Wysłany: 2008-12-19, 00:41 Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street
Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street
Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street
reż. Tim Burton (USA 2007)
Ekranizacja przebojowego broadwayowskiego musicalu. Kiedy Sweeney Todd przybywa do Londynu z poczciwym młodym żeglarzem Anthony Hope'em, poznaje panią Nellie Lovett - właścicielkę cukierni. Kobieta rozpoznaje w Sweeneyu Benjamina Barkera, który został przed laty wygnany z miasta przez bezwzględnego Sędziego. Złoczyńca wraz ze swoim podwładnym uknuł podły plan - podczas nieobecności Barkera brutalnie zgwałcili jego żonę i porwali córkę, Johannę. Teraz już jako Sweeney poprzysięga im zemstę. Z pomocą pani Lovett zakłada krwawy interes: otwiera salon fryzjerski, w którym podcina gardła niewinnym klientom i w ten sposób zaopatrza wspólniczkę w... nadzienie do ciastek. Wyroby pani Lovett zdobywają ogromną popularność i uznanie Londyńczyków, podczas gdy Sweeney wciąż planuje odwet na zabójcach swojej żony...
Już się wypowiadałem, na temat tego filmu. Jak do tej pory, najlepszy obraz Burtona.
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-04-01, 18:52, w całości zmieniany 3 razy
bardzo dobry film.genialna rola Deppa ale i Bonham-Carter. wokalnie też nie jest najgorzej,moim zdaniem. klimat mroczny i "zły",ale ciekawy,czyli to,co tygryski lubią najbardziej ^^
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-12-19, 00:58
Śpiewający Depp to nie jest to, co mnie w tym filmie zachwyciło (no jakoś trudno mi przełknąć ten jego talent), ale bardzo podobała mi się atmosfera, taka trochę w stylu "Serii Niefortunnych Zdarzeń".
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-12-19, 12:56
Szczerze mówiąc nie byłem w stanie strawić tego filmu. Odpuściłem sobie po kilkunastu minutach (ale to pewnie głównie dlatego, że mam wrodzoną awersję do musicali).
_________________ tell me what you don't like about yourself
A ja ciagle się zabieram i do tej pory nie widziałam.
Ogladałam za to wersję TV z inna obsadą i aktor grajacy golibrode był tak fajny, że trudno mi teraz sobie wyobrazic kogoś innego w tej roli.
_________________ Are we living just for pleasure, or for reasons yet unknown?
Klimat > musical i dałem radę obejrzeć. Film jest świetny. Świetna jest przede wszystkim Bonham-Carter w swojej roli. Piosenki ujdą, chociaż tej w której facet ciągle wyje "Joanna, Joanna" nie znoszę.
To fakt, ta postać w ogóle jest dość cienka w porównaniu do np. Bonham-Carter. Co do piosenek,to ja nie twierdzę,że są to rewelacyjne, po prostu jak dla mnie są dobre na tyle,że oglądając Sweeney Todd nie musiałam zatykać sobie uszu..
Ostatnio tak sobie wykoncypowałem, że wielkim fanem Deppa nie jestem, ale jeżeli widzę go w obsadzie, to istnieje 90% szans, że film mi podejdzie. Tutaj nie było inaczej, chociaż bez rewelacji. Do końca nie kumam formy musicalu, ale czarne poczucie humoru ratuje ten film, mimo, że sceny śpiewane były męczące.
Knot. Po prostu knot.
Uwielbiam musicale, uwielbiam mroczne wiktoriańskie klimaty i scenerie Burtona, ba, nawet lubię Deppa, ale ten film to jakaś porażka..
Głównym 'ała' jest to, że Depp za cholere śpiewać przy nim nie potrafi, a taki McGregor z Moulin Rouge jest przy nim śpiewakiem operowym!
Raz widziałam, wymęczyłam się niemiłosiernie słuchając tego fałszowania i nigdy więcej nie powtórzę seansu.. no chyba, że dźwięk wyłączę i podłoże którąkolwiek z płyt Queen'u.
Piosenki ujdą, chociaż tej w której facet ciągle wyje "Joanna, Joanna" nie znoszę.
haha, to mnie też doprowadzało do szału.
Ale ogólnie film mi się nie podobał. Musicali nie znoszę, to raz. Dwa, chyba trochę przesadzili z absurdami - ja rozumiem jak np. Jack Nicholson kręci się w koło jak łyżwiarz Filipowski i leje farbę na obrazy, ale robienie ciasteczek z ludzi to już przesada. Jakoś do mnie Burton zupełnie nie trafił z tym filmem. Za to końcówka mi się w sumie podobała, dużo "chamówy" rodem z greckiej tragedii.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
chyba trochę przesadzili z absurdami - ja rozumiem jak np. Jack Nicholson kręci się w koło jak łyżwiarz Filipowski i leje farbę na obrazy, ale robienie ciasteczek z ludzi to już przesada.
Cytat:
Początkowo z 42-letnim Władimirem Nikołajewem z Nowoczeboksarska nikt nie chciał siedzieć w jednej celi; było nie było - ludożerca. Lecz w Delfinie okazało się, że jest posłuszną "osą". - Dam wam spokój, ale i wy dajcie mi również - powiedział swoim współmieszkańcom.
Ludożerca to wątły chłopina, chętnie opowiadający o swoich makabrycznych uczynkach. Kilka lat temu po pijanemu uderzył kompana od flaszki i zasnął przy stole; rano okazało się, że kumpel nie żyje. W łazience morderca porąbał zwłoki, kawałek zaś ugotował i wieczorem poczęstował gości ludzkim mięsem. Po kilku miesiącach sytuacja powtórzyła się. Tym razem ludożerca także zaprosił kumpli na ucztę, sobie jednak pozostawił serce, nerki i wątrobę ofiary; jak wyznaje bardzo mu smakowały i dlatego nie chciał się nimi z nikim dzielić.
Nikołajew opowiada o tym z leciutkim uśmieszkiem. Nie skrywa, że część mięsa sprzedał na bazarze. - Mówiłem kupującym, że to mięso kangura - opowiada. - Niedużo sprzedałem, jakieś pięć kilo. Za zarobione w ten sposób pieniądze kupił denaturat, a wieczorem ugotował jako zakąskę pierogi. Pierogi z mięsem...
Więc chyba nie taki znowu absurd, a dwa - to nie Burton, sztuka swoje lata już ma.
nie no, ja nie przeczę, że takie sytuacje mogły mieć miejsce, może faktycznie niezbyt precyzyjnie się wyżej wyraziłem - tylko akurat u Burtona było to wszystko jakoś tak pretensjonalnie przedstawione. Za dużo groteski. Ja po prostu niezbyt przepadam za filmami tego gościa (i w ogóle filmami tego typu), więc może dlatego mi nie podeszło. Natomiast są jak widać amatorzy takiego kina.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Straszliwa kaszana ubrana wystarczająco atrakcyjnie by wytrwać na niej do końca. Klimat może i jest, ale po cholerę trzymać się musicalowej konwencji? Szczególnie gdy ma się w obsadzie ludzi wybitnie nie potrafiących śpiewać...
Rozwlókł Burton tą historie niemożebnie - nawalił ozdobników Przyciężkawy i bez polotu film.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Mi się podobał, choć bez zachwytów. Sama stylizacja w filmie niesamowicie przypadła mi do gustu, charakteryzacja, kostiumy, scenografia. Ale podobnie jak do Was, tak i do mnie nie przemawia ta musicalowa wydmuszka.
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2010-08-04, 22:52
Ja natomiast uznaję ten film za dobry i choć wolę Burtona z lat wcześniejszych to tu się w ogóle nie zawiodłem. Specyficzny Londyn, przygaszeni ludzie, ciemność, brud i syf a pośród tego musical. To naprawdę ciekawe połączenie (ciekawe jak to było w oryginale). Poza tym ja również nie za bardzo przepadam za musicalami, a jednak Burton przekonuje mnie żeby częściej zaglądać na te półki. Jest tu parę ciekawych spokojnych i stonowanych nutek wpadających widzom w ucho jak choćby: http://www.youtube.com/watch?v=ex-EZuSrXR8 Coś w tym filmie jest i nie pojmuję pastwienia się nad tym tytułem. To zresztą coś jakby baśń dla dorosłych. No i mamy tu Depp'a
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2010-08-04, 23:09
Nuz napisał/a:
Mad_X napisał/a:
No i mamy tu Depp'a
a gdzie go nie ma ...
Mimo wszystko to jednak plus tego filmu. Faktem jest też to co piszesz, że jest go za dużo "wszędzie" przez co staje się mniej lub bardziej zjadliwym aktorem ale jednak talentu odmówić mu nie można. Sprzeczanie się na ten temat raczej nie miało by sensu. (?)
Nie miałoby - bardzo go lubię. Tyle, że coraz częściej zauważam w jego kolejnych wcieleniach odbicia ról poprzednich - a takich ech nie lubię.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Lubię Burtona, ale w ostatnich latach obserwuję nieustanną tendencję spadkową w jego filmografii. W przypadku Alicji facet wyłożył się tak bardzo, że sam już wątpię, czy się podniesie i przypomni sobie, że dobry film to nie tylko Depp, Bonham, muzyka Elfmana i wypasiony styl wizualny. A co do Sweeneya - jako musical cienizna, głównie przez to, ze żaden z głównych aktorów nie potrafi śpiewać. Największą bekę miałem z Deppa, który wszystkie swoje kwestie praktycznie recytował - tyle, że sprytnie modulowanym głosem. Podobała mi się jednak scenografia, ujął klimat, a finał tej historii to już konkretna patologia - a to lubię. Nie potrafię więc całkowicie skreślić tego filmu, choć z licznych jego wad zdaję sobie sprawę.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-06, 15:01
W sumie mogę się podpisać pod tym, co napisał Jarod (z wyjątkiem słów o "Alicji", bo jeszcze nie widziałam i chyba nie zobaczę, mimo Depp, którym też mi sie już zaczyna powoli odbijać - Burton powinien dać mu na kilka lat urlop). Podoba mi się klimat, scenografia, Depp z fryzurą na Susan Sontag, Alan Rickman, ktorego mi ciągle za mało. Nie podobała mi sie za bardzo muzyka, taka typowo musicallowa, ani żadna piosenka, a także Bonham mnie ujęła, nie przepadam za nią, choć tak naprawdę nic do niej nie mam, tak czasem bywa. Nic do tego filmu nie czuję, ani miłości ani nienawiści, jest mi obojętny, czy może byc gorsza ocena?
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
To jest dobry musical. Chociaż utwory z niego nie są na tyle chwytliwe, bym mogła je zanucić Burton + Depp + Carter = dobry film. Podoba mi się jeszcze ten klimat ,,z dreszczykiem" w tej produkcji.
_________________ ** człowiek człowiekowi wilkiem,a kiwi kiwi kiwi **
To jest dobry musical. Chociaż utwory z niego nie są na tyle chwytliwe, bym mogła je zanucić Burton + Depp + Carter = dobry film. Podoba mi się jeszcze ten klimat ,,z dreszczykiem" w tej produkcji.
Osobiście dobrym musicalem bym tego nie nazwała - te naprawdę dobre, to Hair, Skrzypek na dachu, gdzie muzyka idzie w parze z genialną grą aktorską i głosem oraz ciekawie opowiedziana historią (zwłaszcza w Skrzypku...)
A przytoczone "obliczenia" (Burton + Depp + Carter = dobry film) mnie kompletnie nie przekonuje. Co innego film, a co innego obsada. "Sweeney Todd" niestety poza ciekawym pomysłem i czarnym humorem nic więcej nie wnosi. Niestety, nie uratowała go nawet wspomniana trójka ;P
Oskar za scenografię w "Sweeney Todd..." zdecydowanie zasłużony, urzekł mnie obraz XIX-wiecznej Anglii, ale ani Depp, ani Bonham Carter śpiewać nie potrafią. Ich gra aktorska wspaniała także nie jest. Lubię Burtona, lecz ten musical był według mnie najwyżej średni. Co więcej, bardziej niż Depp i Bonham Carter, na uwagę zasługują Alan Rickman i Timothy Spall. Szczególnie ten drugi, który mimo iż zagrał rolę epizodyczną, spisał sie moim zdaniem naprawdę dobrze
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach