od swojego ciala... no w sumie gdy koliber sie pojawia to zawsze ktos umiera Daisy na łozu smierci (za oknem koliber), jak umiera Kapitan tez sie pojawia heh dobre skojarzenie Eve ^^
Wiek: 21 Dołączył: 08 Mar 2009 Posty: 14 Skąd: Barlinek
Wysłany: 2009-03-09, 17:25
Gdy go oglądałem, miałem wrażenie, że to kopia Foresta Gumpa w ładnej oprawie. Wszystko mi przypominało tamten film.
Spoiler:
Podróż po świecie czyli cały ten motyw wędrówki, praca na kutrze, wojna, nieszczęśliwa miłość i na koniec dziecko. Wszystko toczyło się zupełnie tak samo jak w Foreście. Na początku został odrzucony przez Cate, potem do niego wraca i mają dziecko. Benjamin zupełnie jak Forest wędrował po świecie szukając swego miejsca, ocierając się o historię.
Film niezbyt mi się podobał, jednak nie dostał Oscara za najlepszy film, więc pretensji nie mam. Moja ocena 6/10
_________________ Codziennie patrz na świat jakbyś oglądał go po raz pierwszy.
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-03-11, 12:36, w całości zmieniany 1 raz
Myślałam że to będzie coś kosmicznego, a tymczasem kolejna ładna opowieść. Jakoś mi nie podeszła akcja
Spoiler:
Kiedy Benjamin odszedł od Cate Blanchett, zostawił żonę i dziecko, podróżował po świecie. Zrobił to w obawie, że Blanchett musiałaby się nim zajmować, a tutaj zonk - tak, czy siak był pod jej opieką. Sądzę, że poradziłaby sobie z tym, że Button traci pamięć. W ogóle ta akcja z jego ojcem - jakoś tak dziwnie, bez emocji, nie wiem, co mam o tym sądzić. A tak by the way - ciekawe, co czuł Benjamin, kiedy zobaczył, jak p.Swinton przepłynęła swój morderczy dystans ;D. Ale teraz już pozostaną tylko gdybania. Ogólnie akcja z koliberkiem baaaardzo mi się podobała. Doprawiła ten film jeszcze większą nutką mistycyzmu.
Ogólnie jednak film bardzo dobrze się ogląda. Fajna historia, dobrzy aktorzy. Brad Pitt niczego raczej nie zwalił oprócz w.w. akcji w spojlerze. Twórcy filmu nawet nieźle wybrnęli z sytuacją, kiedy Button staje się coraz młodszy, a p.Blanchett coraz młodsza Muszę ten film jeszcze raz przeanalizować. P.S. jeśli chodzi o historie o miłości o wiele bardziej podobał mi się "Pamiętnik". Tam też była akcja z
Spoiler:
tym całym zanikiem pamięci.
A co do :
madisza napisał/a:
Gdy Benjamin opowiada "gdyby ciezarowka nie zajechala drogi, gdyby kobieta nie zapomniała parasolki..." no ten moment mnie zachwycił jego rozwazania =)
To : gdyby ktoś dzisiaj nie zjadł kanapki, być może jutro jego życie potoczyłoby się inaczej a wiadomo - ty wpływasz na życie innych ludzi, inni ludzie wpływają na twoje życie itp itd. Znaczy się do czego dążę - jeśli zmienisz jedną rzecz w swoim życiu, przyszłość stoi pod znakiem zapytania. itp itd.
_________________ -Spójrzcie w niebo! To ptak!
-To samolot!
-To SUPERMAN!
W sumie to dawno nie byłem tak zirytowany jak na tym filmie. Film powiela historię Forresta Gumpa (scenarzysta ten sam), tylko jest jego gorszą, bardziej pesymistyczną odmianą. "Forresta" kupuje bez problemu i w moim odczuciu o jego sile stanowi własnie duży zastrzyk optymizmu, poczucie, że cokolwiek by się działo i jakikolwiek człowiek by nie był - drogi stoją otworem. Czasem lubię sobie zapodać tego typu bajeczkę, której "FG" jest doskonałym przedstawicielem. Tutaj dokładne zaprzeczenie - prosta linia: rodzimy sie tacy, a tacy, a później umieramy. Oczywiste i banalne jak cały film. Już szczytem wszystkiego był głos zza kadru na końcu objasniający, że "jedni się rodzą do matkowania, a drudzy do robienia prania...". W trakcie seansu tak mi się dłużyło, ze aż czułem jak mi zmarszczek przybywa.
moim zdaniem, film cierpi na tę samą chorobę, co "Siedem dusz" albo "Mr.73" (to drugie, to jest dopiero kupa) - historia straszliwie wydumana na potrzeby scenariusza filmowego, muzyka, zdjęcia etc. dla wzmożenia efektu, jest wzniośle i podniośle, ale jesli się zastanowić, co miał film do powiedzenia, może się okazać, że garść banałów, albo kompletnie nic. To pojechałem, mehe
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-04-23, 11:24
PanSardela napisał/a:
W trakcie seansu tak mi się dłużyło, ze aż czułem jak mi zmarszczek przybywa.
Coś w tym jest. Z drugiej strony nie wiem co można by skrócić w tym filmie żeby było ok. On chyba taki właśnie miał być. Osobna sprawa, że jak już pisałem jest to typowa amerykańska epopeja - być może dlatego właśnie nieamerykańskiego widza porywa to w znacznie mniejszym stopniu.
PanSardela napisał/a:
moim zdaniem, film cierpi na tę samą chorobę, co "Siedem dusz" albo "Mr.73" (to drugie, to jest dopiero kupa) - historia straszliwie wydumana na potrzeby scenariusza filmowego, muzyka, zdjęcia etc. dla wzmożenia efektu, jest wzniośle i podniośle, ale jesli się zastanowić, co miał film do powiedzenia, może się okazać, że garść banałów, albo kompletnie nic. To pojechałem, mehe
No pojechałeś bo Mr.73 to jednak nieco inna bajka moim zdaniem. Trudno oczekiwać od kryminału, że będzie czymś artystycznym. Zarówno w literaturze jak i w filmie zawsze był to gatunek strasznie efekciarski i komercyjny. Co do "Siedmiu dusz" to masz absolutną rację. Przyznam, że nie byłem w stanie obejrzeć tej flaczano - oleistej symfonii do końca. Nie wiem komu mógł się spodobać ten film. Ckliwym rozwódkom? Znudzonym życiem gospodyniom domowym? Wielbicielkom romansów? Bladego pojęcia nie mam i mieć nie chcę, szkoda strzępić języka na to.
No pojechałeś bo Mr.73 to jednak nieco inna bajka moim zdaniem. Trudno oczekiwać od kryminału, że będzie czymś artystycznym. Zarówno w literaturze jak i w filmie zawsze był to gatunek strasznie efekciarski i komercyjny.
Co do kryminału masz pewnie rację. Nie chodziło mi o to, że "Mr73" jest w jakiś sposób podobny do "BB" lub "Siedmiu dusz". Tylko jedno i drugie , to taki rodzaj kina, który stara się kreować na ambitne niewiadomo - co. W "Mr73" dekadencja straszna, a w tych drugich ponoć życiowe historie. Ani jednego, ani drugiego jakoś nie kupuję. Kiedyś jeszcze dawniej, zdarzało się, że nabierałem się na taką pozorną głębię - teraz wyczuwam tandetę z kilometra.
BM napisał/a:
Nie wiem komu mógł się spodobać ten film. Ckliwym rozwódkom? Znudzonym życiem gospodyniom domowym? Wielbicielkom romansów?
Toś pojechał. Nie da się ukryć jadnak, że w kontekście "życiowych historii" Woody Harrelson z przeszczepionymi gałami na końcu, to prawdziwe kuriozum.
_________________ Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2009-06-01, 01:01
Długo się zabierałem za ten film. Dziś mu sprostałem ale on nie sprostał moim oczekiwaniom. Historia ckliwa jak ktoś już zauważył, wydumana (też ktoś o tym wspomniał), a po seansie cieszy mnie jedynie to, że ktoś ma w tej kwestii podobne zdanie. Film jest w porządku choć za długi i naprawdę bywa nudno. Rozumiem, że na opowiedzenie życia wstecz potrzeba sporo czasu ale oglądałem filmy o normalnym życiu i nie wspominam ich jako tasiemce o zabarwieniu miłosnym, a ten przypadek tak właśnie zamierzam rozpamiętywać.
Ja go obejrzałem na dwa razy, bo akurat w polowie musiałem przerwać, dlatego nudy nie odczułem żadnej. Podejrzewam że nawet nie nudziłbym się bardzo oglądając całość od razu, bo to po prostu ciekawa, dobrze opowiedziana historia. Ckliwa? Owszem, zwłaszcza zakończenie, gdy Benjamin umiera, ale nie przeszkadzało mi to. Dobry film i tyle, nie ma co narzekać.
BM napisał/a:
Widać spore analogie do takich filmów jak np. "Forest Gump"
Też mi się tak skojarzyło, chyba przede wszystkim z powodu tej historii z dziewczyną.
I zajebiście mi się podobały te sceny z facetem którego trafia piorun, taka fajna odskocznia w stylu bardzo starych komedii, świetnie to wyszło
Fincher należy do czołówki moich ulubionych reżyserów, ale Benjamin raczej nie do końca mu się udał. Jest to taka typowa hollywoodzka pseudoartyczna, upozowana filmowa wydmuszka - choć, trzeba przyznać, i tak wypada o wiele lepiej tego typu filmów reżyserowanych np. przez Rona Howarda. Podobał mi się taki specyficzny, przydymiony, sepiowy klimat. Podobała mi się obsada, chociaż ról wybitnych nie odnotowałem, a postać Julii Ormond i w ogóle to całe nawiązywanie do Nowego Orleanu wydają mi się wrzucone mocno na siłę. Podobała mi się scena "kuszenia" Pitta przez Blanchett. Świetny był również motyw z wypadkiem, czyli efekt motyla jakby z filmów Innarritu. Kiepskie było to, że ten film mnie nie ruszył. kompletnie. Kiepskie było ostentacyjne wręcz unikanie kontrowersji - jaką moc miałby ten film, gdyby
Spoiler:
pokazano w nim związek dorosłej kobiety z kilkuletnim (cieleśnie) chłopakiem. A posłużono się bardzo wygodnym motywem Alzheimera.
. Fincher grzeczny, ułożony, unikający kontrowersyjnych rozwiązań? Gdyby mi to ze dwa lata temu ktoś powiedział, w życiu bym nie uwierzył. Film oceniam na 6/10. Kiedyś z pewnocią do niego wrócę (w końcu co Fincher to Fincher), ale jak na razie zdecydowanie nie odczuwam takiej potrzeby.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach