Bronson
reż. Nicolas Winding Refn (Wielka Brytania 2009)
Film o najbrutalniejszym więźniu w Wielkiej Brytanii. Za obrabowanie kiosku Charles Bronson dostał siedem lat. Od tamtej pory ciągle siedzi. Już 34 lata, podczas których zaliczył 122 placówki, wziął 11 zakładników i okaleczył 20 klawiszy. Organizował bunty, okupacje i akcje protestacyjne na dachach. W ramach okupu żądał między innymi: dmuchanej lalki, helikoptera, filiżanki herbaty, samolotu na Kubę, dwóch karabinów UZI, siekiery, kanapki z serem i ogórkiem oraz dwóch cheeseburgerów z keczupem.
Obejrzałem właśnie po raz kolejny i nadal podtrzymuję, że ten film jest genialny. Mieszanina hipnotyzującej tandety rodem z vhs-ów lat 80/90 i wielkiej sztuki. Porównania do "Mechanicznej pomarańczy" też spoko.
Niesamowita kreacja Toma Hardy. Banał, ale bez niego nie byłoby tego filmu. Tak jak bez tych "dłużyzn" Refna i świetnych dialogów.
- Powiedz mi, Charles Bronson, co robiłeś przez tych 69 dni?
- Budowałem imperium. Hmm.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-08-03, 07:31, w całości zmieniany 6 razy
Psychodela,ale genialnia. Film,który dość ciężko sklasyfikować i dobrze opisać, by nie stracił na niczym. Kawałek dobrego kina,który wkręca w przedziwny świat psychiki Bronsona. Dobrą,wartą zaznaczenia rolą jest też kreacja Matta Kinga!
Bardzo dobre kino! Wstawki teatralne były świetnym rozwiązaniem plus magiczny wręcz klimat. Spodziewałem się kina więziennego a dostałem zajebisty dramat, polecam mocno!
PS
Scena dyskoteki w wariatkowie jest przegenialna, It's a Sin nabrało kompletnie nowego wyrazu, przyznam że tą scenę obejrzałem chyba z 15 razy, GENIUSZ, nie mam słów po prostu
Najlepszy film w tym roku, ZDECYDOWANIE!
Sam próbowałem założyc temat, ale nie potrafiłem napisac nic innego niż zdanie powyższe. Bronson nie potrzebuje reklamy po prostu.
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-10-08, 02:10
Właśnie obejrzałem.
Niezły koktajl. Właściwie bardziej pasowałoby to do marionette chyba. Film nieszablonowy i mocno porąbany. Mieszanina psychodelicznej brutalności z wysmakowanym artyzmem. Kurde, sam do końca nie wiem dlaczego ale podobało mi się. Może dlatego, że to takie poszukiwanie siebie trochę? Wołanie z klatki o jakieś własne ja, o wolność, o... cholera, sam do końca nie wiem co, ale to takie mocno ludzkie, pierwotne. Z jednej strony zastanawiasz się o co temu porąbańcowi chodzi w tym pędzie ku autodestrukcji, a z drugiej doskonale go rozumiesz.
Niektóre sceny są jakby namalowane pędzlem wariata. Bronson zabrał mnie w daleką, nieprzewidywalną wycieczkę. Piękna rzecz. Zapachniało czymś naprawdę nieprzeciętnym. Czuję się jakby mnie ktoś zdzielił po mordzie. Bez kitu.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Zgadzam się z wami - "Bronson" to genialny film! Rozwiązania reżysera idealnie pasują do opowieści o świrze z misją. Niesamowity klimat i niesamowita postać. Ciekawy artykuł o filmie pojawił się w polskim magazynie filmowym Benshi (benshimag.com). Bardzo fajna interpretacja. A film polecam wszystkim, którzy jeszcze go nie widzieli!
Rewelacyjny film. Cholernie obskurny i psychodeliczny, ale i z odrobiną humoru (scena z grzebieniem). Hardy zagrał świetnie, a i sam tytułowy bohater to ciekawa postać. Resztę plusów już wymieniliście więc nie będę się powtarzał. Chociaż chyba nikt nie pisał o fajnej ścieżce dzwiękowej, kilka starych przebojów plus kilka zajebistych elektronicznych kawałków, których nie znałem do tej pory. Niektórzy mówią, że o Bronsonie powinno się jak najszybciej zapomnieć i nie poświęcać filmu jego osobie... Pieprzyć ich. Najlepszy film jaki widziałem od dłuższego czasu.
zajebisty film dzięki Simpson
ścieżka dźwiękowa naprawdę bardzo ciekawa, w ogóle nie spodziewałam się niczego rewelacyjnego a dostałam kawał świetnego kina dawno nie oglądałam nic równie dobrego.
_________________ If you were me could you defend
The given rights to all the men
Lets fuck the world with all its trend
They say its all about to end
They say its all about to end
They say they say
Świetny film, obejrzałem już kilka razy. Nie bardzo pojmuję tę całą gadaninę o jego rzekomym artyzmie. Moim zdaniem to fenomenalna, może nieco psychodeliczna, ale wciąż komedia o socjopacie, nieudaczniku i mitomanie. Znam przynajmniej trzy osoby, które nie dały rady obejrzeć tego filmu i im także się dziwię, bo nie było w nim nic, co byłoby ciężko przyswajalne czy trudne w odbiorze. Chociaż po ramach czasowych jakie mi podali wnioskuję, że wszyscy odpadli przy psychiatryku. I w żadnym razie nie chcę umniejszać temu filmowi, ponieważ jest fenomenalny, ale popadanie w zbytnią egzaltację też nie jest zbyt zdrowe. Hardy zagrał genialnie, sposób poruszania się, maniera mówienia i w końcu przybranie 15 kilogramów masy mięśniowej do filmu czynią jego kreację niemal doskonałą. Film podobno niezbyt trzyma się życiorysu pierwowzoru, a szkoda, bo człowieczek wyczyniał ciekawe rzeczy.
In 1994, while holding a guard hostage at Woodhill Prison, Milton Keynes, he demanded an inflatable doll, a helicopter and a cup of tea as ransom.
In 1998, Bronson took two Iraqi hijackers and another inmate hostage at Belmarsh prison in London. He insisted his hostages address him as "General" and told negotiators he would eat one of his victims quickly unless his demands were met. (...)He demanded a plane to take him to Cuba, two Uzi sub-machine guns, 5,000 rounds of ammunition, and a cup of beans. In court, he said he was "as guilty as Adolf Hitler"
_________________ Many years ago I met a girl and I fell in love
She was my sunshine, she was my dove
But voices in my head told me what to do
Now I stand at your grave and I'm missing you
Podchodziłem do tego filmu z pewnymi obawami, jak się okazało nie potrzebnie. Film świetny, ale również nie przesadzał bym z tym artyzmem (poza kilkoma elementami). W każdym razie warto obejrzeć.
Kozacki film, przed chwilą skończyłem oglądać, i nic nowego nie powiem, ale naprawdę Hardy zagrał doskonale, a Refn znów pokazał ze ma talent, szkoda tylko ze film trochę oszukuje widza, bo tak jak pisał PitBullFarm, nie pokazano prawdziwego Bronson. Kolejny film petarda, który trzeba zobaczyć.
_________________ "Jest kilka rzeczy na tym świecie, które są dla mnie święte. Moi przyjaciele, moje pieniądze, moja kobieta. Jeżeli zranisz którąkolwiek z nich, módl się, by Bóg znalazł Cię przede mną."
Może jestem nienormalna, ale dawno już się tak nie uśmiałam
Film o facecie, który większą scenę zamienił na mniejszą - z bardziej oddaną widownią, za to mniejszą konkurencją.
Świetnie oddane paradoksy charakterystyczne dla brytyjskiego więziennictwa. Wystarczy dobrze orientować się w systemie i można sobie bimbać na prawo i lewo Psychiatryk - czysta groza - jedna z kilku scen,w których widać, że facet dostał więcej niż się spodziewał.
A epilog- do czego niby ma wracać po tylu latach...
Hardy - genialny; widać, że świetnie się czuje w takich psychodelicznych klimatach będzie z niego pociecha w tych zdominowanych przez bylejakość czasach. Nawet nieźle śpiewa
te teksty:
Bronson - I love you.
dziwka - ... but I love Brian!
Bronson - Who's Brian?!
Wery funny boys
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-29, 18:26
Obrzydliwa postać. Wytrzymałam w jej towarzystwie chyba z 30 minut. Australijski Chopper przy Bronsonie to wręcz intelektualista. Hm, ale widzę tu same zachwyty, widać nie poznałam sie na facecie, dla którego prawdę mówiąc szkoda mi było poświęcać dwóch cennych godzin życia, tym bardziej, że mu właśnie o to dokładnie chodziło. Dostał figę z makiem. Jestem ciekawa, co was w nim zafascynowało, oprócz siły, i mózgu, młota pneumatycznego.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Jestem ciekawa, co was w nim zafascynowało, oprócz siły, i mózgu, młota pneumatycznego.
każdy lubi to co lubi
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
_________________
We travel not for trafficking alone;
By hotter winds our fiery hearts are fanned:
For lust of knowing what should not be known
We make the Golden Journey to Samarkand.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-09-01, 15:17
A dziękuję, dziękuję. Te szczere życzenia dają mi do myślenia. Być może, gdybym dłużej wytrzymała przed ekranem, patrząc na zarzyganego i ogłupiałego z nadmiaru testosteronu Bronsona (wytrwałam dokładnie, tak jak znajomi PitBullFarma
Cytat:
Chociaż po ramach czasowych jakie mi podali wnioskuję, że wszyscy odpadli przy psychiatryku.
) - wyczułabym smrodek absurdu. Bo absurd może tu (podejrzewam) właśnie śmierdzieć, jako tylko przykrywka pod wszelkie nieokiełznane wygłupy dla samych wygłupów ku uciesze "gawiedzi" (to nie jest obelga! - lubię to słowo), zasłaniając miałkość przekazu.
No cbyba, że film potraktować wyłącznie jako komedię, jeśli tak, to nie wiem, czy pan Bronson nie dałby po pysku twórcom. No dobra, więcej się nie wypowiadam w tym temacie, wszak filmu nie zobaczyłam do końca, a nie zobaczyłam dlatego, że tytułowy bohater napawał mnie autentyczną odrazą (i nie ma tu żadnego znaczenia obsceniczność jaką się wykazywał), kompletnie mnie nie zainteresował. Co innego taki Chopper, on był zagadkowy, prowadził grę z całym światem, nie tylko z więźniami i strażnikami, kpił - tak się przynajmniej wydawało, może mu to wychodziło tylko przypadkiem, w każdym razie, było o czym myśleć po "Chopperze" i nie tylko o nim samym, ale w ogóle, o całości naszego współczesnego życia, kreującego wątpliwej jakości medialne gwiazdy, co prowokuje ludzi do totalnej głupizny, promowanej i nagradzanej w tychże mediach, które dzięki takiej grze z masowym odbiorcą się nieżle żywią, żeby nie powiedzieć pasą.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-09-01, 18:33
Dupa nie komedia. Abstrakcja, anarchia i czyste szaleństwo. W dodatku ma to COŚ czego nie da się do końca opisać.
Oglądając ten film czułem się jakby mi ktoś dał w mordę, spoił wódką, a potem jeszcze kazał z gołą dupą wyć w zimną noc do księżyca.
Z Bronsonem pewnie jest tak, że albo się ten klimat poczuje albo nie. Niewykluczone, że jest to film skierowany do niezbyt normalnych odbiorców ale cóż...
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3657 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-01, 20:08
Jak dla mnie b.dobry film. Dlaczego piszesz Doniu, że obrzydliwa postać? Że taka mocno umięśniona i ociekająca testosteronem? Tak wygląda, bo taka konwencja. A mógłby być Bronson bohaterem gombrowiczowskmi, który nie godzi się na role, jakie przypadło mu realizować. Jest kilka świetnych scen w tym filmie jak np. wymieniany już powyżej psychiatryk, ale też scena smarowania Bronsona kremem czy inną mazią po to, aby się ściskał klawiszom. Paradoks polega na tym, że tak unikając jakiejkolwiek definicji Bronson musi dotrzeć do czystego id (czy też do w ogóle czego on tam dociera) i tak też wyglądają jego rysunki (komicznie). Narracja jak z Mechanicznej pomarańczy, ale akcja trochę mniej tu ewoluuje i słyszymy w zasadzie od początku do końca, że Bronson nieprzystosowany.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach