rozbicie trzech jedności wymyślili już preromantycy, Mąszeri.
Słusznie wypunktowałaś. Przyznaję, że mój błąd, jednak zasadzał się on li tylko na wykorzystaniu złego terminu (trzech jedności) do opisania faktycznej innowacji w formie wniesionej przez prozę Conrada. Mianowicie chodziło mi o jego specyficzny sposób narracji, tak inny od dotychczas stosowanej. Dobrym przykładem na to jest np. Lord Jim. Rzecz oczywista, wśród inspiracji Conrada znajdują się i Szekspir, i romantycy, ale też np. francuscy realiści.
Mia Wallace napisał/a:
jak czytam o Tarantino - miszczu postmoderny, to mam skręt wnętrzności. dzisiaj to już totalny anachronizm, aż w oczy boli
Sorry Gregory, ale to nie ja wymyśliłem ten - w moich oczach nieprzydający zresztą splendoru - tytuł. Powtórzyłem to szyderczo za "krytykami", którzy szafują nim aż do znudzenia.
Ale co ja tam wiem - w końcu "pieprzę głupoty" i "posługuję się wymemłanymi farmazonami".
Nuz napisał/a:
Arcyznawca napisał/a:
"Władca pierścienic" to też jeden film, tak naprawdę.
No tu to pojechałeś
Nie wydaje mi się. Nie chciałbym offtopować - może niech ktoś założy odrębny temat o filmie Piotra Jacksona - lecz Władca Pierścieni został nakręcony za jednym zamachem i później podzielony na trzy części. Dlatego traktuję to jak jeden film - podobnie zresztą, jak wzmiankowany już wyżej Kill Bill. Pozostaje to zresztą w zgodności z książką Tolkiena, bowiem ona też pierwotnie stanowiła integralną całość - dopiero wydawca wymusił podział na 3 części, podobnie było także w wypadku prześwietnej Księgi Nowego Słońca pióra Gene Wolfe'a (Eugeniusza Wilka?).
lecz Władca Pierścieni został nakręcony za jednym zamachem i później podzielony na trzy części.
?
Dam Ci radę - najpierw sprawdź - potem pisz. Jestem posiadaczem 12 płytowej edycji specjalnej - połowę stanowią dodatki z planu, połowę wersja rozszerzona LOTR.
Realizację można prześledzić punkt po punkcie.
W tym co piszesz nie ma prawdy - delikatnie mówiąc .
Zapewniam Cię, że kolejne części były kręcone kolejno jedna po drugiej - w ciągłości, tj. praktycznie bez przerw w zdjęciach i produkcji - ALE OSOBNO. Tj. - kończono jedną (z nożem na gardle i praktycznie w ostatniej chwili, poprawiając do samego deadline'u) - zabierano się za drugą - ba każda miała innego montażystę.
Jedyne co zostało zrobione (napisane) "w całości" i podzielone na 3 część to książka Amico mio.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Zapewniam Cię, że kolejne części były kręcone kolejno jedna po drugiej
Mimo wszystko nie zmienia to faktu, że jak dla mnie to wciąż jeden film w trzech aktach, a nie trzy różne filmy jak kolejne części Rambo, Terminatora, Indiany Jonesa czy innego Obcego. Być może wyróżnikiem jest tu dla mnie fabuła stanowiąca jedną całość (oraz wiedza o wtórnie podzielonym dziele Tolkiena).
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Mimo wszystko nie zmienia to faktu, że jak dla mnie to wciąż jeden film w trzech aktach, a nie trzy różne filmy jak kolejne części Rambo, Terminatora, Indiany Jonesa czy innego Obcego
To zupełnie co innego Trzeba precyzować, a nie zarzucać montażystom, że bawili się w krawców.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Lubię reżysera, mimo, iż poznając kino mniej znane, niszowe coraz częściej widzę zapożyczenia, czy wręcz ordynarne kopie pomysłów jakie T. zastosował u siebie. Widać to w szczególności przy Kill Bill, który jest miksem japońskiego rape & revenege Lady Snowbloow i szwedzkiego filmu o tej samej tematyce Thriller i jeszcze kilku innych. Jackie Brown to oczywiście Tarantinowska wersja produkcji blacksploitation, a o grindhousie nie wspominając, bo tu celowo nawiązywał do klimatów grindhousowo-eksploatacyjnych. Przynajmniej ten reżyser czerpie garściami ze świetnego niszowego kina, a nie jak inni, miałcy twórcy z mainstreamu i "wielkich dzieł".
Ulubiony film? Na pewno Pulp Fiction, ale lubię też Grindhouse, bo w przeciwności do Rodrigueza widać, że T. czuje ten klimat, głęboko w nim siedzi i potrafi zrobić hipnotyzujący film, bez taniej efektywności i kiczu.
Lubię reżysera, mimo, iż poznając kino mniej znane, niszowe coraz częściej widzę zapożyczenia, czy wręcz ordynarne kopie pomysłów jakie T. zastosował u siebie.
lol
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Wysłany: 2010-11-09, 00:40 Kamui z filmu „Kill Bill” Tarantino w Po
Szykuje się wielka gratka dla miłośników kina Tarantino oraz kultury Dalekiego Wschodu. 18 listopada do Polski przyjeżdża grupa mistrzów walki japońskim mieczem – KAMUI, wystąpili w 2003 roku w kinowym hicie Kill Bill. Teraz dadzą niezwykły pokaz oraz 60 minutowy trening w warszawskim Dalekowschodnim Centrum Kulturalno – Sportowym SOTO.
Kengishu Kamui to grupa występujących od 1998 roku na scenie mistrzów walki japońskim mieczem, których odkrył m.in. Quentin Tarantino. Znany reżyser zakochał się w sztuce władania mieczem i do scen walki w 2003 roku, w swoim kinowym hicie Kill Bill, zaangażował mistrzów z grupy Kamui.
W dzisiejszych czasach młodzi ludzie tracą kontakt z tradycyjną kulturą. W zagranicznych występach, na scenach na całym świecie, mistrzowie szermierki próbują przekazać prawdziwego ducha japońskich sztuk walki, łącząc w swoim przekazie starożytny i specjalistyczny sposób władania mieczami w formę japońskiej sztuki. Uważają, że TATE nie jest jedynie ekspresją walki, lecz jest sztuką walki, którą mogą odczytać ludzie wrażliwi. Tworzą tradycyjne pokazy, w których możemy się spotkać niejednokrotnie z nowoczesnym brzmieniem muzyki.
W czwartek 18 listopada 2010 roku będziemy gościć ich w SOTO - Dalekowschodnim Centrum Kulturalno-Sportowym w Warszawie przy ul. Karolkowej 28. Zgodzili się przyjąć nasze zaproszenie i obiecali wspólny trening sztuk walki.
Jesteśmy przekonani, że zarówno występy jak i wspólne warsztaty treningowe będą wyjątkowym i niezapomnianym przeżyciem dla wielu miłośników japońskiej kultury, kina oraz przede wszystkim sztuk walki.
Już dziś zachęcamy do zgłaszania się do nas poprzez e-mail soto@soto.waw.pl
lub telefonicznie (tel. 22 638 56 38) - ilość miejsc ograniczona.
Warsztat treningowy: godz. 17:00-18:00 - cena 60,-zł, widownia 40zł
Specjalny pokaz dla gości w SOTO: od godz. 19:00 - cena 40 zł
Już we wtorek 16 listopada o godzinie 18.00 wielkie otwarcie forum tarantino.vacau.com - newsy, filmografia oraz wiele innych ciekawych informacji dla fanów reżysera i nie tylko. Dodatkowo konkursy z nagrodami. Zapraszamy!
Uwaga! Chcesz porozmawiać z grupą KAMUI - mistrzami z Kill Billa, wyślij imię i nazwisko na adres: soto@soto.waw.pl. Pierwsze 20 osób dostanie zaproszenie na konferencję prasową z udziałem KAMUI jutro na godz. 10.00! To jedyna taka okazja, aby spotkać się z mistrzami Tarantino:)
Przepraszam bardzo, ale "jedność akcji, miejsca i czasu" dotyczyła i dotyczy... teatru, począwszy od dramatów antycznych po współczesność a nie kina! Rozumiem, "arcyznawco", że miałeś bardziej na myśli rozbicie chronologii: koniec w połowie, początek na końcu, itd. Tyle, że nie wymyślił tego ani Tarantino, ani tym bardziej Joseph Conrad. Wystarczy obejrzeć parę filmów francuskiej, nowej fali, chociażby "Zeszłego roku w Marienbadzie". Z całego serca polecam.
Droga Mio, miałem nie pisać tego posta z obawy o twoje wnętrzności, Mam jednak nadzieję, że nie będzie aż tak źle. Ma rację "Arcyznawca" kiedy pisze o Tarantino jako mistrzu filmowego postmodernizmu. Mylisz się, nie jest to żaden anachronizm tylko fakt wrzucenia Tarantino do wymyślonej przez speców szufladki. I tak jak kiedyś, kiedyś istniał romantyzm, pozytywizm, młoda polska, wreszcie modernizm, który odzwierciedlał się literaturze, tudzież w poezji, kino wszek nie istniało, tak teraz mamy do czynienia z postmodernizmem i czy podoba ci się to, czy też nie, on istnieje i będzie istniał, dopóty, dopóki nie zostanie ukuty nowy termin. Póki co, Tarantino kręci filmy sytuujące się ściśle w tym właśnie nurcie i bynajmniej się tego nie wypiera a wręcz z uporem celebruje swoje dzieła jako produkty drugiej świeżości ("kradnę z każdego filmu co się da i przerabiam na własną modłę"). Spotkałaś się z informacją jakoby Quentin wycofał się z tych słów? Bo ja nie.
Generalnie, postmodernizm filmowy, czy też każdy inny nie musi być nacechowany negatywnie. To po prostu nazwa, którą jedni stworzyli dla drugich aby coś tam sobie ułatwić.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3680 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-08-24, 20:22
Nick napisał/a:
Ma rację "Arcyznawca" kiedy pisze o Tarantino jako mistrzu filmowego postmodernizmu. Mylisz się, nie jest to żaden anachronizm tylko fakt wrzucenia Tarantino do wymyślonej przez speców szufladki.
Oj tam, postmodernizm, srernizm. Ważne, co twórca ma do przekazania widzowi, a Quentin, choć śliczny ładny, robi fajne sceny, które się fajnie ogląda, to da się z niego wywnioskować mniej więcej tyle, że Niemcy inaczej zamawiają trzy piwa niż Anglicy, co jest na swój sposób zabawne, ale niestety - puste. Spostrzegłem natomiast ostatnio coś innego, że przez to całe szufladkowanie Coenów postrzega się na równi z Quentinem, jako zabawowych twórców postmodernistycznych i nawet czasami komuś się zwyczajnie nie chce rozszyfrowywać ich zabawy w kino, aby dotrzeć do właściwej treści. To jest dopiero lenistwo.
Spostrzegłem natomiast ostatnio coś innego, że przez to całe szufladkowanie Coenów postrzega się na równi z Quentinem
Też się z tym zjawiskiem spotkałem i jestem ciut oburzony mimo, że Coen'owie mi średnio podchodzą (lubię, ale nie tak jak Jazu ). To chyba takie bezmyślnie patrzenie jedynie na formę. Mało tego słyszałem to samo o Jarmuschu
Ale mimo wszystko Q. lubię i należę raczej do obrońców. Chłopak mnie na swoich filmach wychował, a "Reservoir Dogs" to arcydzieło i basta.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Wiek: 31 Dołączył: 18 Lis 2008 Posty: 4333 Skąd: Z fali
Wysłany: 2011-08-28, 20:00
Mógłby ktoś przeczyścić teamt z ataku zmobie/botów/trolli
_________________ 36. Many have arisen, being wise. They have said "Seek out the glittering Image in the place ever golden, and unite yourselves with It."
37. Many have arisen, being foolish. They have said, "Stoop down unto the darkly splendid world, and be wedded to that Blind Creature of the Slime."
38. I who am beyond Wisdom and Folly, arise and say unto you: achieve both weddings! Unite yourselves with both!
41. But since one is naturally attracted to the Angel, another to the Demon, let the first strengthen the lower link, the last attach more firmly to the higher.- Aleister Crowley, Liber Tzaddi
"Conscious faith is freedom. Emotional faith is slavery. Mechanical faith is foolishness."G.I.Gurdjieff
"Gdy rządzi się prosto i spokojnie, ludzie stają się prostoduszni i lojalni. Gdy rządzi się przez nakazy i zakazy, ludzie stają się sprytni i podstępni."
" Im więcej zakazów i nakazów tym ludziom żyje się marniej."
"Im więcej praw i zasad się ustanawia, tym więcej będzie złodziei i rozbojów"
-Księga Dao i De
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3680 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-08-30, 20:37
mr Orange napisał/a:
Też się z tym zjawiskiem spotkałem i jestem ciut oburzony mimo, że Coen'owie mi średnio podchodzą (lubię, ale nie tak jak Jazu ). To chyba takie bezmyślnie patrzenie jedynie na formę. Mało tego słyszałem to samo o Jarmuschu
No też właśnie o to mi chodzi. Wszystkich się określa jako "postmodernizm". A każdy robi swoje, Tarantino - wybitnie nie-swoje, Jarmusch - swoje, ale on czasami umyka spod tej kategorii, Coenowie - to są Coenowie, lubią noir, nie da się ukryć, a Haneke - robi swoje. Mawiają, że gdzie Quentin kończy, tam zaczyna Haneke. A wszyscy oni, drodzy państwo, są uważani za postmodernistów.* Trudno o większe zróżnicowanie.
___________________
* Moim zdaniem, można by wrzucić do worka takie filmy, jak "Nadzy" czy "Happy - go lucky" Leigh'a ze względu na rozproszony punkt patrzenia i przenicowanie ironią, ale to pewnie tylko moje zdanie.
Ktoś kiedyś powiedział, że Tarantino nie jest reżyserem filmowym, tylko DJ-em. Coś w tym jest, bowiem Tarantino nie tworzy kina na zasadzie całości, w oderwaniu od reszty kinematografii. Jego filmy można analizować jedynie poprzez kontekst innych dzieł, często zupełnie odmiennych gatunkowo. Gdybyśmy cały ponad 100-letni filmowy przemysł wyobrazili sobie pod postacią wielkiego drzewa z rozłożystą koroną, to filmy Tarantino jawiły by się jako... huba pasożytująca na korze filmowego dębu. Największą tarantinowską wadą jest właśnie jego w pełni świadomy epigonizm. "Obywatel Kane" Wellsa,"Ojciec Chrzestny" Coppoli, "Siedmiu Samurajów" Kusosawy, czy choćby "Gwiezdne wojny" Lucasa, funkcjonują niezależnie do tego, jakie filmy powstały "przed" a jakie "po". Stanowią wartość samą w sobie. Są konarami filmowego drzewa, bądź też jego liśćmi. Z Tarantino rzecz ma się zupełnie inaczej. Jego kolejne filmy nie istnieją bez całej reszty tego co aktualnie się kręci. Jednocześnie jego styl jest prostą, jakże klarowną wypadkową tego czym się zajmował zanim został filmowcem. Praca w wypożyczalni video. Czy po czymś takim można być tylko i wyłącznie jednym autorem swoich własnych dzieł? No, nie można. Co więcej, Tarantino jest diablo inteligentny i stać go na to aby nie traktować siebie do końca serio, to samo dotyczy jego filmów. Tarantino nie kręci dramatów obyczajowych. Dlaczego? Dramaty wymagają jednak pewnej powagi, pokazania czym tak naprawdę jest filmowy talent. Nieprzypadkowo, to właśnie ten gatunek niekiedy łączy się z tragedią antyczną będącą w naszej kulturze czymś w rodzaju twórczej matrycy, opowieści doskonałej, której każdy filmowy twórca (i nie tylko) stara się dorównać. Czy zatem Tarantino nie posiada talentu? Posiada jak najbardziej. W miksowaniu kolejnych swoich utworów jest po prostu świetny, tyle, że bardzo trudno wyobrazić go sobie jako zasłużonego mentora wskazującego nowemu pokoleniu filmowców właściwe ścieżki, czy choćby nawet profesora. Tarantino prędzej jawi się jako spryciarz, który niepostrzeżenie wdziera się na salę wykładową i podrzuca ściągę. Ktoś powiedział, że z Tarantino się wyrasta. Coś w tym jest. Taki Almodovar np, przeszedł niezły szmat drogi od kiczowatych, "drących się", energetyzujących filmowych pulp po poważne kino psychologiczne. Tarantino tymczasem nie chce dorosnąć. On nie tworzy kina. Tarantino w kino się bawi. I jest to niekiedy naprawdę świetna zabawa.
Czy pokazywanie gęby wyklucza posiadanie talentu? Mi wydaje się, kolego, to dosyć zbliżone. Często właśnie ci obdarzeni wyjątkowym talentem zostawiają po sobie trwały charakter pisma, "gębę" jak wolisz. Nie sądzę więc, że się pomyliłem.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3680 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-09-17, 20:13
Nie zawsze:
- Tarntino
- Coenowie
- Haneke
- Lynch
- Spielberg
... nic więcej na razie nie przychodzi mi do głowy, ale jak chcesz, to pomyślę jeszcze
Pokazywanie gęby często się łączy z posiadaniem talentu, lecz nie zawsze (wtedy dopiero jest żałośnie).
Tak, Ci którzy są skorzy do pokazywania gęby, zawsze coś po sobie pozostawią, ale czasami to nie ma żadnego związku z talentem. Dla mnie, takimi reżyserami bez talentu gębę pokazującymi są np. Jörg Buttgereit czy Uwe Boll.
Tarantino nie można odmówić talentu. Moim zdaniem.
Czy ja odmawiam talentu Tarantino? No, co Ty. Facet czuje kino jak mało kto, inna sprawa, że jest z nim tak jak napisałem w swoim tekście, przynajmniej ja tak uważam.
Czy Uwe Boll pokazuje "gębę"? Nie sądzę. On po prostu nie pokazuje niczego.
Tarantino jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych reżyserów. Praktycznie każdy jego film mi się podobał. Mniej lub bardziej ale jednak nie schodził poniżej pewnego poziomu. Nie nazwałbym go geniuszem, ale napewno bardzo solidnym rzemieślnikiem. Uwielbiam dialogi w jego filmach i przede wszystkim klimat, który potrafi wytworzyć. Świetnie także dobiera aktorów i muzykę do swoich filmów. Gdzieś powyżej wyczytałem, że Tarantino nie chce dorosnąć - to prawda - ale szczerze powiedziawszy nie chciałbym aby dorósł. Może i jest spryciarzem, ale kino potrzebuje i takich. Przynajmniej jest ciekawiej, bardziej kolorowo
Nie nazwałbym go geniuszem, ale napewno bardzo solidnym rzemieślnikiem.
A ja właśnie nigdy w życiu nie nazwałbym go rzemieślnikiem. Można go lubić albo i nie, ale z rzemieślnikiem nie ma nic wspólnego.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Nie nazwałbym go geniuszem, ale napewno bardzo solidnym rzemieślnikiem.
A ja właśnie nigdy w życiu nie nazwałbym go rzemieślnikiem. Można go lubić albo i nie, ale z rzemieślnikiem nie ma nic wspólnego.
same here. Rzemieślnikiem to jest np. Ridley Szkot czy inny Scorsese.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Rzemieślnik rzeczywiście może się trochę inaczej kojarzyć niż miałem na myśli i nie do końca chyba jednak do niego pasuje. Niech będzie - solidny z niego... reżyser
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach