Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-29, 17:20 Lokator
Lokator
reż. Roman Polański (Francja, USA 1976)
Zrealizowana w rekordowym tempie (16 tygodni od rozpoczęcia prac nad scenariuszem do ukończenia montażu), piękna i zarazem przerażająca ekranizacja powieściowego debiutu klasyka czarnego humoru Rolanda Topora. Skromny 30-letni urzędnik Trelkovsky wynajmuje w mieszczańskiej, paryskiej kamienicy mieszkanie, którego poprzednia lokatorka Simone Choul próbowała popełnić samobójstwo. W normalną, codzienną zwyczajność bohatera powoli, niepostrzeżenie wsącza się coś dziwnego, szalonego i w końcu groźnego. Samotny i nieśmiały Trelkovsky odczuwa coraz większy lęk przed agresywnym i wrogim - w jego odczuciu - otoczeniem, a jednocześnie... coraz większą fascynację Simone Choul. Chroniąc się przed nieprzychylnym mu światem zewnętrznym stopniowo popada w szaleństwo.
Trzeci z kolei film Romana Polańskiego (po "Wstręcie" i "Dziecku Rosemary") wchodzący w skład tzw. "trylogii apartamentowców". Temat zakładam głównie po to, aby poznać Waszą opinię na jego temat, bowiem od jakiegoś czasu spotykam się z coraz bardziej krytycznymi uwagami na jego temat. Nie mogę się z nimi zgodzić. Film rewelacyjny, w niczym nie ustępujący pozostałym częściom trylogii, a może nawet najstraszniejszy z nich wszystkich. Fantastyczne i przerażające studium szaleństwa, ze znakomitymi zdjęciami Nykvista, świetnym tematem muzycznym i scenariuszem, doskonale przenoszącym niedługie opowiadanie Topora "Chimeryczny lokator" na ekran filmowy. Film kapitalnie wprowadza widza w świat paranoidalnych rojeń głównego bohatera, ale może być też potraktowany jako ilustracja dla pojawiającej się czasami, okropnej ludzkiej właściwości polegającej na ciągłej gotowości do włażenia z buciorami w czyjeś życie, robienia sobie nawzajem mniejszych lub większych złośliwości, wizji w której zawsze dostaje się słabszym (stosunki międzysąsiedzkie zostały pokazane w bardzo negatywnym świetle, jak na przykład cała sprawa sąsiadki zbierającej podpisy). Nie będę się tu rozpisywał, tym bardziej, że mam pod ręką artykuł idący podobnym tropem: KLIK , KLIK , KLIK.
Na szczególną uwagę zasługuje obsada, bowiem główną rolę w tym filmie zagrał nie kto inny, tylko sam jego twórca Roman Polański. Gdybym był redaktorem jakiegoś Washington Posta czy czegoś w tym stylu, ten film właśnie by otrzymał ode mnie znaczek »»Absolutely terrifying««. Znakomitość. Ścisły top romanowych filmów.
Trzeba przyznać, że cała trylogia jest bardzo równa, wszystkie filmy są świetnie napisane, wyreżyserowane i mają kapitalny klimat, więc trudno jest wybrać najlepszy, czy najstraszniejszy z nich. Chociaż jeśli już bym musiał któryś wskazać, to jednak moim faworytem byłby "Wstręt", najbardziej paranoiczny z całej trójki, gdzie psychoza bohaterki jest prawie namacalna i chyba jedyny wśród tych filmów, gdzie naprawdę momentami się bałem, natomiast roli Catherine Deneuve nie przebije Polański z panią Farrow razem wzięci. Nie zmienia to jednak faktu, że "Lokator" to też świetny film i w żadnym razie nie odbiega poziomem od reszty, jeśli już tak bardzo chcesz znać moją opinię . Poprzez klimat i motyw osaczenia bohaterów przez otoczenie, zdecydowanie najbliżej mu do "Dziecka Rosemary", bo "Wstręt" już inaczej podchodzi do tematu, tam bohaterka właściwie sama się izoluje od świata za sprawą swoich urojeń, które się przewijają przez całą trylogię.
Na podsumowanie "Lokatora" wystarczą te słowa:
jazu napisał/a:
Znakomitość. Ścisły top romanowych filmów. Znać trzeba.
Amen
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-10-30, 14:18
smoke napisał/a:
"Wstręt" już inaczej podchodzi do tematu, tam bohaterka właściwie sama się izoluje od świata za sprawą swoich urojeń
Na dobrą sprawę Trelkowski również sam się izoluje. Jedynie Mia Farrow w "DR" się nie izolowała i próbowała nakryć i stawić opór spiskowcom. Jedynie tam przewija się "nić dwuznaczności" (za Romanem). Tu i we "Wstręcie" sytuacja jest jasna - bohaterowie mają problem ze sobą. Inna sprawa, jakimi są ludźmi. Trelkowski jest wzorcowym przykładem zaprzeczenia "psychola" przemieniającego się o północy w Kubę Rozpruwcza.
Na dobrą sprawę Trelkowski również sam się izoluje. Jedynie Mia Farrow w "DR" się nie izolowała i próbowała nakryć i stawić opór spiskowcom. Jedynie tam przewija się "nić dwuznaczności" (za Romanem). Tu i we "Wstręcie" sytuacja jest jasna - bohaterowie mają problem ze sobą.
Faktycznie, po odświeżeniu pozostaje mi tylko przytaknąć. Trelkowski ma ewidentnie problem ze sobą, natomiast jego otoczenie sąsiedzkie na pewno mu w tym problemie nie pomaga, a jedynie utwierdza go w jego własnej i urojonej teorii spiskowej. Podobnie jak w DR to otoczenie wywiera na niego pewną presję, próbując w ten sposób determinować jego zachowanie, a to "woda na młyn" dla paranoi Trelkowskiego, co przynosi w konsekwencji takie, a nie inne skutki. Niby chce i próbuje walczyć z "zewnętrznym wrogiem", tymi "innymi", ale kończy się na walce z samym sobą, bo tak naprawdę żaden wróg nigdy nie istniał, ani też nikt nie czyhał na jego życie.
_________________ Bez bólu nie ma satysfakcji.
Wszystkie te chwile przepadną w czasie niczym łzy w deszczu... Pora umierać.
Dołączyła: 27 Lis 2009 Posty: 1652 Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2010-10-31, 10:27
Powtórzyłam, po długich latach. Rzeczywiście - film poruszający, prawdziwe studium schizofrenii paranoidalnej. Ale nie tylko, także pod względem ukazania, jak słaba jest ludzka psychika człowieka wrażliwego, jak łatwo mogą nią zawładnąć i zniszczyć inni. Chciałabym zwrócić uwagę na przeciwieństwo Trelkovskiego, jego kumpla z pracy, Scope'a, granego (świetnie) przez Benarda Fressona. W jaki sposób on podchodzi do życia, i sąsiadów, przychodzących do niego ze skargami na hałas, jakiego się ponoć dopuszcza. Niestety, nie są to ciche uniżone pertraktacje, jakie prowadzi Trelkowvky ze swoimi sąsiadami. Jak więc wyważyć uprzejmość i wrażliwość na komfort życia drugiego człowieka, ze swoją wrażliwością i komfortem swojego życia. Gdzie jest ta granica grzeczności, której nie można przekroczyć, by czuć się człowiekiem uprawnionym do takich samych praw jak sąsiad, czy inny człowiek.
Niestety, żyjemy w świecie ludzi, z których wielu, jeśli nie każdy, dąży do dominacji, zajęcia dla siebie jak największej przestrzeni, zarówno tej fizycznej, dosłownej, jak i w przenośni, - duchowej, psychicznej, dającej władzę nad drugim. Słabszy psychicznie skazany jest na różnego rodzaj klęski (poczucie niższej wartości, osamotnienie, etc.). Trelkovsky już na wstępie, z powodu swego nazwiska, zdradzającego jego pochodzenia, skazany jest na nieufność, i tak mu już obcego, społeczeństwa, czuje się wyizolowany, nie ma tej swobody bycia, jaką mają jego znajomi. Do tego dochodzą pewne cechy psychofizyczne: nieduży facet, nieśmiały (widzimy, jak zachowuje się w relacjach z kobietami), zapewne "dobrze wychowany" w domu - to znaczy tak, żeby nikomu broń boże nie przeszkadzać własną osobą, każdemu usuwać się z drogi, absolutnie nie roszczeniowy, cichy i pokornego serca- jednym słowem, taki człowiek nie zjednuje sobie szacunku, a tym bardziej szacunku podszytego strachem, taki osobnik, nie ma cech dominatora, to jest potencjalna ofiara, którą można zaszczuć i zniszczyć.
Być może, nie wiem, jak to było faktycznie, nie czytałam żadnych recenzji filmu ostatnio, z biografii Polańskiego nie pamiętam, żeby coś na ten temat wspominał... Być może Polański zobaczył w Trelkovskim faceta, jakim w żadnym wypadku nie mógł się stać, żeby nie zginąć w świecie, a już tym bardziej na Zachodzie. Być może miał on wszystkie jego cechy, które musiał zwalczyć, żeby przeżyć. I chyba mu się udało. Ludzie po śmierci Sharon Tate, myśleli, może nawet liczyli na to, że on zwariuje, zabije się, zaszyje w jakiejś samotni, przestanie pracować, a on nie! By nie przegrać ze śmiercią, rzucił się w wir życia, a nawet erotyki, podniósł wysoko, hardo głowę i przeżył. Wielu się to nie spodobało. Pamiętają mu to do dziś.
Film ponadczasowy, daje do myślenia, a przynajmniej powinien dawać, także przyszłym rodzicom, jak nie wychowywać swoich pociech, by nie wyrośli z nich w przyszłości potencjalni Trelkovscy.
_________________ "Ludzie biorą mnie za intelektualistę. Chyba dlatego, że noszę okulary" /Woody Allen/
http://babkafilmowa.blogspot.com/
Widziałem raz dawno temu (będąc niedługo po seansie Chinatown i Dziecka Rosemary) i pamiętam, że średnio mi się spodobał jako całość, chociaż szczegółów już nie pomnę. Jakoś niezbyt mam ochotę do tego wracać, więc wstrzymam się z oceną.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Dziwna, acz cholernie wciągająca historia ze świetnym zakończeniem. Dawno to oglądałem, więc nie będe się silił na jakieś głębsze wywody, ale wiem że po seansie czułem się zmiażdżony i przytłoczony tym co co widziałem, a to świadczy tylko o geniuszu tego obrazu. Polański już nigdy potem nie zrobił czegoś równie dobrego.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2010-12-03, 12:21
Simpson napisał/a:
po seansie czułem się zmiażdżony i przytłoczony tym co co widziałem, a to świadczy tylko o geniuszu tego obrazu. Polański już nigdy potem nie zrobił czegoś równie dobrego.
I to jest właściwa reakcja na prawdziwie dobre kino!
W innym temacie napisałem, że "Pianista", to najlepszy z filmów Romana, ale tak do końca nie jestem co do tego przekonany. "Trylogia apartamentowa" jest niepowtarzalna i ma w sobie to coś. "Lokator" w ogóle nie odstaje od swoich dwóch znakomitych poprzedników. Jeszcze może dodam, że "Lokator" to przykład ekranizacji doskonałej, tzn. takiej która dorównuje pierwowzorowi książkowemu. Film jest równie znakomity jak krótka powieść Topora.
Mimo tego że początek się trochę dłużył, jestem pod dużym wrażeniem tego filmu. Było ciekawie, trochę przerażająco, schizofrenia głównego bohatera została pokazana w intrygujący sposób. Trelkowsky od momentu zamieszkania w kamienicy zaczyna popadać w obłęd, dookoła niego dzieją się dziwne rzeczy, ma wrażenie, że wszyscy chcą zmienić go w poprzednią lokatorkę i sprawić, by także popełnił samobójstwo skacząc z okna. W dodatku mamy niebanalne zakończenie, które można zinterpretować na różne sposoby
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-07-11, 21:46, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-07-13, 12:23
nietamańka napisał/a:
Mimo tego że początek się trochę dłużył, jestem pod dużym wrażeniem tego filmu.
W ogóle się nie dłużył. Tzn. rozumiem, że tak na to możesz patrzeć, bo dopiero od pewnego momentu zaczęło się robić naprawdę ciekawie (strasznie), ale te pierwsze sceny też, bardzo potrzebne i znaczące moim zdaniem, pokazujące jakim zalęknionym i próbującym przede wszystkim nikomu nie wadzić osobnikiem był Trelkowski.
nietamańka napisał/a:
W dodatku mamy niebanalne zakończenie, które można zinterpretować na różne sposoby
Wiem, że pierwsze sceny także były potrzebne, jednak w pewnym momencie zaczęło mi brakować akcji, chciałam, żeby właśnie zaczęło się robić naprawdę ciekawie, no i na szczęście doczekałam się
Spoiler:
W zakończeniu Trelkowski leży na łóżku Simone, jest zabandażowany tak samo jak ona, nie ma zęba. Zastanawiałam się nad tym i myślę, że można to zinterpretować na różne sposoby. Trelkowski czuł się obco, chciał wkupić się w łaski innych lokatorów, a jako że nie udawało mu się to, zaczął wszędzie widzieć zmowę sąsiadów przeciwko niemu. Czuł się samotny, być może myślał, że nie chcą tam jego, tylko Simone i właśnie próbują go w nią zmienić. Być może też w wyniku obłędu zaczął się w nią przeistaczać, bo sam chciał wkupić się w łaski sąsiadów. W skutek tego skończył tak samo jak ona, skoczył z okna i wylądował w szpitalu też dokładnie w takim samym stanie jak ona, czyli cały obandażowany i bez zęba. Z drugiej strony zastanawia mnie taka wersja, że może mógł od początku widzieć to oczami Simone, że cały czas nią był, albo też, że sąsiedzi faktycznie chcieli go doprowadzić do takiego stanu jak poprzednią lokatorkę, ale ta wersja wydaje mi się mało prawdopodobna.
Wiek: 30 Dołączył: 28 Cze 2010 Posty: 3683 Skąd: z Polski
Wysłany: 2011-07-18, 19:28
nietamańka napisał/a:
Spoiler:
Z drugiej strony zastanawia mnie taka wersja, że może mógł od początku widzieć to oczami Simone, że cały czas nią był, albo też, że sąsiedzi faktycznie chcieli go doprowadzić do takiego stanu jak poprzednią lokatorkę, ale ta wersja wydaje mi się mało prawdopodobna.
Bo jest nieprawdopodobna. Jeśli jeszcze nie widziałaś, polecam Ci "Dziecko Rosemary". Tam zakończenie oplata, jak to ujął sam reżyser, "nić dwuznaczności".
Spoiler:
W "Lokatorze", moim zdaniem, tego nie ma i sytuacja jest oczywista. Tzn. jest to przedstawienie choroby psychicznej, ale oprócz tego, że film opowiada historię szaleństwa, można się w nim dopatrzeć pewnej charakterystyki ludzi zamieszkujących kamienicę, jak i osób z pracy, z którymi przyszło Trelkowskiemu egzystować, tak różniących się stylem bycia od Trelkowskiego, co stało się pośrednią czy bezpośrednią (ciężko stwierdzić) przyczyną jego choroby. Zakończenie jest dwuznaczne dla mnie w takim sensie, że z jednaj strony, "lokator" - wiadomo, Trelkowski w kamienicy. Z drugiej strony, na początku filmu, podczas wizyty w szpitalu u Simone Choulle jest taki ciekawy najazd kamery na rozwarte w krzyku usta Simone. Film kończy takie samo ujęcie, tym razem jednak dotyczące twarzy Trelkowskiego. I ja rozumiem to tak, że te dwa ujęcia dotyczą takiego swego rodzaju "lokatora", który postanawia co jakiś czas - niezupełnie losowo, bo przecież Simone i Trelkowskiego łączyły pewne wspólne doświadczenia czy może nawet bliźniacza historia - zamieszkać sobie w ludzkim ciele.
Dziecko Rosemary widziałam baardzo dawno, niewiele pamiętam, ale chętnie wrócę do tego filmu.
Spoiler:
jazu napisał/a:
I ja rozumiem to tak, że te dwa ujęcia dotyczą takiego swego rodzaju "lokatora", który postanawia co jakiś czas - niezupełnie losowo, bo przecież Simone i Trelkowskiego łączyły pewne wspólne doświadczenia czy może nawet bliźniacza historia - zamieszkać sobie w ludzkim ciele.
Spoiler:
To prawda, że Simone i Trelkowski mieli podobne doświadczenia, ale szczerze mówiąc nie rozpatrywałam tego "lokatora" jako czegoś, co postanawia raz na jakiś czas zamieszkać w ludzkim ciele. Ciekawa interpretacja
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach