Film opowiada historię Maxa, 30-letniego młodego faceta żyjącego z drobnych kradzieży i włamań. Robi to łamiąc zasady włamywaczy, ponieważ włamuje się do swoich sąsiadów na ulicy i do pobliskich sklepów. Podczas jednej z takich akcji przypadkiem jest świadkiem wyroku śmierci wykonywanego przez profesjonalnego zabójcę. Niepozorny, starszy i siwiejący brodacz - monsieur Wagner okazuje się jednak sprytniejszy i odkrywa, że miał świadka swojej pracy. Odnajduje on Maxa, zdobywa sprytnie zaufanie matki i zamiast likwidować postanawia wprowadzić go w "zawód" zabójcy. Robi to na przypadkowo wybranym sąsiedzie Maxa - wykonanie wyroku na jęczącym i krwawiącym staruszku jest jednak trudnym zadaniem. Ma też być dla niego swoistym chrztem zawodowym. Nowy adept ponurego fachu przez przypadek wciąga jeszcze Mahdiego - nastoletniego złodziejaszka do nowych zleceń .... Dobry, łamiący schematy film o znaczeniu śmierci, o beznadziei, o samozagładzie. Zachęcam, ale tylko widzów o mocnych nerwach.
Nie widziałem jeszce tematu o tym filmie tutaj, ani też nie przypominam sobie żeby była o nim dyskusja na pewnym poprzednim forum. Bywa surowo i brutalnie. Najciekawsza jest chyba postawa nastolatka który chce zostać zabójcą. Polecam tym którzy jeszcze nie widzieli.
Poprawiłam temat, żeby było wiadomo o który film chodzi - Eva.
_________________ My name is Barbie... Klaus Barbie
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 15:22, w całości zmieniany 7 razy
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-12, 00:19
Ty jesteś, kurczę, pewien, że opis odnosi się do tego filmu? Czy może zdarza się, że w danym roku (1995) dwa te same kraje (Francja + USA) kręcą dwa różne filmy pod identycznym tytułem?
Bo ten "Assassins" z 1995, francusko-amerykański, opowiada o czymś zupełnie innym... Czytam ten Twój opis, czytam, czytam i zastanawiam się, co mi nie gra. A nie gra mi to, że w "Assassins" nie ma żadnego Maxa ani Mahdiego. Jest za to Sylwester Stallone, Antonio Banderas i Julienne Moore - i jest to, btw, świetny film.
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-12, 00:25
Ok, już wiem, o co chodzi, źle wpisałeś zarówno rok produkcji (1997) jak i tytuł filmu (różnica między "Assassins/Zabójcy" a "L'assassin(s)/Zabójca(y)" jest zasadnicza). Na przyszłość zwróć uwagę na takie detale.
Mój pierwszy merytoryczny post i to o filmie, który spłynął po mnie jak po kaczce. Ciekawy pomysł, ale nie wykorzystano potencjału. Trochę brutalności. Zapadająca scena nieco łopatologiczna, ale ładna pod względem estetyki:
Spoiler:
Zabójca idzie ulicą i znikając w ciemności na chwilę pojawia się na jego sylwetce diabli ogon.
Wiek: 26 Dołączyła: 17 Lis 2008 Posty: 2103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-25, 15:47
Mam nadzieję, że teraz będzie już jasne, o którym filmie tutaj rozmawiamy. Zainteresowanych dyskusją o "Zabójcach" Richarda Donnera zapraszam tutaj: http://www.forum-filmowe.pl/topics18/463.htm
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach