"Amelia to niezwykła i przewrotna komedia romantyczna Jean-Pierre'a Jeuneta. W tym wyjątkowym filmie groteska, surrealizm, ironia przeplata się z magią i bajkowością.
Amelia jest bardzo nieśmiałą, wrażliwą osobą. Pracuje jako kelnerka w jednej z kawiarenek i wynajmuje mieszkanie w dzielnicy Montmartre. Chcąc sprawić, by inni poczuli się bardziej szczęśliwi, wymyśla wiele misternych intryg, np. próbuje odnaleźć dorosłego właściciela pudełka z dziecięcymi zabawkami, które znajduje w swoim mieszkaniu, obmyśla genialny plan, by rozbawić ojca, kradnąc jego ulubionego krasnala ogrodowego. Przyjdzie jednak moment, kiedy Amelia będzie musiała zająć się własnym losem i własnym szczęściem. Znajdzie miłość w równie nieśmiałym jak ona młodym Nino. " [opis dystrybutora DVD będący przykładem tego, jak w kilku zdaniach zabić magię filmu ]
Historia opowiadana przez pryzmat drobnych dziwactw, przyzwyczajeń, osobistych upodobań i uprzedzeń - czyli cech, najlepiej charakteryzujących (i wyróżniających) każdego człowieka na tle ogółu.
Do tego Paryż jako miasto-organizm. Miejsce w którym się "żyje" a nie "mieszka". Metropolia, która w kadrach Bruno Delbonnel'a przeistacza się w sielskie, przyjazne mieszkańcom środowisko.
Całość stanowi swoisty hołd dla szeroko rozumianej "inności".
W końcu każdy ma "niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia" - podobnie jak każdy ma prawo do bycia nieśmiałym, czy społecznie nieprzystosowanym dziwadłem.
Wszyscy jesteśmy też zdolni do tego by mierzyć się z życiem z lepszym, czy gorszym rezultatem - nawet jeśli nie odbywa się to przy akompaniamencie skocznych paryskich walczyków; nawet jeśli taki "Paryż" po prostu nie istnieje.
Świetny montaż i doskonała muzyka.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2010-05-25, 22:50, w całości zmieniany 2 razy
tak muzyka jest doskonała. Często słucham soundtracku z tego filmu. Audrey Tautou też jest świetna
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Widziałam dość dawno, ale pamiętam jedno - nie przypadła mi ta Amelia za bardzo do gustu. Za słodka była,zemdliła mnie, nie wierzę w takich ludzi (jeśli są to udają w jakims celu) ale film przecież może byc bajką.
Bardzo spodobała mi się, i poczułam do niej większą sympatię, nauczycielka z "Happy - go - Lucky".
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-25, 12:10
Ja Amelię oglądałam już jakiś czas temu i pamiętam, że nawet mi się podobała (ten klimat, taki trochę bajkowy, senny, był całkiem, całkiem), ale jakoś chyba nie do końca złapałam jej urok, bo raczej nie chciałabym do niej wracać. Ot, miły film na jeden raz. Jeśli jest w nim coś wyjątkowego to nie dotarło to do mnie, niestety.
Wiek: 21 Dołączył: 22 Mar 2010 Posty: 54 Skąd: Tarnobrzeg
Wysłany: 2010-03-25, 13:40
Eva napisał/a:
Ja Amelię oglądałam już jakiś czas temu i pamiętam, że nawet mi się podobała (ten klimat, taki trochę bajkowy, senny, był całkiem, całkiem), ale jakoś chyba nie do końca złapałam jej urok, bo raczej nie chciałabym do niej wracać. Ot, miły film na jeden raz. Jeśli jest w nim coś wyjątkowego to nie dotarło to do mnie, niestety.
Ja dokładnie tak samo Muzyka za to super. W sumie gdyby nie ten soundtack to film byłby co najwyżej niezły.
Amelia to jeden z moich ulubionych filmów i chyba nawet jeden z ważniejszych w życiu jakkolwiek beznadziejnie i banalnie to brzmi.
Amelia mnie po prostu w jakiś sposób uszlachetnia, sprawia, że po obejrzeniu jej chociaż przez chwilę mam ochotę stać się lepszym człowiekiem, naprawdę. Aż do tego stopnia, że czasem po prostu tak mam, że muszę koniecznie sobie ją włączyć i zanurzyć się w tej uroczej bajce i płynąć przez całość z główną bohaterką.
Zobaczyć, chociaż przez chwilę na ekranie, że do nieśmiałych też czasem spada królewicz z nieba i w ogóle. <rozmarza się>
Fantastyczny soundtrack, Yann Tiersen odwalił naprawdę kawał dobrej roboty.
No i po prostu kipi od tego filmu Francją i wszystkim co francuskie. Klimat udało stworzyć się totalnie magiczny i baśniowy.
No i po prostu kipi od tego filmu Francją i wszystkim co francuskie.
Francji i tego co francuskie raczej nie lubię a w filmie przedstawiono Paryż którego nie ma - czysty, cichy, spokojny i przyjazny Paryż.
Taka konwencja.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3669 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-11-11, 17:07
Nuz napisał/a:
a w filmie przedstawiono Paryż którego nie ma - czysty, cichy, spokojny i przyjazny Paryż.
Chciałem zaznaczyć, że ładna kolorystyka. Nikt z Was nie wspomina o ładnej grze zieleni z czerwienią. Z tego, co pamiętam film bardzo mi się podobał. Nie wiem, jak bym go odebrał teraz. "Bazyl. Człowiek z kulą w głowie" był fatalny. Nijak ma się to do miłego wrażenia jakie pamiętam pozostawiła po sobie "Amelia" ale też "Delicatessen".
Fakt Nuz, źle się wyraziłam. Przedstawiono Paryż o którym ma się wyobrażenie nie będąc Francuzem. ;p Przynajmniej części osób na pewno on się tak kojarzy, chociażby sama melodia języka skłania do takiego myślenia. Tak lekko, błogo, bajkowo i akordeoniasto.
Brakuje tylko bagietek. (:
a w filmie przedstawiono Paryż którego nie ma - czysty, cichy, spokojny i przyjazny Paryż.
Chciałem zaznaczyć, że ładna kolorystyka. Nikt z Was nie wspomina o ładnej grze zieleni z czerwienią.
Do tego Paryż jako miasto-organizm. Miejsce w którym się "żyje" a nie "mieszka". Metropolia, która w kadrach Bruno Delbonnel'a przeistacza się w sielskie, przyjazne mieszkańcom środowisko.
Myślę że można to podciągnąć.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Bardzo... Przyjemny film. Nie uważam go za jakieś Bóg-wie-jakie arcydzieło, ale co jakiś czas z przyjemnością doń wracam. Podobało mi sie to, ze uszczęśliwianie ludzi na chama nie zawsze przynosi Amelii oczekiwane rezultaty i czasami coś tam jej nie wychodzi (swatanie kelnerki z typem z restauracji). A motyw z krasnalem wędrującym dookoła świata wykorzystano w drugim sezonie The Wire, tyle, że tam była furgonetka (żart)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach