Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-11, 21:28 The Next Three Days
The Next Three Days / Dla niej wszystko
reż. Paul Haggis (USA, Francja 2010)
Spokojne życie profesora Johna Brennana w jednej chwili zostaje wywrócone do góry nogami, gdy policja aresztuje jego ukochaną żonę pod zarzutem morderstwa. Brennan od początku nie wierzy w winę żony, choć dowody wydają się być wyjątkowo mocne. Gdy zawodzą wszelkie legalne metody, Brennan decyduje się podjąć ekstremalne kroki, by uwolnić swą żonę z więzienia. [opis dystrybutora]
Świetny dramat kryminalny o mężczyźnie, który nie pogodził się z krzywdzącą jego rodzinę rzeczywistością. Widzimy tu walkę człowieka, który wbrew wszystkim i wszystkiemu nie chce się poddać, który nie boi się zejść na złą drogę w imię wyższego dobra. Film jest dynamiczny i stopniowo rozkręca się do tempa, w którym śledząc każdą kolejną scenę siedzimy na przysłowiowych szpilkach. Mimo, że jest to remake francuskiego oryginału to w tym wypadku następca raczej przebił pierwowzór (a przynajmniej takie są w przeważającej części opinie widzów).
Od siebie mogę jeszcze dodać, że film kojarzył mi się odrobinę z pamiętnym "Taken", przy czym nie był aż tak płytki w warstwie emocji. W przypadku "The Next Three Days" mamy do czynienia z prawdziwym zatapianiem się głównego bohatera w otchłań. Krok po kroku oddala się od od swojego Rubikonu i z determinacją wikła się w coraz bardziej mętne obszary. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym tytułem. Spodziewałem się średniaczka, dostałem bardzo dobry, trzymający w napięciu film kryminalny o miłości ponad wszystko i determinacji człowieka w potrzasku.
8/10 - polecam!
_________________ tell me what you don't like about yourself
Ostatnio zmieniony przez Eva 2011-08-11, 21:46, w całości zmieniany 1 raz
Jakiś taki nudny raczej był. Nie oglądałem oryginału, ale po "Turyście" postanowiłem, że nie wydaję opinii o amekykanckich rimejkach bez obejerzenia pierwowzoru.
5/10 z możliwością obniżenia oceny.
P.S. Crowe dawni nie zgrał żadnej dobrej roli.
_________________ "Thing. Motherfucker looks just like The Thing." - Freddy "This snakeskin jacket is a symbol of my individuality and my belief in personal freedom." - Sailor
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-08-11, 23:28
Ja oglądałam oryginał, był nudny. Facet grający główną role, niejaki Vincent LIndon straszny. Myślę, że wersja amerykańska może być tylko lepsza, ale jakoś się wielce nie palę, żeby to sprawdzić.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Mimo, że jest to remake francuskiego oryginału to w tym wypadku następca raczej przebił pierwowzór (a przynajmniej takie są w przeważającej części opinie widzów).
Oryginał jest zwięźlejszy i ma lepsze tempo, remake chwilami siada, ale ja mogę wybaczyć, że względu na Crowe`a i Olivię Wilde. Wiele fajnych patentów Haggis zresztą sobie z "Pour Elle" pożyczył i trzeba przyznać że ich nie zmarnował, poza jednym przypadkiem:
Spoiler:
plan Brennana jest obliczony praktycznie co do minuty. Po drodze przytrafia się jednak poważna wtopa, która powoduje znaczne opóźnienie. Mamy dzięki temu dramatyczną i samą w sobie dobrą scenę na autostradzie. Następnie Brennan wraca po synka, odbiera i przystępuje do realizacji planu tam, gdzie musiał przerwać i - suprajs, suprajs - udaje mu się, mimo że ścigający go mieli dość czasu by się rozstawić.
Dla mnie to troszkę chciejstwo reżysera. I drugie poważne buractwo:
Olivia Wilde>Elizabeth Banks
Ale że lubię historie, w których zwykły koleś porywa się na zrobienie czegoś, co według wszystkich znaków na niebie i ziemi nie może mu się udać, to generalnie <ok>. Pomijając to co w spojlerze, finałowy pościg ogląda się super, faza planowania i zdobywania zasobów też bardzo dobra. Fajnie było zobaczyć Briana Dennehy w roli ojca Brennana oraz przekonać się, że w porównaniu z bohaterem oryginału Brennan jest o wiele bardziej rozsądnym ojcem.
Takie tam, niezłe nawet, choć baaardzo naiwne, trzeba patrzeć na akcję przez palce i z dużym przymrużeniem oka. Pierwowzoru co prawda nie znam, ale bardzo wiele motywów jest tu podobnych do Prison Break. Trochę mnie już nużą te doskonale zaplanowane ucieczki z więzień. Długo się rozkręca, potem jest już bardzo szybkie tempo, ale niestety bardzo przewidywalne...dobra rola czarnoskórego policjanta (Hawkins z Jericho), Kruk jak to Kruk - napinka, wiadomo. Natomiast jego żonka była beznadziejna, na miejscu pana profesora porzuciłbym jakiekolwiek plany Wielkiej Ucieczki i zbałamuciłbym postać odgrywaną przez p. Oliwię
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-12, 20:10
Mi się Crowe już zawsze będzie kojarzył z Gladiatorem. Tutaj też mu żonę na początku filmu odbierają i on potem z tego powodu pokonuje tysiące przeszkód i dokonuje rzeczy nieprawdopodobnych. Nawet znowu ma małego synka. I znowu walczy z okrutnym systemem. I miny ma znowu te same, ech.
A jednak film ten zrobił na mnie dobre wrażenie (Gladiator też mi się za każdym razem podoba), podobał mi się cały proces przygotowywania ucieczki, podobała mi się sama akcja pod koniec. Ale chyba najbardziej podobało mi się uwydatnienie niepewności, wątpliwości i zwykłego ludzkiego strachu, targającego parą głównych bohaterów. To nie byli jacyś super specjaliści od ucieczek i ganiania się z policją. To byli zwykli, szarzy ludzie, z własnym domkiem, z uśmiechniętym synkiem, którzy nagle zostali postawieni pod ścianą i przeegzaminowani z uporu i determinacji. Szczególnie było to wg mnie widać, kiedy
Spoiler:
John popełnił pierwsze morderstwo w melinie amfiarzy i kiedy złamał klucz w zamku windy, wtedy co zwymiotował ze strachu po wyjściu z więzienia. U żony z kolei było to widać w tej scenie w ambulansie, kiedy odkryła, że mąż ją właśnie wyciąga z pudła, piękny motyw z telefonem - "Zadzwoń do synka i powiedz mu, że jednak nie wrócisz. I że tatuś też nie wróci. Zadzwoń do niego i powiedz mu, że rodzice go opuścili." No i potem oczywiście na autostradzie, ale na to już zwróciliście uwagę.
Podobało mi się to, jak bardzo oni byli psychicznie niezdolni do tej ucieczki. I tym bardziej zaskoczyło mnie to, że
Spoiler:
jednak im się udało. Wg mnie nie powinno się udać. I myślę, że twórcy też to czuli, bo w przeciwnym wypadku po co robiliby tą całą wstawkę z wyjaśnieniem, że żona była tak naprawdę niewinna? Żeby uzasadnić udaną ucieczkę, że jednak sprawiedliwi zostali nagrodzeni a niewinni lądują tam, gdzie powinni - na wolności.
Ogólnie film gładki dosyć (bez prawdziwie dołujących zgrzytów i niesprawiedliwości), ale ładnie pokazany z fajnie uwypukloną płaszczyzną emocjonalną. Ode mnie 8/10.
To nie byli jacyś super specjaliści od ucieczek i ganiania się z policją. To byli zwykli, szarzy ludzie,
no właśnie, właśnie...to niestety niezbyt tłumaczy takie drobiazgowe zaplanowanie wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach
jak dla mnie najlepsze sceny w filmie to
Spoiler:
1) wjazd na melinę 2) szukanie guzika
co do zakończenia, to uważam, że
Spoiler:
lepiej byłoby, gdyby jednak im się nie udało, żeby po prostu ich capnęli, albo tak jak w starym kinie noir - rozbił się samolot czy samochód, którym podróżowali a tak to trochę mdłe zakończenie, jakbym się najadł za dużo słodyczy...
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-13, 09:53
Nie wiem czy ktokolwiek z krytyków zwrócił na to uwagę ale zakończenie...
Spoiler:
...jest przecież otwarte (i nie możemy mieć pewności, że wszystko faktycznie poszło super). Nie wiemy wszak czy w ciągu tygodnia nie wpadły do nich jakieś służby, czy nie powinęła im się noga za granicą, czy nie stoczyli się w przepaść. Możemy się tego jedynie domyślać bo widzimy tylko dzień po przylocie w jakimś hoteliku na uboczu.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-14, 11:04
Spoiler:
Ale nie ma też żadnej przesłanki (może poza tekstem tego mistrza ucieczek, że oddał się w ręce sprawiedliwości, bo ciągle się bał, że go złapią), na podstawie której można by przypuszczać, że im się nie udało.
Siedzieć dwie i pół godziny by dostać takim zakończeniem w ryj?
Właśnie tak. Dlaczegóż by nie? tu na dobrą sprawę
Spoiler:
żadnej chamówy nie było, wszystko poszło gładko. Zbyt gładko.
BM napisał/a:
Nie wiem czy ktokolwiek z krytyków zwrócił na to uwagę ale zakończenie...
ja się zgadzam z Evą.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-08-18, 16:55
Dość dobry. Nie podobała mi się łopatologia przywoływania postaci literackiej Don Kichota. Tani i oczywisty chwyt: widz ma sobie porównywać postać głównego bohatera ze znaną postacią literacką, dzięki czemu rys postaci ma zyskać głębi. No i było trochę zbyt dużo smęcenia wokół tego, w dodatku z kiepską muzyką w tle, zamiast dobrej akcji. Tej na szczęście również nie zabrakło. Film jest po prostu niezły i tyle. 6,5/10
John Bigboote napisał/a:
Siedzieć dwie i pół godziny by dostać takim zakończeniem w ryj?
Właśnie tak. Dlaczegóż by nie?
Bo niektórzy bohaterowie nie zasługują na takie traktowanie. Inaczej jest w filmach traktujących o tym, że świat jest głupi, okrutny i zły, a ludzie jeszcze gorsi, tam takie zakończenia mają rację bytu.
Chociaż czasem lubię dostać po gębie od twórcy, nawet (a właściwie szczególnie) gdy się tego nie spodziewam. Chodzi mi o to, że do The Next Three Days takie zakończenie za cholerę nie pasuje.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach