Propozycja / The Proposition
reż. John Hillcoat (Australia, UK 2005)
Koniec XIX wieku, Australia. Kapitan Stanley wraz ze swoimi ludźmi urządza zasadzkę na gang braci Burns. W wyniku tej akcji w jego ręce trafia dwójka braci - Charlie i Mike. Gang jest oskarżony o napad na farmę Hopkinsów, brutalny gwałt na ciężarnej pani Hopkins i wymordowanie calej rodziny. Artur Burns, najstarszy z braci i mózg całej szajki, ukrywa się gdzieś w górach na pustyni. Kapitan Stanley daje Charliemu propozycję nie do odrzucenia: ma odnaleźć swojego brata i go zabić, bo w przeciwnym wypadku Mike zostanie powieszony.
Scenariusz Nick Cave, Stanleya gra Ray Winstone. Dobre kino.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 15:40, w całości zmieniany 3 razy
No bardzo dobry film .Niektórzy porównują do czasu apokalipsy (chodź nad wyrost moim zdaniem).Niestety scenariusz kuleje warsztatowo(takich rzeczy się uczy a Cave najwyraźniej nie miał okazji : ).Niektóre postacie są ''nie napisane'' vel bontyhunter grany przez Hurta. Nawet błędy montażowe wychwyciłem.Mimo wszystko to jeden z najlepszych westernów (czy jak kto woli anty westernów albo westernów metafizycznych) po 2000 roku. Najważniejsze że to jest ''kino'' bezkompromisowo celujące w jakąś wyższą półkę.Wszystko jest tu dośc oniryczne,żadnych ułatwień,wymaga od widza skupienia etc.Soundtrack genialny,dzieki niemu ciarki chodzą po ciele.
Film nie powalił na kolana, ale tez nie był to jakiś gniot, zawiodła mnie końcówka, liczyłem na ostre sceny bez bohaterstwa i trzeba przyznać soundtrack . Śmiało można zobaczyć.
_________________ "Jest kilka rzeczy na tym świecie, które są dla mnie święte. Moi przyjaciele, moje pieniądze, moja kobieta. Jeżeli zranisz którąkolwiek z nich, módl się, by Bóg znalazł Cię przede mną."
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-12, 09:12
A mnie ten film powalił. I to pod każdym względem. Reżyseria, scenariusz i muzyka – Nick Cave, zdjęcia – Benoit Delhomme, ten który sfilmował „Zapach zielonej papai” i „Rykszarza” – niezapomniane filmy właśnie pod względem fantastycznych zdjęć. „The Proposition” – to następny wielki film tego operatora. Z pewnością duża zasługę ma tu sama specyficzna przyroda australijska, jej nieziemskie pejzaże. Ale też trzeba było sporego artysty, aby dokonać odpowiednich ujęć w takim a nie innym oświetleniu, by niemal z każdego kadru filmu zrobić dzieło sztuki.
„Propozycja” to western, a właściwie – eastern, australijski, z akcją osadzoną w końcu XIX wieku. Czyli, to do czego jesteśmy w tym gatunku filmowym przyzwyczajeni: osadnictwo białych na zdobycznym obcym lądzie, bezprawie i polowania na rdzennych mieszkańców, w tym przypadku – Aborygenów, w celach ich eksterminacji. Na tym krwawym, zdegenerowanym tle ówczesnej dzikiej Australii, gdzie wydawałoby człowiek sięgnął dna, możemy jednak obserwować kiełkowanie zwycięstwa pewnych wartości. Jedną z nich, podstawową, jest oczywiście miłość (małżeństwo Stanley’ów) i więzy rodzinne, które jednak czasem trzeba poświęcić w imię jeszcze wyższych idei, np. człowieczeństwa.
Jako że twórcą scenariusza i ścieżki dźwiękowej do filmu jest Nick Cave, tak więc wychodzi, że „Propozycja” to przepiękna, malownicza, surowa ale i bardzo liryczna ballada o trzech samotnych braciach Burnsach, których serca upodobniły się do skał, dających im schronienie, namiastkę domu rodzinnego.
Film jak dla mnie doskonały, w każdej warstwie: fabularnej – mamy tu niemal wszystkie wątki dramaturgiczne; wizualnej – tej scenerii, tych zdjęć niczym obrazów malarskich, nawet nie da się opisać, to trzeba zobaczyć; muzycznej, często przeplatanej nutami oryginalnej twórczości Aborygenów – ta sama uwaga – to trzeba słyszeć. No i gra aktorów (Ray Winstone, Guy Pearce, Danny Huston, John Hurt). I wreszcie jakaś godna westernu charakteryzacja, to nie są przystojni wymuskani amerykańscy kowboje, charakteryzacja jest bezwzględna- aktorzy są brudni, mają brzydkie zęby, zlepione łojem włosy, „czuje się” przez ekran, że śmierdzą. Dobry dobór typów urody statystów, a obsadzenie głównej roli kobiecej eteryczną (i wreszcie szczęśliwie tu zakochaną w mężu wartym jej uczucia) Emily Watson – wszystko to sprawia, że film jest naprawdę wyjątkowy.
Warto wspomnieć jeszcze o jednym. Czołówkę filmu stanowią napisy na tle oryginalnych starych zdjęć z końca XIX i początku XX wieku, czyli okresu tzw. „ucywilizowywania”, albo - nazwijmy to po imieniu: eliminowania Aborygenów, który, jak wiem, był nieludzko okrutny. Bodaj do dnia dzisiejszego niedobitki rdzennej ludności australijskiej nie są ujętę w żadnych oficjalnych państwowych statystkach, jakby w ogóle nie istniała. Te zdjęcia, to wspaniały gest ze strony realizatorów w kierunku resztek tubylców jakie się ostały na tym kontynencie.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Wiek: 30 Dołączył: 17 Lis 2008 Posty: 5335 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-15, 19:33
stig_helmer napisał/a:
Niektórzy porównują do czasu apokalipsy
Fakt, w obu tych filmach mamy do czynienia z bardzo inteligentnym człowiekiem, który pławi się w przemocy i nadaje jej formę niemal artystyczną.
stig_helmer napisał/a:
Wszystko jest tu dośc oniryczne,żadnych ułatwień,wymaga od widza skupienia etc.
Dlatego właśnie nie jest to łatwy film.
Ogólnie podobało mi się. Ale nie będę was czarował - wielu ten obraz może nie usatysfakcjonować. Jeżeli będziecie to oglądać z nastawieniem na pełnokrwisty western to raczej go nie dostaniecie. Tu bardziej chodzi o klimat, obraz, muzykę i niesamowity australijski pejzaż. Jedne z bardziej znaczących momentów to przemówienia Arthura Burnsa oraz zachody słońca. No właśnie - barwy tego filmu są po prostu magiczne. Dla mnie osobiście ciekawym wydał się też cały ten motyw cywilizowania Australii rozgrywający się niejako w tle. Wiadomo, narosło wokół tego sporo mitów, a mam wrażenie, że tutaj pokazano to bez tej całej mitologii zagłady. No i te przeklęte, brytolsko-irlandzkie mordy, jakby wyciosane w lipowym drewnie. Naprawdę świetny dobór aktorów.
Podsumowując - dla ciekawych ale raczej otrzaskanych kinomanów. Moim zdaniem warto.
_________________ tell me what you don't like about yourself
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3669 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-19, 10:31
Rzeczywiście, znakomity film. Jak na porządny anty(w)eastern przystało, sprawy dobra i zła są odpowiednio pogmatwane, dochodzi do ważenia racji i jak się okazuje biali osadnicy wcale nie dysponują wyższymi racjami moralnymi nad tymi, których próbują przeciągnąć na swoją stronę czy też zwyczajnie zwalczają. Oprócz świetnych zdjęć i oprawy muzycznej, o których wspominacie powyżej, film błyszczy znakomitym doborem aktorów. Świetnie wypadł tu Ray Winstone w roli Kapitan Stanley'a. W "Propozycji" możemy poznać inne, bardziej sympatyczne oblicze tego aktora, jakże różne od tego, które pokazał w "Nic doustnie". Emily Watson, jak zawsze znakomicie - chyba już wszystkich zdążyła przyzwyczaić, że nie schodzi poniżej wysokiego poziomu gry aktorskiej. Guy Pearce - ten facet z tego, co widzę nie gra w słabych filmach. Najbardziej jednak rozpieprza Danny Huston w roli psychopaty. Wszyscy wielbiciele filmowych psycholi powinni być tą kreacją usatysfakcjonowani. Nie widziałem czegoś takiego od dawna, chyba od czasu "Milczenia owiec". Film, choć znakomity, nie ustrzegł się kilku błędów i muszę się zgodzić ze stig_helmerem, że niektóre postaci są jakby niedopisane. Nie wiadomo na czym ma polegać rola Johna Hurta w tym filmie, ale też, wydaje mi się, mgliście rysuje się sprawa z najmłodszym z braci Burnsów. To nie jest najlepiej napisana postać i tak naprawdę ciężko mi zrozumieć co powodowało postępowaniem kapitana Stanley'a i na podstawie czego wykombinował on sobie swoją wersję sprawiedliwości. Jeśli młody dopuścił się tych wszystkich strasznych czynów, nie widzę powodów dla których miałby uniknąć stryczka. A końcówka świetna - nie mogła być inna. Nie mogę zgodzić się z didi18, w moim odczuciu znakomicie podkreśla wymowę filmu.
Jak najbardziej polecam.
A tak swoją drogą, John Hillcoat - najpierw "Propozycja", później "Droga". Ambitnie i z powodzeniem sobie poczyna. Jak tak dalej pójdzie, może być ciekawie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach