Życie Carlita / Carlito's Way
reż. Brian de Palma (USA 1993)
"Życie Carlita" to gangsterski film akcji w reżyserii znakomitego Briana De Palmy. Wyróżniony nagrodą Academy Award Al Pacino gra barona narkotykowego, który próbuje zmienić swoje życie. Zwolniony z więzienia dzięki pomocy swojego uzależnionego od kokainy prawnika (Sean Penn), Carlito Brigante (Al Pacino) – były król świata narkotyków, postanawia zerwać z niechlubną przeszłością i rozpocząć normalne życie.
Podejmuje pracę jako menadżer nocnego klubu i obiecując rzetelną poprawę odnawia romans ze swoją byłą dziewczyną (Penelope Ann Miller). Wyjście na prostą nie jest jednak łatwe. Carlito na każdym kroku napotyka byłych kumpli oraz bezwzględnych młodocianych opryszków pragnących zaistnieć na scenie czarnego półświatka. Pomimo dobrych intencji Carlito znów uwikła się w brutalną walkę na śmierć i życie z siłami, które nie chcą pozwolić mu odejść.
"Życie Carlita" to porywające kino akcji, w którym na planie ponownie spotyka się znany nam z "Człowieka z blizną", doskonały duet reżysersko – aktorski. /opis dystryburora/
Klasyk. Zasługuje na swój wątek na tym forum, dziwię się zresztą, że do tej pory go nie miał. (-; No to już ma.
Duet Pacino - Penn... Uch. Oni produkują tutaj jakiś dziwny rodzaj elektryczności, zwyczajnie nie ma sposobu na oderwanie oczu od ekranu. Irytująca jest natomiast laseczka Pacino - Penelope Ann Miller - centralnie, jak gdyby po raz pierwszy w życiu znajdowała się przed kamerą. :/
Wiadomo, nie jest to Scarface, ale to wciąż o cały kosmos lepsza produkcja niż większość filmów, jakie kiedykolwiek powstały - i nie mam na myśli tylko kina gangsterskiego.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-09-25, 07:58, w całości zmieniany 1 raz
Wiadomo, nie jest to Scarface, ale to wciąż o cały kosmos lepsza produkcja niż większość filmów, jakie kiedykolwiek powstały - i nie mam na myśli tylko kina gangsterskiego.
No nie wiem, moim zdaniem film prawie równie dobry jak "Scarface". Motywy trochę podobne jak u M. Manna. I znowu świetny klimat, film bardzo kolorowy, choć jednak trochę bardziej mroczny niż "Scarface", znakomita obsada (Pacino, Penn(!), charakterystyczny Luiz Guzman jako Paczanga) i klimaty latynoamerykańskie. Fajne, ludzkie, nieco zmęczone oblicze gangstera. Mimo porządnej dawki melancholii, film trzyma w napięciu przez cały czas. Jak dla mnie bomba.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach