FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Propozycja
Autor Wiadomość
Arbuz 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1074
Skąd: K-rz G.
Wysłany: 2008-12-01, 23:52   Propozycja

Propozycja / The Proposition
reż. John Hillcoat (Australia, UK 2005)

Koniec XIX wieku, Australia. Kapitan Stanley wraz ze swoimi ludźmi urządza zasadzkę na gang braci Burns. W wyniku tej akcji w jego ręce trafia dwójka braci - Charlie i Mike. Gang jest oskarżony o napad na farmę Hopkinsów, brutalny gwałt na ciężarnej pani Hopkins i wymordowanie calej rodziny. Artur Burns, najstarszy z braci i mózg całej szajki, ukrywa się gdzieś w górach na pustyni. Kapitan Stanley daje Charliemu propozycję nie do odrzucenia: ma odnaleźć swojego brata i go zabić, bo w przeciwnym wypadku Mike zostanie powieszony.

Scenariusz Nick Cave, Stanleya gra Ray Winstone. Dobre kino.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 15:40, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
stig_helmer 
użytkownik zbanowany


Wiek: 27
Dołączył: 28 Lis 2008
Posty: 446
Skąd: Oleśnica
Wysłany: 2008-12-02, 11:18   

No bardzo dobry film .Niektórzy porównują do czasu apokalipsy (chodź nad wyrost moim zdaniem).Niestety scenariusz kuleje warsztatowo(takich rzeczy się uczy a Cave najwyraźniej nie miał okazji : ).Niektóre postacie są ''nie napisane'' vel bontyhunter grany przez Hurta. Nawet błędy montażowe wychwyciłem.Mimo wszystko to jeden z najlepszych westernów (czy jak kto woli anty westernów albo westernów metafizycznych) po 2000 roku. Najważniejsze że to jest ''kino'' bezkompromisowo celujące w jakąś wyższą półkę.Wszystko jest tu dośc oniryczne,żadnych ułatwień,wymaga od widza skupienia etc.Soundtrack genialny,dzieki niemu ciarki chodzą po ciele.

Z Australijskich westernów polecam jeszcze "Tracker":
http://www.forum-filmowe.pl/topics18/265.htm
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-04-01, 16:31, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
didi18 
bywalec



Dołączył: 04 Lip 2010
Posty: 103
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-11, 23:11   

Film nie powalił na kolana, ale tez nie był to jakiś gniot, zawiodła mnie końcówka, liczyłem na ostre sceny bez bohaterstwa :foch: i trzeba przyznać soundtrack :fingerok: . Śmiało można zobaczyć.
_________________
"Jest kilka rzeczy na tym świecie, które są dla mnie święte. Moi przyjaciele, moje pieniądze, moja kobieta. Jeżeli zranisz którąkolwiek z nich, módl się, by Bóg znalazł Cię przede mną."
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1652
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-08-12, 09:12   

A mnie ten film powalił. I to pod każdym względem. Reżyseria, scenariusz i muzyka – Nick Cave, zdjęcia – Benoit Delhomme, ten który sfilmował „Zapach zielonej papai” i „Rykszarza” – niezapomniane filmy właśnie pod względem fantastycznych zdjęć. „The Proposition” – to następny wielki film tego operatora. Z pewnością duża zasługę ma tu sama specyficzna przyroda australijska, jej nieziemskie pejzaże. Ale też trzeba było sporego artysty, aby dokonać odpowiednich ujęć w takim a nie innym oświetleniu, by niemal z każdego kadru filmu zrobić dzieło sztuki.
„Propozycja” to western, a właściwie – eastern, australijski, z akcją osadzoną w końcu XIX wieku. Czyli, to do czego jesteśmy w tym gatunku filmowym przyzwyczajeni: osadnictwo białych na zdobycznym obcym lądzie, bezprawie i polowania na rdzennych mieszkańców, w tym przypadku – Aborygenów, w celach ich eksterminacji. Na tym krwawym, zdegenerowanym tle ówczesnej dzikiej Australii, gdzie wydawałoby człowiek sięgnął dna, możemy jednak obserwować kiełkowanie zwycięstwa pewnych wartości. Jedną z nich, podstawową, jest oczywiście miłość (małżeństwo Stanley’ów) i więzy rodzinne, które jednak czasem trzeba poświęcić w imię jeszcze wyższych idei, np. człowieczeństwa.
Jako że twórcą scenariusza i ścieżki dźwiękowej do filmu jest Nick Cave, tak więc wychodzi, że „Propozycja” to przepiękna, malownicza, surowa ale i bardzo liryczna ballada o trzech samotnych braciach Burnsach, których serca upodobniły się do skał, dających im schronienie, namiastkę domu rodzinnego.
Film jak dla mnie doskonały, w każdej warstwie: fabularnej – mamy tu niemal wszystkie wątki dramaturgiczne; wizualnej – tej scenerii, tych zdjęć niczym obrazów malarskich, nawet nie da się opisać, to trzeba zobaczyć; muzycznej, często przeplatanej nutami oryginalnej twórczości Aborygenów – ta sama uwaga – to trzeba słyszeć. No i gra aktorów (Ray Winstone, Guy Pearce, Danny Huston, John Hurt). I wreszcie jakaś godna westernu charakteryzacja, to nie są przystojni wymuskani amerykańscy kowboje, charakteryzacja jest bezwzględna- aktorzy są brudni, mają brzydkie zęby, zlepione łojem włosy, „czuje się” przez ekran, że śmierdzą. Dobry dobór typów urody statystów, a obsadzenie głównej roli kobiecej eteryczną (i wreszcie szczęśliwie tu zakochaną w mężu wartym jej uczucia) Emily Watson – wszystko to sprawia, że film jest naprawdę wyjątkowy.

Warto wspomnieć jeszcze o jednym. Czołówkę filmu stanowią napisy na tle oryginalnych starych zdjęć z końca XIX i początku XX wieku, czyli okresu tzw. „ucywilizowywania”, albo - nazwijmy to po imieniu: eliminowania Aborygenów, który, jak wiem, był nieludzko okrutny. Bodaj do dnia dzisiejszego niedobitki rdzennej ludności australijskiej nie są ujętę w żadnych oficjalnych państwowych statystkach, jakby w ogóle nie istniała. Te zdjęcia, to wspaniały gest ze strony realizatorów w kierunku resztek tubylców jakie się ostały na tym kontynencie.
_________________
"Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-15, 19:33   

stig_helmer napisał/a:
Niektórzy porównują do czasu apokalipsy

Fakt, w obu tych filmach mamy do czynienia z bardzo inteligentnym człowiekiem, który pławi się w przemocy i nadaje jej formę niemal artystyczną.

stig_helmer napisał/a:
Wszystko jest tu dośc oniryczne,żadnych ułatwień,wymaga od widza skupienia etc.

Dlatego właśnie nie jest to łatwy film.


Ogólnie podobało mi się. Ale nie będę was czarował - wielu ten obraz może nie usatysfakcjonować. Jeżeli będziecie to oglądać z nastawieniem na pełnokrwisty western to raczej go nie dostaniecie. Tu bardziej chodzi o klimat, obraz, muzykę i niesamowity australijski pejzaż. Jedne z bardziej znaczących momentów to przemówienia Arthura Burnsa oraz zachody słońca. No właśnie - barwy tego filmu są po prostu magiczne. Dla mnie osobiście ciekawym wydał się też cały ten motyw cywilizowania Australii rozgrywający się niejako w tle. Wiadomo, narosło wokół tego sporo mitów, a mam wrażenie, że tutaj pokazano to bez tej całej mitologii zagłady. No i te przeklęte, brytolsko-irlandzkie mordy, jakby wyciosane w lipowym drewnie. Naprawdę świetny dobór aktorów.

Podsumowując - dla ciekawych ale raczej otrzaskanych kinomanów. Moim zdaniem warto.
_________________
tell me what you don't like about yourself
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 3669
Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-19, 10:31   

Rzeczywiście, znakomity film. Jak na porządny anty(w)eastern przystało, sprawy dobra i zła są odpowiednio pogmatwane, dochodzi do ważenia racji i jak się okazuje biali osadnicy wcale nie dysponują wyższymi racjami moralnymi nad tymi, których próbują przeciągnąć na swoją stronę czy też zwyczajnie zwalczają. Oprócz świetnych zdjęć i oprawy muzycznej, o których wspominacie powyżej, film błyszczy znakomitym doborem aktorów. Świetnie wypadł tu Ray Winstone w roli Kapitan Stanley'a. W "Propozycji" możemy poznać inne, bardziej sympatyczne oblicze tego aktora, jakże różne od tego, które pokazał w "Nic doustnie". Emily Watson, jak zawsze znakomicie - chyba już wszystkich zdążyła przyzwyczaić, że nie schodzi poniżej wysokiego poziomu gry aktorskiej. Guy Pearce - ten facet z tego, co widzę nie gra w słabych filmach. Najbardziej jednak rozpieprza Danny Huston w roli psychopaty. Wszyscy wielbiciele filmowych psycholi powinni być tą kreacją usatysfakcjonowani. Nie widziałem czegoś takiego od dawna, chyba od czasu "Milczenia owiec". Film, choć znakomity, nie ustrzegł się kilku błędów i muszę się zgodzić ze stig_helmerem, że niektóre postaci są jakby niedopisane. Nie wiadomo na czym ma polegać rola Johna Hurta w tym filmie, ale też, wydaje mi się, mgliście rysuje się sprawa z najmłodszym z braci Burnsów. To nie jest najlepiej napisana postać i tak naprawdę ciężko mi zrozumieć co powodowało postępowaniem kapitana Stanley'a i na podstawie czego wykombinował on sobie swoją wersję sprawiedliwości. Jeśli młody dopuścił się tych wszystkich strasznych czynów, nie widzę powodów dla których miałby uniknąć stryczka. A końcówka świetna - nie mogła być inna. Nie mogę zgodzić się z didi18, w moim odczuciu znakomicie podkreśla wymowę filmu.
Jak najbardziej polecam. :fingerok:

A tak swoją drogą, John Hillcoat - najpierw "Propozycja", później "Droga". Ambitnie i z powodzeniem sobie poczyna. Jak tak dalej pójdzie, może być ciekawie.
_________________
Miód pszczeli z własnej pasieki
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe

e-mail: admin@forum-filmowe.pl
[ kontakt, współpraca, wymiana bannerów, zapytania, uwagi, reklama ]

Page Ranking Tool stat4u