Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-03-28, 16:40 Quentin Tarantino
Quentin Tarantino
Reżyser, scenarzysta, producent i aktor filmowy.
ur. 27 marca 1963 r. w Knoxville w stanie Tennessee w USA
Biografia:
Miłość do kina odziedziczył po matce (Connie Tarantino), która urodziła go mając szesnaście lat. Nadała mu ona imię zainspirowane postacią pół-Indianina Quinta, granego przez Burta Reynoldsa w serialu Strzały w Dodge City. Ojciec Quentina, Tony, opuścił rodzinę zaraz po narodzeniu syna. Ojczymem został Curt Zastoupil. Jego ojciec jest z pochodzenia Włochem, a mama pół Irlandką, pół Indianką z plemienia Czirokezów.
Po przeprowadzce do Los Angeles w 1965 roku matka bardzo często zabierała Quentina do kina. Na pierwszych seansach bywał już jako dwulatek, a jako dziewięciolatek obejrzał brutalny film Johna Boormana Wybawienie, gdzie zobaczył scenę gwałtu na Nedzie Beattym. Młody Tarantino zakochał się w kinie i chodził tam przy każdej okazji. Zaczął pochłaniać filmy, co mu pozostało po dziś dzień. Potrafił codziennie oglądać po kilka filmów. Uważa przy tym, że każdy film niesie w sobie jakąś wartość, więc z równie wielką czcią traktuje klasyki kina, jak i podrzędne produkcje klasy B. Już jako nastolatek zaczął pisać różne historie, jak np. scenariusz Captain Peachfuzz and the Anchovy Bandit, inspirowany filmem Mistrz kierownicy ucieka, który napisał mając czternaście lat.
Był fatalnym uczniem, z jednym wyjątkiem – uwielbiał lekcje historii. Historia jest jak dobre stare kino. Przed twoimi oczami przesuwają się bohaterowie: zwycięzcy i straceńcy. A ty nie musisz biedzić się nad scenariuszem, bo jest już gotowy – podkreśla Tarantino. Robił za szkolnego przygłupa. Dużo wagarował. W pewnym momencie matka pozwoliła mu na rzucenie szkoły, co też uczynił w wieku szesnastu lat. Powiedział potem: Nienawidziłem pierdolonej szkoły. Nawet nie zadawałem sobie trudu, żeby przejść do następnej klasy. Po rzuceniu szkoły zaczął uczyć się aktorstwa w James Best Acting School, czemu towarzyszyło pisanie scenek dla siebie samego. By zarobić na własne utrzymanie, zaczął pracę w kinie pornograficznym jako bileter, skąd wyrzucono go, gdy odkryto, że nie ma osiemnastu lat. Szybko odkryłem, że kino porno mnie nie kręci. Zasypiałem na seansach – wspomina.
W wieku dwudziestu dwóch lat zatrudnił się w wypożyczalni kaset video w Manhattan Beach California, dzięki temu, jak sam twierdzi, mógł oglądać wszystkie filmy, na jakie miał ochotę. Codziennie pochłaniał po kilka obrazów: od niskobudżetowych produkcji rodem z Hongkongu, po dzieła francuskiej „nowej fali”. Opowiada: Oglądałem wszystko, najchętniej krwawe kino klasy B. Nagle w ręce wpadła mi kaseta z filmem Briana de Palmy Człowiek z blizną. Obejrzałem go kilka razy i już wiedziałem, jak zrobić własny film. Pracował na jednej zmianie z innym maniakiem kina, Rogerem Avarym (późniejszym współscenarzystą Pulp Fiction) – spędzali oni całe godziny dyskutując o filmach i wymyślając własne fabuły.
W 1985 roku Tarantino wraz z Craigem Hamannem, którego poznał na kursach aktorskich, zaczęli kręcić na taśmie szesnastomilimetrowej film zatytułowany My Best Friend’s Birthday. Niestety, nie został on ukończony. Tymczasem Taranino brał udział (bez powodzenia) w różnorakich castingach. Na ich potrzeby dopisał sobie w cv udział w dwóch filmach: Down of the Dead i Król Lear Godarda. Skomentował to później tak: Rola u Godarda brzmiała naprawdę imponująco, a byłem pewny, że tego filmu nikt nie widział – miał rację. Niektórzy dali się nabrać, bo nawet jakiś czas potem rola ta pojawiła się w kilku leksykonach amerykańskich.
W 1988 roku napisał scenariusz do Urodzonych morderców i sprzedał go następnie Oliverowi Stone’owi, który znacznie go przerobił. Gdy Tarantino zrozumiał, jak „zniszczono” jego scenariusz, obiecał sobie, że już więcej nic nie sprzeda. Ale słowa nie dotrzymał. Dwa lata później za pięćdziesiąt tysięcy dolarów sprzedał scenariusz do Prawdziwego romansu. Chciał wykorzystać te pieniądze na potrzeby Wściekłych psów. Żeby móc samemu wyreżyserować ten film, podjął staż w Sundance Institute, gdzie jego wykładowcami byli m.in. Sydney Pollack, Terry Gilliam, Jon Amiel i Volker Schlöndorff. W tym okresie porzucił pracę w wypożyczalni video i zatrudnił się w CineTel, małej hollywoodzkiej firmie produkcyjnej. Dzięki szczęśliwemu trafowi poznaje tam producenta Lawrence’a Bendera, na którego biurko trafił scenariusz Wściekłych psów. Tarantino i zafascynowany scenariuszem Harvey Keitel szybko przekonali pracowników Instytutu Sundance, że warto zainwestować w ów film. Budżet został zwiększony z trzydziestu pięciu tysięcy do półtora miliona dolarów. Po Wściekłych psach (1992) Tarantino stał się znany (zabłysnął w nim jako scenarzysta, reżyser i aktor), ale miał też kłopoty, spowodowane nadmierną brutalnością filmu – z tego właśnie powodu Wściekłe psy były zakazane w Wielkiej Brytanii, jednak ostatecznie pozwolono na ich pokazy. Film otrzymał nagrodę FIPRESCI na festiwalu w Toronto oraz nagrodę krytyków londyńskich.
Dzięki popularności Wściekłych psów, do nowego projektu – Pulp Fiction (1994) – Tarantino pozyskał swoich wymarzonych aktorów: Samuela Jacksona i Johna Travoltę. Film ten uhonorowano Złota Palmą na festiwalu w Cannes. Tarantino dostał Złoty Glob za scenariusz i siedem nominacji do Oscara – walkę o miano najlepszego filmu przegrał z filmem Forrest Gump, ale ostatecznie otrzymał wraz z Avarym statuetkę za najlepszy scenariusz oryginalny. Po tym sukcesie Tarantino otrzymał wiele próśb o poprawienie scenariuszy. Zajmował się m.in. „wygładzaniem” Twierdzy i Karmazynowego przypływu. W 1995 r. zrealizował nowelę Mężczyzna z Hollywood, która stanowi jedno z opowiadań filmu Cztery pokoje. Zagrał w niej hollywoodzkiego gwiazdora Chestera. W 1997 roku powstał czarny dramat gangsterski zatytułowany Jackie Brown, jednak nie osiągnął on zysków na miarę Pulp Fiction. Film ten stanowi odniesienie do tradycji kina „blaxploitation”, czyli filmów klasy B, których bohaterami byli czarnoskórzy mieszkańcy USA. Jest on adaptacją powieści Elmore’a Leonarda, a w ulubionego bohatera Tarantina, Ordella, wcielił się Samuel L. Jackson. W Jackie Brown zagrała znana właśnie z filmów blaxploitation Pam Grier. W 2003 roku Tarantino zorganizował widzom wielki come back w postaci krwawego dwuczęściowego Kill Billa. W roku 2009 na ekrany kin wejdzie jego najnowszy film – dramat wojenny Inglourious Basterds, którego akcja rozgrywa się w okupowanej Francji.
Jego muzą jest Uma Thurman, która wystąpiła w 2 jego filmach. Dzięki Tarantino stworzyła kreacje: panny młodej w Kill Bill, gdzie zagrała główną rolę oraz jedną z głównych ról w Pulp Fiction (scena twista z udziałem Thurman i Travolty uznawana jest za kultową).
źródło: Wikipedia
Reżyseria
* 1987: My Best Friend’s Birthday
* 1992: Wściekłe psy (Reservoir Dogs)
* 1994: Pulp Fiction
* 1995: Cztery pokoje (Four Rooms) – historia Człowiek z Hollywoodu (The Man from Hollywood)
* 1995: Ostry dyżur (ER) - odcinek Motherhood
* 1997: Jackie Brown
* 2003: Kill Bill Vol. 1 (Kill Bill Vol. 1)
* 2004: Kill Bill Vol. 2 (Kill Bill Vol. 2)
* 2005: Sin City – Miasto Grzechu - jako 'special guest director'
* 2005: CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas (CSI: Crime Scene Investigation) - odcinek "Grave Danger"
* 2007: Grindhouse
* 2009: Bękarty wojny (Inglourious Basterds)
Scenariusz
* 1987: My Best Friend’s Birthday
* 1992: Wściekłe psy (Reservoir Dogs)
* 1993: Prawdziwy romans (True Romance)
* 1994: Pulp Fiction
* 1994: Urodzeni mordercy (Natural Born Killers)
* 1994: It’s a Pat
* 1995: Cztery pokoje (Four Rooms)
* 1996: Mokra robota (Curdled)
* 1996: Od zmierzchu do świtu (From Dusk Till Dawn)
* 1997: Jackie Brown
* 2003: Kill Bill (Kill Bill Vol. 1)
* 2004: Kill Bill 2 (Kill Bill Vol. 2)
* 2007: Grindhouse
* 2008: Killshot
* 2009: Bękarty wojny (Inglourious Basterds)
Ciekawostki: 1. We wszystkich scenariuszach Quentina pojawia się postać policjanta Scagnettiego. Jednak zawsze zostaje ona albo wycięta z samego scenariusza, albo podczas montażu filmu.
2. W listopadzie 1996 roku Quentin planował nakręcić jeden z odcinków serialu "Z archiwum X". Nie mógł tego jednak dokonać ze względu na fakt, iż odmówił wstąpienia do Amerykańskiej Gildii Reżyserów (jedynie jej członkowie mogli zostać zatrudnieni do reżyserowania odcinków tego serialu).
3. Jest dyslektykiem
4. Tarantino przyznaje się, że wszelkie nowinki techniczne w dziedzinie kinematografii wzbudzają u niego niepokój. Podczas prac na planie "Sin City" zmuszony był do korzystania wyłącznie z kamer cyfrowych. Sprawiało mu to, jako zagorzałemu fanowi tradycyjnej taśmy celuloidowej, pewne problemy. Zakończenie prac nad swoim epizodem skwitował: "Misja wykonana".
5. Jego iloraz inteligencji wynosi 160 (przeciętna wartość dla populacji ludzkiej to 84 - 116, każdą watrość powyżej 148 uznaje się za inteligencję bardzo wysoką).
6. Quentin znany jest z tego, że w swoich filmach stara się nie używać tzw. "product placementu" (reklamowanie w filmach rzeczywiście istniejących marek). Praktycznie wszystkie produkty pojawiające się w jego filmach mają swoje fikcyjne nazwy, jak np. papierosy "Red Apple" czy płatki śniadaniowe "Fruit Brute".
Opinia autora tematu:
Moim zdaniem jeden z większych "świrów" hollywoodzkiej fabryki snów. Mimo, że przechadza się po ścieżkach komercji, czerwonych dywanach, salonach, itd., to zawsze jakby pozostał przedstawicielem kina niezależnego. Mówi się, że jest to najgłośniejszy reprezentant kina nowej fali - samouk, który swą wiedzę filmowa wyniósł nie ze szkoły ale z video wypożyczalni. Filmowy anarchista, który dostał się na salony i solidnie im zagrał na nosie. Większość jego filmów to tytuły z pierwszych miejsc box office. Utarło się mówić, że jak coś robi to będzie o tym głośno. Najbardziej lubię go za Pulp Fiction i Wściekłe psy. Najmniej za... (no właśnie). ;)
Usiłuję powiedzieć, że pierwsze trzy filmy Tarantino to jest mistrzostwo (plus "Od zmierzchu do świtu"), później już raczej nic ciekawego. "Jackie Brown" widziałem raz w życiu i nigdy nie wracałem. "Kill Bill" zaatakował mnie wielokrotnie przy różnych okazjach, więc lepiej go kojarzę.
Mam nadzieję, że "Bękarty" zrobią robotę.
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2009-04-12, 11:24
Osobiście lubię większość jego filmów. W późniejszych dokonaniach specyficznie stara się mieszać kino klasy "B" ze swoimi pomysłami i to już kwestia gustu czy to się komuś podoba czy nie
Ja zawsze będę śledził "co on tam wyczynia" i nie zrażają mnie filmy takie jak np. "Grindhouse: Death Proof".
Wiek: 25 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 419 Skąd: P-ń
Wysłany: 2009-04-19, 13:25
Cytat:
A we wcześniejszych dokonaniach nie starał się mieszać kina klasy "B" ze swoimi pomysłami?
Robił to. Napisałem ,że właśnie w specyficzny sposób mając na myśli Kill Billa gdzie krew tryskała z uciętych kończyn pod kątem 90 stopni co uznaję raczej za ekscentryzm totalny.
w końcu to klasyczny przykład kina w gatunku - chociaż na zbyt dobrym poziomie.
Grindhouse to amerykańska niszowa specyfika, u nas na to za zimno.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Akurat "Death Proofem" to Tarantino trochę strzelił do własnej bramki. Na szczęście zrehabilitował się najlepszym filmem 2009 roku.
"Death Proof" to niestety film bez akcji, w którym(poza scenami wypadków)nic ciekawego nie ma. Paplanina, paplanina i jeszcze raz paplanina, która zamiast dostarczać tekstów do cytowania(jak rozmowy w pozostałych filmach Quentina), po prostu męczy.
Swoją drogą ciekawe za co teraz zabierze się Quentin? Nakręcił już swoje wersje filmów kryminalnych, pastisz kina karate/kung-fu/samurajskiego, horroru klasy B/C i film wojenny. Może western? Fajnie by było zobaczyć jak fan Leone poradziłby sobie z tym gatunkiem.
Może western? Fajnie by było zobaczyć jak fan Leone poradziłby sobie z tym gatunkiem.
W jego wykonaniu czemu nie. I nie mówi tego wielka fanka westernów. Sience Fiction - też w sumie nie tknięte, a tego klasy B, D i niżej było niczym ziaren piasku.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Swoją drogą ciekawe za co teraz zabierze się Quentin? Nakręcił już swoje wersje filmów kryminalnych, pastisz kina karate/kung-fu/samurajskiego, horroru klasy B/C i film wojenny. Może western?
Swego czasu chodzily ploty, że ma robić Bonda...
A western? Świetny pomysł.
Wiek: 24 Dołączyła: 03 Sty 2010 Posty: 57 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-01-31, 10:22
strummer napisał/a:
Może western?
Dla Tarantino nawet bym się skusiła.
Lubię jego filmy, a "Bękarty wojny" (szkoda że nie przetłumaczyli na "Benkarty") podobały mi się chyba najbardziej. Podobało mi się też bardzo, jak zagrał w "Od zmierzchu do świtu", rewelacyjna rola.
Nie jestem fanem tego gościa i trochę nie pojmuję kultu, jaki narósł wokół jego osoby. Ogólnie to jakoś wcale mnie nie jara postmodernizm, a filmy QT są jego sztandarowymi reprezentantami. Ja rozumiem, że to mozaika z cytatów, bricolage, zabawa, każdy ma swoją prawdę, brak konwencji itd. Sam reżyser jest zaś określany jako "Guru postmoderny". No i co z tego? Ja szukam w kinie jednak czego innego, niż przerysowanego i bezrefleksyjnego komiksu przeniesionego na ekran.
Tak naprawdę zrobił on jednak bardzo mało filmów, bo jeśli pominąć odcinki seriali (CSI czy coś) i pojedyncze sceny (oraz napisane scenariusze), a obie części Kill Billa uznać za jeden film (jak to zresztą zostało nakręcone) to wyjdzie nam raptem lista 6 pozycji. Wydaje mi się, że po sukcesie niezłego "Pulp fiction" stał się on swego rodzaju celebrytą, które czego by się teraz nie dotknął, zaraz będzie okrzyczane jako geniusz i arcydzieło, wskakujące niemal automatycznie do wszelkich top-ileś tam.
Z jego twórczości: "Wściekłe psy" uważam za najlepszy, jest to naprawdę solidne gangsterskie kino z wielkim atutem, jakim jest rozbicie jedności czasu, miejsca i akcji, tyle że wbrew pozorom nie wymyślił tego Tarantino, a Joseph Conrad. "Pulp fiction", w którym fabuły zwyczajnie nie ma, ratuje gwiazdorska obsada, dialogi oraz wspomniany już wyżej brak chronologii. I w ogóle dla mnie ten film nie ma statusu kultowego, jakoś mnie nie śmieszy większość jakoby "kultowych" scen. Kill Bill za to zupełnie mi się nie podobał, ja wiem, że filmy samurajskie, kung fu i westerny są fajne, ale taki miszmasz jak dla mnie to nieporozumienie. "Bękarty wojny" określiłbym jako rozczarowanie, pod warunkiem, gdybym się czegokolwiek dobrego po tym filmie spodziewał. Na szczęście nie miałem żadnych złudzeń - nudny i głupi film, nie rozumiem w ogóle wybuchu entuzjazmu, jaki wywołał. "Jackie Brown" i "Death proof" nie widziałem, ale skoro nawet wielu fanów wypowiada się na ich temat ostro, więc może sobie odpuszczę. Co do reszty, to "Cztery pokoje" też do mnie nie trafiły, a ten epizod "Sin City", w którym pomagał Tarantino, podobał mi się najmniej z całego filmu, chociaż tu akurat ciężko mieć pretensje do bohatera topicu.
Reasumując, moim zdaniem Tarantino jest bardzo przereklamowanym reżyserem. Czy "będą się uczyć o nim w szkołach filmowych" (jak piszą niemal wszyscy krytycy) to to się jeszcze okaże w dalekiej przyszłości, gdy nasze czasy będą już historią. Być może, zwróciwszy uwagę na to, kto tę historię będzie najpewniej pisał. Ja jednak znajduję i w czasach nam współczesnych bardzo wiele filmów, które dokonania pana Quentina Tarantiniego (tak tak! Tarantiniego! raz podsłuchałem w autobusie rozmowę dwóch jego młodocianych wyznawców, którzy tak właśnie mówili o swym idolu). Na przykład zamiast "Bękartów Wojny" wolę sobie jeszcze raz obejrzeć takie "Gran Torino".
Nawet jeśli wymyślił to Conrad (rozbicie jedności czasu, miejsca i akcji) to nie uważam by była to ujma dla Tarantino. On nigdy nie mówił, że to jest jego pomysł, a większość filmów, które kiedykolwiek powstały też bazuje na jakimś cudzym pomyśle. To jest złe? To świadczy o braku własnej inwencji reżysera? Czy może po prostu o tym, że słowo pisane funkcjonuje już od BARDZO dawna i większość dobrych pomysłów na opowiedzenie historii wzięło się właśnie stamtąd?
Jeśli chodzi o filmy Tarantino i ich ilość to Twoje zarzuty są też raczej nieuzasadnione. To ile nakręcił w żadnym wypadku nie świadczy o jakości jego twórczości. Kill Billa też nie należy traktować jako jeden film. Gdyby tego chciał T. to zapewne zrobiłby to tak żeby nie było wątpliwości, że jest to jeden obraz. Jak wyjdzie planowana 3 część to też będziesz liczył to jako jeden film? A poza tym przecież vol.1 i vol.2 to zupełnie inne filmy!
Wracając do ilości to do tych 7(!) filmów trzeba doliczyć kilka naprawdę świetnych scenariuszy. No może nie kilka, ale to co zrobili z Rodriguezem przy From Dusk Till Dawn oraz to co mu podzielili na Urodzonych Morderców i True Romance to też kawał świetnego kina.
Osobiście uwielbiam filmy Tarantino i nie uważam by nakręcił on jakiś słaby film. Miał spadki formy przy Jackie Brown i Deathproof, ale Bękartami udowodnił, że cały czas tam jest i nieźle się trzyma.
No, ale każdy ma prawo do własnego zdania
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Natomiast ja się zgodzę z Arcyznawcą. Kultowy status Tarantino otrzymał li tylko i wyłącznie dzięki dwóm filmom, mianowicie "Rezerwowym Psom" i "Pulp Fiction". Jeśli ograniczyć się tylko do tych dwóch produkcji, to faktycznie można stwierdzić, że Kłętyn wielkim reżyserem jest, natomiast próba rozciągnięcia "kultu" na nowsze produkcje może owocować jedynie stwierdzeniem "wielkim reżyserem BYŁ". Obie te produkcje były niezwykłe, nowatorskie i na swój sposób oryginalne, a przede wszystkim były dobrym, popcornowym widowiskiem z odpowiednim pazurem. Jeśli chodzi o "Jackie Brown", "Kill Bille", "Death Proof" i, prawdopodobnie, bo jeszcze ich nie oglądałem, "Bękarty Wojny", są to filmy nudne, ziejące tandetą i gdyby nakręcił je ktokolwiek inny nie zostawiono by na nich suchej nitki. Ileż to razy czytałem jak to się Tarantino kłania klasykom kina klasy B, C, D etc. Szkoda, że ostatnio przestał robić cokolwiek własnego, tylko bije pokłony w każdą możliwą stronę. Większość jego filmów nie przedstawia sobą żadnej większej wartości, ja sam się na nich zwyczajnie męczyłem, bo przytłaczała mnie głupota wylewająca się z ekranu i wałkowanie wciąż tych samych schematów. Tarantino, to sztucznie budowany kult, nie wypada powiedzieć nic złego na temat jego nowych filmów, żeby nie narazić się na atak wiernych zelotów.
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
Nawet jeśli wymyślił to Conrad (rozbicie jedności czasu, miejsca i akcji) to nie uważam by była to ujma dla Tarantino. On nigdy nie mówił, że to jest jego pomysł, a większość filmów, które kiedykolwiek powstały też bazuje na jakimś cudzym pomyśle. To jest złe?
Nie. Problem w tym, że nawet jeśli tak nie mówił, to jest uznawany za twórcę tej koncepcji, starszej przecież o ponad 100 lat.
mr Orange napisał/a:
Kill Billa też nie należy traktować jako jeden film. Gdyby tego chciał T. to zapewne zrobiłby to tak żeby nie było wątpliwości, że jest to jeden obraz.
Nie wydaje mi się. Z tego, co czytałem, to nakręconą całość podzielono na 2 części, bo film wydał się twórcy za długi.
mr Orange napisał/a:
Jak wyjdzie planowana 3 część to też będziesz liczył to jako jeden film?
Nie, bo jeśli wyjdzie, to będzie stworzona ileś tam lat później. Natomiast gdyby stanowiła część tamtego materiału, to jak najbardziej. "Władca pierścienic" to też jeden film, tak naprawdę.
mr Orange napisał/a:
A poza tym przecież vol.1 i vol.2 to zupełnie inne filmy!
Faktycznie jest różnica - można obejrzeć 2. część nie oglądając pierwszej i zrozumieć, o co chodzi oszczędza to tracenia czasu na cz. 1
mr Orange napisał/a:
filmów trzeba doliczyć kilka naprawdę świetnych scenariuszy
Ta, zwłaszcza że jego scenariusze bywały niemiłosiernie cięte i przerabiane przez reżyserów Zresztą, "Od zmierzchu do świtu" ma potwierdzać jego kunszt?
Zresztą, "Od zmierzchu do świtu" ma potwierdzać jego kunszt?
Ma potwierdzać, że jest człowiekiem, którego pasją jest kino, i że potrafi się nim bawić w sposób, który bawi również widza. Tarantino, Rodriguez i Kevin Smith to od jakiś 15 lat najlepsi twórcy kina rozrywkowego i nikt nie wymaga od nich niczego więcej. Tarantino nakręcił 2 filmy, które już mają status kultowych i znać je powinien każdy, ale nikt nikogo nie będzie przez to zmuszał do poznawania reszty jego twórczości. Mnie jego poczucie humoru bawi, a historie, które opowiada wciągają. Idąc za ciosem to może jeszcze obalimy status gwiazdy jaki posiada James Dean. Przecież zagrał raptem w 3 czy 4 filmach. Problem polega na tym, że chyba nie potrafisz zaakceptować fenomenu osoby, która dla Ciebie fenomenalna nie jest.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
dąc za ciosem to może jeszcze obalimy status gwiazdy jaki posiada James Dean. Przecież zagrał raptem w 3 czy 4 filmach. Problem polega na tym, że chyba nie potrafisz zaakceptować fenomenu osoby, która dla Ciebie fenomenalna nie jest.
Nie znam filmów z Dean'em, ale podejrzewam, że wszystkie jego role były na zbliżonym poziomie, a dodatkowo, za sprawą przedwczesnej śmierci, nie miał okazji zniweczyć swojego dorobku. Tarantino nakręcił kilka produkcji, którymi popsuł dobre wrażenie po początkach kariery, więc analogię uważam za zupełnie nietrafioną.
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Zdecydowanie. Po Pulp Fiction nakręcił same marne-do-przeciętne, a w dodatku często idiotyczne, filmy. Gdyby nie jego nazwisko na afiszach, nikt nie zwróciłby na nie większej uwagi.
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
Gdyby tak było naprawdę to teraz nie dyskutowalibyśmy o tym bo nikt Tarantino by się już nie interesował. Te filmy nie podobają się Tobie, a miliony innych ludzi ma przeciwne zdanie. To tak jakbym krzyczał wszędzie, że trylogia "Władcy pierścieni" (książkowa) jest słaba bo mi się nie podoba (nie podoba mi się ) i wszczynałbym walkę z fanami udowadniając czemu to jest złe i czemu mam rację. W ten sposób pokazałbym tylko co MI się w tych książkach nie podoba, a nie jakie ma wady. Arcyznawca już powiedział co mu się w filmach Tarantino nie podoba.
Arcyznawca napisał/a:
mozaika z cytatów, bricolage, zabawa, każdy ma swoją prawdę, brak konwencji itd.
Dla niego to wada, ale dla kogo innego to będzie zaleta. Ja już zrozumiałem, że Tobie i Arcyznawcy filmy Tarantino się nie podobają, ale to wcale nie znaczy, że on jest słaby, zły albo zaprzepaścił swoją karierę. Po takim starcie ciężko pokazać coś więcej
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
wielkim atutem, jakim jest rozbicie jedności czasu, miejsca i akcji, tyle że wbrew pozorom nie wymyślił tego Tarantino, a Joseph Conrad.
rozbicie trzech jedności wymyślili już preromantycy, Mąszeri.
ręcyma i nogyma zapieram się przed odpowiedzą na Twojego uroczego posta, bo mi zdrowia szkoda, ale jak nieco wypocznę, to Ci naświetlę kilka błędów w myśleniu.
teraz chcę tylko nadmienić, że naprawdę w głębokim poważaniu mam, co/kto się komu podoba czy nie podoba, ale do szewskiej pasji doprowadzają mnie wewnętrzne sprzeczności w rozumowaniu. no i czytałam sobie już ileś Twoich postów na forum, widać - sporo wiesz o kinie - i to aż przykre, że w swojej krytyce (która w przypadku Tarantino może naprawdę być poparta sensowną plus intelektualnie intrygującą argumentacją) posługujesz się wyłącznie wymemłanymi farmazonami.
jak czytam o Tarantino - miszczu postmoderny, to mam skręt wnętrzności. dzisiaj to już totalny anachronizm, aż w oczy boli.
"Władca pierścienic" to też jeden film, tak naprawdę.
No tu to pojechałeś
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach