Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-28, 21:25 500 dni miłości
500 dni miłości / (500) Days of Summer
reż. Marc Webb (USA 2009)
Tom (Joseph Gordon-Levitt) jest nieszczęśliwym i niepoprawnym romantykiem, który zarabia na życie wymyślając teksty na pocztówki z życzeniami. Gdy jego dziewczyna, Summer (Zooey Deschanel), odchodzi od niego, zrozpaczony postanawia wrócić myślami do ich 500 dni razem, aby odkryć, co poszło źle. Ostatecznie refleksje Toma pozwolą mu na nowo odkryć jego prawdziwą życiową pasję...
No fajnie, oryginalnie, aktorka, którą bardzo lubię, itd., ale troszeczkę jestem jednak rozczarowany. Może dlatego, że usłyszałem tyle dobrego na temat tego tytułu, że spodziewałem się istnych cudów na kiju, a tym czasem otrzymałem co najwyżej bardzo dobrą, bawiącą się formą i ciekawie zmontowaną komedię romantyczną. Tak, wbrew temu co próbuje nam się wciskać jest to komedia romantyczna. Inna niż te polskie, ckliwe i do wyrzygania powtarzalne ale jednak. Tłumacząc z polskiego na samczy - wielbiciele alienów, wybuchów i predatorów mogą się na tym po prostu nudzić. 7/10. Polecam.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-12-10, 02:12
Dość nietypowy film jak na kategorię "komedia romantyczna", co nieco jednak odbiegający od tego, co zwykliśmy uznawać za szablonową fabułę tego gatunku. No bo jak tu nazwać komedią romantyczną film, w którym już w pierwszych scenach główna para się rozstaje?
Ale właściwie właśnie dzięki fabule i ciekawemu pomysłowi można go obejrzeć nie nudząc się jakoś specjalnie. Mnie tylko trochę irytowała ta rozkoszna naiwność głównego bohatera i jego cudowny brak zrozumienia wszelkich sygnałów wysyłanych przez Summer. Ale w końcu o to chodziło, w końcu był w niej po uszy zakochany, tak? Skutkiem ubocznym zakochania zawsze jest ślepota.
Za to zakończenie mi się bardzo podobało. Ostatnia wypowiedź.
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-12-13, 19:08
Dzięki takim filmom faceci utwierdzają się w przekonaniu, że nie zawsze to, co romantyczne, musi być faktycznie na dłuższą metę dobre. W efekcie mają dobrą wymówkę, nie muszą być romantyczni, bo to związkowi wcale nie musi służyć. A poza tym przecież i tak wiadomo, że baby to ch.... .
Gdyby nie oczywiste zrzynki z "Amelii" było by świetnie - a tak jest tylko bardzo dobrze.
Sympatyczny film, który nie pogrzebie widza pod toną lukru, ani nie sprowadzi jego samopoczucia do parteru. Samotni wchłoną trochę życiowego optymizmu i podgrzeją się w ciepełku promieniującym od czyjegoś szczęścia; zakochani jeszcze bardziej urosną (w przekonaniu o własnej wyjątkowości)
Levitt przesympatyczny, Zooey przepiękna i urocza. Dobra ścieżka dźwiękowa i nietypowe zakończenie.
Dobrze mi ten film zrobił po seansie Mysterious skin.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wczoraj obejrzałam. Fajniutki ten film, taki symaptyczny, poza tym Levitt jest uroczy Ciekawie zrobiona sama konwencja filmu, szczególnie to "skakanie" w czasie. Dzięki swojej "nietypowości" ta komedia romantyczna jest godna polecenia
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2010-09-29, 19:13
Swego czasu widziałem ten film choć jak ognia unikam "komedii romantycznych". Nie żałuję, że porwałem się akurat na ten film w tym specyficznym gatunku bo pokazano mi, że jednak można coś zrobić dobrze pomimo krążących opinii o tym ckliwym gatunku jakim chyba bez wątpienia są właśnie komedie romantyczne. Ogólnie rzecz biorąc oglądając miałem wrażenie jak bym widział swój poprzedni związek dlatego mocno zintegrowałem się z głównym bohaterem. Wynika więc z tego, że obraz ten przypasował się do mnie w danej chwili idealnie, a samo wykonanie jest naprawdę fajne zwłaszcza pod względem muzycznym do tego dochodzą młodzi i zdolni aktorzy i mamy dobre kino. Podłączam się przychylnych opinii na temat "500 days of Summer".
Ode mnie 7/10.
BM napisał/a:
Na górze róże.
Na dole fiołki.
Spierdalaj, głupia kurwo.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3679 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-14, 10:55
Mnie naprawdę pozytywnie zaskoczył. Myślałem, że te wszystkie ochy i achy nad tym filmem są mocno na wyrost, ale okazało się, że nie. Film praktycznie nie ma słabych stron: oryginalny pomysł i ciekawy scenariusz, znakomita gra aktorska, reżyseria również - te przeplatanki, odniesienia do innych filmów jak najbardziej na plus, świetna warstwa muzyczna. Nawet brak chronologii ma tu swoje uzasadnienie w treści, w tym jak bohaterowie praktycznie od samego początku zapatrywali się na swój związek. Jedynym minusem jest może to, że w pewnym momencie te świetnie nakreślone postaci, jak i cały związek próbowano sprowadzić do tego, czego sobie nie powiedzieli i całkiem niepotrzebnie i sztucznie wypadła mowa na zebraniu w firmie. Ale to w zasadzie drobnostka, którą da się pominąć. Bardzo dobre filmidło. Polecam.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Bez kitu najmilsza moja filmowa niespodzianka zeszłego roku. Poszłem do kina z zerowymi oczekiwaniami, wyszedłem z bananem na ryju. Znakomity, mądry, ciepły, zabawny film niepozbawiony jednak kilku wad (wybitnie irytująco schematyczna "Siostra Dobra Rada" głównego bohatera). Jak dla mnie w zasadzie już kult.
Zdołował mnie ten film maksymalnie. Nie sposób mu odmówić lekkości w pokazaniu historii, która w sumie aż tak strasznie wesoła nie była. Akcenty komediowe bardzo w porządku, aktorstwo też. Jednak generalnie nie przepadam za tego typu filmami więc raczej do niego nie wrócę.
_________________ "Don't be so dark." Juggernaut Onan Gupta
A mnie się prawie podobał ten film. Prawie, bo prawie do samego końca filmu Zoey Deschanel grała tak jak powinna, czyli słodko i uroczo jak w Yes Manie z Carreyem, a tu nagle bach i zaczynają dołować końcówką i już nie jest uroczo
Zoey jak mogłaś mi to zrobić
No ale już tak bardziej serio to moja wizja fabuły nie zawsze musi się pokrywać z wizją scenarzysty. Pomijając ten jeden drobny minus, że nie wrzucili tam standardowego happy endu, tak jakbym chciał to jest to naprawdę przyjemny, kolorowy film. Kto by nie chciał poskakać po łóżkach w IKEA? U nas zaraz ochrona by Cię dorwała i dożywotni zakaz wchodzenia do sklepu zaliczony :P
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach