Wysłany: 2010-08-09, 14:48 Pewnego razu na Dzikim Zachodzie
Pewnego razu na Dzikim Zachodzie / C'era una volta il West
reż. Sergio Leone (USA, Włochy 1968)
Jill McBain (Claudia Cardinale) przyjeżdża z Nowego Orleanu do swojego męża, który mieszka w małym miasteczku na Dzikim Zachodzie. Kilka dni przed jej przybyciem McBain i jego dzieci z poprzedniego małżeństwa zostają zamordowani przez bandę Franka (Henry Fonda). Jednak o zbrodnię podejrzewany jest Cheyenne (Jason Robards). W tym czasie w okolicy pojawia się tajemniczy człowiek nazywany Harmonijką (Charles Bronson).
Moim zdaniem najlepszy western wszech czasów. Podobnie jak westerny Peckinpaha ("Dzika banda" czy "Pat Garrett i Billy Kid"), jest to film o zmierzchu Dzikiego Zachodu. Kolej żelazna jest tu symbolem postępu i odchodzenia w przeszłość pewnej epoki. Ponadto jest to opowieść o zemście — dopiero w ostatnich scenach filmu dowiadujemy się, o co tak naprawdę chodzi bezimiennemu protagoniście rzępolącemu na harmonijce. Cała masa rewelacyjnych scen, jak chociażby miażdżąca, otwierająca film sekwencja na stacji kolejowej czy końcowy pojedynek między Harmonijką a Frankiem. Doskonałe aktorstwo, seksbomba Claudia Cardinale, Henry Fonda w nietypowej dla siebie roli jako demoniczny szwarccharakter, znakomity Jason Robards jako romantyczny łotrzyk i Bronson — milczący i zagadkowy bezimienny rewolwerowiec, typ postaci znanej chociażby z trylogii dolarowej. Szkoda w sumie, że w filmie nie wystąpił Clint Eastwood, ale Bronson też poradził sobie bardzo dobrze. Genialną muzykę skomponował oczywiście Morricone. Właściwie nie wiem, czy jest sens cokolwiek więcej pisać. To trzeba po prostu zobaczyć.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
O, chciałem topica zakładać właśnie... A film jest najlepszym westernem Leone, chociaż bardziej, hm, poważnym i realistycznym niż Dolarowa Trylogia. Fajnie tutaj jest ukazana ewolucja właściwie każdej postaci: w Trylogii bohaterowie nie przechodzili jakiś przemian charakterowo - światopoglądowych, tu i owszem. A Bronson genialny - mógł po prostu kopiować Eastwooda, a stworzył własną, charakterystyczną postać. Ogólnie, jak to u Leone, arcydzieło. Najsłabszym elementem jest tu czcionka tworząca napis tytułowy :-)
Dla mnie "Dawno temu..." jest również wielkie. Ten film ma w sobie coś z poezji, ta celebracja kulminacyjnych momentów. Dla mnie niezapomniany Sergio pozostaje do dziś niedoścignionym poetą ekranu w czym naturalnie olbrzymia zasługa boskiego Ennio.
Ten film ma w sobie coś z poezji, ta celebracja kulminacyjnych momentów
O to to właśnie. Leone świadomie przeciąga, zwiększa napięcie i delektuje się widokami. A my wraz z nim. Momentami film wygląda wręcz jak obraz.
_________________ "Barbarism is the natural state of mankind. Civilization is unnatural. It is a whim of circumstance. And barbarism must always ultimately triumph." Robert E. Howard
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach