FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Mroczny rycerz
Autor Wiadomość
Father Tucker 
kinomaniak



Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 329
Skąd: Kutno
Wysłany: 2008-12-09, 20:28   

Obejrzałem dopiero dzisiaj i nic nowego nie napiszę - najmocniejszy element w filmie to joker i tyle
realizacja dobra, efekty bajeczne,

biorąc pod uwagę postacie występujące w filmie przychodzi mi do głowy stwierdzenie że to odświeżona i dopracowana do osiągnięcia dzisiejszych standardów wersja jedynki plus lekko dwójki
 
 
Raoul Duke 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 311
Skąd: nvmd
Wysłany: 2008-12-15, 00:00   

Kraken napisał/a:
Mroczny Rycerz imo przerasta nawet Batmany Burtona


Twoje zdanie. Nowy Batman jak dla mnie w niczym nie przerasta dwóch pierwszych części. Jasne że jest lepiej zrealizowany i bardziej efekciarski, ale to nie czyni go lepszym. Przede wszystkim Burton to jeden z moich ulubionych reżyserów i brakuje mi tu tej dziwnej mrocznej i basniowej atmosfery jego filmów. W "The Dark Knight" tego mroku jest zdecydowanie za mało. Joker bardzo dobry, ale Nicholson był w tej roli lepszy, bardziej szalony. W niektóre momenty wkrada sie typowe amerykańskie przynudzanie i wzniosłe przemowy. Troszke się zawiodłem w sumie, chociaż nie oczekiwałem że ten film będzie lepszy niż dzieła Burtona, ktorym już na pewno żadna kolejna część nie dorówna.
Ale scena z ołówkiem to :kult: Joker to najmocniejszy punkt tego filmu.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 31
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 4333
Skąd: Z fali
Wysłany: 2008-12-15, 10:13   

Nie da się ukryć, że to co amerykanie robią z tego filmu to nieporozumienie, a Nolanowi należy się lanie za to jak schrzanił kilka akcji, w tym tę którą ukryłem pod spoilerem. Raczej straciłem już nadzieję, że zekranizują któryś z bardziej interesujących komiksów/serii. Na przykład ten w którym Batman wychodzi na opętanego obsesją, żądzą zemsty wariata. Ale skoro tego nawet z Punisherem nie są w stanie zrobić, to podejrzewam, że to raczej z kategorii "mądrości" producentów. Badziewni producenci się chyba nigdy nie nauczą. Nie chcą filmów świetnych, a już na pewno nie kontrowersyjnych. Chcą schematy które rozumieją i które wypełniają wyniki badań.
A co do samego filmu i jego kultu (przynajmniej w USA) dobrze to ujął gość na imdb:

"TDK was an excellent movie, but it's getting ridiculous how people act as if it's the single crowning achievement in cinematic history and that Nolan should now direct everything from James Bond to Superman to Indiana Jones to getting in a time machine and rewriting Romeo and Juliet.
It's like when you hear a good song on the radio. And then people keep requesting it, so they keep playing it. And eventually you just begin to hate the song because you hear it every two seconds and no one will shut up about it. It's not that the song is bad. It's just that its become this juggernaut of trendy that tramples everything else.
And now every movie is compared to it, regardless of what that movie is trying to accomplish. It's like, "Oh, Punisher sucks compared to TDK." Yeah, and TDK is a kid's movie compared to Platoon. Who cares?"

Raoul Duke napisał/a:
Ale scena z ołówkiem to :kult: Joker to najmocniejszy punkt tego filmu.

 
 
Hell's Angel 
koneser



Dołączyła: 18 Lis 2008
Posty: 576
Skąd: Kattowitz
Wysłany: 2008-12-18, 14:00   

W końcu zobaczylam i co? Jak dla mnie porazka.
Bardziej niz z Batmanem, ten film skojarzył mi sie z Bondem-głównie ze względu na ilośc gadżetów.
Bale jako Batman-może bez głosu byłoby ok. Chyba dobrze, że miała wersję z lektorem. :hahaha:
Joker- wg. mnie w tej roli nie ma nic wybitnego. Owszem- jest dobra, ale żeby wybitna? No chyba tylko dlatego, że jej odtwórca nie żyje.
Całośc filmu mocno średnia i całe szczęście, że nie wydałam na to kasy w kinie!
_________________
Are we living just for pleasure, or for reasons yet unknown?
 
 
 
Thabel 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1435
Skąd: Tichau
Wysłany: 2008-12-18, 15:29   

Hell's Angel napisał/a:
Bardziej niz z Batmanem, ten film skojarzył mi sie z Bondem-głównie ze względu na ilośc gadżetów.


O to to to!
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 29
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 790
Skąd: Poznań
Wysłany: 2008-12-18, 15:44   

Cytat:
W końcu zobaczylam i co? Jak dla mnie porazka.


Gary Oldman tez Ci sie nie podobal? :)
_________________
"Nie słucham tylko łomotu, a dobre brzmienie zawsze docenię."
 
 
Hell's Angel 
koneser



Dołączyła: 18 Lis 2008
Posty: 576
Skąd: Kattowitz
Wysłany: 2008-12-18, 22:02   

Pan Zdzisław napisał/a:
Cytat:
W końcu zobaczylam i co? Jak dla mnie porazka.


Gary Oldman tez Ci sie nie podobal? :)
:)
Gary Oldman zawsze mi sie podoba :love: , ale nawet on nie uratuje tego filmu.
Poza tym w tym filmie tez jakoś tak osiadł na laurach. :(
_________________
Are we living just for pleasure, or for reasons yet unknown?
 
 
 
Erq 
świeżak



Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 11
Skąd: Lublin
Wysłany: 2009-02-18, 21:30   

2005 - Batman Begins
2008 - Batman Ends

Ale, żeby nie kończyć recenzji po czterech słowach i dwóch datach, napiszę czemu tak a nie inaczej.
Gwoli pełnej jasności: nie jestem jednym z tej zgrai, która uważa, że Batman skończył się na Burtonie, choć zdarza mi się za tym czy owym z tamtych Batmanów zatęsknić.

„Batman Ends” to tylko jeden z tytułów, którym z powodzeniem można by „Mrocznego Harcerza” („The Dark Scout”) zastąpić. Drugi to: „Joker Begins”.
Bo chyba nie znajdzie się śmiałek, który zaprzeczy temu, że Ledger ukradł cały film. A tam ukradł – on go sobie wziął, napluł i zjechał sobie na nim pod prąd głównej arterii Gotham grając na mandolinie. A potem zaśmiał się i poszedł na frytki. Bez soli. Na złość.
A nie – nie, nie będę się rozwodził nad zestawieniem Nicholson/Ledger, którym sporo ludzi tak się podnieca. To temat na pracę magisterską a nie na recenzję.

O co mnie się rozchodzi? Ano o to, że Nolan zrobił dobry film a potem kiepski. To są dwa różne filmy o Batmanie. To tak jakby Burton nakręcił swojego pierwszego Batmana a trzy lata później Batmana z Robinem. Rozczarowałby wszystkich i zaprzeczył swojej własnej wizji. To zrobił Nolan.

W pierwszej części mamy Wayne’a ukształtowanego, o skonkretyzowanym światopoglądzie, człowieka, który ostatecznie pokonał swoje fobie, zrozumiał, że najważniejsza jest wola, działanie, że wahanie się oznacza zgubę, przegraną (pamiętne „Training is nothing. Will is everything” wypowiedziane przez Neesona podczas treningu w hacjendzie Ligi Cieni).
A tu? Mamy Wayne’a, który nie wie, co robić, kim być. Mieszać się w wydarzenia jako Batman, czy może wziąć sobie urlop. Nie chce być postrzegany jako bohater, ale chce walczyć z przestępczością. Zupełnie jakby sposób postrzegania jego postaci, jego symbolu, miał być decydujący w całej rozgrywce z kryminalistami Gotham. Ludzie przestaną obwieszczać Batmana jako superbohatera i wtedy mafia pęknie. Tak zdaje się myśleć Wayne. Generalnie ten człowiek ma tutaj więcej rozterek niż każdy z jego otoczenia bliższego lub dalszego.

Przykłady. Alfred – wie co Wayne powinien robić i w każdej sytuacji otwarcie mu to mówi. Ale, że jest jego opiekunem i najbliższym mu człowiekiem – nie potrafi nim porządnie potrząsnąć. Mimo to – wie, co należy. Wie, że działanie, nawet nietrafne, jest dużo lepsze niż płakanie we własny rękaw, że nie jestem dobrym Batmanem etc.
Rachel – choć sama jest w stanie wyjść za mąż z założeniem, że jeśli Wayne przestanie się ciągle Batmanie, to ona do niego wróci zostawiając Denta (kobieta, która myśli w ten sposób, potrzebuje konsultacji medycznej i prawdopodobnie leczenia farmakologicznego), choć myśli właśnie w ten sposób to i tak jest w stanie podjąć decyzję (powiedzieć Dentowi: Tak). Ma więcej jaj pod sukienką niż Wayne pod maską.
Gordon – jest w stanie poświęcić rodzinę, zafundować najbliższym traumatyczne przeżycia po to, żeby Joker poczuł się nieco pewniej i wystawił tyłek. Działa. Gordon nie przestaje działać i nie siedzi po nocach zastanawiając się, jakim jest gliną, robiąc z siebie przy okazji Gothamowego Kordiana.
Luciu – zna granice, jasno i twardo określa co zamierza zrobić, po czym to robi. Jest konsekwentny.
Jak widać, kandydatów do lepszego radzenia sobie z maską jest całe mnóstwo.

W „Początku” Wayne dumnie ogłasza przed samym sobą, że spędził lata między przestępcami, żył jak oni, kradł, głodował, czuł strach jak oni. Ale nigdy nie stał się jednym z nich. Zawsze był sobą i pamiętał o wartościach, jakie wpojono mu w rodzinnej rezydencji. I co? Wystarczył jeden Joker, który robił co chciał, żeby Batman zwątpił, zaprzeczył samemu sobie i stwierdził co następuje: „Zgiń jako bohater albo żyj wystarczająco długo, żeby stać się złoczyńcą”. Lata podróży po świecie, poświęcenia, treningi, poznawanie siebie, wykraczanie poza granice swojej świadomości i własnego organizmu – poszły wpizdu!

On jest tu żałosny.
On nawet nie został upokorzony, on po prostu stał się żałosny, a psy targały go po podłodze (Zdarzało mi się oglądać „Nieustraszonych” gdzie jednym z zadań było przebiegnięcie przez pokój, w którym puszczano dwa rottweilery. Niektórym się udawało. Batmanowi nie. Nie zgarnąłby kasy w „Nieustraszonych”).
Gdyby tak Joker go złamał. Gdyby tak właśnie go porządnie poniżył. Gdyby powalił go na glebę, wytarzał w błocie, ściągnął maskę w sposób, w jaki ściąga się majtki przed krótkim numerkiem, splunąłby w twarz i tak zostawił, i odszedł pogwizdując… Wtedy Wayne może wziąłby się w garść. Chociażby przez wrodzoną zawziętość.
Ale to nie był film o Batmanie. Cała druga część wyraźnie wskazuje na to, że rzezimieszki z kijami, że przeciętni gangsterzy, bandyci z nożami i pistoletami – to jest temat Batmana. Tam wygląda jak rycerz, a jego działania robią spore wrażenie. Joker go przerósł. Nie tylko namieszał mu w psychice, ale uczynił bezradnym. Odebrał mu symbol i podtarł się legendą. Wodził go za nos, a czasami bawił się jak Jigsaw. To był film o Jokerze.
A poza tym: mafia. W pierwszej części mamy mafię jak grzyba układu nerwowego. Miasto choruje, ale operacja jest zbyt skomplikowana, żeby się podjąć usunięcia przyczyn rozkładu. To jest złośliwy nowotwór i jedyną diagnozą dla Gotham jest: rok, może dwa. To był nowotwór, który miał przerzuty nie tylko na inne organy ale nawet na lekarzy i środki znieczulające. Tego doświadczył Wayne. To był świat, którego on się bał, którego nie znał, o którym nie miał pojęcia.
A tu? Mamy zespół nieudaczników grających tak jak im Joker nuty napisze. Z każdej strony dają się podejść jak upośledzone dzieci w piaskownicy. Ten nieuleczalny nowotwór toczący Gotham, syndykat zbrodni, przyczyna i geneza Batmana, zgłasza się do Gordona i prosi o Ibuprom na Jokera. Żal.

Odrobinę straciło też Gotham City, nie tylko wizerunek Batmana. W pierwszej części delikatnie zalatywało steampunkiem (Weynowa kolej, tory w pionie, prześwity w budynkach, przez które przejeżdżał pociąg). W drugiej nic z tego nie pozostało. Tej gothamowej niesamowitości, tej burtonowskiej przytłaczającej wizji miasta straszliwie brakowało. No, ale jak się nie ma co się lubi, krytykuje się co się ma.

Dostaliśmy Batmana, którego dwukrotnie wytargały psy. Który nie potrafi zdobyć kobiety, z którą chciałby być. A jej śmierć nie robi na nim wielkiego wrażenia. Który ciągle zastanawia się kim chciałby być. Który nie wie czy ma się przyznać kim jest, czy może nie. A kiedy ma ku temu okazję – tchórzy. On nie ochrania miasta. On ma zrywy ratowania (jak w momencie, gdy osłonił furgonetkę własnym Lamborghini). Jedyne co przychodzi mu do głowy to otłuc Jokerową mordę, ale tylko wtedy gdy tamten jest skuty i siedzi w Sali przesłuchań. Bo w innych okolicznościach to Joker tłucze jego.
Dostaliśmy człowieka rozterek w 3 lata po tym jak obejrzeliśmy Batmana – człowieka czynu, człowieka, który rozwiał wątpliwości, zrozumiał kim jest i czego chce.
Czyli obejrzeliśmy filmy nie po kolei.

Pierdoły typu: po co Scarecrow? Co dalej z Jokerem (przecież już go nie będzie, ale nie umarł w filmie)? Po co w ogóle Two Face, skoro jego etiuda skończyła się szybciej niż się zaczęła (w dodatku w sposób żenująco banalny)? O co tak naprawdę chodzi w kwestii ścigania Batmana (może o to, żeby się poczuł troszkę dowartościowany)? – to już pozostawiam bez dłuższego komentarza.

Podsumowując, film „Joker Begins” był ciekawy, jeśli pod tym tytułem go rozpatrujemy. Na IMAX-owym ekranie (18x22m) wyglądał miodnie, szczególnie wciągające widoki Gotham z lotu ptaka.
Ledgerowi się udało. To było jego przedstawienie, jego show, jeśli przypomnieć sobie rozkładającego szeroko ręce Freddiego Mercurego.
 
 
 
zander 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 19 Lis 2008
Posty: 320
Skąd: Dolny Śl.
Wysłany: 2009-02-18, 21:35   

Erq napisał/a:
chyba nie znajdzie się śmiałek, który zaprzeczy temu, że Ledger ukradł cały film

zaprzeczam
 
 
Erq 
świeżak



Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 11
Skąd: Lublin
Wysłany: 2009-02-18, 21:39   

zander napisał/a:
Erq napisał/a:
chyba nie znajdzie się śmiałek, który zaprzeczy temu, że Ledger ukradł cały film

zaprzeczam

O argumentach/argumentacji coś szanowny Kolega słyszał, czy będziemy nabijać posty?
 
 
 
Thabel 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1435
Skąd: Tichau
Wysłany: 2009-02-18, 23:06   

Zgadzam się z Erq w 100%.
_________________
There are two kinds of people in this world: Those with loaded guns and those who dig. So dig
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-19, 11:11   

W zasadzie w większości zgodzę się z użytkownikiem "Erq" z tym, że:

1. Joker tylko dlatego mógł jak mówisz ukraść cały film, bo wcześniej wkroczył na ekrany pod mocno już markowym szyldem "Batman". Dopiero dziś można by kręcić filmy pokroju Joker i spółka bo dopiero po kreacji z Mrocznego Rycerze joker wszedł na salony jako główna postać w popkulturowej karuzeli, deklasując nawet samego batmana (który go wcześniej nomen omen wylansował).

2. Należy się zastanowić ile w tym filmie było siły jokera, a ile słabości pozostałych postaci. Silna, wyrazista postać zdecydowanie bardziej odznacza się na tle postaci słabych i bezpłciowych, a słabość pozajokerowych kreacji w Mrocznym Rycerzu jest sprawą raczej bezdyskusyjną. I nie mam tu na myśli samego batmana ale także pozostałe kreacje. Dla porównania weźmy np. takie drugoplanowe kreacje z poprzednich części jak rola Kim Basinger (dziewczyna Batmana), Danny DeVito (człowiek Pingwin) czy Michelle Pfeiffer (catwoman).

3. Zarzucasz batmanowi płaskość i brak blasku z wcześniejszych części. Tylko zauważ, że jak się tak głębiej przyjrzeć to w filmie pt. Mroczny Rycerz batman jest postacią w zasadzie drugoplanową, a postacie drugoplanowe zawsze są zarysowane nieco bardziej trywialnie i schematycznie. Być może nikt nie powiedział tego wprost, przed seansem, ale po wyjściu z kina nikt nie miał wątpliwości, że był to show jednego aktora i jednej postaci. Reszta to w zasadzie (mniej lub bardziej rozbudowane tło), a od tła nie należy oczekiwać zbyt wiele. Ostatecznie Bale to przecież nie jest zły aktor i myślę, że reżyser nie przypadkowo tak właśnie to wszystko poukładał. Albo taki Garry Oldman - czy ktoś w ogóle pamięta, że w Mrocznym Rycerzu grał ów aktor? Jeżeli tak to zostało rozegrane bo po prostu tak wyszło w toku zdjęć i nagle Ledger okazał się aktorem potrafiącym zdeklasować znacznie bardziej uznane gwiazdy światowego kina to jest to przypadek doprawdy niebywały. Ja myślę, że taki właśnie był zamysł twórców by zrobić z tej części batmana istny Joker Show. Choć być może późniejsza eksplozja popularności tej postaci przyćmiła ich najśmielsze oczekiwania.


Joker wybił się na niepodległość. On już nie potrzebuje batmana by móc załapać się na ekran. Nadeszła era, w której to batman może być gościem w jego filmie (i jako nieoficjalne otwarcie tej ery należałoby uznać właśnie "Mrocznego rycerza"). Czy śmierć Ledger'a zatrzyma ten proces? Nie sądzę.
 
 
zander 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 19 Lis 2008
Posty: 320
Skąd: Dolny Śl.
Wysłany: 2009-02-19, 14:18   

Erq napisał/a:
zander napisał/a:
Erq napisał/a:
chyba nie znajdzie się śmiałek, który zaprzeczy temu, że Ledger ukradł cały film

zaprzeczam

O argumentach/argumentacji coś szanowny Kolega słyszał, czy będziemy nabijać posty?


Nie musze nic argumentować, tak po prostu odebrałem ten przecietny film z dobrą rolą Ledgera. Jeśli chodzi o tzw. villains, o wiele większe wrazenie zrobił na mnie Javier Bardem jako Chigurh, bardzo dobra rola w bardzo dobrym filmie.
 
 
Erq 
świeżak



Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 11
Skąd: Lublin
Wysłany: 2009-02-19, 18:45   

BM napisał/a:
Dopiero dziś można by kręcić filmy pokroju Joker i spółka bo dopiero po kreacji z Mrocznego Rycerze joker wszedł na salony jako główna postać w popkulturowej karuzeli, deklasując nawet samego batmana (który go wcześniej nomen omen wylansował)

E-e, nie zgadzam się. Nicholson zagrał postać niesamowicie już parę ładnych lat temu i było to starcie mocnych postaci. Wiele się mówiło o nicholsonowskim Jokerze właściwie do dnia (a nawet wspomnienia jego Jokera ożyły przed premierą) premiery Mrocznego Rycerza. Mało kto pamiętał wzory Jokera z komiksów czy animowanych seriali, Joker kojarzył sie nieodmiennie z Nicholsonem, więc nie zgadzam się, ze popis Ledgera to niesłychane novum.

BM napisał/a:
Silna, wyrazista postać zdecydowanie bardziej odznacza się na tle postaci słabych i bezpłciowych, a słabość pozajokerowych kreacji w Mrocznym Rycerzu jest sprawą raczej bezdyskusyjną.

Tak, ale czy to wina źle, albo celowo byle jak napisanych ról? Wiesz - postaci słabe i bezbarwne można oceniać na dwa sposoby: 1 - Celowe działanie mające na celu wynieść Jokera na piedestał, 2 - kiepsko i na odwal się zagrane role.
Po prostu. Jak wyjaśnisz sugestywnego Batmana z pierwszej części i nie mogącego sie pozbierać emo-Batmana z drugiej? Źle napisaną rolą?
BM napisał/a:
Tylko zauważ, że jak się tak głębiej przyjrzeć to w filmie pt. Mroczny Rycerz batman jest postacią w zasadzie drugoplanową, a postacie drugoplanowe zawsze są zarysowane nieco bardziej trywialnie i schematycznie.

No, tu troszkę poleciałeś z wyobraźnią. Bardzo łatwo powiedzieć o filmie, który nie do końca się udał i taki jest odbiór krytyki i widzów, że to był celowy zamysł. Nie, nie był. Zwiastuny przedstawiały głównie Batmana, tytuł świadczył o skupieniu na postaci Batmana, film był czegoś kontynuacją, rozwinięciem, więc koncepcja nagle nie mogła przejść w drugoplanową dla silnie pierwszoplanowej postaci. Nikt by w to nie uwierzył i nawet, jeśli założymy, że Nolan miał taki zamysł od początku, zupełnie z nim nie trafił, nie był wiarygodny. A jeśli ktoś nie jest wiarygodny w tym co robi - jest w tym kiepski.
Argumentując dalej: Gdyby Batman był drugoplanowcem z zamysłu - byłaby to właśnie postać pokroju Denta czy Gordona (swoją drogą Gordon oldmanowski podobał mi się, to właśnie była robota drugoplanowa z założenia, i taką była na ekranie).

Co do Krzyśka Bale'a - dobrym aktorem jest lub był, albo dobrym aktorem bywa. Mechanik, Equilibrium, American Psycho były dla niego. Popatrz: to były role wypranych z emocji zimnych popaprańców i z jego wyciętą z marmuru twarzą + sepleniącym głosem, wpasowal się w nie idealnie. Ale już Rescue Dawn czy 3:10 to Yuma - Bale nadal ejst zimnym, wypranym z emocji.. itd, ale nie pasuje do filmu. Ocena aktora może być myląca, gdy okazuje się, ze trafił ów aktor w role. Jego umiejętności ściśle pasowały do postaci. A wykroczenie poza schemat sprawia już problemy. Z wypiekami na twarzy czekam na nowego Terminatora, między innymi po to, żeby mieć ostateczne zdanie w kwestii Bale'a.
 
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-19, 20:30   

Erq napisał/a:
E-e, nie zgadzam się. Nicholson zagrał postać niesamowicie już parę ładnych lat temu i było to starcie mocnych postaci. Wiele się mówiło o nicholsonowskim Jokerze właściwie do dnia (a nawet wspomnienia jego Jokera ożyły przed premierą) premiery Mrocznego Rycerza. Mało kto pamiętał wzory Jokera z komiksów czy animowanych seriali, Joker kojarzył sie nieodmiennie z Nicholsonem, więc nie zgadzam się, ze popis Ledgera to niesłychane novum.

A jednak w batmanie Burtona to batman jest rolą pierwszoplanową. Joker został zagrany fenomenalnie - nikt nie ma jednak wątpliwości co do tego, że to jest film pt. Batman.

Erq napisał/a:
więc nie zgadzam się, ze popis Ledgera to niesłychane novum

Nie popis Ledgera lecz cały film pt. Mroczny Rycerz. Tak, taki show jednego aktora to zdecydowane novum. W dodatku aktor, który ten show (dzięki reżyserowi) kreuje nie gra batmana lecz jokera.

Erq napisał/a:
Tak, ale czy to wina źle, albo celowo byle jak napisanych ról? Wiesz - postaci słabe i bezbarwne można oceniać na dwa sposoby: 1 - Celowe działanie mające na celu wynieść Jokera na piedestał, 2 - kiepsko i na odwal się zagrane role.
Po prostu. Jak wyjaśnisz sugestywnego Batmana z pierwszej części i nie mogącego sie pozbierać emo-Batmana z drugiej? Źle napisaną rolą?

Nie - to wina zamysłu reżysera. Uwypuklenie jednej postaci i zepchnięcie do tła pozostałych trudno tłumaczyć przypadkiem. Mroczny rycerz jest wzorowany na pewnym komiksie - nie przypadkiem na jego okładce jest właśnie joker. Tutaj należy się zastanowić dlaczego taki tytuł "Mroczny Rycerz", a nie jak w komiksie "Zabójczy żart"? Moim zdaniem dlatego, że tak łatwiej było wynieść jokera na obecny piedestał. Naprawdę nie przekonasz mnie, że nagle Bale i Oldman (z naciskiem na Bale) stali się kiepskimi aktorami. Dostali przyciasne garnitury aktorskie lecz były one uszyte tak jak sobie życzył reżyser. Oczywiście dopuszczam gdzieś tam teorię, że tak po prostu wyszło ale byłoby to doprawdy zupełnie niebywałe. Niekonsekwencja wobec poprzedniej części? Niekoniecznie. Moim zdaniem należy po prostu traktować Batmana: Początek i Mrocznego Rycerza jako dzieła dosyć autonomiczne obrazujące różne stadia rozwoju komiksu i zawartych w nim postaci.

Erq napisał/a:
No, tu troszkę poleciałeś z wyobraźnią. Bardzo łatwo powiedzieć o filmie, który nie do końca się udał i taki jest odbiór krytyki i widzów, że to był celowy zamysł. Nie, nie był.

Skąd ta pewność? Jak dla mnie to naprawdę najbardziej sensowne wyjaśnienie.

Erq napisał/a:
Zwiastuny przedstawiały głównie Batmana, tytuł świadczył o skupieniu na postaci Batmana, film był czegoś kontynuacją, rozwinięciem...

...i nagle wchodzisz do kina i joker robi Ci psikusa bo z zaskoczenia deklasuje wszystkich rywali. Nawet widza zrobiono tu w konia. Jak dla mnie zabieg po prostu genialny.

Erq napisał/a:
Argumentując dalej: Gdyby Batman był drugoplanowcem z zamysłu - byłaby to właśnie postać pokroju Denta czy Gordona

No nie, niekoniecznie - batman jest postacią quasi drugoplanową ale jednak tytułową. To wokół niego kręci się w znacznej mierze akcja.

Erq napisał/a:
dobrym aktorem jest lub był, albo dobrym aktorem bywa. Mechanik, Equilibrium, American Psycho były dla niego.

Zgadzam się.

Erq napisał/a:
Krzyśka Bale'a

:)

Erq napisał/a:
Ale już Rescue Dawn czy 3:10 to Yuma - Bale nadal ejst zimnym, wypranym z emocji.. itd, ale nie pasuje do filmu

Co do 3:10 się nie zgodzę, on zagrał tam prostego (nawet prostackiego) kowboja z zasadami i zagrał moim zdaniem nieźle, coś jak Ed Harris w Appaloosa - taka konwencja po prostu. O Rescue się nie wypowiadam bo nie widziałem. Ale spoko - niedługo przyjdzie ostateczny test na Bala. Mam na myśli Terminatora Ocalenie. Zakładając, że faktycznie ma jakiś kryzys lub nie potrafi wyjść poza pewną pozę i uwali tę rolę koncertowo (zakładając, że w ogóle cały film nie będzie porażką) to ma już u mnie krechę permanentną. Istnieje jednak duża (moim zdaniem mocno uzasadniona) obawa, że cały terminator 4 będzie klapą, a wtedy to już trudno obwiniać samego aktora.

Erq napisał/a:
Z wypiekami na twarzy czekam na nowego Terminatora, między innymi po to, żeby mieć ostateczne zdanie w kwestii Bale'a.

No właśnie.
(doczytałem po odpowiedzi na poprzedni cytat)
 
 
Eva 
mama muminka



Wiek: 26
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2103
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-19, 20:53   

BM napisał/a:
Czy śmierć Ledger'a zatrzyma ten proces? Nie sądzę.

A ja owszem, sądzę, że śmierć Ledger'a przynajmniej na dobre kilka lat zatrzyma proces rozwoju "Super-Jokera-bohatera własnego filmu". No bo znajdź mi aktora, który zmierzy się z legendą (nie bójmy się tego słowa) Godnego Następcy Nicholsona, Który Zmarł Tragicznie Przed Premierą, Bo Tak Bardzo Wczuł Się W Rolę. Taki Joker musiałby nie dość, że mieć odwagę stanąć twarzą w twarz z kreacją Ledger'a, nie dość, że zagrać lepiej od niego, to jeszcze bez specjalnego powodu poderżnąć sobie gardło na planie zostawiwszy liścik pożegnalny - "chaos zwyciężył ład". Ledger postawił poprzeczkę bardzo wysoko i niestety nie dożył szansy zmierzenia się samemu z własnym dziełem. Gdyby Ledger żył, gdyby zagrał w kolejnej części historii (tym razem oczywiście Mrocznym Rycerzem byłby Joker, a Batman przewijałby się gdzieś w cieniu na trzecim planie), prawdopodobnie nie potwierdziłby swojego geniuszu, jego Joker zostałby zweryfikowany i skrytykowany brutalnie. Ciężko jest utrzymać się na szczycie. Jednym z nielicznych sposobów jest umrzeć i znaleźć na szczycie własny grób. Wtedy z kolei po prostu nie ma jak spaść z piedestału i zostaje się Legendą.
 
 
 
Thabel 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1435
Skąd: Tichau
Wysłany: 2009-02-19, 22:52   

Teraz powinni dać albo aktora typowo komediowego i to z gatunku tych głupich komedii jako Jokera (chociaż Carey IMO zupełnie nie zdał egzaminu w Batmianie), albo naprawdę utalentowanego aktora młodego pokolenia. Jak dla mnie w tym ostatnim zbiorze jest tylko dwóch - Norton i Pitt - i ani jednego ani drugiego nie widzę w tej roli...

...Chyba że Mickey Rourke? Facjatę ma odpowiednią, jest na fali wznoszącej, a pojebanych cwaniaczków niegdyś grał, tyle że już jest stary.
_________________
There are two kinds of people in this world: Those with loaded guns and those who dig. So dig
 
 
Eva 
mama muminka



Wiek: 26
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2103
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-20, 00:17   

Żadnego z wyżej wymienionych bym tu nie widziała. :(
 
 
 
zander 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 19 Lis 2008
Posty: 320
Skąd: Dolny Śl.
Wysłany: 2009-02-20, 10:24   

clint eastwood w diabolicznym makijażu to by było to
 
 
Thabel 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1435
Skąd: Tichau
Wysłany: 2009-02-20, 10:54   



:fingerok:
_________________
There are two kinds of people in this world: Those with loaded guns and those who dig. So dig
 
 
Erq 
świeżak



Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 11
Skąd: Lublin
Wysłany: 2009-02-20, 11:55   

Dobra, a co, jak mamy gest, to róbmy obsadę do 3-go Batmana (albo 2-giego Jokera - wersja BM'a).
Timothy Olyphant jako pan od zagadków (z ambicją do przebicia Careya)
 
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-20, 13:32   

Co do jokera - jest naprawdę masa młodych, utalentowanych amerykańskich (i nie tylko amerykańskich) aktorów, którzy mogli by zagrać tę postać. Hollywood to prawdziwa kopalnia nazwisk (od naszego "przemysłu filmowego" dzielą ich po prostu lata świetlne). Nie wiem kto to będzie ale jak znajdzie się producent chętny do nakręcenia takowego filmu i reżyser nie spartoli sprawy to o obsadę naprawdę bym się nie martwił. Nawet stawiałbym na jakieś mniej znane nazwisko.

Ja bym np z chęcią widział tego pana w tej roli:
http://www.filmweb.pl/o138194/Jonathan+Rhys-Meyers

...ale tak jak mówię - biorąc pod uwagę możliwości amerykańskich producentów to naprawdę może być tych kandydatur całkiem sporo.
 
 
BM 
hurtowy filmożerca



Wiek: 30
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5335
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-20, 13:41   

A tak przy okazji:

Marcin Pietrzyk na FilmWeb napisał/a:
Nigdy więcej Jokera na dużym ekranie?

Joker Nolana pozował na anarchistę rozwalając system z kultowym już pytaniem "Why so serious?". Jednak fani bohatera (i Heatha Ledgera) są niezwykle poważni, jeśli chodzi o tę postać. W sieci rozpoczęli właśnie kampanię, której celem jest przekonanie Warner Bros. by nigdy więcej nie sięgali po postać Jokera w produkcjach filmowych.

Fani "Mrocznego rycerza" uznają kreację Heatha Ledgera za ostateczną i najlepszą i wszelkie kolejne próby wykorzystania Jokera uważają za potencjalnie godzące w dobrą pamięć zmarłego przed rokiem z powodu przedawkowania leków aktora.

Fani Ledgera zapominają jednak, że jeszcze parę lat temu świętokradztwem był pomysł, by Jokera grał ktoś inny niż Jack Nicholson, uważany od 1989 roku za najlepszego i jedynego Jokera. Kiedy pojawiły się informacje, że Ledger - znany głównie z komedii romantycznych dla napalonych nastolatek - ma wcielić się w tę postać, przez sieć przetoczył się wielki krzyk rozpaczy. Dziś jednak – jak widać z powyższej akcji – wielu nie wyobraża sobie inne Jokera. Kto wie, być może za 20 lat pojawi się kolejny aktor, który zaskoczy widownię Jokerem jakiego jeszcze nie widzieliśmy.

:pukpuk:
 
 
Arbuz 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1074
Skąd: K-rz G.
Wysłany: 2009-04-29, 18:41   

Film średni, taka tania rozrywka, ale chyba nikt nie czuł się oszukany po tym filmie. Ale tak na prawdę mam co innego do powiedzenia - jak już tak ruszacie postać Jokera z każdej strony, to ja też coś rzeknę - nienawidzę jak ktoś ma taką manierę mlaskania! Obejrzenie tego filmu to była dla mnie prawdziwą katorgą! Nie potrafię poruszać się miejskimi środkami lokomocji, bo zawsze ktoś taki się trafi. Jeżdżę autem. Nie potrafię pracować z takimi ludźmi, zmieniam pracę. Nie jadam na mieście. Nie rozmawiam z takimi ludźmi... dostaje ataku agresji normalnie jak słyszę ten odgłos...
 
 
PanSardela 
koneser



Wiek: 19
Dołączył: 22 Kwi 2009
Posty: 539
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-04-29, 19:28   

Fani przekonali Warner Bros i hitem kolejnego "Batmana" ma być postać Batmana.

Wiadomo nawet, że w jego postać wcieli się początkujący, nieznany szerszej publiczności aktor:
http://img260.imageshack....batmanlw4xp.swf

Moim zdaniem, może być nieźle. :fingerok:
_________________
Ja to najbardziej lubię filmy jak ojciec ma syna
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe

e-mail: admin@forum-filmowe.pl
[ kontakt, współpraca, wymiana bannerów, zapytania, uwagi, reklama ]

Page Ranking Tool stat4u