Wojna domowa / Easy Virtue
reż. Stephan Elliott (Wielka Brytania 2008)
Młody John Whittaker (Ben Barnes) przyjeżdża do rodzinnego domu w Anglii by przedstawić swojej rodzinie żonę, Laritę (Jessica Biel). Nie podoba się ona jednak jego matce (Kristin Scott Thomas), która u boku syna widziałaby ułożoną dziewczynę z brytyjskiej arystokracji, zamiast dwukrotnie zamężnej, ścigającej się zawodowo Amerykanki. Jej głośny sposób bycia, cięty język i niezwykła uroda wnosi do posiadłości Whittakerów powiew świeżości, który nie podoba się pani Whittaker, ale przypada do gustu panu Whittakerowi, tajemniczemu ojcu Johna (Colin Firth), który nie przejawiał do tej pory najmniejszych oznak zainteresowania rodziną. Teściowa i synowa będą stosowały nie zawsze eleganckie środki, by nawet w drobnych kwestiach postawić na swoim. [opis Kier - Filmweb]
Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego, a tu proszę - miłe zaskoczenie.
Pomysł z konfliktem pokoleniowo-klasowym raczej oklepany, ale świetna obsada, w połączeniu z dobrym scenariuszem i błyskotliwymi, ociekającymi (na przemian) jadem i humorem dialogami - mogą zdziałać i działają cuda.
Kristin Scott Thomas - jako złośliwa jędza oraz zaborcza matka-arystokratka - fenomenalna. Wdzięcznie i na poziomie partneruje jej Jessica Biel, z naturalnością wcielająca się w rolę kobiety fatalnej, która żadnej rodzinnej kliki się nie boi. Do tego Kris Marshall jako cwany i błyskotliwy lokaj, Colin Firth w roli zadziornego pana domu trzymającego stronę synowej, oraz niepokojąco-pociągający Ben Barnes - czyli sprawca całego zamieszania, a przy okazji - mąż kobiety pochodzącej " z kraju młodszego niż to krzesło".
Polecam zdecydowanie - jak najbardziej pozytywne wrażenia.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-08-17, 14:23, w całości zmieniany 5 razy
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-06-13, 22:28
Ha, kto by pomyślał, że można jeszcze stworzyć lekki, błyskotliwy i zabawny a zarazem niezwykle mądry film oparty na motywie odwiecznej wojny między teściową i synową. Świetnie pokazane różnice - zarówno te pokoleniowe jak i kulturowo-społeczne. Mam tu na myśli wiele wysmakowanych scen i motywów jak np. polowanie czy alergia na pyłki. Widać, że film jest zrobiony z dużym wdziękiem, lekko i z gracją bawi się przynajmniej kilkoma wcale nie łatwymi tematami, jak chociażby stosunek Brytyjczyków do Amerykanów, zwycięstwo nowoczesności nad tradycją i związany z nim upadek arystokracji, kwestie szczerości, dumy, czy zacietrzewienia a nawet temat równouprawnienia kobiet i tworzenia się po I wojnie światowej nowego wzorca kobiety-bez-mężczyzny, silnej, świadomej i mądrej.
Żeby tego było mało, wielopłaszczyznowa fabuła wsparta jest świetnie dobraną obsadą i perfekcyjnymi dialogami. Generalnie lekkość, wdzięk i humor - doskonała recepta na poprawę humoru i spędzenie miło czasu przed ekranem.
Ciekawe tylko kto tytuł wymyślił - polski znaczy się
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach