Do BM: rozumiem Twój punkt widzenia. Nie będę na siłę przekonywał Cię do zmiany poglądów. Być może mógłbym zgodzić się z Tobą w kilku kwestiach, ale nie cierpię tego gdy reżyser w niezwykle nachalny sposób - wręcz na chama - stara się zmusić mnie do określonej interpretacji. Bohater jest taki i taki, jego życie jest takie i takie, wybory przed sobą ma trudne i ogólnie to wszystko jest takie jakie Ci pokazujemy drogi widzu i masz się nad driverem użalać, litować i myśleć jakie jego życie jest trudne/nudne/bez celu.
Chciałbym móc myśleć inaczej, chciałbym mieć wybór interpretacji - na dobry film można spoglądać co najmniej z dwóch stron.
Podsumowując, szanuję odmienne zdania ale do Drive nie przekona mnie nic.
P.S. Znikający punkt oglądałem zaledwie raz Nieuczciwe byłoby stwierdzenie, że jestem ogromnym fanem tego filmu i uważam go za dzieło sztuki. Jest dobre - to by było tyle.
Mi również nie do końca się spodobał Drive. Co nie znaczy, że jest to film zły. Nie pasował mi tutaj Gosling do głównej roli - może dlatego, że główny bohater to twardy, stonowany, spokojny gość, a Gosling ma takie cwaniactwo wypisane na twarzy, przez co bardziej pasuje do innych ról. Nie zagrał źle - po prostu widziałbym tu kogoś innego. Po drugie sama fabuła mnie nie porwała, jakoś nie przejmowały mnie losy głównych bohaterów, a sama historia wydawała się taka... hmm... zwyczajna? Czegoś tutaj brakowało zdecydowanie. Klimatycznie gorszy od vanishing point, na którym zapewne się wzorował, ale nie jest źle.
Fajnie, że ktoś połączył "Taksówkarza" z "Między słowami" i zrobił z tego klasyczny western z elementami musicalu.
Wszystko już zostało napisane powyżej, więc pozostała mi raczej rola kompilatora, niż pioniera. Padło tu wiele przymiotników, którymi można opisać ten film. "Oldschoolowy" pasuje najbardziej jeśli idzie o formę (np. oszczędne dialogi, dużo przemocy), "magiczny" z kolei, jeśli idzie o klimat. Film bowiem przede wszystkim ogarnia widza swoją atmosferą. Albo się to kupuje albo nie - ja akurat kupiłem. Fabuła jest prosta; zgadzam się ze wszystkim, co wyżej napisała DA. Do tego ktoś użył tu słowa "odrealniony", które również jest bardzo trafne. Powiedzmy sobie szczerze - jest bardzo mało możliwe, żeby w rzeczywistości wypadki przybrały taki obrót.
Co do zakończenia, to chyba
Spoiler:
z założenia miało być ono otwarte, więc nie będę spekulował. Można jeszcze tylko wskazać na oczywiste zapożyczenie z filmu Clinta Eastwooda "Wyjęty spod prawa Josey Wales", który jest dokładnie o tym samym i tak samo się kończy - raniony w bebechy bohater odjeżdża w stronę zachodzącego słońca.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Jak dla mnie "Drive" to najlepszy film z rocznika 2011 jaki widziałem. Nie ma sensu pisać o klimacie, muzyce czy grze aktorskiej bo wszystko zostało już napisane. Szkoda tylko, że został zupełnie pominięty przez Akademię, chociaż to można traktować akurat w kategorii komplementu... Ucieszyłbym się jednak gdyby film tego typu zdobył statuetkę za najlepszy film, coś by się w końcu ruszyło w strasznie nudnych (szczególnie w tym roku) Oscarach.
To, że film nie dostał Oscara za montaż dźwięku boli mnie do dziś. To jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie znam. Muzyka świetnie wpasowała się w klimat gry z konwencją. Poza rzesza oczarowanych spotykam się też z komentarzami typu "jak on tak mógł chodzić w zakrwawionej kurtce, przecież to nierealne", niech pozostanie po nich cisza.
Hm, ale co mam muzyka do montażu dźwięku? A za muzykę Oscara dostać nei mógł, bo to jednak głównie składanka odrębnych utworów różnych wykonawców, a muzyki napisanej przez Martineza stricte na potrzeby filmu było zwyczajnie zbyt mało, by "złapać się" na ilościowy próg wymagany przy tej nagrodzie.
No właśnie dużo ma. Bo to nie sztuka wybrać kilka już istniejących pinesek, które będą dobre i nadadzą się do filmu. Sztuka zmontować je tak, żeby idealnie komponowały się z resztą. I dlatego nominacja była za montaż, a nie samą muzykę toć przecież nie do filmu stworzoną.
Montaż dźwięku w rozumieniu Akademii Filmowej to raczej kwestie techniczne związane z synchronizacją i dograniem efektów dźwiękowych, dialogów, tak by wszystko było dobrze słyszalne, nie zlewało się ze sobą, itp, a nie dobór adekwatnych piosenek do obrazu...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach