Dzikość Serca / Wild at Heart
reż. David Lynch (USA 1990)
Cape Fear w północnej Karolinie. Po odbyciu w karnym zakładzie resocjalizacyjnym wyroku za zabójstwo Sailor Ripley wraca do swej wielkiej miłości Luli. Matka dziewczyny Marietta zdecydowanie przeciwna temu związkowi nakłania swojego wieloletniego kochanka i prywatnego detektywa Farraguta aby wytropił Sailora i Lulę, którzy udali się na południe do Nowego Orleanu. Jednocześnie zleca to samo zadanie handlarzowi narkotyków Santosowi, który z kolei wynajmuje do tego zadania odrażającego typa Bobiego Peru. Ten nakłania Sailora do napadu na magazyny zbożowe, co okazuje się zasadzką, w której Sailor ma zginąć...
Według mnie największe dzieło Lyncha, nie licząc serialu o Twin Peaks. Trochę zwlekałem z obejrzeniem, bo nie przepadam za N. Cagem, ale tu mnie wcale nie denerwowała jego osoba. Wszyscy wiemy czego oczekiwać po Lynchu i chyba większośc zna ten film, więc nie będę się rozpisywał. Powiem tylko, że tutaj Lynch wcale nie zamula, co niestety zdarzało się w innych jego filmach. A Dafoe w roli kompletnego pojeba-skurwiela jest genialny.
"Czego chcecie, pedały?"
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 15:34, w całości zmieniany 2 razy
Dołączył: 20 Lis 2008 Posty: 24 Skąd: bagna i bajora
Wysłany: 2009-01-08, 07:35
Dobry film a jeszcze lepsza gra aktorska. Choć film typowy dla Lyncha to nie ma co reżysera szufladkować bo jednak wyreżyserował takiego "Człowieka słonia" czy "Prostą historię" N. Cage miał świetne buty ze skóry weża w tym filmie
N. Cage miał świetne buty ze skóry weża w tym filmie
a to nie była kurtka? Która była symbolem jego indywidualności i wiary w wolność jednostki?
Uwielbiam ten film. Jeden z moich ulubionych
A Cage śpiewający Elvisa jest bogiem!
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Mój pierwszy film Lyncha i zarazem asumpt do obejrzenia reszty. Nie lubię specjalnie Cage'a, ale w tym filmie był świetny. Podobnie jak Laura Dern, której moim zdaniem przypadła jedna z najbardziej erotycznych ról w historii, i jak Dafoe, którego uwielbiam. Świetna mieszanka kiczu, artyzmu i pseudointelektualizmu. Uwielbiam i oglądam jak mam doła. Jak na Lyncha - film nietypowy, zupełnie nie pasujący do tego, czego Lynch dokonał w "Mulholland Dr.", "Inland Empire" , czy w moim ulubionym "Lost Highway".
_________________ Fenicjanin Flebas martwy od dwu niedziel
Zapomniał krzyku mew i morza przypływów.
Zysków i strat. Głębinowy prąd. Obgryzał jego kości szepcząc.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-09, 01:58
Cytat:
Jak na Lyncha - film nietypowy, zupełnie nie pasujący do tego, czego Lynch dokonał w "Mulholland Dr.", "Inland Empire" , czy w moim ulubionym "Lost Highway".
No właśnie, i dlatego chyba ten film lubię (oprócz "Blue Velvet"). Dafoe absolutnie cudowny, zresztą zgadzam się też z opinią co Dern i Cage'a. Trzeba przyznać, że Lynch niesamowicie dba o ścieżkę dźwiękową swych filmów, zawsze trafia w 10, i to tyczy wszystkich tytułów.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3682 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-09-10, 00:10
Flebas napisał/a:
Jak na Lyncha - film nietypowy, zupełnie nie pasujący do tego, czego Lynch dokonał w "Mulholland Dr.", "Inland Empire" , czy w moim ulubionym "Lost Highway".
Czy nietypowy... Groteski Lynchowskiej jest sporo, jednak film się wyróżnia głównie tym, że chyba ciut łatwiejszy niż w/w. Może już niezbyt dobrze pamiętam, ale chyba oparty na jasnych "freudowskich" figurach. Z całą pewnością mi się podobał (jak wszystko Lyncha), ale wymaga powtórzenia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach